whos.amung.us

wtorek, 1 listopada 2016

Parę słów o tym jak zmienić ustawę.

Autor: Integrator

Regułą jest, że ilekroć pojawi się nagła potrzeba przykrycia tematów niewygodnych rzuca się w sferę publiczną oraz na pożarcie mediom temat aborcji, który niezawodnie przebija każdy problem. Ludzie wychodzą na ulice, toczą się zażarte dyskusje, zbierane są podpisy a potem kończy się jak zawsze - wszyscy rozchodzą się do domów by żyć po staremu. Tym razem było ciut inaczej i o mały włos nie zakończyło się tragedią. Albowiem nasi mocno podbili stawkę, tamci odpowiednio wcześniej spreparowali społeczny grunt, przez to przez chwilę zdawało się, że na końcu wszyscy rzucą się sobie wzajemnie do gardeł. Na szczęście widząc co się szykuje Jarosław Kaczyński wszedł na mównicę i sprawę definitywnie uciął. I zapewne na tym skończyłoby się moje zainteresowanie kolejną, nieudaną próbą zmiany ustawy aborcyjnej gdyby nie fakt, że uznał za stosowne włączyć się do gry Marek Jurek. Babstwo pyskujące do policjantów na ulicach czy Terlikowski ogłaszający swe mądrości o końcu dobrej zmiany za prawdę nie stanowią dla mnie punktu zaczepienia do dalszych rozmów. Jednakże obok słów, które padły z ust Marka Jurka tak całkiem bezrefleksyjnie to już przejść nie mogę.

Zanim jednak wprost odniosę się do tego co opowiedział dziennikarzowi Onetu, zechcę przedstawić Czytelnikom swój punkt widzenia dla problematyki aborcji. Powiem Wam też, z jakiego to powodu z czystym sumieniem popieram decyzję podjętą przez Jarosława Kaczyńskiego mimo, że jestem zadeklarowanym obrońcą życia od samej już chwili poczęcia.

Otóż tak się złożyło, że z racji koligacji rodzinnych miałem możliwość porozmawiać swego czasu na temat aborcji z osobą, która jest psychoterapeutą i która miała możliwość prowadzić zajęcia z ludźmi zmagającymi się z tzw. syndromem poaborcyjnym. Celowo używam słowa "ludźmi" bo jak się okazało na wstępie rzeczonej rozmowy, syndrom ten dotyka głównie kobiety, ale nie tylko, bo także mężczyzn którzy nakłaniali swe partnerki do popełnienia aborcji ale i tych którym nie dały one prawa głosu w tak ważnej sprawie i postawiły ich wobec faktu dokonanego. Z tego co zrozumiałem to jest tak silne przeżycie, że w przypadkach z którymi moja rozmówczyni miała styczność, absolutnie nie mogło być mowy o całkowitym wyleczeniu - zapomnieniu. Zadanie jakie sobie w takich przypadkach stawiała to przede wszystkim względne poskładanie cierpiącego człowieka by mógł na nowo funkcjonować w społeczeństwie. Są oczywiście przypadki odmienne tj. osoby po których nie widać śladu traumy jaką przeszły, a nawet takie które publicznie rozprawiają o tym co zrobiły. Jak chociaż by ta nieszczęsna Przybysz czy niedawno zmarła Czubaszek. Acz gdy zagadnąłem o to ową psycholog, stwierdziła bez wahania, że z dużą dozą prawdopodobieństwa można przyjąć, że i one zostały w jakimś stopniu dotknięte tym syndromem a to, że obnoszą się po mediach z tak intymnymi wyznaniami jest tego najlepszym przykładem. Może być to wszak jakaś forma spowiedzi, zarazem próba poradzenia sobie z emocjami, które z całych sił ukrywają. 

