whos.amung.us

poniedziałek, 10 października 2016

Caracale czyli czym się różni PiS od PO?

Autor: Integrator

Przypuszczam, że wrzask jaki się w Polsce wytwarza przy okazji każdej decyzji podejmowanej przez ten rząd z czasem spowoduje skutek odwrotny od zamierzonego. I już nawet nie chodzi o to, że przy tak bezprecedensowym nawale niczym nie maskowanej dezinformacji w końcu nawet najmniej zorientowany obywatel, zrozumie że coś tu jest nie tak. Bardziej idzie o to, że to bezustanne bicie w dzwony czy jak kto woli walenie w bębny w końcu jednym znudzi się, innych rozdrażni. W efekcie, ufam w to bardzo, wyślemy przy okazji najbliższych wyborów to całe towarzystwo na zieloną trawę by móc już całkiem na spokojnie przez kolejne cztery lata meblować wymarzone "mieszkanie+", za "500+" zwiedzać z dzieciakami Polskę, może założyć własną firmę i wystartować w nieskręconym przetargu.

Osobiście wolałbym jednak by ludzie takie decyzje podejmowali świadomie stąd dziś będzie o francuskich caracalach. To dobry przykład by pokazać różnice w sposobie podejścia do spraw najważniejszych władzy poprzedniej i obecnej. Po tym krótkim kursie nikt nie powinien mieć już żadnych wątpliwości, że to kolesiostwo, które wprost z salonów wyleciało koczować na ulice pod namiotami powinno tam zostać na wieki. A zatem...

Jak nam wiadomo Polska odstąpiła od negocjacji z Francuzami w sprawie zakupu śmigłowców o wcześniej wspomnianej nazwie. Rozmowy trwały rok a Francuzi, nie ma co do tego żadnych wątpliwości, przedłużali je z premedytacją wiedząc, że śmigłowce, które Polska posiada z powodu poważnego zużycia będą lada chwila wycofane z użycia. Próbowali zatem doprowadzić do sytuacji w której polski rząd stanąłby pod ścianą a wówczas negocjacje polegałyby na dyktowaniu Polsce warunków korzystnych tylko dla jednej strony. To, zważywszy na fakt, że francuska firma stoi na krawędzi upadłości, mogło wydawać się grą bardzo ryzykowną niemniej strona francuska posiadała asa w rękawie, zdawało się nie do pobici w ówczesnych warunkach politycznych. Ja o tym już kiedyś pisałem, ale dziś wydaje się to jeszcze bardziej prawdopodobne. Pytałem więc w jednym z tekstów jaki koszt zapłaciliśmy jako państwo, jakie ustępstwa podjął rząd PO, że szefowie państw starej Unii pozwolili Tuskowi objąć stanowisko Przewodniczącego Rady Europy? Myślę, że nasi europosłowie i dyplomaci bez problemów przygotowaliby taką listę. Wystarczy bowiem przejrzeć kontrakty z firmami tych państw, przyjrzeć się decyzjom o wsparciu finansowym czy dyplomatycznym jaki rząd Platformy Obywatelskiej dokonywał w ostatnich paru latach a wysłanie listu gończego za Tuskiem będzie tylko formalnością. Myślę, że służby powinny także zbadać wątek ewentualnego zaangażowania się posła Kierwińskiego w pomyślny przebieg kontraktu na Caracale. Jeśli prawdą jest, jak chcą media, że pracował przed laty w Airbusie to siłą rzeczy mógł być naturalnym punktem zaczepienia dla lobbystów tego koncernu. Czy była taka propozycja a jeśli tak to jaka była odpowiedź? To są pytania, które Michał Kamiński z pewnością powinien zdać swoim ludziom. Tymczasem idźmy dalej. Francuzi przedłużali negocjacje pewni, że każdy dzień zwłoki działa na ich korzyść, gdy nagle okazało się, że nie przewidzieli najgorszego. Tak jak Platforma była pewna zwycięstwa w nadchodzących wyborach, tak samo pewni swych kontraktów byli wszyscy którzy z jej rozdawnictwa obficie korzystali. Nieoczekiwana zmiana ról na polskiej scenie politycznej zabolała nie tylko Francuzów, a reakcja ich prezydenta jest pięknym dowodem na to, że nagonka na ten rząd, wspomagana jest także przez ośrodki zagraniczne, które na propolskiej polityce PiS tracą, na przykładzie tych tylko śmigłowców, miliardy euro.

Ale kolejne informacje napływające z mediów pokazują coś jeszcze. Proszę zauważyć, że mimo iż kontrakt nie został podpisany to jednak Airbus rozpoczął prace nad pierwszymi egzemplarzami co niezbicie wskazuje, że Francuzi mieli pewność, że ten kontrakt dostaną bez względu na wszystko. Nikt nie rozpoczyna produkcji, nie ponosi kosztów jeśli nie ma pewności, że dostanie zlecenie, że te koszty zwrócą mu się z nawiązką, prawda? Francuzi bezsprzecznie wiedzieli. Pozostaje dowiedzieć się, kto dał im taką gwarancję? - i tu znów czynię ukłon w stronę ministra Kamińskiego. Inna rzecz, że prace nad pierwszymi modelami śmigłowców, rozpoczęte przed podpisaniem umowy jednocześnie potwierdzają doniesienia o słabej kondycji spółki. Airbus Helicopters, by nie ciąć zatrudnienia, rozpoczęło produkcje nie czekając na umowę z polskim rządem. Rozpoczęto produkcje na podstawie zapewnienia przekazanego im przez wysokiego przedstawiciela rządu Platformy Obywatelskiej, co gorsza na kredyt. To stawia firmę w jeszcze gorszym położeniu finansowym niż przed rozpoczęciem produkcji, jest też bezpośrednią przyczyną owej nerwowości po stronie francuskiej którą obserwujemy, jednakowoż po stronie obecnej opozycji. Nie trudno się dziwić. Nie udał się deal, w dodatku co mniej uważni zostawili po sobie odciski palców. 

Dziś władzę w Polsce sprawuje opcja, która nie zwykła negocjować na kolanach ani kupczyć interesem kraju. Najwyraźniej nie mieści się to w małych głowach posłów Platformy Obywatelskiej, którzy bardziej troszczą się o utrzymanie miejsc pracy we francuskich fabrykach niż losem pracowników polskich przedsiębiorstw. W sukurs tej mentalności śpieszą liberalne media i aż prosi się tu zacytować tekst umieszczony na stronie tvn24.pl gdzie autor dokonuje akrobatycznego wysiłku by odwrócić uwagę od faktu, że Airbus Helicopters zamierzało sprzedać Polakom te same śmigłowce po cenie dwukrotnie wyższej niż Kuwejtowi. Śmiechem napawa tłumaczenie jakie znajdujemy w powyższym tekście, jakoby różnica w cenie wynikała z faktu, że Polska poza śmigłowcami zamówiła w tej cenie usługi dodatkowe jak szkolenia pilotów, czy serwis. Zaledwie akapit dalej bowiem autor tekstu zaprzecza sobie twierdząc, że Kuwejt też takie usługi zamówił. Proszę smakujcie dowoli: " Kuwejt też zamówił w ramach swojego kontraktu "wsparcie i usługi", ale nie wiadomo, jakie konkretnie i ile kosztujące. Można więc przyjąć, że za pojedynczy śmigłowiec Kuwejtczycy płacą też mniej niż 150 mln złotych. Nie wiadomo jednak, ile konkretnie, ponieważ szczegóły kontraktu nie zostały ujawnione. (http://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/kuwejt-kupuje-caracale-dwa-razy-taniej-niz-polska-wyjasnienie,667672.html)". Nie ukrywam, że ja w ostatnim czasie mam duży problem ze zrozumieniem bełkotu jaki uprawiają liberalne media ale jeśli ktoś lubi wyzwania niechże czyta. Jeszcze piękniej wykłada się niejaki Jerzy Aleksandrowicz, którego Onet przedstawia jako eksperta ds bezpieczeństwa, a który dla tego portalu komentuje sprawę w te słowy, cytuję: "... w mojej ocenie obecna sytuacja wpływie na wzrost kosztów przyszłych programów zbrojeniowych gdyż dostawcy uzbrojenia, know-how i nowych technologii będą kalkulowani ceny uwzględniając wyższy stopień ryzyka politycznego w Polsce". Dalej zaś dowodzi, że przerwanie negocjacji zagrozi wszystkim korzystającym z Bałtyku, w tym przede wszystkim marynarzom... Wybaczcie, że tu przerwę ale nie da się tego słuchać. To są kompromitujące bzdury, i trudno mi szukać przyczyn dla których człowiek z tytułem mecenasa decyduje się wygłaszać takie rzeczy publicznie. Wie o tym z pewnością pan specjalista, że ryzyko porażki w negocjacjach to stała i nierozerwalna część tej trudnej sztuki, przy czym zrywanie rozmów, przedłużanie, wykorzystywanie przepisów lub luk w prawie państwa z którym się pertraktuje to norma. Robią nam to nawet nasi sojusznicy, że wspomnę tylko sławny przypadek kiedy to Amerykanie próbowali przedłużać negocjacje wiedząc, że jeśli MON nie wyda pieniędzy do końca roku będzie musiał zwrócić je do państwowej kasy. A zatem mamy tu piękny przykład rzetelności liberalnych mediów, i poziomu przywoływanych przez nie speców.

Reasumując, taka a nie inna decyzja rządu PiS były jak najbardziej zasadna. Wskazana była także dlatego, że tak głośna sprawa z pewnością przeleciała przez globalne media z prędkością błyskawicy i została odnotowana tam gdzie trzeba. Ośrodki odpowiedzialne za kierunki rozwoju spraw globalnych zrozumiały, że Polska wraca do gry a kto tego szybko nie przyswoi, zaliczy porażkę wizerunkową podobną tej która stała się udziałem Francji. To jest też jak sądzę bezpośrednia przyczyna przesunięcia przyjazdu ich prezydenta do kraju na Wisłą, któremu całkiem niedawno Jacques Chirac słowami "Polska straciła szansę by siedzieć cicho" wyznaczył rolę popychadła Europy. Niespodziewanie Polska oddała policzek z którym paru panów znad Sekwany będzie musiało sobie jakoś poradzić. Zrozumiałym jest, że w takiej sytuacji przyjazd do Polski ustawiałby prezydenta Hollande w pozycji bardzo niekomfortowej. Musiałby bowiem odnieść się do tej sprawy już na pierwszej konferencji prasowej zaraz po wylądowaniu, z pełną świadomością faktu, że bez względu na to czy będzie się ciskał ze złości czy grzecznie prosił, niczego już nie wskóra. Mówiąc wprost zaliczyłby kolejny policzek a na to ludzie pracujący nad jego wizerunkiem pozwolić nie mogą wszak wybory prezydenckie we Francji za pasem. Oczywiście Francuzi będą próbowali wpłynąć na decyzję polskiego rządu pośrednimi sposobami, ale koniec końcem będzie musieli pogodzić się z porażką. Niezależnie w trosce o dopełnienie paru jeszcze innych kontraktów Hollande z pewnością Warszawę odwiedzi.

Tymczasem wbrew strachom jakich pełno w sieci Polska z pewnością nie cofa się o rok w procesie pozyskiwania nowych śmigłowców. Przeciwnie. Teraz wszystko powinni przyspieszyć. Zgodnie z zapisami ustawy Prawo Zamówień Publicznych w sytuacjach wyjątkowych a już szczególnie gdy idzie o sprawy związane z obronnością kraju MON może udzielić zamówienia publicznego z wolnej ręki. Miejmy więc nadzieję, że to będzie początek wielomiliardowych zleceń dla polskich przedsiębiorstw zbrojeniowych i impuls dla rozwoju polskiej myśli technicznej.

Z przyjemnością witam Czytelników z Pakistanu. Cieszy niezmiernie fakt, że Tygodnik Solidarni dociera w tak egzotyczne miejsca.... no przynajmniej z punktu widzenia człowieka znad Wisły :) Pozdrawiam i zapraszam częściej!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz