whos.amung.us

piątek, 21 października 2016

Polscy artyści to.... nie Amelia.

Autor: Integrator

Jakoś to w tygodniu było i załapałem się na zaledwie parę sekund wieczornych Wiadomości ale wystarczyło bym złapał temat a potem w wolnej chwili znalazł sobie w sieci co trzeba. Chodzi o relację z protestu artystów przeciwko, jeśli dobrze zrozumiałem, zamordyzmowi jaki rząd chce wprowadzać do świata sztuki.

Jest piątek wieczór i bynajmniej nie zamierzam robić z tego zagadnienia doktoratu ale drąży mi głowę myśl, którą muszę się z Czytelnikami Tygodnika podzielić. Patrzę więc na tych ludzi wykrzykujących coś pod Pałacem Kultury, tego dyrektora teatru któremu nie pozwolono pokazywać pornografii a który porównuje Kaczyńskiego do Bieruta i zastanawiam się ilu z nas w ogóle wie kim są ci ludzie? Gdyby tak pokazać ich facjaty większości z nas, a choćby i samym Warszawiakom zatrzymany na ulicy, większość zapewne albo nie miała by pojęcia jak się jegomość nazywa, albo odpowiadałaby w stylu... y to ten, no ten co grał tego, no jak mu tam było, co grał z tym z Czterdziestolatka. Można zatem spokojnie powiedzieć, że ludzie ci, artyści panie kochany, istnieją w świadomości powszechnej w stopniu nijakim a za parę lat gdy nastanie nowe pokolenie aktorów, nikt nie będzie miał pojęcia kto to taki ten Materna, Malajkat  czy Machalica. Swoją drogą znamienne, że poza tymi nazwiskami innych znanych twarzy nie odnotowałem. Najwyraźniej wolność słowa wolnością słowa ale nie aż tak żeby się narażać...

No dobrze mamy tych paru zaledwie symbolicznych Malajkatów których niewielu z nas jest w stanie poprawnie nazwać czy w ogóle opisać z drugiej strony nie ma to najmniejszego znaczenia czy zapytamy profesora czy zalanego w trupa żula ugniatającego trawnik pod Pałacem, każdy z nich będzie wiedział kto z kolei jest ten Jarosław Kaczyński. Na pewno będzie też wiedział jak wygląda. A zatem pełna rozpoznawalność i obecność w świadomości powszechnej, zapewne także tej przeszłej tj. archiwalnej, którą zwykliśmy nazywać historią.

No dobrze to wiemy już z kim tu mamy do czynienia ale to jeszcze nie wszystko co w tej materii musimy sobie powiedzieć. Jest jeszcze kwestia warsztatu jaki prezentują ludzie zgromadzeni pod tak szczytnymi hasłami w okolicach Pałacu imieniem Stalina. Otóż jak Czytelnikom wiadomo nie mam najlepszego zdania o naszych aktorach. Uważam, że są nijacy, jednopłaszczyznowi i nie potrafią w większości zagrać swej roli w sposób który pozwoliłby zapomnieć o tożsamości osoby odgrywającej rolę. W dodatku większość swoją pozycję zawdzięcza nie talentowi a towarzyskim relacjom, tudzież nachalnemu podlizywaniu się każdemu kto mógłby pomóc wdrapać się na scenę lub wskoczyć przed kamerę. I oto oddany powyższym myślom wchodzę na youtuba a tam...:


Niesamowite prawda? Jakieś dziecko za pomocą zaledwie amatorskiej kamery robi show, zarazem wspina się na poziom, który dla artystów bełkoczących coś o Bierucie i wolności słowa jest zwyczajnie nieosiągalny. A więc pełna nędza. I to jest właśnie to. To jest wszystko co my sobie dziś możemy powiedzieć o naszych artystach.

Niech więc tam sobie marzną, najlepiej cyklicznie jeśli taka wola. Ja tym czasem zapraszam raz jeszcze na wyżyny. Całkiem za darmo. Bez biletów, bez reklam, bez gaży. Panie i Panowie - Amelia!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz