whos.amung.us

środa, 3 maja 2017

Macierewicz kontra reszta świata

Autor: Integrator

Nie pamiętam kiedy ostatnio z równie dużym niepokojem przyglądałem się "dyskusji" podobnej tej jaką prowadzą dziś na naszych oczach prawicowe tygodniki. Zdarzało się już nie raz, że prowadziły one gorące spory na tematy aktualne, nie pamiętam jednak by atakowano tak systematycznie i z takim zaangażowaniem polityka, który jest kwintesencją tego co napędzało nas gdy byliśmy w defensywie, co odróżniało i nadal odróżnia nas od tamtych. Idzie nam tu dziś o pana Macierewicza. 

Ani ślepy ani na tyle zakłamany nie jestem bym nie dostrzegał niezrozumiałych dla wielu z nas nominacji, których minister MON nie szczędzi młodym ludziom tak licznie go dziś otaczających. Ale w obliczu zajadłej krytyki trzeba postawić pytanie, gdzie byli tak odważni dziś koledzy-politycy a zarazem prawicowi dziennikarze gdy sprawa Misiewicza zaledwie kiełkowała? Gdzie były komisje i sądy partyjne gdy wiele miesięcy temu liberalne media podnosiły braki w wykształceniu owego człowieka, jakiż to zbieg okoliczności nie pozwalał naszym pisarzom dusić wówczas tej patologi w zarodku? Zaprawdę nie pamiętam bohaterów z tamtych dni, którzy z odsłoniętą przyłbicą biliby na alarm.

Tymczasem Antoni Macierewicz to postać symboliczna. Nie było chętnych by wziąć na siebie ciężar skumulowanego ataku, który zważywszy na kaliber powierzonych mu zadań był przecież nietrudny do przewidzenia. Przede wszystkim Macierewicz jako szef MON oczyszcza armię z osób, które poprzez powiązania personalne czy służbowe z lat minionych w sposób oczywisty choć nie zawsze świadomy będą blokować reformę armii. W obliczu komplikującej się sytuacji geopolitycznej i gwałtownego zbrojenia się rosyjskiej armii, reformy absolutnie dziś najważniejszej. Wymiana tych ludzi jest zatem krokiem niezbędnym a wszystkich którym trafiają do serca slogany o niezastępowalności fachowców a przy tym ich głębokiemu oddaniu dobru Polski polecam analizę skutków niemniej naiwnego podejścia do tematu lustracji policjantów czy środowiska sędziowskiego. Aż nadto wiele dziś mamy przykładów gorliwej i merytorycznej służby tych ostatnich dla suwerena i kraju. Oni także wydają się być przecież niezastępowalni. 

Inny, bodaj czy nie najważniejszy powód tak skumulowanych i pezpardonowych ataków, to nowy rodzaj wojsk, Wojska Obrony Terytorialnej. Jeśli prześledzimy statystyki ostatniej wojny światowej łatwo dostrzeżmy, że zginęło w niej więcej, o wiele więcej ludności cywilnej niż zawodowych żołnierzy. Jest tak dlatego, że jako społeczeństwo jesteśmy całkowicie rozbrojeni, nie dość tego, nie jesteśmy nawet powszechnie obeznani z bronią. Dziś w razie wojny, większość mężczyzn, nawet gdyby jakimś cudem znalazła broń na ulicy nie będzie potrafiła jej użyć, o rozłożeniu i czyszczeniu nie wspomnę. To między innymi z tego powodu po kapitulacji czy wycofaniu się wojsk na obywatelach naszego kraju dokonywano rzezi, a wcześniej obcy żołnierz wchodził do polskich wsi czy do miasta niczym w przysłowiowe masło. Grabił, mordował, gwałcił bez większych przeszkód pomny, że broń w rękach cywila to w tym państwie niemal przestępstwo. Całkiem inaczej bo z duszą na ramieniu przekraczałby ów żołdak granice każdego skupiska ludności polskiej mając świadomość, że zza każdego węgła może paść śmiertelny strzał. Ta historyczna prawidłowość pokazuje jak bardzo ważne zadanie dla obronności a zatem przyszłości naszego kraju wykonuje minister Macierewicz. Jeśli pozwolimy lokalnym mieszkańcom usystematyzować wiedzę o warunkach terenowych ich okolicy tak by umieli wykorzystać je w walce z wrogiem, jeśli nauczymy ich współpracować ze sobą i organizować oraz przeszkalać tych którzy do wojska terytorialnego nie wstąpili ale w razie konfliktu zgłoszą się w określonych punktach mobilizacyjnych, jeśli w końcu zrealizuje szef MON zapowiedź budowania nowych i dofinansowania istniejących strzelnic, agresor będzie miał nie lada orzech do zgryzienia.  

Nie bez znaczenia w rozeznawaniu przyczyn tak silnego ataku na Macierewicza, bo nie oszukujmy się Misiewicz to tylko pretekst, są wielomilionowe a w sumie miliardowe zamówienia na sprzęt wojskowy, które do tej pory płynęły szerokim strumieniem do kontrahentów zagranicznych. Za sprawą Macierewicza ten strumień gwałtownie zmienił kierunek i zaczął zasilać nie tylko polską armię ale i polską gospodarkę, ale i polską myśl techniczną. 

Wiele osób uśmiecha się też drwiąco na hasło "komisja Macierewicza", choć ani ona nie jest jego, ani nawet nie jest Smoleńska. Jej zadaniem nie jest też wbrew pozorom badanie przyczyn katastrofy bo one są już od dawna znane nawet tym którzy wciąż twierdzą, że pijany generał Błasik przystawiwszy pilotowi pistolet do głowy kazał mu lądować niemal w środku katyńskiego lasu. Ta komisja jest po to by wskazać winnych oczywistych zaniedbań a także świadomych zaniedbań po stornie polskiej a następnie przykładnie i surowo ich ukarać. W obliczu ostatnich faktów nie ma wątpliwości, że doszło do zdrady dyplomatycznej, jak ją to minister Macierewicz ładnie zechciał nazwać, i że jak w wielu tego typu przypadkach do takiego zdarzenia nie mogło dojść bez wsparcia a przynajmniej przyzwolenia po tej stronie. Bez wątpienia operacja na tak dużą skalę nie mogła ujść uwadze służbom wywiadowczym większości krajów, nie tylko Europy. Mogła ona zostać podjęta za sprawą ich milczącej zgody ale też przede wszystkim nie bez zezwolenia wiedzy i służb polskich. Jak pokazuje bieżąca praca weryfikacyjna prowadzonej przez Macierewicza w armii, ludzi kochających (na swój sposób) ten kraj zarazem współpracujących z rosyjskim wywiadem wojskowym są tam wciąż setki i tysiące. 

Ufam, że podniesione powyżej argumenty są na tyle klarowne by mógł je zrozumieć każdy zjadacz chleba co dopiero otrzaskany w niuansach polityki i mechanizmach nią rządzących prawicowy dziennikarz. W "ustrzeleniu" szefa MON interes ma tak Rosja, zachodni sojusznicy jak i siły wewnętrzne. Zanim więc ktokolwiek znów zechce podnieść symboliczne pióro, by uderzyć swym przemyślnym tekstem w "Antka", lepiej by pierwej zważył w co tak naprawdę uderza.