whos.amung.us

wtorek, 25 lipca 2017

Duda-Kaczyński 1:1. Wystarczy!

Autor: Integrator

Bardzo wyraźnie swego czasu, Prezydent Andrzej Duda, dał do zrozumienia swym pobratyńcom z PiS, że nie godzi się być traktowany przedmiotowo. Było to przy okazji głośnej wymiany korespondencji pomiędzy nim właśnie a ministrem Obrony Narodowej Antonim Macierewiczem, której celem miało być ostateczne uregulowanie i wzajemne potwierdzenie sobie kto jest kim, a nadto kto w wojskowej materii (i nie tylko) jest nad kim. Jak się na dniach okazało, nie wzięto sobie na Nowogrodzkiej tego specjalnie do serca i przy okazji reformy sądownictwa, po raz kolejny potraktowano Prezydenta z góry. przez co ten zachował się jak zachował tj. zawetował ustawę.

Sytuację mamy fatalną. Rozbicie kasty sądowniczej jest ruchem koniecznym jeśli PiS faktycznie chce zmieniać kraj. Przed wielu laty, gdy komuna dogadywała się z tajnymi współpracownikami pracującymi dla nich po stronie Solidarności (tudzież ciut później ze zwykłymi krętacza i karierowiczami vide Tusk) ustrój III RP zbudowano w taki sposób, że aby cokolwiek zmienić w jej konstrukcji, musiało przejść wcześniej lub później przez sąd. Przekazanie tej grupie uprawnień do samostanowienia dawało gwarancję budowniczym III RP, że tak namaszczona grupa będzie najskuteczniejszy strażnikiem ustalonego wówczas status quo. Świadomość tego faktu ma tak Prezes Kaczyński jak i Prezydent Duda, obaj też Panowie jak nikt inny rozumieją, że czas gra na niekorzyść reformatorów. 

Niestety górę wzięły osobiste animozje. Prezes Kaczyński, ojciec sukcesu Andrzeja Dudy, nie potrafi pogodzić się z faktem, że wdzięczność za pomoc w zdobyciu Pałacu Prezydenckiego to jedno, a majestat Prezydenta RP to zagadnienie całkiem inne, w dodatku niepodlegające dyskusji. Tym bardziej naciskom, bo nie inaczej przecież odebrano brak konsultowania projektu ustawy z Dudą, nomen omen doktorem prawa. Ktoś na Nowogrodzkiej wymyślił, że Prezydent mając świadomość jak reforma sądów jest pilna i niezbywalna dla wyrwania kraju z postkomunistycznych układów, czując na sobie wyczekujące spojrzenie wyborców Prawa i Sprawiedliwości, chcąc nie chcą, podpisze co trzeba. Stało się inaczej. Duda skalkulował, że do wyborów ma jeszcze trochę czasu i może podjąć twardą grę, która pozwoli zbudować mu własny ośrodek oddziaływania na wyborców, tym samym uniezależnić go od woli Prezesa. Jednym ruchem schodzi tak z linii strzału mediów liberalnych, które gotowe były przekierować na niego całą winę za "zabicie demokracji" w razie gdyby ustawę podpisał, dodatkowo otwiera na siebie elektorat, który jest dla Prawa i Sprawiedliwości nieosiągalny. W między bajki można wsadzić opowieści, i Pałac dobrze o tym wie, że jednocześnie traci wyborców PiS. Pewnie jakąś część tak, ale my tu po prawej stronie od lat głosujemy zgodnie z zasadą - "nie ma wyboru" - więc zagłosujemy jak trzeba. 

Szkoda tylko, że przy okazji tych kalkulacji, stronnicy Prezydenta nie wzięli po uwagę jak dużym zastrzykiem energii  dla opozycji będzie tak podjęta decyzja. Weto głowy państwa zostało odebrane przez zbierających się na ulicach przeciwników zmian, przez zwykłych ludzi, jako efekt ich aktywności. Mogą teraz z pełnym przekonaniem twierdzić, ale też przekazywać sobie tą myśl i wzajemnie się mobilizować, że wszystko leży w ich rękach, trzeba tylko jeszcze więcej, głośniej i dłużej. Dostali niestety paliwo do dalszego demonstrowania, dostali też coś co ich może zacząć w końcu łączyć - przeświadczenie, że grając zespołowo mogą skutecznie zatrzymać totalitarny ich zdaniem rząd. A to jak wiemy Polaków zawsze pociągało i łączyło. Brak zaś wspólnego łącznika, był po tamtej stronie najbardziej odczuwalną bolączką. Teraz to dostali. 

Trudno, stało się. Po obu stronach zabrakło hamulców. Dlatego kolejne noce, w obu ośrodkach władzy, powinny być spędzone na refleksjach efektem których będą decyzje, które upewnią Polaków, że są traktowani poważnie. Piłeczka aczkolwiek jest po stronie Prezydenta. Pokazał jak bardzo jest zdeterminowany by zaczęto postrzegać go jako partnera a nie tylko wykonawcę programu PiS. Z drugiej strony w centrali partii, odnotowano ten sprzeciw, mam nadzieję tym razem na poważnie, i przy okazji planowania kolejnych ruchów, Andrzej Duda z dużym wyprzedzeniem poproszony zostanie o opinię. Mam więc nadzieję, że Prezydent "po ponownym przemyśleniu wszystkich za i przeciw" ustawę podpisze. Nawet jeśli warunkowo tj. z zastrzeżeniem, że jej autorzy zgłoszą po wakacjach stosowne autopoprawki.

Miejcie Panowie na uwadze, że ta ustawa musi wejść. Miejcie też na uwadze, że w chwilach takich intensyfikują się działania służb obcych, szczególnie rosyjskich, bo to państwo zawsze atakuje w chwilach wewnętrznych kryzysów. Miejcie w końcu także na uwadze, że ze skłóconymi niechętnie robią interesy sojusznicy. 

środa, 19 lipca 2017

Platforma chciała sprowokować bójkę w sejmie. DOWÓD!

Autor: Integrator

W związku z odrobiną wolnego czasu jaka mi się dziś przytrafiła, postanowiłem napisać parę słów o tym co Prawo i Sprawiedliwość próbuje zmienić na polu władzy sądowniczej, ale jak zwykłe pojawił się niespodziewanie smaczek, którego nie mogę odłożyć nawet jeśli tylko do jutra rana. 

Oto bowiem dzień dzisiejszy upłynął mediom na wzajemnym prześciganiu się w wymyślaniu co lepszych określeń na zachowanie posła Tarczyńskiego, który rzekomo chciał wyrwać posłance Gajewskiej telefon komórkowy, którym nagrywała Jarosława Kaczyńskiego. Nagranie, które leciało dziś we wszystkich mediach pewnie z setkę razy, bez wątpienia pozwala mi stwierdzić, że poseł PiS odsuwał komórkę posłance Gajewskiej a nie jak chcą liberalne media, i ona sama, wykręcał jej ręce. Nie mam też najmniejszych wątpliwości, że natrętne nagrywanie lidera partii, na roboczo ustalającego w ławie poselskiej strategię działanie wobec bieżącej sytuacji na sali sejmowej, jest nie tylko aktem agresji ale zachowaniem, które powinno być karane przez marszałka Sejmu. Chciałbym widzieć reakcję Schetyny, jego stoicki spokój, gdyby którakolwiek z posłanek PiS, w dodatku młoda siksa, podsuwała mu pod nos telefon, by nagrywać to o czym rozmawia ze swoją świtą. To jest zachowanie absolutnie niedopuszczalne i raz jeszcze podkreślę, powinno pociągać za sobą co najmniej karę finansową dla posła. 

Nie o tym jednak chciałem. Otóż oglądając dziś w jednym z serwisów informacyjnych ową próbę wyrywania telefonu, w wersji nieco dłuższej niż sam tylko "pojedynek" dwójki posłów, zwróciłem uwagę na gest jaki wykonała posłanka Platformy Obywatelskiej tuż po tym jak Tarczyński stanąwszy do niej plecami, zasłonił swym ciałem Jarosława Kaczyńskiego. Proszę spojrzeć:


Kluczowy jest moment tuż po interwencji posła Tarczyńskiego. Gajewska uchyliwszy się przed nim, dalej kręci film, przy czym jednocześnie spogląda w lewo w stronę swoich politycznych kolegów i lewą ręką ewidentnie przywołuje ich by wkroczyli do akcji. Bardzo wymowna jest także jej mina: "Teraz panowie, na co czekacie?".

To była najzwyklejsza ustawka. Oni dobrze wiedzieli, że dokładnie tak jak to było w poprzednich przypadkach, Kaczyński lub ktoś z jego otoczenia zareaguje na ten typ zaczepki w sposób bardzo oczywisty i bliski ludzkiej psychice (gdy tak drastycznie narusza się czyjąś prywatność) czyli bardzo nerwowo. Jakkolwiek miała ta reakcja wyglądać, celowo wystawiono na nią posłankę tj. kobietę, w obronie której na posłów PiS miała następnie ruszyć męska część Platformy. 

Mamy proszę Państwa w Sejmie zwykłych bandytów. Ludzi, którzy z pełną świadomością dążą do sprowokowania zamieszek, którzy dyskusję parlamentarną chcą zastąpić burdami, a w dalszej kolejności naszą krwią spływającą po polskich ulicach. Nie dajcie wciągnąć się w tą grę - to apel do wyborców Platformy! Ci ludzie walczą o odebrane im stanowiska i wpływ - jeśli dacie się im sprowokować - wielu z nas będzie walczyć o życie. Ten scenariusz piszą im starzy ubecy i służby, ludzie którym odebrano wielotysięczne emerytury, którzy nie raz i nie dwa rzucali Polaków przeciwko sobie by skąpać ich w ich własnej krwi.