Bardzo ważnym aspektem naszej rozmowy był stan psychiczny kobiet w jakim się znajdowały w chwili gdy podejmowały decyzje o popełnieniu aborcji. Zgodnie z relacją pani psycholog w znakomitej większości przypadków były one do tego przymuszane osobiście przez mężczyznę lub pośrednio poprzez fakt, że na wieść o ciąży ów mężczyzna nagle znikał. Wizja samotnego wychowywania dziecka, konieczności rezygnacji ze studiów czy dobrze płatnej pracy, a nawet strach przed ludzkim osądem, wszystko to wieńczyło dzieło zniszczenia. Swoje robiło także lobby aborcyjne, taki wątek także pojawiał się podczas terapii, które poprzez kobiece magazyny a nawet odpowiednio przygotowane historie w popularnych serialach poddawały takie rozwiązanie jako najbardziej naturalne. Ja tu może teraz zrobię pewnego rodzaju nadinterpretację tego co chciała mi powiedzieć pani psycholog, ale być może czas już pomyśleć o przyjęciu nowego sposobu postrzegania sprawy. Otóż może właściwie będzie uznać, że wiele kobiet podejmujących decyzje o zabiciu nienarodzonego dziecka jest w takim stanie psychicznym, implikowanym przez czynnik zewnętrzne, który nie pozwala im działać w sposób całkowicie wolny i poprawny. Bo o stanie niepełnej świadomości co do skutków jakie zrodzi jej czyn to już mówić możemy w kategoriach niemal pewnika. Mówiąc bardziej obrazowo, w wielu przypadkach aborcji możemy mieć do czynienia z czynem popełnianym przez osobę działającą pod wpływem rozciągniętego w czasie afektu.  

W obliczu powyższych faktów, zapis pojawiający się w projekcie ustawy antyaborcyjnej autorstwa Ordo Iuris mówiący o karaniu więzieniem kobiet, które dokonały aborcji, wydaje się niemal nieludzki. W takim układzie po raz kolejny uderzonoby w kobietę, która i tak już przeszła swoje, w pewnym sensie jest pierwszą ofiarą dokonanej przez siebie zbrodni aborcji. Z niepojętych dla mnie powodów zaproponowano w ustawie by psychicznie złamanego człowieka ostatecznie dobić jeszcze karą więzienia. Jak dla mnie sytuacja absolutnie nie do przyjęcia. Proszę zauważyć, że nawet Kościół Katolicki po wielu latach potępiania samobójców, włącznie za zakazem asysty księdza przy ich pogrzebie, w obliczu nowych faktów już nie ocenia tak jednoznacznie tych nieszczęśników. Z tego co wiem zaczęto przychylać się do stanowiska, że człowiek, który jest w stanie pokonać instynkt samozachowawczy i odebrać sobie życie jest w jakimś stopniu niepoczytalny i ubezwłasnowolniony kondycją psychiczną w jakiej się znajduje, a zatem nie może w pełni odpowiadać za swój czyn. Per analogia, uważam, że należy przyjąć iż kobieta, która łamie niemniej silny instynkt macierzyński, który co do zasady każe jej chronić dziecko za wszelką cenę, jest w podobnie ekstremalnej kondycji psychicznej. Przez co i tu należy przyjąć inny poziom świadomości oraz inny stopień odpowiedzialności za uczynione w takim stanie zło.   

I to jest dobry moment by powrócić do Marka Jurka. Jak dobrze pamiętam, także za pierwszego PiS polityk ten bardzo stanowczo postawił sprawę zmiany ustawy aborcyjnej a ponieważ partia nie zagłosowała jak chciał Jurek, ten odszedł z jej szeregów. Wielu komentatorów przyjmuje za początek rozpadu tamtej koalicji akcję Kamińskiego przeciwko Lepperowi, ja zaś osobiście upatruję jej pierwszą zapowiedź w decyzji Marka Jurka. Jak wiemy ostatecznie doszło do upadku rządu i oddania Polski w ręce ludzi, którzy ją przez kolejne lata złupili a na arenie międzynarodowej rzucili na kolana. Marek Jurek niestety z tej trudnej dla nas wszystkich lekcji nie wyniósł absolutnie żadnych wniosków. Dziś po raz kolejny występuje przeciwko partii, która jako jedyna gwarantuje zachowanie minimum ochrony życia a nadto jeszcze głośno deklaruje wolę wyeliminowania najczęściej w Polsce stosowanej aborcji tj. z powodów czysto eugenicznych. Patrząc na statystyki pokazujące przyczyny aborcji dokonywanych w Polsce w ostatnich latach widać jak na dłoni, że ponad 90% z nich dokonywana jest właśnie z tego powodu, a rok 2015 to już prawie tylko eugenika. Proszę oto jak wyglądają te statystyki od chwili wprowadzenia ustawy: 


