whos.amung.us

sobota, 26 marca 2016

I ty możesz zostać dziennikarzem

Autor: Integrator

Tak się składa, że niedawno miałem możliwość wejścia do budynku Telewizji Polskiej a przy okazji, prawdziwy to cud, znalazłem się przez zaledwie chwilę w pomieszczeniu studia w którym kręci się Wiadomości. Aż dziw bierze, że to co oglądamy na ekranie powstaje w tak małym pomieszczeniu. A jednak.

Nie o problemach lokalowych Telewizji będziemy tu jednak rozprawiać, bardziej o refleksjach na temat zawodu dziennikarza, od których nie mogę się odpędzić odkąd spędziłem te parę chwil w studio, odkąd zarejestrowałem te parę obrazów w pamięci. Do tej pory z pewnym dystansem, a raczej bez zainteresowania podchodziłem do informacji o kolejnych zwolnionych na Woronicza a teraz proszę i ja o tym parę słów napiszę. 

No więc dumałem sobie nad tym co zobaczyłem i nabawiłem się nieodpartego wrażenia, że dziennikarzem może być każdy. Ok, może nie tak zupełnie każdy, ale już wiemy, że na pewno nie jest z tym tak, że jak odejdą ci wszyscy którzy odejść muszą (bo przecież lista wciąż jest niezrealizowana) to TVP zniknie z eteru. Bo przecież w takim to mniej więcej guście było nam prezentowane - jak zwolnicie gwiazdy to na Woronicza będą się ino krowy pasły. Nic z tych rzeczy. Dziś podziękowano temu, wczoraj tamtemu, ktoś inny dla zachowania twarzy sam rezygnował robiąc dobrą minę do złej gry. Rzeź więc niespotykana, znalazłem gdzie w sieci nawet wielką klepsydrę ze zdjęciami zwolnionych, tymczasem jak obserwuję w moim pudle, Telewizja Polska ma się całkiem dobrze. Wbrew tym wszystkim którzy rwali sobie włosy z głowy znalazła się cała masa ludzi którzy płynnie przejęli pałeczkę, a jak osobiście uważam, robią to co ich poprzednicy na wyraźnie lepszym poziomie. Może mi się wydaje, sami to oceńcie, ale nawet jaki idzie o filmy, bo to zawsze najłatwiej ocenić, jest znaczna poprawa i w końcu można coś porywającego obejrzeć do kolacji.

Skupić chcę się jednak bardziej na samych dziennikarzach. Nie ma Lisa, nie ma Kraśki, ani Kulczyckiego, nie ma Lewickiej i tej całej Oracz wyglądającej jak Pinokio bez szyi. Nie ma a wszystko hula samo jak gdyby nigdy nic. Lepszego chyba dowodu nie trzeba by stało się jasnym, że o ciągłości emisji i oglądalności nie decydują nazwiska, a na pewno nie w takim stopniu jak nam opowiadano. W konsekwencji tego stwierdzenia trzeba nam pogodzić się z faktem i takim, że w Polsce jest znacznie więcej osób które potrafią zrobić to co przypisywano do tej pory tej wąskiej grupie dziennikarzy, hołubionej przez poprzedni układ .

Dążę jednak do najważniejszego punktu, a mianowicie do stwierdzenia, że gaże jakie przypisano tym osobom były w takim razie całkowicie nieuzasadnione, i oparte bardziej na specyficznej formie legendy jaką wytworzono wokół takiego Kraśko czy Lisa niż na faktycznych umiejętnościach. Ten ostatni jest chyba najlepszym ku temu przykładem. Póki stał w świetle reflektorów miał prawo czuć się kimś więcej a i my mogliśmy mu przypisywać więcej mocy niż faktycznie dysponował. Z chwilą gdy reflektory skierowano ku nowym twarzom pan List stał się powszednim zjadaczem chleba. I nie zmieni tego już nic, choćby nie wiem jak ów dziennikarz wyzłaszczał się w Onecie czy na łamach gazety Newsweek Polska (tak przy okazji oba tytuły należą do dawniej niemieckiego a od paru lat niemiecko-szwajcarskiego koncernu Axel Springel - nie jak by się wydawało amerykańskiego). Tylko przez ten prosty ruch kamerą popularność Lisa spadła do poziomu kipiącego żądza zemsty pismaka a myślę, że za parę lat nie będziemy nawet pamiętać, że był kiedyś dziennikarz który miał prezydenckie ambicje. Popatrzcie tylko jak dziś żałośnie wyglądają te jego nagrania puszczane w tvOnecie.

Pogapiłem się więc przez chwilę na tego dziennikarza w studiu Wiadomości, na ten prompter na którym wielkimi literami wypisano wszystko co niektórym wydaje, że prezenter mówi z głowy i pomyślałem, że przecież równie dobrze ja czy każdy z nas mógłby być na jego miejscu. Nie trudno sobie przecież wyobrazić, że siedzi tam jakiś młody chłopak albo jeszcze lepiej jakaś fajna dziewczyna którą znacznie przyjemniej się słucha niż te naruszone zębem czasu panie, roszczące sobie prawo dożywotniego zajmowania tego miejsca. Bo uwierzcie mi, z bliska to jest dość wstrząsający widok, gdy na korytarzach Telewizji mija się panie które - ujmę to najdelikatniej jak się da - z przyczyn naturalnych dawno już powinny usunąć się na bok. Z resztą, czas już by i to w końcu ktoś powiedział na głos - to jest zwyczajnie żałosne gdy podstarzałe prezenterki tak uporczywie próbują się utrzymać na wizji..

To wszystko jeszcze lepiej zaczyna wyglądać, gdy pomyślimy sobie, że nowi ludzie mogą wykonywać tą samą prace za mniejsze pieniądze i bez tego, jakże nieznośnego nadymania się, do jakiego przyzwyczaiła nas wyrzucona z hukiem partia dziennikarzy. Wciąż można w sieci odnaleźć nagrania zza kurtyny Durczoka czy Lisa. No więc nie jest źle, jak mawiał mój znajomy wszystko gra i furczy. A jaki dalszy ciąg będzie miała ta opowieść? Ano jak przystało na telewizję - zobaczymy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz