whos.amung.us

niedziela, 15 maja 2016

Kolęda-Zalewska mówi Janem Pawłem II

Autor: Integrator

Zastanawiałem się ostatnio gdzie jest granica bezczelności poza którą ludzie z tamtej strony barykady nie odważą się wyściubić choćby nosa? Niestety zdaje się, że takiej granicy zwyczajnie nie ma. Cokolwiek pozwoli zniszczyć PiS i odwrócić zbawienny dla tego kraju proces przywracania państwa dla obywateli, wszystko to dostaje od ludzi minionego układu prawo plucia nam prosto w twarz i szydzenia z tego co dla nas ważne. Przekonanie to utrwaliło we mnie piątkowe wydanie Faktów, w których Kolęda Zalewska komentując wizytę premier Szydło w Watykanie pozwoliła sobie wygłosić pouczenie w którym powołała się na nauczanie Jana Pawła II. Zadała pytanie, w jej rozumieniu retoryczne, czy pani premier pamięta czego uczył nas ten wielki Polak w kontekście stanowiska rządu polskiego dotyczącego uchodźców. Niebywały szczyt obłudny ale i przykład zwykłego chamstwa, bardzo łagodnie rzecz ujmując. 

Można oczywiście przyjąć, że pani Kolęda przejęła się nauczaniem Jana Pawła II do tego stopnia, że postanowiła w telewizji bądź co bądź liberalnej powołać się na tego kapłana. Byłoby to bardzo niespodziewana acz gorąco oczekiwana przemiana wszak my katolicy dajemy szansę nawrócenie się każdemu, nawet najgorszemu grzesznikowi choćby w ostatniej sekundzie życia. Niemniej chciałoby się zapytać jak do tej pory wyglądała troska tej pani redaktor o przywiązanie rodaków do słowa głoszonego przez Papieża? Ile razy choćby przy okazji powracających co i rusz batalii o aborcję pani Kolęda do swego komentarza dołączała słowa Jana Pawła II? Ile razy stawała po stronie Kościoła gdy pojawiały się dylematy etyczne nad przestrzeganiem których pieczę od przeszło już dwóch tysięcy lat tenże trzyma straż? Nie pamiętam by takie zdarzenia miały miejsce, nie pamiętam też  by kiedykolwiek pani z TVNu nawoływała Donalda Tuska by wziął ślub kościelny albo by Komorowski przestał publicznie wspierać in vitro co jak wiemy ściąga automatycznie karę ekskomuniki. No i dziś, co za odmiana, pani Kolęda mówi do nas Janem Pawłem II i poucza w trosce o zbawienie jej duszy, premier Szydło. Kobietę która wychowała kapłana!

Dziennikarka TVNu najwyraźniej tego nie wie ale nauczanie Kościoła Katolickiego jest pełne ale i bardzo spójne. Niejedynym ale bardzo wyrazistym tego przykładem jest anglikański duchowny John Henry Newman, który postawił sobie za zadanie udowodnić, że jedynie słuszną religią jest protestantyzm. Po latach badań, po lekturze wielu dzieł i w efekcie prowadzonych porównań i własnych przemyśleń doszedł do wniosku, że jedynie słuszną religią jest religia katolicka. Przeszedł na łono tego kościoła a parę lat temu został beatyfikowany. Gdyby każdy poszukujący umiał oderwać się od wrzasku tego świata i poznać u źródła nauczanie Jezusa Chrystusa, też pewnie dotarłby do celu. Łatwo jednak nie jest. Po drodze czyha wiele pokus, no i media które za pomocą takich Kolęd burzą spokój i sieją zamęt.

Gdyby pani ta choć przez chwilę wyciszyła się i pomyślała o czymś więcej niż tylko oglądalność jej stacji czy dokopanie premier Szydło, a nadto zajrzała do prac kardynała Wyszyńskiego, nestora Jana Pawła II, to znalazłaby tam wskazówkę jak poruszać się pośród wielu nakazów danych nam z góry. Kardynał Wyszyński rozumiejąc, że miłować trzeba wszystkich ale i zarazem rozumiejąc, że nie da się pogodzić nakazu miłości z twardą rzeczywistością która każe nam wybierać - wszak potrzebujących jest wielu - sposób postępowania w takich sytuacjach zawarł w dwóch słowach - Ordo Caritatis co należy czytać jako Ład Miłowania. Szatan, nie bez powodu zwany księciem chaosu, szczególnie w przykazaniu "Miłuj bliźniego swego" chciałby widzieć nieład, szczęściem tamę postawił mu tu Kardynał Tysiąclecia widząc rozterki wiernych w tym niełatwym temacie. Oto fragment II kazania świętokrzyskiego z 20 II 1974 r.: 

"Posługując się wartościami ekonomicznymi musimy pamiętać, że i tutaj istnieje ład, który jest normowany przez zasadę miłości. Zaczynając od najbliższych sobie, zaspokajając potrzeby rodziny, narodu czy państwa, dopiero w dalszym rzucie, kierując się miłością ogólnoludzką, możemy służyć zbywającymi dobrami innym ludom i narodom. Ład w miłowaniu – ordo caritatis wymaga, aby człowiek, który staje na czele jakiejś grupy społecznej i przyjmuje na siebie odpowiedzialność za nią, pamiętał najpierw o obowiązkach wobec dzieci swego narodu, a dopiero w miarę zaspokajania i nasycania najpilniejszych, podstawowych potrzeb własnych obywateli, rozszerzał dążenie do niesienia pomocy na inne ludy i narody, na całą rodzinę ludzką". 

Innym razem gdy przemawiał do kapłanów 24 grudnia 1976 roku mówił tak: 

"... Nie oglądajmy się na wszystkie strony. Nie chciejmy żywić całego świata, nie chciejmy ratować wszystkich. Chciejmy patrzeć w ziemię ojczystą, na której wspierając się, patrzymy ku niebu. Chciejmy pomagać naszym braciom, żywić polskie dzieci, służyć im i tutaj przede wszystkim wypełniać swoje zadanie – aby nie ulec pokusie „zbawiania świata” kosztem własnej ojczyzny. [...] Niestety, u nas dzieje się trochę inaczej – „zbawia” się cały świat, kosztem Polski. To jest zakłócenie ładu społecznego, które musi być co tchu naprawione, jeżeli nasza Ojczyzna ma przetrwać w pokoju, w zgodnym współżyciu i współpracy, jeżeli ma osiągać upragniony ład gospodarczy. Nieszczęściem jest zajmowanie się całym światem kosztem własnej Ojczyzny...".

Dbajmy więc w pierwszej kolejności o swoje rodziny bo tak wiele jest przykładów społeczników i bojowników o szczęście świata, których dzieci wychowywały się bez ojców i należnej im od nich miłości. Wspierajmy swych przyjaciół i sąsiadów a gdy starczy sił i środków materialnych pomagajmy dalej, daleko jak możemy. Z rozwagą i umiarem. Jeśli bowiem nie zachowamy ładu w miłowaniu wkrótce nie tylko jako jednostki ale i jako naród będziemy musieli szukać ratunku u obcych albo żyć na cudzej łasce.

niedziela, 8 maja 2016

Matematyka kontra KOD

Autor: Integrator

Platforma Obywatelska przez ostatnie lata dała nam aż nadto powodów by już nigdy więcej nie zawierzyć ludziom spod tego znaku. Ani im, ani podobnym krętaczom, którzy dla zmylenia obywateli najbardziej podatnych na działania dezinformacyjne, umówili się pójść 7 maja we wspólnym marszu przeciwko Polsce. Ze względu właśnie na tych naszych najsłabszych braci, którzy gotowi są połknąć z przekonaniem serwowaną im w ostatnich dniach papkę kłamstw dotyczącą liczby uczestników tego pochodu, postanowiłem napisać ów tekst. Orężem w walce o ich dusze niech nam będzie nauka nieznająca kompromisów - matematyka.

Jak ogłosił Magistrat, w marszu udział wzięło 240 tysięcy ludzi. Przyjmijmy zatem tą wartość jako wyjściową dla naszych obliczeń. No i tą jeszcze, że na metrze kwadratowym podczas takich zgrupowań zmieścić się może 2 osoby. To jest wskaźnik według którego przyjęła zliczać uczestników publicznych zgromadzeń Policja. Podobno inaczej nie dałoby się iść a jeden uczestnik wchodziłby na drugiego. Mając te dwie liczby już na wstępie łatwo wyliczymy, że 240 tysięcy ludzi maszerujących ramię w ramię musiałoby zająć 120 tysięcy metrów kwadratowych powierzchni. 

Jak to ma się do powierzchni ulic którymi maszerowano? By to sprawdzić udajmy się na stronę internetową Urzędu m.st. Warszawy do zakładki Architektura i Planowanie Przestrzenne gdzie na interaktywnej mapie Warszawy możemy zmierzyć długość i szerokość trasy jaką pokonywał w tych dniu KOD. Wcześniej spójrzcie proszę jak wyglądała trasa marszu zgodnie z tym co podano na stronach Newsweek'a:


Dzięki narzędziom dostępnym na wspomnianej wcześniej mapie Biura Architektury i Planowania Przestrzennego możemy zmierzyć, że trasa od pomnika Józefa Piłsudskiego przy Belwederze do Placu Piłsudskiego ma długość około 3420 metrów. To niecałe 3,5 kilometra.



I to by było w sumie wszystko co nam potrzeba. Mając długość trasy marszu KOD zostaje nam już teraz tylko sprawdzić czy 240 tysięcy maszerujących zmieściłoby się na tym odcinku? Organizatorzy marszu, to było bardzo dobitnie podkreślone w liberalnych serwisach informacyjnych, ogłosili z entuzjazmem obecnej już na Placu Piłsudskiego czołówce marszu, że ogon wciąż jest na Placu Trzech Krzyży. To by znaczyło, że te 240 tysięcy ludzi zmieściło się głównie na Nowym Świecie i kawałku Krakowskiego Przedmieścia. Czy to możliwe? 


 
Z pomocą znów przychodzi nam tu mapka Biura Architektury. Poskładajmy też wszystko do kupy, pomnóżmy i podzielmy co trzeba, pododawajmy. 240 tysięcy ludzi, przy założeniu, że dwie osoby przypadają na 1 metr kwadratowy musiałoby zająć 120 tysięcy metrów kwadratowych powierzchni. Jeśli czoło marszu sięgnęło Placu Piłsudskiego a ogon był jeszcze na Placu Trzech Krzyży, trzeba nam przyjąć, że kolumna maszerujących szła głównie szerokością 20 metrów, czyli tyle ile pozwala zabudowa Nowego Światu (ta ulica ciągnie się przez prawie całą długość analizowanego odcinka). Z całkiem prostych operacji matematycznych wychodzi wiec nam, że aby ustawić przy sobie 240 tysięcy ludzi w pasie o szerokości 20 metrów, ten ludzki wąż musiałby mieć długość 120000m2/(20mx1m)=6000 metrów, czyli 6 kilometrów.Tymczasem jak już to sprawdziliśmy na początku, długość całej trasy od Belwederu do Placu Piłsudskiego to niecałe 3,5 km. 

Konkluzja? Gdyby w marszu KOD szło 240 tysięcy, kolumna maszerujących rozciągała by się nie tylko do Placu Trzech Krzyży, nawet nie do Belwederu  a do Wilanowa. Można rzecz jasna twierdzić, że KODowcy w trakcie marszu dochodzili i odchodzili choć każdy kto szedł kiedykolwiek w marszu wie, że to jest bzdura. Można próbować tłumaczyć, że Aleje Ujazdowskie są znacznie szersze przez co udało się ostatecznie upchać tych ludzi na krótszym odcinku. Można tylko po co, jeśli na końcu trzeba zmierzyć się z niezmiennym prawami matematyki, których nawet największy krętacz nie obejdzie.