whos.amung.us

piątek, 5 sierpnia 2016

Rejterada Gazety Polskiej z Woronicza

Autor: Integrator

Parę lat temu brałem udział w spotkaniu, a był to zjazd ludzi piastujących wysokie stanowiska menedżerskie, podczas którego jeden z rozmówców opisując czystki dokonywane przez Platformę Obywatelską w spółkach Skarbu Państwa skwitował fakt odwołania swojego kolegi z funkcji prezesa stwierdzeniem, że człek ów wyleciał bo... stracił czujność rewolucyjną. A że bohater tej opowieści siedział obok i szczerze uśmiechał się na wspomnienie tego wydarzenia, reszta towarzystwa też pozwoliła sobie ów żart skwitować gromkim śmiechem. Wspominam o tym bo gdy dotarła do mnie wieść o odwołaniu Jacka Kurskiego ze stanowiska prezesa Telewizji Polskiej, najpierw przypomniało mi się to zdanie właśnie, o czujności rewolucyjnej, a chwilę później zrobiło mi się zwyczajnie przykro. 

Jackowi Kurskiemu jak większości politykom można przypisać wiele, ale bez wątpienia nie można odebrać mu jednego - facet autentycznie rozmiłował się w mediach. Ja tu nie będę robił nikomu wykładów na temat jego dziennikarskiej przeszłości, bo internet w domu ma dziś prawie każdy a i umiejętność czytania większość z nas opanowała w sposób pozwalający zebrać samemu minimum informacji w dowolnym temacie. Niemniej, podkreślić to trzeba wyraźnie, Jacek Kurski zanim został politykiem był najpierw dziennikarzem. Pierwszy program prowadzony wspólnie z Walendziakiem, film Nocna zmiana, czy książka Lewy Czerwcowy niezbicie dowodzą, że media i to pod każdą postacią to jest uczucie prawdziwe i od pierwszego wejrzenia. Powie zaraz ktoś obruszony, że to za mało by zostać prezesem największej spółki medialnej. Zgoda, ja mu na to odpowiem, za mało, ale wystarczająco wiele by dać szansę poprowadzenia tego co kocha i co jak mało kto czuje. Szczególnie, że jak pokazały minione miesiące Jacek Kurski wciąż potrafi zaskakiwać...

Tak się składa, że mam na bieżący wgląd w to co się dzieje na Woronicza. Mam tam, że tak to ujmę, swoje oko i ucho przy czym co jest ważne dla nas tutaj to oko patrzy na świat w sposób bardzo krytyczny. Rozmowa z moim, niech będzie, że informatorem nie jest wcale łatwa, trudno jest bowiem rozmawiać z kimś kto co chwila zasłania się tajemnicą służbową. Niemniej ze strzępów informacji, które mu regularnie wydzieram wyłania się obraz Jacka Kurskiego, jako człowieka który bardzo umiejętnie godzi wielokrotnie krzyżujące się linie interesów różnych środowisk buszujących od lat po Woronicza. Jest też pierwszym prezesem, który Telewizję Polską próbuje zreformować w sposób pełny i systemowy, z naciskiem na systemowy. Tego oczywiście nie da się zrobić w parę miesięcy, tak jak nie da się w parę miesięcy uczynić rentowną firmę, która przez całe lata była równie systemowo niszczona. Poprzez błędne decyzje strategiczne, poprzez trudne do zaakceptowania przez człowieka myślącego umowy biznesowe podpisywane z różnego rodzaju firmami krzakami czy podejrzanymi typkami, w końcu poprzez personalnie uszczuplenie wydziałów aż po niszczenie infrastruktury. Kto nie wierzy niech spojrzy na stan techniczny budynków na Woronicza czy Placu Powstańców Warszawy. Już tylko to co uda się dostrzec zza przysłowiowego płota daje wiele do myślenia. To jest właśnie spuścizna, którą pozostawiła po sobie w pierwszej kolejności Platforma Obywatelska, choć swe brudne paluchu maczali w tym precederze także włodarze Telewizji z lat poprzednich. 

Zanim więc zaczniemy cokolwiek oceniać i komentować, musimy zdać sobie sprawę z faktu, że Telewizja Polska jest dziś w stanie bardzo głębokiego kryzysu. Trzeba być niemal szaleńcem by z własnej woli chcieć tym bałaganem zarządzać, a już na pewno szaleńcem do kwadratu by jak Kurski gorąco wierzyć, że ten bajzel da się postawić na nogi. To było trochę z przekąsem, bo wiadomo, że wszystko do się zrobić, pod warunkiem jednak, że ma się odpowiednią ilość czasu i gwarancję nietykalności w newralgicznych okresie przejściowym. Tej gwarancji niestety nie dano Kurskiemu, co gorsza nie dało mu tego komfortu własne środowisko polityczne. I to jest poważny błąd, błąd tego środowiska. 

Coś bardzo niepokojącego kłębi się w sercach członków Rady Mediów Narodowych, skoro ich pierwszą decyzją było odwołanie z człowieka, który zgodził się podjąć trudnego czyszczenia stajni Augiasza. Nie wiem jakie pojęcie o stanie Telewizji Polskiej ma pani Lichocka, ale po takim wyskoku w głowie niejednego przecież wyborcy PiSu zaczyna rodzić się poważna obawa co do kompetencji członków tej Rady. Ale i sensu jej istnienia, jeśli po parogodzinnym wysłuchaniu odwołuje ona ze stanowiska człowieka, który pośród naszego elektoratu wciąż cieszy się sławą człowieka od zadań specjalnych. Rodzi się też w głowie pisowskiego wyborcy pytanie, kto inny miałby sobie poradzić w tak trudnej sytuacji jeśli nie Kurski? Pani Lichocka? A może Pan Czabański którego nazwisko większość wyborców kojarzy dokładnie z nikim? Jaki sygnał, zwracam się tu do kierownictwa partii, chcecie Panowie w ten sposób wysłać wyborcom którzy są prawdziwymi autorami waszego sukcesu? Na jaki głęboki poziom rozczarowania chcecie ich Panowie wepchnąć, poprzez publicznie rozliczanie osobistych animozji, gdy wciąż tyle pilnych spraw do naprawienia? Czy wyrzuciliście już i rozliczyliście wszystkich funkcjonariuszy z nadania Układu, że tak ochoczo zaczynacie brać się wzajemnie za siebie? Jaki, zapytam w końcu, specjalista zechce pracować dla TVP i pomóc Kurskiemu w wyprowadzaniu spraw jeśli publicznie informuje się, że obecny prezes będzie do października a potem przyjdzie nowy, a jak nowy to zapewne i z nowymi ludźmi?

Martwi mnie coś jeszcze. Szturm środowiska Gazety Polskiej na Woronicza, a potem szybka rejterada, jest zapowiedzią bratobójczej walki jaka czeka prawą stronę gdy zabraknie Kaczyńskiego. Mam nadzieję, że prezes to widzi i jego troska o dobro kraju sięga czasów nie tylko dzisiejszych ale i przyszłych i że przygotowuje on tych najlepszych z najlepszych do zadań które jeszcze przed nami. Bo nie wszyscy nadają się do tej ciężkiej roboty. Jest pośród nas wielu miernych acz wiernych, którzy bez chwili refleksji gotowi są objąć każde stanowisko i puścić z dymem każde dzieło. Takich ludzi powinniśmy się usilnie wystrzegać. No i takich którzy chwilę po nominacji zapominają dzięki komu tam są i skąd pochodzi ich siła.

Serdecznie witam na stronach Tygodnika Czytelników z Libanu i Serbii. Przyjemnie widzieć, jak rozrasta się krąg osób zaglądających tu regularnie. Dziękuję i zapraszam częściej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz