whos.amung.us

czwartek, 22 czerwca 2017

Zamieszki w Londynie to kwestia czasu

Autor: Integrator

Muszę przyznać, że jednym z powodów mojej znikomej w ostatnim czasie redaktorskiej aktywości, poza tym, że pracuję intensywniej niż kiedykolwiek wcześniej, jest niczym niezmącone przekonanie, że sprawy w kraju idą w jak najlepszym kierunku. Owszem zdarzają się różnorakie potknięcia poszczególnym członkom tego rządu, ale to tylko przypomina mi, ilekroć o tym zapomnę, że są to ludzie tacy jak my, z problemami nam podobnymi, którzy mimo wszystko potrafią stawać na wysokości zadania dzień po dniu, kwartał po kwartale. Nie ma zatem zwyczajnie o czym pisać, bo wywarzanie otwartych drzwi tudzież opowiadanie sloganów zostawiam innym. Pojawiają się jednak od czasu do czasu sygnały, których najwyraźniej nikt nie odbiera, co nakłada na mnie obowiązek wskazać palcem - tym którzy mogą coś z tym zrobić - skąd może nadejść zagrożenie.

Otóż jak wiemy całkiem niedawno wstrząsnęła nami dramatyczna informacja, że w Londynie płonie niczym pochodnia budynek pełen ludzi. Temat bardzo nośny jak to bywa w przypadku tego typu tragedii toteż opisywano ją w mediach na wszystkie możliwe sposoby, kolportując przy okazji bzdurne hipotezy jakoby do pożaru doszło przez wybuch lodówki, a ogień mógł się rozprzestrzenić dzięki wyjątkowo łatwopalnej elewacji. Zostawmy te treści brukowcom sami zaś spróbujmy spojrzeć na to zdarzenie jak przystało na ludzi dojrzałych. 

Po pierwsze zapraszam moich Czytelników by rzucili okiem na listę mieszkańców bloku, którzy zginęli w pożarze: http://www.telegraph.co.uk/news/0/grenfell-tower-fire-fatalities-missing-people/ Nie może ujść naszej uwadze, że nazwiska tych osób dobitnie wskazują na ich pochodzenie, i nie są to bynajmniej rdzenni europejczycy. Najwyraźniej budynek zamieszkały był przez etniczną mieszankę, w dodatku, o nie najwyższym statusie finansowym co czyniło tych ludzi dogodnym celem dla każdego kto zechciałby wzburzyć niepokoje społeczne w sercu wyspiarskiego narodu. Tak, tak nie przesłyszeli się Państwo, według mnie mieliśmy do czynienia z próbą wywołania w Londynie zamieszek, które przy odrobienie szczęścia mogłyby przerodzić się w trudną do opanowania falę wzajemnej, ludzkiej nienawiści. Proszę zauważyć, że jeśli wierzyć Wikipedii, to połowa Londyńczyków to tak zwani "nie-biali" przez co włodarzem miasta mógł zostać muzułmanin, ale też przez co miasto to staje się idealnym polem do wzbudzania w ważnym ośrodku europejskim gwałtownych konfliktów międzyludzkich. Uderzono w przedstawicieli, wcale już nie mniejszości, która na fali tej tragedii mogła uruchomić domino bardzo niepożądanych zdarzeń przy których zamieszki na obrzeżach Paryża, które mogliśmy oglądać parę lat temu, mogłyby się wydać betką. Dlatego jakoś więc mnie to nie zdziwiło, gdy tłum, zaczął skandować hasła dalekie od zwyczajowych dla tego typu zdarzeń, tu: "żądamy sprawiedliwości". Całkiem jakby tym bezwiednym a nie wątpię, że i szczerze rozgoryczonym tłumem, sterował.   

Tezie którą tu stawiam wiarygodności dodaje zdarzenie do którego doszło zaledwie parę dni po pożarze. Z tego co zrozumiałem po raz pierwszy nie-muzułmanin z premedytacją wjechał furgonetką w grupę muzułmanów wychodzących z meczetu co skomentowano jako próbę rewanżu za ataki do jakich w ostatnim czasie dochodziło w Londynie. Fakt, do tej pory muzułmanie wjeżdżali w tłum niewiernych tudzież atakowali się wzajemnie, choć już mniej oficjalnie, w ramach "plemiennych" wojen. Według mnie jednak i tym razem mieliśmy do czynienia z próbą sprowokowania londyńskiej społeczności muzułmańskiej do wyjścia na ulicę. 

Mam nadzieję, że wywiad angielski bierze pod uwagę warianty o których tu piszę, bo niechybnie tego typu prowokacje inspirowane są z zagranicy. Wcale bym się nie zdziwił gdyby stał za tym kraj, który z pełnym rozmysłem sprowokował falę imigracyjną zalewającą dziś Europę, która na własne życzenie staje przez to na krawędzi swej tożsamości ale i jestestwa.  


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz