whos.amung.us

sobota, 16 września 2017

O tym jak Platforma zniszczyła Puszczę Białowieską

Autor: Integrator


Nie umiem wyrazić jak bardzo nie chce mi się pisać na ten akurat temat. Ilość kłamstw jaka w tej materii przelewa się z codziennych wydań serwisów informacyjnych powoduje, że zamknąłem się w sobie, wiem swoje i tak mi jest z tym dobrze. No ale dziś moja znajoma, osoba bardzo wykształcona i ciesząca się dużym uznaniem w swoim środowisku zawodowym, niemal ze łzami w oczach powiedziała mi, że wycięto już niemal jedną trzecią Puszczy Białowieskiej, i że jeśli ktoś, albo coś nie powstrzyma Kaczora to dojdzie do tragedii. Zbiegło się to dzisiejsze moje spotkanie ze znajomą z ultimatum wysłanym przez UE do Polski, która grozi nam karami finansowymi za każdy dzień trwania wycinki. Nie było więc rady jak usiąść i napisać o tym co tak przecież oczywiste. Cholera mnie przy tym bierze, bo przecież w dobie youtube'a każdy ma to co zaraz pokażę na wyciągniecie ręki. Ale niech tam...

Mówi się więc w mediach, że minister Szyszko wycina Puszczę. Ten zaś twierdzi, że kornik Drukarz tak się rozplenił, że części Puszczy już nie ma, a za parę lat nie będzie jej w ogóle. Jaka jest prawda? I tym razem rację ma minister Szyszko. Proszę sprawdzić w archiwach internetu, że problem z tym kornikiem zaczął się za rządów Platformy Obywatelskiej. Ówczesny minister Adam Korolec (zapamiętajcie to nazwisko, to ten człowiek doprowadził Puszczę na skraj zagłady) dostał sygnał od leśników, że jest problem, ale też informację, że wycięcie kilkudziesięciu drzew sprawę załatwi. Wówczas to, jest o tym w sieci cały artykuł (proszę poszukać, nie będę odrabiał za wszystkich lekcji), pojawiła się jakaś banda ekologów, którzy wytłumaczyli panu ministrowi, że kornik też ma prawo do życia, i że to jego naturalny obszar bytowania. Drzew nie wycięto, w efekcie czego dziś Puszcza wygląda na mapie satelitarnej Google tak:

Zdjęci satelitarne Puszczy z Google Maps. Obszary wyglądające jak delikatna mgiełka to setki hektarów obumarłych drzew w wyniku działania kornika Drukarza. 

A tak to wygląda w zbliżeniu. Drzewa w kolorze fioletu to drzewa obumarłe...


No dobrze, tyle możemy sprawdzić sami dostępnymi w necie metodami. Zjedźmy jeszcze niżej. Tak wyglądają te drzewa a więc i Puszcza sfotografowana z wysokości kilkudziesięciu metrów, z drona w jakości niepozostawiającej złudzeń co do tragedii do jakiej dopuściło plaftormerskie towarzystwo pod przywództwem Tuska.  

(https://przedsiebiorczepodlasie.pl/wp-content/uploads/2016/12/Kornik_w_Puszczy_Bialowieskiej_fot.Marek_Taradejna4.jpg)

(https://przedsiebiorczepodlasie.pl/wp-content/uploads/2016/12/Kornik_w_Puszczy_Bialowieskiej_fot.Marek_Taradejna1-1024x576_slider-886x500.jpg)

Czy trafiłem do zablokowanych głów, "wykształconych z wielkich miast"? Szczerze wątpię. 

To może jeszcze przelot samolotem nad Puszczą...



.... i może jeszcze dronem, będzie wyraźniej...


Wszystko. Mam cichą nadzieję, że choć część tych którzy wpadli tu przypadkiem ocknie się i spuści zawstydzona głowy. A co do uwagi mojej znajomej o wycięciu "już niemal jednej trzeciej powierzchni Puszczy" - to nie tak. Minister Szyszko by pokazać tym wszystkim durniom, którzy przykuwają się dziś do drzew, do czego doprowadzi brak wycinki tych zaatakowanych przez kornika, podzielił Puszczę na trzy części. Jedna trzecia zostanie nietknięta, reszta będzie ratowana poprzez wycinkę. Inwentaryzacja Puszczy po raz pierwszy wykonana za ministra Szyszki (wcześniej nikt sobie tym głowy nie zawracał) oraz powstająca telewizja o Puszczy pozwoli porównać oba obszary za parę lat. Wtedy większość z Was, tak dziś pomstująca na to co "się wyrabia w Puszczy" będzie mogła przekonać się jak bardzo się myliła. Oczywiście pod warunkiem, że zechce się Wam o tym wredt poczytać. 

Swoją drogą, przykład manipulacji jakiej dokonano w tym temacie jest dobrym przykładem manipulacji jakich dokonuje się dokładnie w każdym zagadnieniu jakie podejmują liberalne media. Szyszko, który ratuje Puszczę kreowany jest na chama i durnia, ci którzy Puszczę do tego stanu doprowadzili chodzą w glorii. Mam nadzieję, że chociaż stali Czytelnicy tego bloga widzą z czym my tu dziś w Polsce mamy do czynienia.....

PS> TVN24 o korniku mówiła już w 2015 http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/puszcza-bialowieska-atak-kornika-drukarza,600773.html. Z treści tekstu zamieszczonego na zalinkowanej stronie wynika, że konieczność walki z kornikiem zapisana była przez ministra z PO już w planie na 2012 rok. Jak w wielu sprawach tak i w tej ani Tusk ani Kopacz nawet palcem w tej kwestii nie ruszyli.

środa, 13 września 2017

The knock out game czyli zabawy imigrantów

Autor: Integrator

Krótko dziś, wszak nie ma sensu po próżnemu rozprawiać gdy rzecz nader oczywista. Oto całkiem przypadkiem oglądając jakiś materiał na youtube, kątem oka dostrzegłem film podpisany "knockout games". Jak się okazało, muzułmańscy imigranci znudzeniu codziennością wymyślili grę, która choć prosta w swych zasadach daje im bardzo wiele radości i ukojenia. W sumie to zasada jest jedna - trzeba walnąć białego tak by padł za pierwszym razem. Z pewnością to nie jest łatwa sztuka, na pewno wymaga wprawy i ćwiczeń ale "materiału" nie brakuje więc jak zaraz zobaczycie, rosną nam prawdziwi mistrzowie. 

Uwaga materiał dla dorosłych, o silnych nerwach!


https://www.youtube.com/watch?v=-ckb88FzfBM


https://www.youtube.com/watch?v=yd75728AMIA&index=14&list=PLQiBcPPbFwbW30JULmHA9xYVV5bn-2H3T

https://www.youtube.com/watch?v=RS9i_vAAfpE


https://www.youtube.com/watch?v=0C96Q_XVRzw


https://www.youtube.com/watch?v=O7uzQK8Fsbo

Jak pisałem na wstępie, komentarz jest tu zbędny. Dzięki Bogu partia Prawo i Sprawiedliwość, przy wszystkich błędach jakie popełniają (kto ich nie popełnia?) przejęła w kraju władzę absolutnie w ostatnim momencie. Otwarcie polskich granic dla ludzi z drugiego bieguna kulturowego (jeśli w ogóle można tu mówić o jakiejkolwiek kulturze) było by nieodwracalnym aktem bezrefleksyjnego samozniszczenia. Nawet teraz gdy już tak wiele wiemy o tym złu, które zalewa Europę, Muniek Staszczyk, lider zespołu TLove, opowiada w necie, że wpuszczenie paru tysięcy imigrantów do 40-to milionowego kraju nie jest problem. Jaki poziom zidiocenia trzeba osiągnąć, by ulepić taki tekst zaledwie parę tygodni po tym, jak nieletni imigranci zbiorowo zgwałcili we Włoszech Polkę? Przyjmując tok myślenia Muńka, czysto arytmetyczny jak widać, można spokojnie stwierdzić, że pobicie czy zgwałcenie paru Polek przez imigrantów, których Muniek chce widzieć w naszym kraju, nie powinno być wielką sprawą. Wszak mamy tych Polek tu całe miliony.  

"Knockout game" jak wszystko inne znudzi się w końcu przybyszom - których z otwartymi rękami obywatele zachodu nie tak dawno witali na tamtejszych lotniskach. Mam nadzieję, że gdy już ich będzie znacznie więcej -  przewiduje się, że w 2025 roku co trzecie dziecko rodzące się w Europie będzie muzułmaninem - mam nadzieję, że nie wpadną oni wówczas na pomysł zagrania w "head off game" - z jakże jedną prostą zasadą - ściąć łeb białemu za jednym machnięciem maczetą. 

wtorek, 25 lipca 2017

Duda-Kaczyński 1:1. Wystarczy!

Autor: Integrator

Bardzo wyraźnie swego czasu, Prezydent Andrzej Duda, dał do zrozumienia swym pobratyńcom z PiS, że nie godzi się być traktowany przedmiotowo. Było to przy okazji głośnej wymiany korespondencji pomiędzy nim właśnie a ministrem Obrony Narodowej Antonim Macierewiczem, której celem miało być ostateczne uregulowanie i wzajemne potwierdzenie sobie kto jest kim, a nadto kto w wojskowej materii (i nie tylko) jest nad kim. Jak się na dniach okazało, nie wzięto sobie na Nowogrodzkiej tego specjalnie do serca i przy okazji reformy sądownictwa, po raz kolejny potraktowano Prezydenta z góry. przez co ten zachował się jak zachował tj. zawetował ustawę.

Sytuację mamy fatalną. Rozbicie kasty sądowniczej jest ruchem koniecznym jeśli PiS faktycznie chce zmieniać kraj. Przed wielu laty, gdy komuna dogadywała się z tajnymi współpracownikami pracującymi dla nich po stronie Solidarności (tudzież ciut później ze zwykłymi krętacza i karierowiczami vide Tusk) ustrój III RP zbudowano w taki sposób, że aby cokolwiek zmienić w jej konstrukcji, musiało przejść wcześniej lub później przez sąd. Przekazanie tej grupie uprawnień do samostanowienia dawało gwarancję budowniczym III RP, że tak namaszczona grupa będzie najskuteczniejszy strażnikiem ustalonego wówczas status quo. Świadomość tego faktu ma tak Prezes Kaczyński jak i Prezydent Duda, obaj też Panowie jak nikt inny rozumieją, że czas gra na niekorzyść reformatorów. 

Niestety górę wzięły osobiste animozje. Prezes Kaczyński, ojciec sukcesu Andrzeja Dudy, nie potrafi pogodzić się z faktem, że wdzięczność za pomoc w zdobyciu Pałacu Prezydenckiego to jedno, a majestat Prezydenta RP to zagadnienie całkiem inne, w dodatku niepodlegające dyskusji. Tym bardziej naciskom, bo nie inaczej przecież odebrano brak konsultowania projektu ustawy z Dudą, nomen omen doktorem prawa. Ktoś na Nowogrodzkiej wymyślił, że Prezydent mając świadomość jak reforma sądów jest pilna i niezbywalna dla wyrwania kraju z postkomunistycznych układów, czując na sobie wyczekujące spojrzenie wyborców Prawa i Sprawiedliwości, chcąc nie chcą, podpisze co trzeba. Stało się inaczej. Duda skalkulował, że do wyborów ma jeszcze trochę czasu i może podjąć twardą grę, która pozwoli zbudować mu własny ośrodek oddziaływania na wyborców, tym samym uniezależnić go od woli Prezesa. Jednym ruchem schodzi tak z linii strzału mediów liberalnych, które gotowe były przekierować na niego całą winę za "zabicie demokracji" w razie gdyby ustawę podpisał, dodatkowo otwiera na siebie elektorat, który jest dla Prawa i Sprawiedliwości nieosiągalny. W między bajki można wsadzić opowieści, i Pałac dobrze o tym wie, że jednocześnie traci wyborców PiS. Pewnie jakąś część tak, ale my tu po prawej stronie od lat głosujemy zgodnie z zasadą - "nie ma wyboru" - więc zagłosujemy jak trzeba. 

Szkoda tylko, że przy okazji tych kalkulacji, stronnicy Prezydenta nie wzięli po uwagę jak dużym zastrzykiem energii  dla opozycji będzie tak podjęta decyzja. Weto głowy państwa zostało odebrane przez zbierających się na ulicach przeciwników zmian, przez zwykłych ludzi, jako efekt ich aktywności. Mogą teraz z pełnym przekonaniem twierdzić, ale też przekazywać sobie tą myśl i wzajemnie się mobilizować, że wszystko leży w ich rękach, trzeba tylko jeszcze więcej, głośniej i dłużej. Dostali niestety paliwo do dalszego demonstrowania, dostali też coś co ich może zacząć w końcu łączyć - przeświadczenie, że grając zespołowo mogą skutecznie zatrzymać totalitarny ich zdaniem rząd. A to jak wiemy Polaków zawsze pociągało i łączyło. Brak zaś wspólnego łącznika, był po tamtej stronie najbardziej odczuwalną bolączką. Teraz to dostali. 

Trudno, stało się. Po obu stronach zabrakło hamulców. Dlatego kolejne noce, w obu ośrodkach władzy, powinny być spędzone na refleksjach efektem których będą decyzje, które upewnią Polaków, że są traktowani poważnie. Piłeczka aczkolwiek jest po stronie Prezydenta. Pokazał jak bardzo jest zdeterminowany by zaczęto postrzegać go jako partnera a nie tylko wykonawcę programu PiS. Z drugiej strony w centrali partii, odnotowano ten sprzeciw, mam nadzieję tym razem na poważnie, i przy okazji planowania kolejnych ruchów, Andrzej Duda z dużym wyprzedzeniem poproszony zostanie o opinię. Mam więc nadzieję, że Prezydent "po ponownym przemyśleniu wszystkich za i przeciw" ustawę podpisze. Nawet jeśli warunkowo tj. z zastrzeżeniem, że jej autorzy zgłoszą po wakacjach stosowne autopoprawki.

Miejcie Panowie na uwadze, że ta ustawa musi wejść. Miejcie też na uwadze, że w chwilach takich intensyfikują się działania służb obcych, szczególnie rosyjskich, bo to państwo zawsze atakuje w chwilach wewnętrznych kryzysów. Miejcie w końcu także na uwadze, że ze skłóconymi niechętnie robią interesy sojusznicy. 

środa, 19 lipca 2017

Platforma chciała sprowokować bójkę w sejmie. DOWÓD!

Autor: Integrator

W związku z odrobiną wolnego czasu jaka mi się dziś przytrafiła, postanowiłem napisać parę słów o tym co Prawo i Sprawiedliwość próbuje zmienić na polu władzy sądowniczej, ale jak zwykłe pojawił się niespodziewanie smaczek, którego nie mogę odłożyć nawet jeśli tylko do jutra rana. 

Oto bowiem dzień dzisiejszy upłynął mediom na wzajemnym prześciganiu się w wymyślaniu co lepszych określeń na zachowanie posła Tarczyńskiego, który rzekomo chciał wyrwać posłance Gajewskiej telefon komórkowy, którym nagrywała Jarosława Kaczyńskiego. Nagranie, które leciało dziś we wszystkich mediach pewnie z setkę razy, bez wątpienia pozwala mi stwierdzić, że poseł PiS odsuwał komórkę posłance Gajewskiej a nie jak chcą liberalne media, i ona sama, wykręcał jej ręce. Nie mam też najmniejszych wątpliwości, że natrętne nagrywanie lidera partii, na roboczo ustalającego w ławie poselskiej strategię działanie wobec bieżącej sytuacji na sali sejmowej, jest nie tylko aktem agresji ale zachowaniem, które powinno być karane przez marszałka Sejmu. Chciałbym widzieć reakcję Schetyny, jego stoicki spokój, gdyby którakolwiek z posłanek PiS, w dodatku młoda siksa, podsuwała mu pod nos telefon, by nagrywać to o czym rozmawia ze swoją świtą. To jest zachowanie absolutnie niedopuszczalne i raz jeszcze podkreślę, powinno pociągać za sobą co najmniej karę finansową dla posła. 

Nie o tym jednak chciałem. Otóż oglądając dziś w jednym z serwisów informacyjnych ową próbę wyrywania telefonu, w wersji nieco dłuższej niż sam tylko "pojedynek" dwójki posłów, zwróciłem uwagę na gest jaki wykonała posłanka Platformy Obywatelskiej tuż po tym jak Tarczyński stanąwszy do niej plecami, zasłonił swym ciałem Jarosława Kaczyńskiego. Proszę spojrzeć:


Kluczowy jest moment tuż po interwencji posła Tarczyńskiego. Gajewska uchyliwszy się przed nim, dalej kręci film, przy czym jednocześnie spogląda w lewo w stronę swoich politycznych kolegów i lewą ręką ewidentnie przywołuje ich by wkroczyli do akcji. Bardzo wymowna jest także jej mina: "Teraz panowie, na co czekacie?".

To była najzwyklejsza ustawka. Oni dobrze wiedzieli, że dokładnie tak jak to było w poprzednich przypadkach, Kaczyński lub ktoś z jego otoczenia zareaguje na ten typ zaczepki w sposób bardzo oczywisty i bliski ludzkiej psychice (gdy tak drastycznie narusza się czyjąś prywatność) czyli bardzo nerwowo. Jakkolwiek miała ta reakcja wyglądać, celowo wystawiono na nią posłankę tj. kobietę, w obronie której na posłów PiS miała następnie ruszyć męska część Platformy. 

Mamy proszę Państwa w Sejmie zwykłych bandytów. Ludzi, którzy z pełną świadomością dążą do sprowokowania zamieszek, którzy dyskusję parlamentarną chcą zastąpić burdami, a w dalszej kolejności naszą krwią spływającą po polskich ulicach. Nie dajcie wciągnąć się w tą grę - to apel do wyborców Platformy! Ci ludzie walczą o odebrane im stanowiska i wpływ - jeśli dacie się im sprowokować - wielu z nas będzie walczyć o życie. Ten scenariusz piszą im starzy ubecy i służby, ludzie którym odebrano wielotysięczne emerytury, którzy nie raz i nie dwa rzucali Polaków przeciwko sobie by skąpać ich w ich własnej krwi.   

czwartek, 22 czerwca 2017

Zamieszki w Londynie to kwestia czasu

Autor: Integrator

Muszę przyznać, że jednym z powodów mojej znikomej w ostatnim czasie redaktorskiej aktywości, poza tym, że pracuję intensywniej niż kiedykolwiek wcześniej, jest niczym niezmącone przekonanie, że sprawy w kraju idą w jak najlepszym kierunku. Owszem zdarzają się różnorakie potknięcia poszczególnym członkom tego rządu, ale to tylko przypomina mi, ilekroć o tym zapomnę, że są to ludzie tacy jak my, z problemami nam podobnymi, którzy mimo wszystko potrafią stawać na wysokości zadania dzień po dniu, kwartał po kwartale. Nie ma zatem zwyczajnie o czym pisać, bo wywarzanie otwartych drzwi tudzież opowiadanie sloganów zostawiam innym. Pojawiają się jednak od czasu do czasu sygnały, których najwyraźniej nikt nie odbiera, co nakłada na mnie obowiązek wskazać palcem - tym którzy mogą coś z tym zrobić - skąd może nadejść zagrożenie.

Otóż jak wiemy całkiem niedawno wstrząsnęła nami dramatyczna informacja, że w Londynie płonie niczym pochodnia budynek pełen ludzi. Temat bardzo nośny jak to bywa w przypadku tego typu tragedii toteż opisywano ją w mediach na wszystkie możliwe sposoby, kolportując przy okazji bzdurne hipotezy jakoby do pożaru doszło przez wybuch lodówki, a ogień mógł się rozprzestrzenić dzięki wyjątkowo łatwopalnej elewacji. Zostawmy te treści brukowcom sami zaś spróbujmy spojrzeć na to zdarzenie jak przystało na ludzi dojrzałych. 

Po pierwsze zapraszam moich Czytelników by rzucili okiem na listę mieszkańców bloku, którzy zginęli w pożarze: http://www.telegraph.co.uk/news/0/grenfell-tower-fire-fatalities-missing-people/ Nie może ujść naszej uwadze, że nazwiska tych osób dobitnie wskazują na ich pochodzenie, i nie są to bynajmniej rdzenni europejczycy. Najwyraźniej budynek zamieszkały był przez etniczną mieszankę, w dodatku, o nie najwyższym statusie finansowym co czyniło tych ludzi dogodnym celem dla każdego kto zechciałby wzburzyć niepokoje społeczne w sercu wyspiarskiego narodu. Tak, tak nie przesłyszeli się Państwo, według mnie mieliśmy do czynienia z próbą wywołania w Londynie zamieszek, które przy odrobienie szczęścia mogłyby przerodzić się w trudną do opanowania falę wzajemnej, ludzkiej nienawiści. Proszę zauważyć, że jeśli wierzyć Wikipedii, to połowa Londyńczyków to tak zwani "nie-biali" przez co włodarzem miasta mógł zostać muzułmanin, ale też przez co miasto to staje się idealnym polem do wzbudzania w ważnym ośrodku europejskim gwałtownych konfliktów międzyludzkich. Uderzono w przedstawicieli, wcale już nie mniejszości, która na fali tej tragedii mogła uruchomić domino bardzo niepożądanych zdarzeń przy których zamieszki na obrzeżach Paryża, które mogliśmy oglądać parę lat temu, mogłyby się wydać betką. Dlatego jakoś więc mnie to nie zdziwiło, gdy tłum, zaczął skandować hasła dalekie od zwyczajowych dla tego typu zdarzeń, tu: "żądamy sprawiedliwości". Całkiem jakby tym bezwiednym a nie wątpię, że i szczerze rozgoryczonym tłumem, sterował.   

Tezie którą tu stawiam wiarygodności dodaje zdarzenie do którego doszło zaledwie parę dni po pożarze. Z tego co zrozumiałem po raz pierwszy nie-muzułmanin z premedytacją wjechał furgonetką w grupę muzułmanów wychodzących z meczetu co skomentowano jako próbę rewanżu za ataki do jakich w ostatnim czasie dochodziło w Londynie. Fakt, do tej pory muzułmanie wjeżdżali w tłum niewiernych tudzież atakowali się wzajemnie, choć już mniej oficjalnie, w ramach "plemiennych" wojen. Według mnie jednak i tym razem mieliśmy do czynienia z próbą sprowokowania londyńskiej społeczności muzułmańskiej do wyjścia na ulicę. 

Mam nadzieję, że wywiad angielski bierze pod uwagę warianty o których tu piszę, bo niechybnie tego typu prowokacje inspirowane są z zagranicy. Wcale bym się nie zdziwił gdyby stał za tym kraj, który z pełnym rozmysłem sprowokował falę imigracyjną zalewającą dziś Europę, która na własne życzenie staje przez to na krawędzi swej tożsamości ale i jestestwa.  


środa, 3 maja 2017

Macierewicz kontra reszta świata

Autor: Integrator

Nie pamiętam kiedy ostatnio z równie dużym niepokojem przyglądałem się "dyskusji" podobnej tej jaką prowadzą dziś na naszych oczach prawicowe tygodniki. Zdarzało się już nie raz, że prowadziły one gorące spory na tematy aktualne, nie pamiętam jednak by atakowano tak systematycznie i z takim zaangażowaniem polityka, który jest kwintesencją tego co napędzało nas gdy byliśmy w defensywie, co odróżniało i nadal odróżnia nas od tamtych. Idzie nam tu dziś o pana Macierewicza. 

Ani ślepy ani na tyle zakłamany nie jestem bym nie dostrzegał niezrozumiałych dla wielu z nas nominacji, których minister MON nie szczędzi młodym ludziom tak licznie go dziś otaczających. Ale w obliczu zajadłej krytyki trzeba postawić pytanie, gdzie byli tak odważni dziś koledzy-politycy a zarazem prawicowi dziennikarze gdy sprawa Misiewicza zaledwie kiełkowała? Gdzie były komisje i sądy partyjne gdy wiele miesięcy temu liberalne media podnosiły braki w wykształceniu owego człowieka, jakiż to zbieg okoliczności nie pozwalał naszym pisarzom dusić wówczas tej patologi w zarodku? Zaprawdę nie pamiętam bohaterów z tamtych dni, którzy z odsłoniętą przyłbicą biliby na alarm.

Tymczasem Antoni Macierewicz to postać symboliczna. Nie było chętnych by wziąć na siebie ciężar skumulowanego ataku, który zważywszy na kaliber powierzonych mu zadań był przecież nietrudny do przewidzenia. Przede wszystkim Macierewicz jako szef MON oczyszcza armię z osób, które poprzez powiązania personalne czy służbowe z lat minionych w sposób oczywisty choć nie zawsze świadomy będą blokować reformę armii. W obliczu komplikującej się sytuacji geopolitycznej i gwałtownego zbrojenia się rosyjskiej armii, reformy absolutnie dziś najważniejszej. Wymiana tych ludzi jest zatem krokiem niezbędnym a wszystkich którym trafiają do serca slogany o niezastępowalności fachowców a przy tym ich głębokiemu oddaniu dobru Polski polecam analizę skutków niemniej naiwnego podejścia do tematu lustracji policjantów czy środowiska sędziowskiego. Aż nadto wiele dziś mamy przykładów gorliwej i merytorycznej służby tych ostatnich dla suwerena i kraju. Oni także wydają się być przecież niezastępowalni. 

Inny, bodaj czy nie najważniejszy powód tak skumulowanych i pezpardonowych ataków, to nowy rodzaj wojsk, Wojska Obrony Terytorialnej. Jeśli prześledzimy statystyki ostatniej wojny światowej łatwo dostrzeżmy, że zginęło w niej więcej, o wiele więcej ludności cywilnej niż zawodowych żołnierzy. Jest tak dlatego, że jako społeczeństwo jesteśmy całkowicie rozbrojeni, nie dość tego, nie jesteśmy nawet powszechnie obeznani z bronią. Dziś w razie wojny, większość mężczyzn, nawet gdyby jakimś cudem znalazła broń na ulicy nie będzie potrafiła jej użyć, o rozłożeniu i czyszczeniu nie wspomnę. To między innymi z tego powodu po kapitulacji czy wycofaniu się wojsk na obywatelach naszego kraju dokonywano rzezi, a wcześniej obcy żołnierz wchodził do polskich wsi czy do miasta niczym w przysłowiowe masło. Grabił, mordował, gwałcił bez większych przeszkód pomny, że broń w rękach cywila to w tym państwie niemal przestępstwo. Całkiem inaczej bo z duszą na ramieniu przekraczałby ów żołdak granice każdego skupiska ludności polskiej mając świadomość, że zza każdego węgła może paść śmiertelny strzał. Ta historyczna prawidłowość pokazuje jak bardzo ważne zadanie dla obronności a zatem przyszłości naszego kraju wykonuje minister Macierewicz. Jeśli pozwolimy lokalnym mieszkańcom usystematyzować wiedzę o warunkach terenowych ich okolicy tak by umieli wykorzystać je w walce z wrogiem, jeśli nauczymy ich współpracować ze sobą i organizować oraz przeszkalać tych którzy do wojska terytorialnego nie wstąpili ale w razie konfliktu zgłoszą się w określonych punktach mobilizacyjnych, jeśli w końcu zrealizuje szef MON zapowiedź budowania nowych i dofinansowania istniejących strzelnic, agresor będzie miał nie lada orzech do zgryzienia.  

Nie bez znaczenia w rozeznawaniu przyczyn tak silnego ataku na Macierewicza, bo nie oszukujmy się Misiewicz to tylko pretekst, są wielomilionowe a w sumie miliardowe zamówienia na sprzęt wojskowy, które do tej pory płynęły szerokim strumieniem do kontrahentów zagranicznych. Za sprawą Macierewicza ten strumień gwałtownie zmienił kierunek i zaczął zasilać nie tylko polską armię ale i polską gospodarkę, ale i polską myśl techniczną. 

Wiele osób uśmiecha się też drwiąco na hasło "komisja Macierewicza", choć ani ona nie jest jego, ani nawet nie jest Smoleńska. Jej zadaniem nie jest też wbrew pozorom badanie przyczyn katastrofy bo one są już od dawna znane nawet tym którzy wciąż twierdzą, że pijany generał Błasik przystawiwszy pilotowi pistolet do głowy kazał mu lądować niemal w środku katyńskiego lasu. Ta komisja jest po to by wskazać winnych oczywistych zaniedbań a także świadomych zaniedbań po stornie polskiej a następnie przykładnie i surowo ich ukarać. W obliczu ostatnich faktów nie ma wątpliwości, że doszło do zdrady dyplomatycznej, jak ją to minister Macierewicz ładnie zechciał nazwać, i że jak w wielu tego typu przypadkach do takiego zdarzenia nie mogło dojść bez wsparcia a przynajmniej przyzwolenia po tej stronie. Bez wątpienia operacja na tak dużą skalę nie mogła ujść uwadze służbom wywiadowczym większości krajów, nie tylko Europy. Mogła ona zostać podjęta za sprawą ich milczącej zgody ale też przede wszystkim nie bez zezwolenia wiedzy i służb polskich. Jak pokazuje bieżąca praca weryfikacyjna prowadzonej przez Macierewicza w armii, ludzi kochających (na swój sposób) ten kraj zarazem współpracujących z rosyjskim wywiadem wojskowym są tam wciąż setki i tysiące. 

Ufam, że podniesione powyżej argumenty są na tyle klarowne by mógł je zrozumieć każdy zjadacz chleba co dopiero otrzaskany w niuansach polityki i mechanizmach nią rządzących prawicowy dziennikarz. W "ustrzeleniu" szefa MON interes ma tak Rosja, zachodni sojusznicy jak i siły wewnętrzne. Zanim więc ktokolwiek znów zechce podnieść symboliczne pióro, by uderzyć swym przemyślnym tekstem w "Antka", lepiej by pierwej zważył w co tak naprawdę uderza.