Już tylko zmiana tego zapisu ratowałaby życie tysiącom dzieci rocznie ale to najwidoczniej dla Marka Jurka wciąż za mało. Satysfakcjonującym go rozwiązaniem jak można wnioskować z wywiadu udzielonego Onetowi, jest tylko pełna ochrona życia, z powodu braku której postanowił po raz kolejny i jak przed laty zaatakować koalicjanta. Co ciekawe, w tym samym wywiadzie Marek Jurek wykazuje pełną świadomość faktu, że Unia Europejska przyjęła już oficjalnie kierunek postępowania w którym do praw człowieka zalicza się także prawo do aborcji. Ma świadomość europoseł Jurek, że przy takim nastawieniu świata, jeśli PiS zostanie odsunięty od władzy to na jego miejsce przyjdą ludzie, którzy postawią sobie za cel by te ponad 90% aborcji popełnionych w efekcie dokonanych badań prenatalnych było wykonywane na życzenie. Tak chcą feministki, tak chce Unia, tak chcą lobbyści koncernów farmakologicznych promujących aborcję tymczasem Marek Jurek wymyślił, że w ramach inauguracji swego członkostwa w komitecie wykonawczym inicjatywy "Jeden z nas" uderzy w rząd Prawa i Sprawiedliwości. Rząd, którego stanowisko w kwestii aborcji jest w skali europejskiej ewenementem. 

Sprawa jest na tyle ważne, że nie chciałbym tym razem kończyć li tylko na narzekaniu i krytyce, nawet jeśli uzasadnionej. Proponuję by siły jakie drzemią w obrońcach życia nie trwonić na wewnętrzne spory i zrzucanie odpowiedzialności za nieudaną zmianę prawa aborcyjnego. Ważne co zrobimy z tą nauką dalej. Trzeba więc nam w pierwszej kolejności odejść od sztampowego podejścia do sprawy. To jest, jak myślę, największy błąd ostatniej próby. Założono, że skoro mamy rząd i prezydenta to wystarczy przesłać projekt a reszta pójdzie z automatu. Jak widać projekty prowadzić należy od fazy pomysłu aż do wykonania. Po drugie wzorem organizacji proaborcyjnych należy działania zmierzające do zmiany ustawy skoordynować z innymi podobnymi organizacjami, trzeba zacząć też budować zaplecze prawno-finansowe. Na stronach Ordo Iuris znajdujemy informację, że udziela ono wsparcia prawnego dla osób zaangażowanych w obronę życia. To bardzo cenna pomoc. Niemniej ważne jest wsparcie finansowanie i na ten aspekt działalności ruchów pro-life powinien akcent położyć właśnie Marek Jurek, choćby z racji możliwości jakie posiada jako poseł a od niedawna członek zarządu "One of us". Organizacja ta działa w końcu przy Parlamencie Europejskim, gdzie udziela się dotacji bardzo przecież różnym organizacjom. Jestem także pewien, że tak jak aborcjoniści mają swojego Sorosa tak i my możemy pozyskać zacnych a majętnych ludzi, którzy zechcieliby wesprzeć życie. Niezależnie należy rozpocząć kampanie medialne i społeczne, które pozwolą zwykłym obywatelom spojrzeć na to trudne zagadnienie bez wątpliwości i obaw, że stając po stronie życia mogliby kogoś skrzywdzić. Z jednej stron trzeba więc dawać odpór kłamstwom jakie lobby aborcyjne promuje w liberalnych mediach, z drugiej strony trzeba budować mechanizmy, które dadzą kobietom poczucie bezpieczeństwa w razie gdyby podjęły decyzję o urodzeniu dziecka, także w charakterze matki samotnie wychowującej dziecko. Mam nadzieję, że o takich właśnie działaniach mówiła pani Premier, bo ostatnia próba zmiany ustawy pokazała niestety, że tego o czym tu piszę nie ma. Poszliśmy na żywioł, i bez oglądania się na stan świadomości polskiego społeczeństwa poddawanego przez ostatnie lata silnej indoktrynacji światopoglądowej. Rzuciliśmy mu na stół propozycję tak skrajną, że dobrze iż skończyło się li tylko na protestach. Tylko w moim miejscu pracy, by móc wciąć udział w czarnym proteście, urlop wzięły trzy kobiet otwarcie przy tym głosząc, że idą powstrzymać szaleńców, którzy chcą zapełniać wiezienia kobietami. I zamiast produkować głupkowate komentarze jakoby kobiety źle zrozumiały przesłanie, apeluję, byśmy przestali mataczyć, uderzyli się w końcu w pierś, i pogodzili się z faktem, że tym razem to akurat przesłanie zostało źle przygotowane a projekt w tak drastycznej formie nigdy nie powinien był być poddany pod głosowanie. Pycha, pamiętajcie o tym na przyszłość panowie posłowie, to najpierwszy grzech na liście grzechów ciężkich. 

Nie bez znaczenia będzie także przedefiniowanie znaczenia badań prenatalnych, które dziś straciły znamiona wczesnych badań profilaktycznych a służą jedynie jako narzędzie do wczesnego wykrywania wad płodu a potem jego eliminacji. Bardzo dobrze pokazuje to zamieszczona powyżej tabela. W tym miejscu powraca pamięć rozmowy z inną moją znajomą, której przed laty zdiagnozowano podczas takich badań wadę płodu. To jest osoba bardzo wierząca więc o aborcji od początku nie mogło być mowy, aczkolwiek udała się do kliniki do której skierował ją szpital. Miała tam uzyskać bardziej dokładne wyniki badań w zamian czego już w drzwiach dostała ulotkę jak przygotować się do zabiegu usunięcia ciąży. Przez dziewięć miesięcy szykowała się na narodziny chorego dziecka, tym czasem urodził się całkowicie zdrowy chłopczyk, co lekarz skwitował stwierdzeniem, że badania nigdy nie są stuprocentowe i zawsze obarczone prawdopodobieństwem błędu. Znajoma przy kolejnej ciąży odpuściła sobie badania prenatalne, kolejne dziecko także urodziło się zdrowe, niemniej poprzez ten przykład trzeba pamiętać, że pośród dzieci zabitych w wyniku wykrycia "prawdopodobnych" wad, są także te zdrowe, acz źle zdiagnozowane.   

Głównie od podjęcia powyższych działań zależy czy w Polsce będzie funkcjonowała sprawna, instytucjonalna ochrona życia. Ale by tak się stało, działacze pro-life w tym politycy prawicy muszą zacząć od przeorientowania swojego spojrzenia na problem aborcji. Póki co tak bardzo skupili się wszyscy na dziecku, że zapomnieli o matce. Zapomnieli o tym, że jeśli przede wszystkim ona będzie objęta odpowiednią opieką to nie ulegnie podszeptom nieodpowiedzialnych mężczyzn, nie podniesie też ręki na swe dziecko z powodów finansowych - nawet jeśli będzie chore. Apeluję więc o zintensyfikowanie opieki nad kobietami w ciąży ale i matkami samotnie wychowującymi dzieci. Nie odrywajmy dziecka o matki. Obie te istoty trzeba traktować jako jedno, złożone ciało, tak w sensie medycznym, prawnym jak i społecznym. Jeśli ochronimy kobietę, kolebkę życia, to ona już najlepiej będzie wiedziała jak ochronić swoje dziecko.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz