whos.amung.us

niedziela, 17 kwietnia 2016

My i oni czyli po co diabeł wymyślił używki?

Autor: Integrator

Tak się złożyło, a ja nie śniłem o tym w najczarniejszych snach, że wziąłem udział w imprezie podczas której dane mi było przyjrzeć się z bardzo bliska towarzystwu, które jak idzie o światopogląd i system wartości stoi ode mnie daleko na lewo. Może nie na rubieżach ale z pewnością to jest inny świat.

Moja żona od lat korzysta z usług tej samej fryzjerki. Panie znają się od tak dawna, że mówią sobie po imieniu i choć nie spotykają się inaczej jak tylko w zakładzie fryzjerskim, to w związku z dopuszczeniem do interesu nowego wspólnika, pani Aneta (imię zmienione) zaprosiła nas na otwarcie nowego salonu. Odstawieni jak szczury na otwarcie kanałów pojawiliśmy się punktualnie o czasie na wyznaczonym miejscu. Z tego co mi powiedziano wszystko to było po to by świętować zmianę wystroju wnętrza a przede wszystkim podpisanie umowy przez do tej pory samodzielną właścicielkę z człowiekiem, który pewnego dnia wszedł do jej salonu z ulicy i zaproponował wspólne prowadzenie biznesu.

Ponoć cały trik tego układu polegać ma na tym, że nowy współwłaściciel robił kiedyś w salonie gdzie przewijają się znani i lubiani, aż postanowił odejść i spróbować własnych sił, pewnie jak to bywa w takich sytuacjach - z nadzieją w sercu, że na bazie klientów którzy pójdą za nim. Słowem mamy mezalians. Pani która zakładała ten biznes od początku, posiadająca renomę pośród lokalnych mieszkańców acz zwykłych zjadaczy chleba weszła w związek z panem, który strzygł gwiazdy, i które staną się z założenia bywalcami wspólnie od teraz prowadzonego salonu. Ja bynajmniej w bajki już od dawno nie wierzę. Być może z czystej ciekawości gwiazdeczki raz czy dwa przyjdą zobaczyć gdzie wylądował ich fryzjer,  ale przyzwyczajone do pewnego standardu, znajdą wymówkę by czesać się gdzie indziej. Poza więc frustracją, którą pan od strzyżenia gwiazd będzie musiał przełknąć (tudzież zwentylować ją na nową wspólniczkę), większych szansa dla tego pomysłu nie widzę.

Doradcą biznesowy nie jestem więc nie będę się wymądrzał i przejdę do rzeczy. Ponieważ jak wspomniałem nowy wspólnik przyszedł ze świata dla mnie odległego, na otwarciu "nowego" salonu pojawili się ludzie, których do tej pory mogłem oglądać tylko w telewizji. Był Michał Wiśniewski, była Agnieszka Włodarczyk, no i parę jeszcze twarzy skądinąd mi znanych ale ich nazwisk akurat nie znam. Każda z gwiazd została odpowiednio obstrykana przez fotografów na tle wcześniej przygotowanej ścianki po czym poszła zadawać tak zwanego szyku. Nie robi i nigdy nie robiło to na mniej najmniejszego wrażenia, więc przyglądałem się temu spokojnie acz z zainteresowaniem - do czasu gdy wyłowiłem w tym tłumie paru panów, których bardzo czule witali się nie tylko ze sobą. Nie umiem opisać mieszanki uczuć i myśli jakie wirowały mi w głowie w związku z tym odkryciem ale zdałem sobie wtedy sprawę, że nigdy wcześniej tak na prawdę nie byłem świadkiem tak jednoznacznego, publicznie okazywanego sobie uczucia osobników płci tożsamej. Owszem czasami mijałem na mieście panów, którzy wyglądali na ustosunkowanych względem siebie, parę razy załatwiając sprawy w urzędach byłem nadzwyczaj urokliwie obsłużony przez pana o kobiecych ruchach, ale nigdy nie widziałem takiej koncentracji osób, które w dodatku zbytnio się ze swymi skłonnościami nie kryły. 

Przyglądając się im i odpowiednio tonując drinkami niemiłe doznania estetyczne których doświadczałem, nie wiedzieć czemu wróciłem nagle myślami do dnia poprzedniego. Do Krakowskiego Przedmieścia i szóstej rocznicy Katastrofy Smoleńskiej. Msza święta, wspólny marsz, koncert, wysłuchanie przemowy prezydenta a wcześniej wspólne odśpiewanie hymnu narodowego. Patrzyłem na wyraźnie znudzonych i bez celu łażących wokoło mnie "wyjątkowych" ludzi a myślami byłem pośród tych zwykłych zjadaczy chleba, którzy dokładnie wiedzieli po co przyjechali na uroczystości odbywające się w tych dniach z odległych przecież często zakątków kraju. W oczach celebrytów tlił się smutek przykrywany maską wypracowanego przed lustrem uśmiechu, zaś w oczach ludzi z Krakowskiego Przedmieścia palił się żar. Autentyczny żar i radość. Wiara i nadzieja w jutro. 

Czasami dopada nas zła myśl, że mamy za mało, albo że dobry Bóg przypisał nam status społeczny co najmniej piętro niżej niżbyśmy chcieli. Nie zachęcam do poszukiwania okazji by móc empirycznie sprawdzić czy faktycznie tak jest - zwłaszcza, że sam znalazłem się w tym oryginalnym towarzystwie całkowicie bezwiednie. Ale gdy już trafi Wam się taka okazja, i nie oślepi Was blichtr, zrozumiecie jak pusty to i za prawdę smutny świat. Świat bez Boga, bez wartości i idei. Świat w którym niewyczerpanym źródłem radości mogą być tylko drinki serwowane przez samego diabła. 

Miło mi jest znajdować pośród Czytelników Tygodnika Solidarni rodaków z Singapuru. Zapraszam częściej!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz