whos.amung.us

niedziela, 31 lipca 2016

Wakacyjne postękiwanie

Autor: Integrator

Spadek mojej tu aktywności to efekt bynajmniej nie braku chęci czy nawet wolnego czasu, bardziej jak sądzę wynik braku odpowiednich tematów. U sterów władzy mamy ludzi, którzy robią swoje jak należy, tego zaś co wyprawia opozycja komentować się nie da. Pomyślałem więc, że nim spadnie na nas news wart komentarza podzielę się refleksją z minionego urlopu. Cóż, większość z nas wraca z sezonowych eskapad z pustym portfelem i opalenizną, ja dodatkowo z całą masą spostrzeżeń. Dwoma muszę się podzielić od ręki.

Otóż regularnie jeżdżę nad morze. Raz latem, innym  razem we wrześniu, w miarę potrzeby pojawiam się tam także i w inne miesiące roku. Piszę to byście wiedzieli, że jak idzie o to miejsce mam tu na bieżąco aktualizowany punkt odniesienia. I oto pierwszy raz, piszę to z pełnym przekonaniem, udało mi się przy każdej wizycie nacieszyć oko plażą pełną dzieci. Może się mylę, może jest na to jakieś inne wytłumaczenie, ale najwyraźniej program 500+ działa i to wyśmienicie. Cóż, liczyć to akurat każdy z nas umie. Od kwietnia do lipca na drugie dziecko rodzice dostali 2000 złotych. Przy trójce pociech robi się z tego 4000 złotych a to już w zupełności wystarczy by opłacić najmniej tygodniowy pobyt pięcioosobowej rodziny nad morzem. No i pięknie. Pieprzone, marne, wymarzone pięćset złotych a tyle dobra. Bez kombinowania z ulgami, odliczeniami. Po prostu kasa do ręki i od razu plaże pełne dzieci. W końcu znalazł się ktoś kto zrozumiał, że rodzic, nie urzędnik, najlepiej wie co dobre dla ich dzieci.

Teraz postękam sobie. Byłem na mszy świętej, niedzielnej nad tym morze. Trochę gadam z księżmi i oni twierdza, że w zachodniej Polsce, no i północnej ciężko jest z praktykowaniem. Pewnie tak jest, trudno polemizować z ludźmi którzy na co dzień pieką ten trudny chleb. Tyle, że czas urlopu to wędrówka ludów, przelewanie się dziesiątków tysięcy Polaków ze wschodu na zachód, z południa na północ i z powrotem. W żadnym innym czasie nie spotkasz tak miarodajnie wypadkowej narodu. Ona to też, ta wypadkowa, znalazła się na "mojej mszy". Ciężki temat...

Większość przyszła w koszulkach na ramiączkach albo w sukienkach pokazujących to czym "świeci" się dziś na plażach. Spora część z nas wytatuowała się w ostatnim czasie w sposób zastanawiający, a pokłuło się różnego rodzaju żelastwem w sposób niemiłosierny. Guma w gębie to już żadna tam rzadkość niemal reguła. Nie udało mi się tylko dostrzec, czy oni tą gumę przed przyjęciem Komunii wyciągają czy mielą razem? Dzieci myślami są wszędzie tylko nie tam gdzie ciało, co większości rodzicom najwyraźniej nie przeszkadza. Moim przeszkadzało więc musiałem śpiewać i odpowiadać księdzu i robię to z przekonaniem do dziś. Ach, zapomniałbym, była pani z pieskiem. Szczęściem, bo tego bym już nie zniósł, stanęła z psiunią tuż za murem, postawiła mu miseczkę z wodą i tak sobie razem "uczestniczyły". No i oczywiście te komórki. Dziś się je bez skrępowania odbiera, żeby powiedzieć, że.... jest się na mszy. Nie pojmuję też karmienia dzieci podczas eucharystii. Zaczęło się od małych butelek z wodą, a teraz są już chrupki, widziałeł też banany. Na litośc boską, ludzie! czy wam mózgi na słońcu powysychały?

Powie mi ktoś, że nie po to się łazi na mszę by ludzi podglądać, ale uwierzcie trudno wzlecieć myślami ku niebu gdy ziemia tak silnie przyciąga. Ale gdzieś tam pomiędzy jedną modlitwą a drugą przyszła refleksja, że to czego komuna, czego Unia, czego Platforma, gender i różne liberały rozbić nie zdołały, to zniszczy w nas dobrobyt. Im więcej kasy, im mniej trosk i okazji by wznosić oczy ku górze, tym krótsza droga ku otchłani.

Ale będzie checa jeśli jako narodowi te 500+ ostatecznie nam bokiem wyjdzie...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz