whos.amung.us

niedziela, 10 kwietnia 2016

Pierwszy Rozbiór Rosji

Autor: Integrator

Mało się dzieje naprawdę ciekawych rzeczy w kraju, a to zawsze dobry powód by naprawić zaległości w tekstach, których powstanie wcześniej sygnalizowałem. Dziś więc będzie o Rosji. O Pierwszym Rozbiorze Rosji.

Od razu podkreślam, że historykiem nie jestem a grzebanie w przeszłości to tylko moje hobby. Mam więc świadomość, że używając liczebnika "pierwszy" mogę się w oczach znawców tematu skompromitować gdyby się okazało, że taki rozbiór miał już kiedyś miejsce. Ale wątpię. Niemało mam książek na koncie i nigdzie takie hasło nie padło, poza tym jak idzie o połykanie w całości tudzież rozszarpywanie sąsiadów kęs po kęsie to kto jak kto ale akurat Rosja od zawsze w tym procederze przodowała. A że ten miecz jest obosieczny, dziś sama narażona jest na podzielenie losu państw słabszych od siebie. Pozwólcie, że poprowadzę Was ścieżką myślową, która mnie do tego przekonania doprowadziła.

Zaczęło się od incydentu z zestrzeleniem rosyjskiego samolotu przez Turków. Ja tu nie będę wchodził w szczegóły tego zdarzenia. Nie ma to najmniejszego sensu ustalanie czy Rosjanie faktycznie przekroczyli granicę czy też nie. Dla naszych rozważań najważniejszym jest, że samolot zestrzelono a reakcja Rosji na ten incydent była nijaka i odsłoniła jej prawdziwy potencjał.

Zauważcie proszę, że do tamtej chwili funkcjonowało na świecie przekonanie (a już szczególnie w naszym rejonie), że Rosji nie należy się stawiać, choćby nie wiem jak daleko posunęła się w swoich prowokacjach. Nawet gdy świadomie naruszyła granice, lub bez pardonu wchodziła w strefy oddziaływań przypisane innym państwom, ze strachu przed jej potencjałem a więc w obawie przed wojną, spuszczano uszy po sobie i udawano, że do niczego nie doszło. A gdy sprawy nie udało się zatuszować, a o to by o incydencie dowiedział się cały świat Rosja zawsze bardzo dbała, bagatelizowano dane zdarzenie. Dzięki temu jeszcze bardziej utrwalało się przekonanie, że Rosja jest potęgą i może więcej. Bardzo dobrze widać to w wynikach badań społecznych przeprowadzanych w naszym kraju gdzie ilekroć Rosja brutalnie wchodziła w obszar naszych priorytetów, godziliśmy się jako społeczeństwo, że tak jest i trudno. Kulminacją tego tchórzliwego mechanizmu wmontowanego z zamysłem w nasze serca była katastrofa Smoleńska. W obawie przed wojną większość wolała wmówić sobie, że nasi piloci to nieudacznicy, a nawet ci którzy w to nie wierzyli także w obawie przed wojną z niepokonaną Rosją przestrzegali przed szukaniem dowodów na jej udzial w tej tragedii. Nie bez znaczenia w utrwalaniu tego przekonania w naszych głowach była praca agentów którzy do niedawna zajmowali w naszym życiu publicznym znaczącą rolę. A przecież ten kto zna historię a przynajmniej z uwagę czyta ten Tygodnik wie, że był czas, gdy to Polska decydowała o tym kto będzie zasiadał na tronach państw sąsiednich, zaś jak idzie o relacje z Rosją to zdobyła Kreml, wzięła w niewolę cara, który potem składał polskiemu królowi hołd całując przed nim posadzkę na Zamku Królewskim w Warszawie. Ale wróćmy do zdarzenia od którego zaczęliśmy. Zestrzelenie rosyjskiego samolotu przez Turków było czymś w rodzaju powiedzenia - sprawdzam. O dziwo, wbrew obowiązującemu przekonaniu, że Rosja po takim zdarzeniu niechybnie zaatakuje, usłyszeliśmy jedynie o notach protestacyjnych a na ekranie telewizora zobaczyliśmy żałosne wręcz wystąpienie Putina, który kipiał ze złości bo próbował w tej bardzo niekorzystnej wizerunkowo sytuacji zachować twarz. Kipiał ze złości bynajmniej nie dlatego, że stracił maszynę ale właśnie dlatego, że cały świat zobaczył, że Rosję jednak można uderzyć i to całkiem bezkarnie. Kreml chcąc nie chcąc musiał zachować się dokładnie tak jak do tej pory państwa których granice Rosja naruszała.

Okazało się, że państwo to wcale nie posiada aż takiego potencjału by zawsze i bezwzględnie móc skutecznie zaatakować. Co innego gdy za przeciwnika ma się małą Czeczenię czy Gruzję, albo któryś z nadbałtyckich krajów, co innego zaś gdy do konfrontacji stanie państwo tak duże i silne jak Turcja. No dobrze powie ktoś, ale przecież Ukraina to nie Estonia a mimo to Putin zdecydował się uderzyć? Zgoda, zdecydował się, ale to jest akurat dowód na poparcie mojej tezy, że Rosja nie jest dziś w stanie mierzyć się z silnym państwem. W chwili gdy zaatakowała Ukrainę państwo to było targane wewnętrznymi "rewoltami", a jej sytuacja ekonomiczna pozwalała przypuszczać, że lepszego czasu na uderzenie już nie będzie bo po zmianach jakie tam nastąpiły wszystko mogło pójść już tylko w dobrym kierunku co czyniłoby ten kraj z roku na rok silniejszym. Jestem przekonany, że zanim Rosja wysłała na Ukrainę swoje zielone ludziki, ciężko pracowała nad destabilizacją wewnętrznej sytuacji w tym kraju. Nie bez znaczenia był też fakt, że w wyniki skomplikowanej operacji Putin przy udziale polskich zdrajców i pożytecznych głupców wyeliminował z geopolitycznych gier prezydenta Polski Lecha Kaczyńskiego. Gdy zabrakło tego wyjątkowego człowieka, który powstrzymał rajd rosyjskich czołgów na Tbilisi a wcześniej zmobilizował do udziału w tym historycznym geście szefów państw graniczących z Rosją, Putin mógł być pewien, że nikt się nie ujmie za Ukrainą. I tak też było. Zanim więc zaatakowano to państwo, przeprowadzona została bardzo dokładna analizę sytuacji na Ukrainie i zabezpieczono sytuację w rejonie. Wszystko po to by mieć pewność że Rosja na oczach całego świata nie połamie sobie tam zębów. Upewniono się, że Ukraina to państwo chore i osłabione, i dopiero wtedy zaatakowano. Nie inaczej wyglądało to w przeszłości z Polską. Rosja napadał nas gdy wewnętrzne spory trawiły nasze siły, bądź gdy mogła liczyć na wsparcie innych państw. 

W przypadku Turcji Putin popełnił błąd w kalkulacjach, który myślę będzie miał w przyszłości dalekosiężne konsekwencje dla Rosji. Zapewne zakładał, że Turcja która stara się o przyjęcie do Unii Europejskiej, chcąc uchodzić za państwo cywilizowane i spokojne, nie zareaguje na rosyjskie prowokacje. Nie wzięto pod uwagę tego faktu, że pozycja Turcji bardzo wzrosła odkąd Państwo Islamskie i fala imigracyjna stały się globalnym problemem z którym Unia Europejska nie da sobie sama rady bez pomocy Ankary. I stało się. Ku zaskoczeniu Rosji, Turcy zestrzelili samolot po czym spokojnie wrócili kontynuować rozmowy z Unią jak gdyby nigdy nic.

Dziś Rosja robi co się da by odzyskać utracony wizerunek mocarza. Putin ostentacyjnie nie podaje ręki prezydentowi Turcji, organizuje konsumenckie bojkoty tureckich produktów i kurortów - a wiec działania bardziej właściwe dla małych państewek - całkiem jakby nie rozumiał, że w ten sposób jeszcze dobitniej podkreśla swoją bezradność.

Mleko już się rozlało i co gorsza dla Rosjan, nie uszło to uwadze jej odwiecznym wrogom, a przez setki lat prowadzenia ekspansywnej polityki w rejonie nazbierała ich sobie cały koszyk. Wracając więc do tezy ogłoszonej w tytule tekstu, twierdzę, że potencjał tego kraju nie jest taki jak dawniej i w dużej mierze został negatywnie zweryfikowany w wojnie z Ukrainą. Fakt, że Rosja nie otwiera tam kolejnych frontów no i że wycofała się z Syrii najlepiej pokazuje, że musi bardzo oszczędnie gospodarować siłami, które jej zostały bo są zwyczajnie ograniczone. Putin nie ma cienia wątpliwości, że gdyby wydał w tamtych dniach rozkaz uderzenia na Ankarę byłaby to dla Rosji decyzja samobójcza. I nie dlatego, że Turcja to państwo należące do NATO bo tu akurat sprawę Moskwa ma dobrze rozpoznaną i wie, że nie uzyskano by w ramach tego sojuszu jednomyślnej zgody na zaatakowanie Rosji. Uderzenie na Turcję nie wchodziło w grę gównie dlatego, że państwo to w zupełności samo poradziłoby sobie z agresorem. Nadto władców zasiadających na Kremlu paraliżuje myśl, że jeśli sprowokują wojnę z któregokolwiek z większych sąsiadów to po swoje zgłoszą się wszyscy inni którzy z różnych powodów czekają dobrej okazji by uregulować historyczne krzywdy. Jestem przekonany, że jeśli Rosja wejdzie w konflikt z większym państwem (no właśnie taką Turcją, a choćby i Polską) to śmiało ruszy na nią już nie tylko zjednoczona Ukraina ale cała masa małych postrepublik. No a jak tak to i przyczajony smok czyli Chiny, które będą chciały zabezpieczyć w ten sposób swoje roszczenia terytorialne względem Rosji. W takim wariancie nastąpi Pierwszy Rozbiór Rosji. Pierwszy, bo gdy każdy weźmie to co mu ukradziono, w drugim ruchu już po rodzime tereny Rosji ręce wyciągną międzynarodowe grupy finansowe dla których przejęcie nieosiągalnych do tej pory rosyjskich dóbr naturalnych będzie pokusą nie do odparcia. Oczywiście nie zrobią tego same i wykorzystają do tego państwa ościenne ośmielone sukcesem Pierwszego Rozbioru.

Oto dlaczego Rosja dostawszy policzek od Turcji spuściła głowę. Oto dlaczego atakuje słabych i nie prowadzi paru frontów naraz. Oto dlaczego bezustannie destabilizuje sytuację wewnętrzną sąsiadujących z nią państw. To wszystko jest dowodem jej słabości a nie siły jak się przyjęło uważać.

Niniejszy tekst dedykuję walczącej Ukrainie. Nie taka Rosja straszna jak ją malują. Zjednoczcie się tylko a wnet się o tym przekonacie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz