whos.amung.us

środa, 7 grudnia 2016

Aresztowano Piniora czyli Przerywamy Wiadomości 4

Autor: Integrator

Aresztowano Józefa Piniora
Z pomocą ruszyli znani i oświeceni, padały przy tym słowa ostre i pezpardonowe, aż nagle nastała cisza. Najpierw okazało się senatora podsłuchiwali koledzy z partii, i za zgodą Prokuratora Generalnego. Poszła też fama, że dowody są aż nazbyt twarde. Na tyle twarde, że sąd zwolnił pana bohatera z aresztu do domu, mając pewność, że ów będąc na wolności śladów nie zatrze. Upada kolejna legenda III RP.

Huskowski
Bardzo ciekawie przy tym zareagował poseł Platformy, były minister cyfryzacji, Stanisław Huskowski. Tu można obejrzeć to przedziwne nagranie: http://vod.pl/programy-onetu/subiektywny-stanislaw-huskowski-online/nvcb9f2. Opowiada bowiem pan Huskowski, że Pinior to jeden z nielicznych byłych posłów europejskich, który wyszedł na tej przygodzie finansowo słabo. Ja wprawdzie nie wiem co pan Pinior robił z pieniędzmi zarobionymi w Unii ale w onetowym tekście o zarobkach europarlamentarzystów czytamy tak: "Sumując wszystkie części poselskiej pensji, ostatecznie do portfela posła PE trafia 17 tys. euro, czyli około 70 tys. zł miesięcznie. Daje to 840 tys. zł rocznie i ponad 4,2 mln zł w ciągu całej kadencji. Dla porównania zwykły poseł w Polsce zarabia około 11 tys. zł miesięcznie, czyli 132 tys. rocznie i 528 tys. w ciągu kadencji." 
Pinior był w Europarlamenie w 2004 roku, potem był senatorem RP, to w sumie 5 milionów, ale za rok 2015 złożył oświadczenie majątkowe w którym ujawnia, że posiada w gotówce 200 tys. złotych, 30 tys euro, dwa domy i dwa kredyty. Nie wiem jak można rozpuścić 5 milionów ale jak widać legenda solidarności  aż tak biedna nie jest, jak chce nam to wmówić Huskowski.

"Coś tam coś tam" Huskowskiego
Skoro poczytałem o portfelu Piniora, to dlaczego by nie o portfelu Huskowskiego. Na końcu załączonego wideo z wyraźnym rumieńcem na twarzy wyjaśnia pan poseł, że on też może być posądzony o płatną protekcję bo przecież pomaga w udzielaniu pozwoleń na budowę. Jeszcze ciekawiej rzecz wygląda w 11 minucie i 30 sekundzie nagrania, gdzie pan Huskowski twierdzi, że skoro w imieniu banków polskich występował by ubezpieczenia bankowe coś tam coś tam (dokładnie tak tłumaczy sprawę) a potem wziął w jednym z banków kredyt na mieszkanie to ktoś może powiedzieć, że on jest skorumpowany. To jest bardzo ciekawe z punktu śledczego wyznanie, bo w żadnym z jego oświadczeń majątkowych (od roku 2011 do 2015 umieszczonych na http://www.sejm.gov.pl/Sejm7.nsf/posel.xsp?id=133) nie ma ani słowa o jakimkolwiek mieszkaniu. To po pierwsze. Po drugie wykazuje dom w budowie, jak w budowie to tym bardziej w nim nie mieszka, a więc znów wraca to pytanie o mieszkanie? Po trzecie, dom który tak wytrwale od lat buduje, w zeznaniach do 2014 roku miał powierzchnię 137m2 o od 2015 roku  już 157m2. Tamten sprzedał, kupił nowy czy tym razem sobie samemu pomógł w "poszerzeniu" pierwotnego pozwolenia na budowę? W końcu 20m2 domu za ponad milion złotych to nie w kij dmuchał. No i na koniec zostaje pytanie o te banki. Huskowski mówi, że on pomagał bankom a potem wziął kredyt. Nie wiem w którym roku dokładnie pomagał, ale najpierw miał kredyty w PKO BP i w Kredyt Banku, a od roku 2015 jest już PKO BP i BZWBK. Aż prosi się sprawdzić kiedy pomagał i na jakich warunkach dostał te kredyty a także na jakich warunkach przeniósł kredyt do drugiego banku? W reszcie chciałbym wiedzieć na czym do cholery, dokładnie polegało to "coś tam coś tam"?

niedziela, 20 listopada 2016

Nowa TV nowa Tadla?

Autor: Integrator

Pamiętam, że gdy zwalniano dziennikarzy z Telewizji Polskiej, w sposób szczególny zwróciłem uwagę na Beatę Tadlę. Prezenterka napisała ładny tekst w Internecie, opatrzyła go odpowiednimi zdjęciami co w sumie stwarzało wrażenie, że odeszła osoba niezwykła. Toteż muszę się tu z niemałym wstydem przyznać, że przez ułamek chwili i ja uległem temu nastrojowi - przemknęła mi nawet przez głowę myśl - szkoda kobity. Ostatecznie jakość szczególnie nie wychylała się ze swymi poglądami, robiła swoje, no zwyczajnie była sobie aż tu nagle ktoś wymyślił, że już wystarczy i poleciała.  

Nie ma ludzi niezastąpionych, nic też nie zalega w głowie więcej niż wymusza to życie więc i myśl o Tadldzie odeszła w nieznane. I pewnie nigdy bym się nie zmuszał by pisać o niej choćby te parę zdań gdyby nie fakt, że, wróciła pani Beata na ekrany dzięki nowemu kanałowi Nowa TV. Prowadzi tam serwis informacyjny.

Pomyślałem więc, że nie zaszkodzi poczytać o tej telewizji i w końcu trochę o pani Beacie i proszę oto co znalazłem...



Bardzo to znamienne i dające wiele do myślenia, że kobieta będąca kiedyś jedną z wizytówek Telewizji Polskiej zgodziła się wziąć udział w programie w którym za jej zgodą jakiś pajac sprośnie pluł jej w twarz. Just for fun. I to jest właśnie ten styl, to jest ten poziom, to jest kawałek prawdy o ludziach którzy tak chętniej wytykali nam nasze wady, pouczali.

Decyzja o pożegnaniu Tadli była więc jak najbardziej właściwa. Dziwię się tylko, że po takim coming out'cie ktoś zechciał zrobić ją twarzą nowego kanału, nie erotycznego przecież.

Dziękuję za odwiedziny Czytelnikom z Bangladeszu. 

wtorek, 1 listopada 2016

Parę słów o tym jak zmienić ustawę.

Autor: Integrator

Regułą jest, że ilekroć pojawi się nagła potrzeba przykrycia tematów niewygodnych rzuca się w sferę publiczną oraz na pożarcie mediom temat aborcji, który niezawodnie przebija każdy problem. Ludzie wychodzą na ulice, toczą się zażarte dyskusje, zbierane są podpisy a potem kończy się jak zawsze - wszyscy rozchodzą się do domów by żyć po staremu. Tym razem było ciut inaczej i o mały włos nie zakończyło się tragedią. Albowiem nasi mocno podbili stawkę, tamci odpowiednio wcześniej spreparowali społeczny grunt, przez to przez chwilę zdawało się, że na końcu wszyscy rzucą się sobie wzajemnie do gardeł. Na szczęście widząc co się szykuje Jarosław Kaczyński wszedł na mównicę i sprawę definitywnie uciął. I zapewne na tym skończyłoby się moje zainteresowanie kolejną, nieudaną próbą zmiany ustawy aborcyjnej gdyby nie fakt, że uznał za stosowne włączyć się do gry Marek Jurek. Babstwo pyskujące do policjantów na ulicach czy Terlikowski ogłaszający swe mądrości o końcu dobrej zmiany za prawdę nie stanowią dla mnie punktu zaczepienia do dalszych rozmów. Jednakże obok słów, które padły z ust Marka Jurka tak całkiem bezrefleksyjnie to już przejść nie mogę.

Zanim jednak wprost odniosę się do tego co opowiedział dziennikarzowi Onetu, zechcę przedstawić Czytelnikom swój punkt widzenia dla problematyki aborcji. Powiem Wam też, z jakiego to powodu z czystym sumieniem popieram decyzję podjętą przez Jarosława Kaczyńskiego mimo, że jestem zadeklarowanym obrońcą życia od samej już chwili poczęcia.

Otóż tak się złożyło, że z racji koligacji rodzinnych miałem możliwość porozmawiać swego czasu na temat aborcji z osobą, która jest psychoterapeutą i która miała możliwość prowadzić zajęcia z ludźmi zmagającymi się z tzw. syndromem poaborcyjnym. Celowo używam słowa "ludźmi" bo jak się okazało na wstępie rzeczonej rozmowy, syndrom ten dotyka głównie kobiety, ale nie tylko, bo także mężczyzn którzy nakłaniali swe partnerki do popełnienia aborcji ale i tych którym nie dały one prawa głosu w tak ważnej sprawie i postawiły ich wobec faktu dokonanego. Z tego co zrozumiałem to jest tak silne przeżycie, że w przypadkach z którymi moja rozmówczyni miała styczność, absolutnie nie mogło być mowy o całkowitym wyleczeniu - zapomnieniu. Zadanie jakie sobie w takich przypadkach stawiała to przede wszystkim względne poskładanie cierpiącego człowieka by mógł na nowo funkcjonować w społeczeństwie. Są oczywiście przypadki odmienne tj. osoby po których nie widać śladu traumy jaką przeszły, a nawet takie które publicznie rozprawiają o tym co zrobiły. Jak chociaż by ta nieszczęsna Przybysz czy niedawno zmarła Czubaszek. Acz gdy zagadnąłem o to ową psycholog, stwierdziła bez wahania, że z dużą dozą prawdopodobieństwa można przyjąć, że i one zostały w jakimś stopniu dotknięte tym syndromem a to, że obnoszą się po mediach z tak intymnymi wyznaniami jest tego najlepszym przykładem. Może być to wszak jakaś forma spowiedzi, zarazem próba poradzenia sobie z emocjami, które z całych sił ukrywają. 

Bardzo ważnym aspektem naszej rozmowy był stan psychiczny kobiet w jakim się znajdowały w chwili gdy podejmowały decyzje o popełnieniu aborcji. Zgodnie z relacją pani psycholog w znakomitej większości przypadków były one do tego przymuszane osobiście przez mężczyznę lub pośrednio poprzez fakt, że na wieść o ciąży ów mężczyzna nagle znikał. Wizja samotnego wychowywania dziecka, konieczności rezygnacji ze studiów czy dobrze płatnej pracy, a nawet strach przed ludzkim osądem, wszystko to wieńczyło dzieło zniszczenia. Swoje robiło także lobby aborcyjne, taki wątek także pojawiał się podczas terapii, które poprzez kobiece magazyny a nawet odpowiednio przygotowane historie w popularnych serialach poddawały takie rozwiązanie jako najbardziej naturalne. Ja tu może teraz zrobię pewnego rodzaju nadinterpretację tego co chciała mi powiedzieć pani psycholog, ale być może czas już pomyśleć o przyjęciu nowego sposobu postrzegania sprawy. Otóż może właściwie będzie uznać, że wiele kobiet podejmujących decyzje o zabiciu nienarodzonego dziecka jest w takim stanie psychicznym, implikowanym przez czynnik zewnętrzne, który nie pozwala im działać w sposób całkowicie wolny i poprawny. Bo o stanie niepełnej świadomości co do skutków jakie zrodzi jej czyn to już mówić możemy w kategoriach niemal pewnika. Mówiąc bardziej obrazowo, w wielu przypadkach aborcji możemy mieć do czynienia z czynem popełnianym przez osobę działającą pod wpływem rozciągniętego w czasie afektu.  

W obliczu powyższych faktów, zapis pojawiający się w projekcie ustawy antyaborcyjnej autorstwa Ordo Iuris mówiący o karaniu więzieniem kobiet, które dokonały aborcji, wydaje się niemal nieludzki. W takim układzie po raz kolejny uderzonoby w kobietę, która i tak już przeszła swoje, w pewnym sensie jest pierwszą ofiarą dokonanej przez siebie zbrodni aborcji. Z niepojętych dla mnie powodów zaproponowano w ustawie by psychicznie złamanego człowieka ostatecznie dobić jeszcze karą więzienia. Jak dla mnie sytuacja absolutnie nie do przyjęcia. Proszę zauważyć, że nawet Kościół Katolicki po wielu latach potępiania samobójców, włącznie za zakazem asysty księdza przy ich pogrzebie, w obliczu nowych faktów już nie ocenia tak jednoznacznie tych nieszczęśników. Z tego co wiem zaczęto przychylać się do stanowiska, że człowiek, który jest w stanie pokonać instynkt samozachowawczy i odebrać sobie życie jest w jakimś stopniu niepoczytalny i ubezwłasnowolniony kondycją psychiczną w jakiej się znajduje, a zatem nie może w pełni odpowiadać za swój czyn. Per analogia, uważam, że należy przyjąć iż kobieta, która łamie niemniej silny instynkt macierzyński, który co do zasady każe jej chronić dziecko za wszelką cenę, jest w podobnie ekstremalnej kondycji psychicznej. Przez co i tu należy przyjąć inny poziom świadomości oraz inny stopień odpowiedzialności za uczynione w takim stanie zło.   

I to jest dobry moment by powrócić do Marka Jurka. Jak dobrze pamiętam, także za pierwszego PiS polityk ten bardzo stanowczo postawił sprawę zmiany ustawy aborcyjnej a ponieważ partia nie zagłosowała jak chciał Jurek, ten odszedł z jej szeregów. Wielu komentatorów przyjmuje za początek rozpadu tamtej koalicji akcję Kamińskiego przeciwko Lepperowi, ja zaś osobiście upatruję jej pierwszą zapowiedź w decyzji Marka Jurka. Jak wiemy ostatecznie doszło do upadku rządu i oddania Polski w ręce ludzi, którzy ją przez kolejne lata złupili a na arenie międzynarodowej rzucili na kolana. Marek Jurek niestety z tej trudnej dla nas wszystkich lekcji nie wyniósł absolutnie żadnych wniosków. Dziś po raz kolejny występuje przeciwko partii, która jako jedyna gwarantuje zachowanie minimum ochrony życia a nadto jeszcze głośno deklaruje wolę wyeliminowania najczęściej w Polsce stosowanej aborcji tj. z powodów czysto eugenicznych. Patrząc na statystyki pokazujące przyczyny aborcji dokonywanych w Polsce w ostatnich latach widać jak na dłoni, że ponad 90% z nich dokonywana jest właśnie z tego powodu, a rok 2015 to już prawie tylko eugenika. Proszę oto jak wyglądają te statystyki od chwili wprowadzenia ustawy: 


Już tylko zmiana tego zapisu ratowałaby życie tysiącom dzieci rocznie ale to najwidoczniej dla Marka Jurka wciąż za mało. Satysfakcjonującym go rozwiązaniem jak można wnioskować z wywiadu udzielonego Onetowi, jest tylko pełna ochrona życia, z powodu braku której postanowił po raz kolejny i jak przed laty zaatakować koalicjanta. Co ciekawe, w tym samym wywiadzie Marek Jurek wykazuje pełną świadomość faktu, że Unia Europejska przyjęła już oficjalnie kierunek postępowania w którym do praw człowieka zalicza się także prawo do aborcji. Ma świadomość europoseł Jurek, że przy takim nastawieniu świata, jeśli PiS zostanie odsunięty od władzy to na jego miejsce przyjdą ludzie, którzy postawią sobie za cel by te ponad 90% aborcji popełnionych w efekcie dokonanych badań prenatalnych było wykonywane na życzenie. Tak chcą feministki, tak chce Unia, tak chcą lobbyści koncernów farmakologicznych promujących aborcję tymczasem Marek Jurek wymyślił, że w ramach inauguracji swego członkostwa w komitecie wykonawczym inicjatywy "Jeden z nas" uderzy w rząd Prawa i Sprawiedliwości. Rząd, którego stanowisko w kwestii aborcji jest w skali europejskiej ewenementem. 

Sprawa jest na tyle ważne, że nie chciałbym tym razem kończyć li tylko na narzekaniu i krytyce, nawet jeśli uzasadnionej. Proponuję by siły jakie drzemią w obrońcach życia nie trwonić na wewnętrzne spory i zrzucanie odpowiedzialności za nieudaną zmianę prawa aborcyjnego. Ważne co zrobimy z tą nauką dalej. Trzeba więc nam w pierwszej kolejności odejść od sztampowego podejścia do sprawy. To jest, jak myślę, największy błąd ostatniej próby. Założono, że skoro mamy rząd i prezydenta to wystarczy przesłać projekt a reszta pójdzie z automatu. Jak widać projekty prowadzić należy od fazy pomysłu aż do wykonania. Po drugie wzorem organizacji proaborcyjnych należy działania zmierzające do zmiany ustawy skoordynować z innymi podobnymi organizacjami, trzeba zacząć też budować zaplecze prawno-finansowe. Na stronach Ordo Iuris znajdujemy informację, że udziela ono wsparcia prawnego dla osób zaangażowanych w obronę życia. To bardzo cenna pomoc. Niemniej ważne jest wsparcie finansowanie i na ten aspekt działalności ruchów pro-life powinien akcent położyć właśnie Marek Jurek, choćby z racji możliwości jakie posiada jako poseł a od niedawna członek zarządu "One of us". Organizacja ta działa w końcu przy Parlamencie Europejskim, gdzie udziela się dotacji bardzo przecież różnym organizacjom. Jestem także pewien, że tak jak aborcjoniści mają swojego Sorosa tak i my możemy pozyskać zacnych a majętnych ludzi, którzy zechcieliby wesprzeć życie. Niezależnie należy rozpocząć kampanie medialne i społeczne, które pozwolą zwykłym obywatelom spojrzeć na to trudne zagadnienie bez wątpliwości i obaw, że stając po stronie życia mogliby kogoś skrzywdzić. Z jednej stron trzeba więc dawać odpór kłamstwom jakie lobby aborcyjne promuje w liberalnych mediach, z drugiej strony trzeba budować mechanizmy, które dadzą kobietom poczucie bezpieczeństwa w razie gdyby podjęły decyzję o urodzeniu dziecka, także w charakterze matki samotnie wychowującej dziecko. Mam nadzieję, że o takich właśnie działaniach mówiła pani Premier, bo ostatnia próba zmiany ustawy pokazała niestety, że tego o czym tu piszę nie ma. Poszliśmy na żywioł, i bez oglądania się na stan świadomości polskiego społeczeństwa poddawanego przez ostatnie lata silnej indoktrynacji światopoglądowej. Rzuciliśmy mu na stół propozycję tak skrajną, że dobrze iż skończyło się li tylko na protestach. Tylko w moim miejscu pracy, by móc wciąć udział w czarnym proteście, urlop wzięły trzy kobiet otwarcie przy tym głosząc, że idą powstrzymać szaleńców, którzy chcą zapełniać wiezienia kobietami. I zamiast produkować głupkowate komentarze jakoby kobiety źle zrozumiały przesłanie, apeluję, byśmy przestali mataczyć, uderzyli się w końcu w pierś, i pogodzili się z faktem, że tym razem to akurat przesłanie zostało źle przygotowane a projekt w tak drastycznej formie nigdy nie powinien był być poddany pod głosowanie. Pycha, pamiętajcie o tym na przyszłość panowie posłowie, to najpierwszy grzech na liście grzechów ciężkich. 

Nie bez znaczenia będzie także przedefiniowanie znaczenia badań prenatalnych, które dziś straciły znamiona wczesnych badań profilaktycznych a służą jedynie jako narzędzie do wczesnego wykrywania wad płodu a potem jego eliminacji. Bardzo dobrze pokazuje to zamieszczona powyżej tabela. W tym miejscu powraca pamięć rozmowy z inną moją znajomą, której przed laty zdiagnozowano podczas takich badań wadę płodu. To jest osoba bardzo wierząca więc o aborcji od początku nie mogło być mowy, aczkolwiek udała się do kliniki do której skierował ją szpital. Miała tam uzyskać bardziej dokładne wyniki badań w zamian czego już w drzwiach dostała ulotkę jak przygotować się do zabiegu usunięcia ciąży. Przez dziewięć miesięcy szykowała się na narodziny chorego dziecka, tym czasem urodził się całkowicie zdrowy chłopczyk, co lekarz skwitował stwierdzeniem, że badania nigdy nie są stuprocentowe i zawsze obarczone prawdopodobieństwem błędu. Znajoma przy kolejnej ciąży odpuściła sobie badania prenatalne, kolejne dziecko także urodziło się zdrowe, niemniej poprzez ten przykład trzeba pamiętać, że pośród dzieci zabitych w wyniku wykrycia "prawdopodobnych" wad, są także te zdrowe, acz źle zdiagnozowane.   

Głównie od podjęcia powyższych działań zależy czy w Polsce będzie funkcjonowała sprawna, instytucjonalna ochrona życia. Ale by tak się stało, działacze pro-life w tym politycy prawicy muszą zacząć od przeorientowania swojego spojrzenia na problem aborcji. Póki co tak bardzo skupili się wszyscy na dziecku, że zapomnieli o matce. Zapomnieli o tym, że jeśli przede wszystkim ona będzie objęta odpowiednią opieką to nie ulegnie podszeptom nieodpowiedzialnych mężczyzn, nie podniesie też ręki na swe dziecko z powodów finansowych - nawet jeśli będzie chore. Apeluję więc o zintensyfikowanie opieki nad kobietami w ciąży ale i matkami samotnie wychowującymi dzieci. Nie odrywajmy dziecka o matki. Obie te istoty trzeba traktować jako jedno, złożone ciało, tak w sensie medycznym, prawnym jak i społecznym. Jeśli ochronimy kobietę, kolebkę życia, to ona już najlepiej będzie wiedziała jak ochronić swoje dziecko.  

czwartek, 27 października 2016

Przerywamy Wiadomości 3

Autor: Integrator

Niezapomniane 5 minut
Natalia Przybysz ogłosiła, że jakiś czas temu pojechała na Słowację popełnić aborcję. Wszystko, jak sama twierdzi, trwało zaledwie 5 minut a potem poczuła ulgę. Ja oczywiście nie mam podstaw by jej nie wierzyć, bo fakt, że trzeba się poddać zabiegowi, podczas którego wszystko może się zdarzyć, już sam w sobie powoduje napięcie po ustąpieniu którego człowiek musi poczuć ulgę. Ale też nie wątpię, a publiczne wystąpienia p. Przybysz jest najlepszym tego dowodem, że ona te pięć minut zapamiętała bardzo dobrze i będzie je pamiętała już do końca. Będzie nosiła w sobie każda sekundę z tych pięciu minut, nie wyłączając koloru rolet gabinetu w którym zostawiła swoje dziecko. I niestety próba zakrzyczenia wyrzutów sumienia niewiele pomoże, choćby tą swoją opowieść powtarzała na każdym kolejnym marszu. 

Ataki na cudzoziemców
Oto małolat wszedł do baru z kebabami i nawymyślał siedzącemu tam Turkowi. Cóż począć? Podobnych imbecyli nie mało jest i w innych krajach za to Uniwersytet w Toruniu jest jedyny w swoim rodzaju. Władze uczelni poruszone falą nienawiści jaka własnie zalewa Polskę postanowiły przydzielić opiekunów studiującym cudzoziemcom. Chciałbym więc widzieć jak się ten pomysł będzie kształtował w praktyce? Czy ten opiekun będzie jadł i spał z cudzoziemcem, słowem będzie jego cieniem, czy może tylko będzie odprowadzał obcokrajowca z uczelni do domu a jak ten zechce wieczorem wyjść po zakupy to już na własne ryzyko? A tak już na poważnie, szkoda, że TVN która z takim zaangażowaniem relacjonuje rozkwit rzekomej polskiej nietolerancji nie widzi jak skutecznie przyczyniła się do rozbudzania złych emocji w takich małolatach jak ten z baru. Nie gdzie indziej przecież jak w "Faktach" przez parę tygodni pompowano temat nienawiści do Polaków mieszkających na Wyspach. Tak było czy coś pomieszałem?

Wałęsa kończy kontrakt z KODem
Nie ma już w kraju polityka, który częściej niż Wałęsa zmieniałby barwy klubowe. Przejść dla Wałęsy z prawa na lewo by wzywać do pałowania strajkujących to nie problem. Jak i z antyunijnego obozu Libertas do obozu zwolenników Unii, czy tam z KODu na powrót do współpracy z Platformą. Jarosław Kaczyński podobno zagadnięty kiedyś o Wałęsę odpowiedział, żeby dać mu spokój bo on jest ofiarą przemian. Wielkoduszne to podejście acz z obowiązku muszę wskazać miejsce którego nie dotknęło nasze komentatorskie ciało. Jak bowiem wiemy Wałęsa swą współpracę z Libertas tłumaczył trudną sytuacją finansową. Wyszło, że Wałęsa jest do wynajęcia i nie wiem czy i w przypadku KODu nie mamy do czynienia z jakimś rodzajem kontraktu? Przedwczoraj mówiąc o swej rezygnacji ze współpracy z KODem wysypał się, że "zostało jeszcze jakieś 8 spotkań" ale i że "być może będzie to przedłużone". No całkiem jakby o kontrakcie gadał. Da się to jakoś prześwietlić? Swoją drogą "Nie chcem ale muszem" - to wciąż prześladujące go fatum. No i "dla chleba, Panie dla chleba", także.

Zmowa reklamowa
Chciałem tu sobie zrobić tzw. przerwę na reklamę i sprawdzić coś w telewizorni, ale się niespodziewanie okazało, że tak się nieładnie telewizje zgadały, że wszystkie jednym czasie puszczają reklamy. Oglądasz coś na Polsacie gdy tu nagle bach reklamy. Lecisz sprawdzić co na TVN a tu... reklamy. TVPlus? Tu to samo. Krajowa Rado Radiofonii i Telewizji, można li tak?

Dzień po
"Dzień po" tym jak gruchnęła informacja o planowanym powstaniu komisji ds weryfikacji reprywatyzacji warszawskich kamienic Hanna Gronkiewicz-Walz złożyła doniesienie do prokuratury, co by nie było na własny urząd, o możliwości popełnienia przestępstwa. Czy potrzeba nam więcej dowodów? Jak się nie mylę, to zarząd komisaryczny nie może działać dłużej niż dwa lata. Proponuję zatem poczekać kiedy będzie równo dwa lata do wyborów samorządowych i "dzień po" tej dacie wprowadzić komisarza.

piątek, 21 października 2016

Polscy artyści to.... nie Amelia.

Autor: Integrator

Jakoś to w tygodniu było i załapałem się na zaledwie parę sekund wieczornych Wiadomości ale wystarczyło bym złapał temat a potem w wolnej chwili znalazł sobie w sieci co trzeba. Chodzi o relację z protestu artystów przeciwko, jeśli dobrze zrozumiałem, zamordyzmowi jaki rząd chce wprowadzać do świata sztuki.

Jest piątek wieczór i bynajmniej nie zamierzam robić z tego zagadnienia doktoratu ale drąży mi głowę myśl, którą muszę się z Czytelnikami Tygodnika podzielić. Patrzę więc na tych ludzi wykrzykujących coś pod Pałacem Kultury, tego dyrektora teatru któremu nie pozwolono pokazywać pornografii a który porównuje Kaczyńskiego do Bieruta i zastanawiam się ilu z nas w ogóle wie kim są ci ludzie? Gdyby tak pokazać ich facjaty większości z nas, a choćby i samym Warszawiakom zatrzymany na ulicy, większość zapewne albo nie miała by pojęcia jak się jegomość nazywa, albo odpowiadałaby w stylu... y to ten, no ten co grał tego, no jak mu tam było, co grał z tym z Czterdziestolatka. Można zatem spokojnie powiedzieć, że ludzie ci, artyści panie kochany, istnieją w świadomości powszechnej w stopniu nijakim a za parę lat gdy nastanie nowe pokolenie aktorów, nikt nie będzie miał pojęcia kto to taki ten Materna, Malajkat  czy Machalica. Swoją drogą znamienne, że poza tymi nazwiskami innych znanych twarzy nie odnotowałem. Najwyraźniej wolność słowa wolnością słowa ale nie aż tak żeby się narażać...

No dobrze mamy tych paru zaledwie symbolicznych Malajkatów których niewielu z nas jest w stanie poprawnie nazwać czy w ogóle opisać z drugiej strony nie ma to najmniejszego znaczenia czy zapytamy profesora czy zalanego w trupa żula ugniatającego trawnik pod Pałacem, każdy z nich będzie wiedział kto z kolei jest ten Jarosław Kaczyński. Na pewno będzie też wiedział jak wygląda. A zatem pełna rozpoznawalność i obecność w świadomości powszechnej, zapewne także tej przeszłej tj. archiwalnej, którą zwykliśmy nazywać historią.

No dobrze to wiemy już z kim tu mamy do czynienia ale to jeszcze nie wszystko co w tej materii musimy sobie powiedzieć. Jest jeszcze kwestia warsztatu jaki prezentują ludzie zgromadzeni pod tak szczytnymi hasłami w okolicach Pałacu imieniem Stalina. Otóż jak Czytelnikom wiadomo nie mam najlepszego zdania o naszych aktorach. Uważam, że są nijacy, jednopłaszczyznowi i nie potrafią w większości zagrać swej roli w sposób który pozwoliłby zapomnieć o tożsamości osoby odgrywającej rolę. W dodatku większość swoją pozycję zawdzięcza nie talentowi a towarzyskim relacjom, tudzież nachalnemu podlizywaniu się każdemu kto mógłby pomóc wdrapać się na scenę lub wskoczyć przed kamerę. I oto oddany powyższym myślom wchodzę na youtuba a tam...:


Niesamowite prawda? Jakieś dziecko za pomocą zaledwie amatorskiej kamery robi show, zarazem wspina się na poziom, który dla artystów bełkoczących coś o Bierucie i wolności słowa jest zwyczajnie nieosiągalny. A więc pełna nędza. I to jest właśnie to. To jest wszystko co my sobie dziś możemy powiedzieć o naszych artystach.

Niech więc tam sobie marzną, najlepiej cyklicznie jeśli taka wola. Ja tym czasem zapraszam raz jeszcze na wyżyny. Całkiem za darmo. Bez biletów, bez reklam, bez gaży. Panie i Panowie - Amelia!

niedziela, 16 października 2016

Przerywamy Wiadomości 2

Autor: Integrator

Dziś kolejna odsłona krótkich komentarzy do wybranych wydarzeń minionego tygodnia. Jeśli ta forma opisywania politycznej rzeczywistości w naszym kraju będzie cieszył się dużym zainteresowaniem, postaram się by Przerwania Wiadomości czy jak to mówią Amerykanie, Breaking News, pojawiały się w miarę możliwości częściej. Zatem Przerywamy Wiadomości...

Polska poza cywilizacją Zachodu
Komisja Wenecka wydała kolejną "obiektywną" opinię na temat Polski. Tym razem na jej posiedzeniu nie było przedstawiciela polskiego rządu co Platforma Obywatelska ogłosiła aktem ostatecznego przejścia Polski do świata barbarzyńców. Izrael dla odmiany zawiesił jakąkolwiek współpracę z UNESCO. Pytanie do polityków Platformy - a do jakiego świata przeszli w ten sposób Żydzi? 

Pierwsza wielka afera PiSu
Platforma Obywatelska głosem Sławomira Neumanna odstąpienie przez PiS od negocjacji z Francuzami ws Caracali nazwała "Pierwszą wielka aferą rządu Beaty Szydło". I chce komisji śledczej. Faktycznie podejrzana sprawa. Kolacji PO-PSL miała ich po roku rządzenia kilkanaście a tu zaledwie pierwsza. Sam ten fakt tylko jest już podejrzany i w zupełności uzasadnia konieczność powołania komisji śledczej.  A tak na poważnie, to bardzo symboliczne, że PO aferą nazywa sprzeciw rządu wobec faktu kupowania śmigłowców za podwójną cenę, i troskę o miejsca pracy w polskich zakładach. Już wiem dlaczego ci którzy wysprzedawali przez ostatnie osiem lat resztki majątku narodowego, wyłudzali kamienice i spotykali się na cmentarzach byli przez Układ tak dzielnie chronieni. Według alfabetu Platformy... wszyscy oni działali dla dobra kraju.

Uchodźca Tusk
Donald Tusk poskarżył się w Niemczech, że jest wrogiem publicznym numer jeden dla obecnego rządu w Polsce. Mówił to z nieskrywaną nadzieją, że Niemcy uronią łzę a następnie namaszczą go na drugą kadencję Przewodniczącego Komisji Europejskiej. Ot na złość Kaczyńskiemu. Ja na miejscu Tuska bym się nie pierniczył i od razu wystąpił o azyl polityczny. Wszak człowiek, który zagrał z Putinem przeciwko własnemu prezydentowi szczęścia w kraju już nie znajdzie.

Majątki bandziorów
Zbigniew Ziobro wprowadza regulacje pozwalające odbierać majątek przestępcom, którzy pozyskali go w sposób niezgodny z prawem. Nawet jeśli przepisali go na członka rodziny. W końcu! Gdyby regulację tą wprowadzono u progu demokratycznych przemian w Polsce, zapewne wiele fortun III RP nigdy by nie powstało. Ale w parze z zaproponowanymi zmianami powinna iść także regulacja, która zabraniałaby dożywotnio zakładać firmy o charakterze finansowym osobom mającym na koncie malwersacje finansowe a na długie lata uniemożliwiała zasiadanie im we władzach jakichkolwiek spółek. Już tylko tyle uniemożliwiłoby powstanie firmy AmberGold.

Reżyser
Zmarł Andrzej Wajda. Większość pamięta go jako reżysera. Ja zapamiętam jako człowieka który podposał się pod listem otwarty opublikowan po Smoleńsku.  Przerwał nim narodową zadumę i dał sygnał do bolszewickiej nagonki na Lecha Kaczyńskiego. Zapamiętam go też jako człowieka, który miesiąc po katastrofie wzywał nas byśmy w geście solidarności z Rosjanami składali znicze na grobach żołnierzy Armii Czerwonej. Tych którzy na swych bagnetach nieśli śmierć, zniewolenie, komunizm, i masowo gwałcili Polki. Zamiast filmem, a był jednym z niewielu którym komuna dała prawo ich kręcenia, zajął się polityką. I choć nie uszanował świętego w polskiej tradycji okresu żałoby po prezydencie Lechu Kaczyńskim ja mu tego oszczędzę. Kończę zatem.  Niech spoczywa tam gdzie trafił.

poniedziałek, 10 października 2016

Caracale czyli czym się różni PiS od PO?

Autor: Integrator

Przypuszczam, że wrzask jaki się w Polsce wytwarza przy okazji każdej decyzji podejmowanej przez ten rząd z czasem spowoduje skutek odwrotny od zamierzonego. I już nawet nie chodzi o to, że przy tak bezprecedensowym nawale niczym nie maskowanej dezinformacji w końcu nawet najmniej zorientowany obywatel, zrozumie że coś tu jest nie tak. Bardziej idzie o to, że to bezustanne bicie w dzwony czy jak kto woli walenie w bębny w końcu jednym znudzi się, innych rozdrażni. W efekcie, ufam w to bardzo, wyślemy przy okazji najbliższych wyborów to całe towarzystwo na zieloną trawę by móc już całkiem na spokojnie przez kolejne cztery lata meblować wymarzone "mieszkanie+", za "500+" zwiedzać z dzieciakami Polskę, może założyć własną firmę i wystartować w nieskręconym przetargu.

Osobiście wolałbym jednak by ludzie takie decyzje podejmowali świadomie stąd dziś będzie o francuskich caracalach. To dobry przykład by pokazać różnice w sposobie podejścia do spraw najważniejszych władzy poprzedniej i obecnej. Po tym krótkim kursie nikt nie powinien mieć już żadnych wątpliwości, że to kolesiostwo, które wprost z salonów wyleciało koczować na ulice pod namiotami powinno tam zostać na wieki. A zatem...

Jak nam wiadomo Polska odstąpiła od negocjacji z Francuzami w sprawie zakupu śmigłowców o wcześniej wspomnianej nazwie. Rozmowy trwały rok a Francuzi, nie ma co do tego żadnych wątpliwości, przedłużali je z premedytacją wiedząc, że śmigłowce, które Polska posiada z powodu poważnego zużycia będą lada chwila wycofane z użycia. Próbowali zatem doprowadzić do sytuacji w której polski rząd stanąłby pod ścianą a wówczas negocjacje polegałyby na dyktowaniu Polsce warunków korzystnych tylko dla jednej strony. To, zważywszy na fakt, że francuska firma stoi na krawędzi upadłości, mogło wydawać się grą bardzo ryzykowną niemniej strona francuska posiadała asa w rękawie, zdawało się nie do pobici w ówczesnych warunkach politycznych. Ja o tym już kiedyś pisałem, ale dziś wydaje się to jeszcze bardziej prawdopodobne. Pytałem więc w jednym z tekstów jaki koszt zapłaciliśmy jako państwo, jakie ustępstwa podjął rząd PO, że szefowie państw starej Unii pozwolili Tuskowi objąć stanowisko Przewodniczącego Rady Europy? Myślę, że nasi europosłowie i dyplomaci bez problemów przygotowaliby taką listę. Wystarczy bowiem przejrzeć kontrakty z firmami tych państw, przyjrzeć się decyzjom o wsparciu finansowym czy dyplomatycznym jaki rząd Platformy Obywatelskiej dokonywał w ostatnich paru latach a wysłanie listu gończego za Tuskiem będzie tylko formalnością. Myślę, że służby powinny także zbadać wątek ewentualnego zaangażowania się posła Kierwińskiego w pomyślny przebieg kontraktu na Caracale. Jeśli prawdą jest, jak chcą media, że pracował przed laty w Airbusie to siłą rzeczy mógł być naturalnym punktem zaczepienia dla lobbystów tego koncernu. Czy była taka propozycja a jeśli tak to jaka była odpowiedź? To są pytania, które Michał Kamiński z pewnością powinien zdać swoim ludziom. Tymczasem idźmy dalej. Francuzi przedłużali negocjacje pewni, że każdy dzień zwłoki działa na ich korzyść, gdy nagle okazało się, że nie przewidzieli najgorszego. Tak jak Platforma była pewna zwycięstwa w nadchodzących wyborach, tak samo pewni swych kontraktów byli wszyscy którzy z jej rozdawnictwa obficie korzystali. Nieoczekiwana zmiana ról na polskiej scenie politycznej zabolała nie tylko Francuzów, a reakcja ich prezydenta jest pięknym dowodem na to, że nagonka na ten rząd, wspomagana jest także przez ośrodki zagraniczne, które na propolskiej polityce PiS tracą, na przykładzie tych tylko śmigłowców, miliardy euro.

Ale kolejne informacje napływające z mediów pokazują coś jeszcze. Proszę zauważyć, że mimo iż kontrakt nie został podpisany to jednak Airbus rozpoczął prace nad pierwszymi egzemplarzami co niezbicie wskazuje, że Francuzi mieli pewność, że ten kontrakt dostaną bez względu na wszystko. Nikt nie rozpoczyna produkcji, nie ponosi kosztów jeśli nie ma pewności, że dostanie zlecenie, że te koszty zwrócą mu się z nawiązką, prawda? Francuzi bezsprzecznie wiedzieli. Pozostaje dowiedzieć się, kto dał im taką gwarancję? - i tu znów czynię ukłon w stronę ministra Kamińskiego. Inna rzecz, że prace nad pierwszymi modelami śmigłowców, rozpoczęte przed podpisaniem umowy jednocześnie potwierdzają doniesienia o słabej kondycji spółki. Airbus Helicopters, by nie ciąć zatrudnienia, rozpoczęło produkcje nie czekając na umowę z polskim rządem. Rozpoczęto produkcje na podstawie zapewnienia przekazanego im przez wysokiego przedstawiciela rządu Platformy Obywatelskiej, co gorsza na kredyt. To stawia firmę w jeszcze gorszym położeniu finansowym niż przed rozpoczęciem produkcji, jest też bezpośrednią przyczyną owej nerwowości po stronie francuskiej którą obserwujemy, jednakowoż po stronie obecnej opozycji. Nie trudno się dziwić. Nie udał się deal, w dodatku co mniej uważni zostawili po sobie odciski palców. 

Dziś władzę w Polsce sprawuje opcja, która nie zwykła negocjować na kolanach ani kupczyć interesem kraju. Najwyraźniej nie mieści się to w małych głowach posłów Platformy Obywatelskiej, którzy bardziej troszczą się o utrzymanie miejsc pracy we francuskich fabrykach niż losem pracowników polskich przedsiębiorstw. W sukurs tej mentalności śpieszą liberalne media i aż prosi się tu zacytować tekst umieszczony na stronie tvn24.pl gdzie autor dokonuje akrobatycznego wysiłku by odwrócić uwagę od faktu, że Airbus Helicopters zamierzało sprzedać Polakom te same śmigłowce po cenie dwukrotnie wyższej niż Kuwejtowi. Śmiechem napawa tłumaczenie jakie znajdujemy w powyższym tekście, jakoby różnica w cenie wynikała z faktu, że Polska poza śmigłowcami zamówiła w tej cenie usługi dodatkowe jak szkolenia pilotów, czy serwis. Zaledwie akapit dalej bowiem autor tekstu zaprzecza sobie twierdząc, że Kuwejt też takie usługi zamówił. Proszę smakujcie dowoli: " Kuwejt też zamówił w ramach swojego kontraktu "wsparcie i usługi", ale nie wiadomo, jakie konkretnie i ile kosztujące. Można więc przyjąć, że za pojedynczy śmigłowiec Kuwejtczycy płacą też mniej niż 150 mln złotych. Nie wiadomo jednak, ile konkretnie, ponieważ szczegóły kontraktu nie zostały ujawnione. (http://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/kuwejt-kupuje-caracale-dwa-razy-taniej-niz-polska-wyjasnienie,667672.html)". Nie ukrywam, że ja w ostatnim czasie mam duży problem ze zrozumieniem bełkotu jaki uprawiają liberalne media ale jeśli ktoś lubi wyzwania niechże czyta. Jeszcze piękniej wykłada się niejaki Jerzy Aleksandrowicz, którego Onet przedstawia jako eksperta ds bezpieczeństwa, a który dla tego portalu komentuje sprawę w te słowy, cytuję: "... w mojej ocenie obecna sytuacja wpływie na wzrost kosztów przyszłych programów zbrojeniowych gdyż dostawcy uzbrojenia, know-how i nowych technologii będą kalkulowani ceny uwzględniając wyższy stopień ryzyka politycznego w Polsce". Dalej zaś dowodzi, że przerwanie negocjacji zagrozi wszystkim korzystającym z Bałtyku, w tym przede wszystkim marynarzom... Wybaczcie, że tu przerwę ale nie da się tego słuchać. To są kompromitujące bzdury, i trudno mi szukać przyczyn dla których człowiek z tytułem mecenasa decyduje się wygłaszać takie rzeczy publicznie. Wie o tym z pewnością pan specjalista, że ryzyko porażki w negocjacjach to stała i nierozerwalna część tej trudnej sztuki, przy czym zrywanie rozmów, przedłużanie, wykorzystywanie przepisów lub luk w prawie państwa z którym się pertraktuje to norma. Robią nam to nawet nasi sojusznicy, że wspomnę tylko sławny przypadek kiedy to Amerykanie próbowali przedłużać negocjacje wiedząc, że jeśli MON nie wyda pieniędzy do końca roku będzie musiał zwrócić je do państwowej kasy. A zatem mamy tu piękny przykład rzetelności liberalnych mediów, i poziomu przywoływanych przez nie speców.

Reasumując, taka a nie inna decyzja rządu PiS były jak najbardziej zasadna. Wskazana była także dlatego, że tak głośna sprawa z pewnością przeleciała przez globalne media z prędkością błyskawicy i została odnotowana tam gdzie trzeba. Ośrodki odpowiedzialne za kierunki rozwoju spraw globalnych zrozumiały, że Polska wraca do gry a kto tego szybko nie przyswoi, zaliczy porażkę wizerunkową podobną tej która stała się udziałem Francji. To jest też jak sądzę bezpośrednia przyczyna przesunięcia przyjazdu ich prezydenta do kraju na Wisłą, któremu całkiem niedawno Jacques Chirac słowami "Polska straciła szansę by siedzieć cicho" wyznaczył rolę popychadła Europy. Niespodziewanie Polska oddała policzek z którym paru panów znad Sekwany będzie musiało sobie jakoś poradzić. Zrozumiałym jest, że w takiej sytuacji przyjazd do Polski ustawiałby prezydenta Hollande w pozycji bardzo niekomfortowej. Musiałby bowiem odnieść się do tej sprawy już na pierwszej konferencji prasowej zaraz po wylądowaniu, z pełną świadomością faktu, że bez względu na to czy będzie się ciskał ze złości czy grzecznie prosił, niczego już nie wskóra. Mówiąc wprost zaliczyłby kolejny policzek a na to ludzie pracujący nad jego wizerunkiem pozwolić nie mogą wszak wybory prezydenckie we Francji za pasem. Oczywiście Francuzi będą próbowali wpłynąć na decyzję polskiego rządu pośrednimi sposobami, ale koniec końcem będzie musieli pogodzić się z porażką. Niezależnie w trosce o dopełnienie paru jeszcze innych kontraktów Hollande z pewnością Warszawę odwiedzi.

Tymczasem wbrew strachom jakich pełno w sieci Polska z pewnością nie cofa się o rok w procesie pozyskiwania nowych śmigłowców. Przeciwnie. Teraz wszystko powinni przyspieszyć. Zgodnie z zapisami ustawy Prawo Zamówień Publicznych w sytuacjach wyjątkowych a już szczególnie gdy idzie o sprawy związane z obronnością kraju MON może udzielić zamówienia publicznego z wolnej ręki. Miejmy więc nadzieję, że to będzie początek wielomiliardowych zleceń dla polskich przedsiębiorstw zbrojeniowych i impuls dla rozwoju polskiej myśli technicznej.

Z przyjemnością witam Czytelników z Pakistanu. Cieszy niezmiernie fakt, że Tygodnik Solidarni dociera w tak egzotyczne miejsca.... no przynajmniej z punktu widzenia człowieka znad Wisły :) Pozdrawiam i zapraszam częściej!

czwartek, 6 października 2016

Breaking news czyli PO bierze się za 500+

Autor: Integrator

Tak sobie myślę: skoro żyjemy w świecie w którym jedna informacja przykrywa poprzednią w tempie przecież oszalałym, powinienem może od czasu do czasu robić przegląd co ciekawszych treści. By chociaż to co ważne zostało w nas choć chwilę dłużej. Zobaczymy co z tego wyjdzie.

500+
Wiemy już, że program odmienił życie setkom tysięcy Polaków. Ludzie, których dzieci skazane były jak co roku na spędzanie wakacji w okolicach blokowych klatek, mogli tym razem pojechać z nimi w góry czy nad morze. Skorzystały dzieciaki, zarobili też przedsiębiorcy. By móc odpowiedzieć na zwiększony popyt, musieli też zatrudnić nowych pracowników. To przyczyniło się z kolei do rekordowo niskiego bezrobocia. Program przyniósł zatem dodatkowe, wymierne korzyści gospodarcze.

Platforma Obywatelska bierze się za 500+
Pamiętam dobrze, myślę, że i Czytelnicy także, jaki wrzask towarzyszył wprowadzaniu tego programu w życie. Argumentem koronnym była rzekoma dewastacja przez PiS budżetu państwa. No i fakt, że przyznano prawo do pobierania tych pieniędzy także ludziom bogatym. Abstrahując od tego kto ma rację, choć akapit wcześniej nie powinien budzić w tym względzie żadnych wątpliwości, okazuje się, że stawiane rządowi przez PO zarzuty przestały mieć nagle znaczenie. Teraz się okazuje się, że Platforma Obywatelska chce 500+ a nawet 500++. Chce bowiem, by pieniądze te Polacy dostawali także na pierwsze dziecko, no i by dostawały je także kobiety samotnie wychowujące dzieci. No proszę, 500+ zrujnuje  państwową kasę, a 500++ niekoniecznie.

Czarny marsz
"Pierdolę nie rodzę" albo "Moja cipa to nie twoja broszka" to przykładowe hasła niesione przez uczestników poniedziałkowego, czarnego marszu. Pytanie do Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji, za 100 punktów: Czy używanie słów wulgarnych w przestrzeni publicznej jest u nas wciąż karalne czy już nie? Znajomy co prawda dostał mandat za bluzganie na ulicy no ale to było dawno temu. I jeszcze zapytam, czy jeśli nie wlepiano za to mandatów na marszu to czy ja mogę jutro pójść po dzieci kuzynku do przedszkola w koszulce z napisem np. "Pierdolę nie robię?".

500+ dla oszczędnych
Ostatni raz bo mi się nagromadziło. Ministerstwo Finansów zaproponowało w ramach programu 500+ możliwość oszczędzania tych pieniędzy w sposób znacznie bardziej opłacalny niż gdyby polskie rodziny chciały to robić na warunkach rynkowych. Pamiętam jak przy okazji Dnia dziecka w jednej z rozgłośni prowadzący posłał w eter informację, jakoby wychowanie dziecka do 18 roku życia kosztowało rodziców 90 tysięcy złotych. Przyjmijmy, że tak jest. Następnie policzmy przychód rodziców z tytułu programu 500+. Pieniądze pozyskiwane co miesiąc z tego tytułu odkładane przez 18 lat plus odsetki spokojnie przewyższa koszty wychowania. Z drugiej strony koszty utrzymania dziecka to przecież wydatki ukryte w zwyczajowych kosztach polskiej rodziny, czyli takie które i tak trzeba ponieść. Podchodząc tak do sprawy 500+ to czysty zysk,  to inwestycja która po wejściu naszych pociech w świat dorosłych, daje możliwość sprezentowania im znacznej kwoty. Takiej która może np. pokryć wkład własny wymagany przy ubieganiu się o kredy na mieszkanie. Sposobów na wykorzystanie pieniędzy z programu 500+ jest więcej, nie mniej więcej jest też sposób by ten program próbować Polakom obrzydzić. Poza już opisanymi wyżej w Faktach TVN drwiono z Ministra Finansów który rozdawszy lekka ręką miliardy na ten program teraz próbuje ściągnąć je do kasy państwowej kusząc polskie rodziny obligacjami. No cóż, myślę, że ci wszyscy co tak pięknie rżą z tego programu bez skrupułów biorą 500+, a jak już będzie można pierwsi ruszą po te obligacje. 

Anty, krypto czy zakazana reklama?
Tak z humorem,  z przekąsem bo na dobranoc. Właśnie zjadłem trzeciego Pawełka, no, ten baton od Wedla. Na opakowaniu napis: "Tylko dla dorosłych" a dalej: zawiera, 2.2% alkoholu. Pawełek o smaku advocat to już 2.4%. Czas na pytania. Czy można po Pawełku jechać autem? Czy powinno się zabronić reklamy Pawełka przed godziną 22.00 no i udziału w niej młodzieży? W końcu, co ma Pawełek do 500+? Trudno powiedzieć wszak jestem po czwartym już betonie aczkolwiek podejrzewam, że w Platformie też się ich nadużywa. 

piątek, 30 września 2016

Dumny wyborca PiS

Autor: Integrator

Wiem, że nie wszyscy Czytelnicy zgadzają się z tezami które tu stawiam, i dobrze. Wszak moją intencją bynajmniej nie było kumulowanie grupek osobników wzajemnie pomlaskujących z zachwytu. Wszystko co tu piszę, powstaje by burzyć spokój, by zmuszać do wychodzenia poza schematy myślowe. Mam nadzieję, że po drugiej stronie szkła ten zamysł choć po części jest odczuwalny.

Z drugiej strony każdy kto czyta ten Tygodnik zgodzi się, że nigdy nie płynąłem z prądem, nawet gdy nie było mi to na rękę. Zawsze gdy Prawo i Sprawiedliwość zasłużyło sobie na cierpkie słowa to na łamach Tygodnika Solidarni nigdy ich nie brakowało. Głupców, cwaniaków czy zwykłych krętaczy pełno jest po obu stronach barykady więc nie ma powodów by udawać, że my akurat nie mamy z tym problemów. Dlatego też, i z tym większą przyjemnością zasiadam do pisania tekstów pochwalnych ilekroć dowództwo tej partii potrafi ściągnąć cugle i obić jak przysłowiowego psa każdego, komu wydaje się, że na konto tej partii może dokonywać rzeczy podłych.

O grupce panów, która pozyskała monopol na obsadzanie władz spółek skarbu państwa piszczało w trawie już od jakiegoś czasu. Z początku głosy te traktowano jako dość powszechne w takich sytuacjach postękiwania tych, którym nie udało się załapać tam gdzie bardzo chcieli. Z czasem głosów niezadowolenia przybywało a i wybrzmiewały co raz głośniej aż lament ów dotarł do ucha Naczelnika.

Mamy więc rzeź (nie)winiątek, a co bardziej dowcipni doradzają, by ci którzy nie mogą dodzwonić się do Jackiewicza, próbowali wybierać numery brazylijskie. A tak już na poważnie, proces samooczyszczania się partii Prawo i Sprawiedliwość dokonuje się na naszych oczach a ja jak nigdy wcześniej jestem dumny, że to jest moja partia, że na nią głosowałem.

Nie ma już Jackiewicza, a za Hofmana wzięła się prokuratura. Przytuli go też z pewnością sam Mariusz Kamiński, jak i poobsadzanych po radach nadzorczych kolegów wyżej wspomnianych. Tak się kończy zabawa w Platformę Obywatelską. Jeśli się komu wydawało, że CBA jest nasze i będzie wyłapywać li tylko poprzedników dobrze bawiących się na koszt państwa to ja śpieszę wszystkim przypomnieć, że instytucja ta powstała by przede wszystkim patrzeć na ręce aktualnej władzy. Ci którzy o tym zapomnieli, mogą być pewni, że ich teczki są już pełne, bez wyjątków. Człowiek który konsekwentnym podejściem do sprawy doprowadził do rozpadu koalicji a w konsekwencji do upadku pierwszego rządu PiS tym bardziej nie cofnie się gdy idzie o paru cwaniaczków. Nawet gdyby to oznaczało, że będzie trzeba zapełnić lochy naszymi...

Za zabawę w Platformę Obywatelską zapłacą wszyscy uczestnicy tej gry bez względu na to jak wysoko usiedli. Także ci którzy nie brali i nie dawali, ale wiedzieli i akceptowali.

Gdy przez ostatnie lata zuchwale szabrowano majątek Państwa Polskiego a nierzadko wprost samych obywateli poprzez różnego rodzaju piramidy finansowego, nikt z ówczesnych władz w tej kwestii się nie zająknął. Jarosław Kaczyński stanął jak zawsze na wysokości zadania. Publicznie uderzył w to co w partii najsłabsze i najbardziej podatne. Zanim urosło. Zatem raz jeszcze - jestem dumnym wyborcą Prawa i Sprawiedliwości.

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Gdy kapitan wyrzuca załogę za burtę...

Autor: Integrator

Poprawcie mnie jeśli źle mówię, w końcu marynarzem nie jestem, ale z tego co wiem jedna z zasad honorwych ludzi morza mówi, że z tonącego okrętu ostatni zawsze schodzi kapitan. Zgoła inne zasady obowiązują tam gdzie niekoniecznie żyje się kodeksem honorowy gdzie najbezpieczniej jest spać z otwartym okiem, a kapitan to człowiek zwykle różniący się od reszty załogi wyższym stopniem bezwzględności, niezbędnej do utrzymania w ryzach podległych mu rzezimieszków. Zaczynam tekst od tych porównań bo w świetle ostatnich doniesień medialnych Magistrat Miasta Stołecznego Warszawy to najwyraźniej okręt piratów.

Nie ma się też przeto zbytnio nad czym rozwodzić bo wnioski nasuwają się same. Jeśli kapitan Gronkiewicz-Walz wychodzi przed kamery by na naszych oczach, jeden po drugim, wyrzucać za burtę swych współpracowników, to znaczy mniej więcej tyle, że ona absolutnie nie ma już nic do stracenia. Proceder trwał latami i można przyjąć, że jeśli nikt nie ruszył palcem w bucie by sprawę kamienic uregulować to tam są umoczeni absolutnie wszyscy. Przekręt na nieruchomościach warszawskich to góra lodowa o którą rozbić się może nie tylko okręt Walzowej ale i wszystkie inne pływające pod banderą Platformy. Wyloty luf pistoletów ich kapitałów przed nosem Hani albo zderzenie z górą - tak mniej więcej wygląd dziś sytuacja Prezydent m.st. Warszawy. 

Należy możliwie szybko wprowadzić do Warszawy Komisarza, wraz bowiem z wyrzucanymi za burtę mogą także wylatywać kluczowe dokumenty. Za ich niszczenie kara jest relatywnie niska a stawką w grze setki milionów złotych i nietykalności szych minionego układu.

Nie ma ani chwili do stracenia! 

środa, 24 sierpnia 2016

Albo milczenie albo kurtka na głowie

Autor: Integrator

Zawirowania wokół Trybunału Konstytucyjnego postanowiłem nie komentować i trwam w tym postanowieniu mocno. Pisałem swego czasu na łamach Tygodnika o wieloletnich zaległościach w pracach tej instytucji, podawałem także statystyki wyroków niewykonanych przez minione ekipy rządowe. To jak i fakt, że sędziowie tam zasiadający nie są wybierani przez obywateli czyni dla mnie tą instytucję niewiarygodną i zbędną. 

Dziś wyjątkowo i zaledwie poprzez te parę zdań przerywam milczenia bo niepodobna słuchać argumentów, które politycy PiS używają w mediach atakując sędziego Rzeplińskiego. Należy mu się każde słowo jakie rzucili jak cholera, ale stwierdzenie, że wypowiedział on posłuszeństwo państwu i że to co robi to pucz jest nie do przyjęcia. Bynajmniej nie dlatego, że to nieprawda, bo ja się z tą argumentacją zgadzam. Nie zgadzam się jednak z podbijaniem stawki tak wysoko tylko po to by po tak ciężkich oskarżeniach politycy PiS szli do domu jak gdyby nigdy nic. Na moje bowiem wyczucie, jeśli pada stwierdzenie, że ktoś dokonuje puczu a już szczególnie gdy twierdzi się z przekonaniem, że to sędzia wypowiada posłuszeństwo Państwu Polskiemu to nikt kto ma taką wiedzę, kto opowiada takie słowa w mediach, nie ma prawa przejść nad tym do porządku dziennego. Każdy poseł, który powtórzył przed kamerami ten zarzut powinien złożyć doniesienie do prokuratury, a odpowiednie służby powinny wyprowadzić pana Rzeplińskiego z budynku Trybunału Konstytucyjnego dokładnie tak jak to już kiedyś robił tj. z kurtką narzuconą na głowę. Nie ma innego wyjścia. Nie wolno Wam panowie posłowie psuć obyczajów i niszczyć w narodzie elementarne poczucie sprawiedliwości, co właśnie czynicie taką mową. Każdy obywatel musi wiedzieć, że jeśli ktoś łamie prawo, jeśli występuje przeciwko Państwu Polskiemu to natychmiast Państwo to za pomocą swych instytucji traktuje go zgodnie z zapisami przewidzianymi na taką okoliczność. Reasumując, albo nie wytaczajmy tak ciężkich dział, albo jeśli je wytaczamy to ze wszystkimi tego faktu konsekwencjami. Bez wahania, bez odwrotu, aż do osiągniecia celu. A skoro już powiedzieliście '"a", to miejcie odwagę powiedzieć i "b".

Dziękuję za wejścia na stronę Tygodnika Czytelnikom z Indii i Malezji. I z paru jeszcze odległych miejsc. Cieszy mnie fakt, że Tygodnik dociera tak daleko. Zapraszam częściej.

niedziela, 21 sierpnia 2016

Bo trudno jest za jednym zamachem...

Autor: Integrator

Choćby nie wiem jak się człowiek starał, trudno jest za jednym zamachem wyrazić nagromadzone myśli. Głównie dlatego, że sprawy o których tu rozprawiamy to zdarzenia wyjątkowo dynamicznie i nawet jeśli jeszcze wczoraj wszystko wydawało się jasnym, dzień później pod naporem nowych informacji przychodzi przyznać się przed samym sobą, że wcale nie jest tak jak nam się pierwotnie wydawało. Często bywa też tak, że wraz z nowym dniem przychodzą nowe przemyślenia, które dzień wcześniej dopiero kiełkowały i ni jak nie było możliwości by je na tak wczesnym etapie przywoływać. Tak też było w przypadku dwóch tematów które tu ostatnio poruszaliśmy. Czas zatem na krótką podróż w czasie.

Chciałbym zatem parę jeszcze słów rzecz na temat tego co się dzieje w Turcji. Kiedy po raz pierwszy pisałem o fali tzw. uchodźców nie miałem najmniejszych wątpliwości, że za tym bezprecedensowym wydarzeniem stoi Rosja, która w ten to sposób uruchomiła plan destabilizowania Unii Europejskiej ale i długotrwały proces przemodelowywania sytuacji wewnętrznej w poszczególnych krajach zrzeszonych. Nie twierdzę, że Kreml nakreślił taki scenariusz od początku do końca. Wątpię by moskiewscy ludzie byli aż tak dobrzy by wpaść na pomysł wzbudzenia i przekierowania wielomilionowej, ludzkiej fali ku Europie. Jednakże wystarczyło ażeby na tym końcowym już etapie jako pierwsi zorientowali się jak wiele mogą skorzystać jeśli uczynią za pomocą swych europejskich agentur sprawę uchodźców sprawą najważniejszą dla Unii. Myślę, że tak to właśnie wyglądało no a dziś Rosja ma całkiem inną sytuację niż przed konfliktem syryjskim, kiedy to państwa Unii po raz pierwszy mniej lub bardziej konsekwentnie stanęły na przeciw niej jednym frontem.

Postawioną wówczas przeze mnie tezę o wykorzystywaniu przez Putina fali uchodźców dla własnych interesów znajdziemy dziś w większości mediów, mógłbym więc z satysfakcją powiedzieć - a nie mówiłem?! Niemniej nie czuję żadnej satysfakcji bo sytuacja jest krytyczna a ja w swej naiwności nie przypuszczałem, że to może się posunąć aż tak daleko. Wydawało mi się, że mimo wszystko liderzy państw Zachodu mają jakieś granice szaleństwa poza które nie wyścibią nosa tymczasem ewidentnie lezą w szkodę niczym kargulowa krowa. Okazuje się, że wszyscy oni dotknięci są jednakowym paraliżem części mózgu odpowiadającej za logikę, przez co jak jeden mąż bezustannie zaprzeczają zmianom jakie niesie fala uchodźców. Te zaś wyglądają dziś tak, że ISIS dzięki narzuconemu przez Unię dyrektywnemu rozlokowaniu muzułmanów w większości państw zrzeszonych mogła, zmienić styl "walki". Po niewiele wnoszących dla sprawy zamachach na obiekty państwowe czy funkcjonariuszy Państwo Islamskie dostało dzięki europejskim oszołomom piastującym decyzyjne stanowiska możliwość paraliżowania społeczeństw poprzez ataki na zwykłych obywateli. Ataki niczym nieuzasadnione, nieprzewidywalne - takie przed którymi nie da się zabezpieczyć. A tak tępa i mogąca dotknąć każdego z nas przemoc musi przecież wywołać wyjątkowy stan poczucia strachu. Dzięki unijnym jełopom ISIS nie musiała niczego planować, nie musiała nawet ruszyć palcem w bucie. To co jest złożyło się bowiem do kupy samo i jest naturalną konsekwencją nagłego zderzenia różnych cywilizacji i religii. Ludzie którzy tak nagle i tak masowo przybyli do Europy muszą czuć się obco, trudno jest im też zasymilować się ze znacznie bogatszymi społeczeństwami naszego kontynentu które żyje na stopie dla uchodźców nieosiągalnym przez kolejne lata a być może w ogóle. Dzięki operacji jakiej dokonano rękami biurokratów w sercu Europy mamy potężne masy ludzkie stanowiące idealny materiał z którego mogą czerpać ekstremiści z całego świata. W dodatku bez szczególnych nakładów finansowych. Od teraz by zostać terrorystą i siać przerażenie wystarczy obejrzeć instruktażowy film na YouTube wzywający do wyrzeczeń, no i...  kuchenny nóż. I tak jednego dnia facet wjeżdża ciężarówką w tłum plażowiczów, ktoś inny podpala wagon z pasażerami, za chwilę ktoś jeszcze inny biega z nożem po mieście. Nikt nie może być pewny jutra, wróg czy sojusznik, choćby i nawet ksiądz który dał ziemię pod meczet. Co z tym stanem rzeczy robią szefowie państw europejskich? Lezą przed kamery by kłamać w żywe oczy, że to nic zorganizowanego, że nie można tych ludzi wrzucać do jednego worka, i że są pośród uchodźców także dobrzy ludzie. Cóż, znajomy twierdzi że Merkel to głęboko zakamuflowany agent Putina. Jeśli przyjmiemy, że jak chcą historycy, prawa ręka Roosevelta to był agent Stalina, no i gdy dodamy do tego fakt, że na konto "współpracownika" Donalda Trampa popłynęły z Rosji miliony dolarów nic nie jest niewyobrażalne ani niemożliwe. Jedno jest pewne, gdy rządzą głupcy i zaprzańcy muszą nadejść czasy nieciekawe...

Miało być o Turcji  a poszło najpierw o uchodźcach. Ale tu wielu słów nie trzeba. Nie ma wątpliwości, że kierunek który objęła Turcja to efekt decyzji Unii Europejskiej, która zamiast to państwo przyciągać i stopniowo przekazywać mu standardy obowiązujące w tej części świata wymyśliła sobie, że wymusi te zasady obelgami i groźbami. Nie może też ujść naszej uwadze obłuda unijnych dyplomatów. Najpierw zlecono Turcji za trzy miliardy euro (czytaj: za gigantyczną łapówkę) blokowanie fali uchodźców - bez jakichkolwiek uwag co do ewentualnych metod - po czym gdy Turcja zabrała się do roboty podniosła się w Brukseli wrzawa świętego oburzenia. Nie inaczej swego czasu próbowano tresować Węgrów. Najpierw pastwiono się nad tym państwem długimi miesiącami, a gdy te zwróciły oczy ku Rosji zrobiono rwetes, że Orban gada z Putinem. A z kim do cholery miałyby innym gadać? Podobnie jest dziś z Turcją. Erdogan odpowiada na zaproszenie od człowieka, który chce robić interesy i nie udaje przy tym "cnotliwej Zuzanny, która nie wie o co chodzi ale wie jak się to robi" (cytat ze Znachora). W wyniku takiej a nie innej reakcji Zachodu jest też poniekąd zmuszony do układania się z bardzo groźnym sąsiadem.

Turcja to nie małe Węgry. Turcja to jest druga armia NATO a każdy kryzys tej struktury (skutecznie dziś trzymającej Putina w szachu) to bardzo niebezpieczna sytuacja. Łatwo jest wejść na złą drogę dużo gorzej jest z nie zejść, ale wciąż jest jeszcze czas by się opamiętać. To jest przesłanie dla prezydenta Turcji ale i społeczeństw Francji i Niemiec, które za chwilę pójdą do urn niosąc w swych rękach szanse odwołania ludzi, którzy spychają Europę na krawędź wojny.



piątek, 5 sierpnia 2016

Rejterada Gazety Polskiej z Woronicza

Autor: Integrator

Parę lat temu brałem udział w spotkaniu, a był to zjazd ludzi piastujących wysokie stanowiska menedżerskie, podczas którego jeden z rozmówców opisując czystki dokonywane przez Platformę Obywatelską w spółkach Skarbu Państwa skwitował fakt odwołania swojego kolegi z funkcji prezesa stwierdzeniem, że człek ów wyleciał bo... stracił czujność rewolucyjną. A że bohater tej opowieści siedział obok i szczerze uśmiechał się na wspomnienie tego wydarzenia, reszta towarzystwa też pozwoliła sobie ów żart skwitować gromkim śmiechem. Wspominam o tym bo gdy dotarła do mnie wieść o odwołaniu Jacka Kurskiego ze stanowiska prezesa Telewizji Polskiej, najpierw przypomniało mi się to zdanie właśnie, o czujności rewolucyjnej, a chwilę później zrobiło mi się zwyczajnie przykro. 

Jackowi Kurskiemu jak większości politykom można przypisać wiele, ale bez wątpienia nie można odebrać mu jednego - facet autentycznie rozmiłował się w mediach. Ja tu nie będę robił nikomu wykładów na temat jego dziennikarskiej przeszłości, bo internet w domu ma dziś prawie każdy a i umiejętność czytania większość z nas opanowała w sposób pozwalający zebrać samemu minimum informacji w dowolnym temacie. Niemniej, podkreślić to trzeba wyraźnie, Jacek Kurski zanim został politykiem był najpierw dziennikarzem. Pierwszy program prowadzony wspólnie z Walendziakiem, film Nocna zmiana, czy książka Lewy Czerwcowy niezbicie dowodzą, że media i to pod każdą postacią to jest uczucie prawdziwe i od pierwszego wejrzenia. Powie zaraz ktoś obruszony, że to za mało by zostać prezesem największej spółki medialnej. Zgoda, ja mu na to odpowiem, za mało, ale wystarczająco wiele by dać szansę poprowadzenia tego co kocha i co jak mało kto czuje. Szczególnie, że jak pokazały minione miesiące Jacek Kurski wciąż potrafi zaskakiwać...

Tak się składa, że mam na bieżący wgląd w to co się dzieje na Woronicza. Mam tam, że tak to ujmę, swoje oko i ucho przy czym co jest ważne dla nas tutaj to oko patrzy na świat w sposób bardzo krytyczny. Rozmowa z moim, niech będzie, że informatorem nie jest wcale łatwa, trudno jest bowiem rozmawiać z kimś kto co chwila zasłania się tajemnicą służbową. Niemniej ze strzępów informacji, które mu regularnie wydzieram wyłania się obraz Jacka Kurskiego, jako człowieka który bardzo umiejętnie godzi wielokrotnie krzyżujące się linie interesów różnych środowisk buszujących od lat po Woronicza. Jest też pierwszym prezesem, który Telewizję Polską próbuje zreformować w sposób pełny i systemowy, z naciskiem na systemowy. Tego oczywiście nie da się zrobić w parę miesięcy, tak jak nie da się w parę miesięcy uczynić rentowną firmę, która przez całe lata była równie systemowo niszczona. Poprzez błędne decyzje strategiczne, poprzez trudne do zaakceptowania przez człowieka myślącego umowy biznesowe podpisywane z różnego rodzaju firmami krzakami czy podejrzanymi typkami, w końcu poprzez personalnie uszczuplenie wydziałów aż po niszczenie infrastruktury. Kto nie wierzy niech spojrzy na stan techniczny budynków na Woronicza czy Placu Powstańców Warszawy. Już tylko to co uda się dostrzec zza przysłowiowego płota daje wiele do myślenia. To jest właśnie spuścizna, którą pozostawiła po sobie w pierwszej kolejności Platforma Obywatelska, choć swe brudne paluchu maczali w tym precederze także włodarze Telewizji z lat poprzednich. 

Zanim więc zaczniemy cokolwiek oceniać i komentować, musimy zdać sobie sprawę z faktu, że Telewizja Polska jest dziś w stanie bardzo głębokiego kryzysu. Trzeba być niemal szaleńcem by z własnej woli chcieć tym bałaganem zarządzać, a już na pewno szaleńcem do kwadratu by jak Kurski gorąco wierzyć, że ten bajzel da się postawić na nogi. To było trochę z przekąsem, bo wiadomo, że wszystko do się zrobić, pod warunkiem jednak, że ma się odpowiednią ilość czasu i gwarancję nietykalności w newralgicznych okresie przejściowym. Tej gwarancji niestety nie dano Kurskiemu, co gorsza nie dało mu tego komfortu własne środowisko polityczne. I to jest poważny błąd, błąd tego środowiska. 

Coś bardzo niepokojącego kłębi się w sercach członków Rady Mediów Narodowych, skoro ich pierwszą decyzją było odwołanie z człowieka, który zgodził się podjąć trudnego czyszczenia stajni Augiasza. Nie wiem jakie pojęcie o stanie Telewizji Polskiej ma pani Lichocka, ale po takim wyskoku w głowie niejednego przecież wyborcy PiSu zaczyna rodzić się poważna obawa co do kompetencji członków tej Rady. Ale i sensu jej istnienia, jeśli po parogodzinnym wysłuchaniu odwołuje ona ze stanowiska człowieka, który pośród naszego elektoratu wciąż cieszy się sławą człowieka od zadań specjalnych. Rodzi się też w głowie pisowskiego wyborcy pytanie, kto inny miałby sobie poradzić w tak trudnej sytuacji jeśli nie Kurski? Pani Lichocka? A może Pan Czabański którego nazwisko większość wyborców kojarzy dokładnie z nikim? Jaki sygnał, zwracam się tu do kierownictwa partii, chcecie Panowie w ten sposób wysłać wyborcom którzy są prawdziwymi autorami waszego sukcesu? Na jaki głęboki poziom rozczarowania chcecie ich Panowie wepchnąć, poprzez publicznie rozliczanie osobistych animozji, gdy wciąż tyle pilnych spraw do naprawienia? Czy wyrzuciliście już i rozliczyliście wszystkich funkcjonariuszy z nadania Układu, że tak ochoczo zaczynacie brać się wzajemnie za siebie? Jaki, zapytam w końcu, specjalista zechce pracować dla TVP i pomóc Kurskiemu w wyprowadzaniu spraw jeśli publicznie informuje się, że obecny prezes będzie do października a potem przyjdzie nowy, a jak nowy to zapewne i z nowymi ludźmi?

Martwi mnie coś jeszcze. Szturm środowiska Gazety Polskiej na Woronicza, a potem szybka rejterada, jest zapowiedzią bratobójczej walki jaka czeka prawą stronę gdy zabraknie Kaczyńskiego. Mam nadzieję, że prezes to widzi i jego troska o dobro kraju sięga czasów nie tylko dzisiejszych ale i przyszłych i że przygotowuje on tych najlepszych z najlepszych do zadań które jeszcze przed nami. Bo nie wszyscy nadają się do tej ciężkiej roboty. Jest pośród nas wielu miernych acz wiernych, którzy bez chwili refleksji gotowi są objąć każde stanowisko i puścić z dymem każde dzieło. Takich ludzi powinniśmy się usilnie wystrzegać. No i takich którzy chwilę po nominacji zapominają dzięki komu tam są i skąd pochodzi ich siła.

Serdecznie witam na stronach Tygodnika Czytelników z Libanu i Serbii. Przyjemnie widzieć, jak rozrasta się krąg osób zaglądających tu regularnie. Dziękuję i zapraszam częściej.

niedziela, 31 lipca 2016

Wakacyjne postękiwanie

Autor: Integrator

Spadek mojej tu aktywności to efekt bynajmniej nie braku chęci czy nawet wolnego czasu, bardziej jak sądzę wynik braku odpowiednich tematów. U sterów władzy mamy ludzi, którzy robią swoje jak należy, tego zaś co wyprawia opozycja komentować się nie da. Pomyślałem więc, że nim spadnie na nas news wart komentarza podzielę się refleksją z minionego urlopu. Cóż, większość z nas wraca z sezonowych eskapad z pustym portfelem i opalenizną, ja dodatkowo z całą masą spostrzeżeń. Dwoma muszę się podzielić od ręki.

Otóż regularnie jeżdżę nad morze. Raz latem, innym  razem we wrześniu, w miarę potrzeby pojawiam się tam także i w inne miesiące roku. Piszę to byście wiedzieli, że jak idzie o to miejsce mam tu na bieżąco aktualizowany punkt odniesienia. I oto pierwszy raz, piszę to z pełnym przekonaniem, udało mi się przy każdej wizycie nacieszyć oko plażą pełną dzieci. Może się mylę, może jest na to jakieś inne wytłumaczenie, ale najwyraźniej program 500+ działa i to wyśmienicie. Cóż, liczyć to akurat każdy z nas umie. Od kwietnia do lipca na drugie dziecko rodzice dostali 2000 złotych. Przy trójce pociech robi się z tego 4000 złotych a to już w zupełności wystarczy by opłacić najmniej tygodniowy pobyt pięcioosobowej rodziny nad morzem. No i pięknie. Pieprzone, marne, wymarzone pięćset złotych a tyle dobra. Bez kombinowania z ulgami, odliczeniami. Po prostu kasa do ręki i od razu plaże pełne dzieci. W końcu znalazł się ktoś kto zrozumiał, że rodzic, nie urzędnik, najlepiej wie co dobre dla ich dzieci.

Teraz postękam sobie. Byłem na mszy świętej, niedzielnej nad tym morze. Trochę gadam z księżmi i oni twierdza, że w zachodniej Polsce, no i północnej ciężko jest z praktykowaniem. Pewnie tak jest, trudno polemizować z ludźmi którzy na co dzień pieką ten trudny chleb. Tyle, że czas urlopu to wędrówka ludów, przelewanie się dziesiątków tysięcy Polaków ze wschodu na zachód, z południa na północ i z powrotem. W żadnym innym czasie nie spotkasz tak miarodajnie wypadkowej narodu. Ona to też, ta wypadkowa, znalazła się na "mojej mszy". Ciężki temat...

Większość przyszła w koszulkach na ramiączkach albo w sukienkach pokazujących to czym "świeci" się dziś na plażach. Spora część z nas wytatuowała się w ostatnim czasie w sposób zastanawiający, a pokłuło się różnego rodzaju żelastwem w sposób niemiłosierny. Guma w gębie to już żadna tam rzadkość niemal reguła. Nie udało mi się tylko dostrzec, czy oni tą gumę przed przyjęciem Komunii wyciągają czy mielą razem? Dzieci myślami są wszędzie tylko nie tam gdzie ciało, co większości rodzicom najwyraźniej nie przeszkadza. Moim przeszkadzało więc musiałem śpiewać i odpowiadać księdzu i robię to z przekonaniem do dziś. Ach, zapomniałbym, była pani z pieskiem. Szczęściem, bo tego bym już nie zniósł, stanęła z psiunią tuż za murem, postawiła mu miseczkę z wodą i tak sobie razem "uczestniczyły". No i oczywiście te komórki. Dziś się je bez skrępowania odbiera, żeby powiedzieć, że.... jest się na mszy. Nie pojmuję też karmienia dzieci podczas eucharystii. Zaczęło się od małych butelek z wodą, a teraz są już chrupki, widziałeł też banany. Na litośc boską, ludzie! czy wam mózgi na słońcu powysychały?

Powie mi ktoś, że nie po to się łazi na mszę by ludzi podglądać, ale uwierzcie trudno wzlecieć myślami ku niebu gdy ziemia tak silnie przyciąga. Ale gdzieś tam pomiędzy jedną modlitwą a drugą przyszła refleksja, że to czego komuna, czego Unia, czego Platforma, gender i różne liberały rozbić nie zdołały, to zniszczy w nas dobrobyt. Im więcej kasy, im mniej trosk i okazji by wznosić oczy ku górze, tym krótsza droga ku otchłani.

Ale będzie checa jeśli jako narodowi te 500+ ostatecznie nam bokiem wyjdzie...

niedziela, 17 lipca 2016

Rosyjski pucz w Turcji

Autor: Integrator

Wydarzenia w Turcji których jesteśmy świadkami nie pozwalają spokojnie wygrzewać się na plaży. Urlop urlopem ale parę zdań koniecznie trzeba napisać.

Czytelnicy regularnie zaglądający na stronę Tygodnika Solidarni mogli swego czasu przeczytać tekst w którym odniosłem się do incydentu zestrzelenia rosyjskiego samolotu przez Turcję. Pisałem wówczas, że brak reakcji ze strony Rosji jest dowodem na jej faktyczne możliwości militarne i kładzie kres przekonaniu, że Rosja zawsze odpowie zbrojnie na jakąkolwiek akcję obronną, nawet jeśli wcześniej przez nią samą sprowokowaną. Argumentowałem też, że Turcja to druga pod względem wielkości armia w NATO, a ponieważ Rosja atakuje tylko państwa słabsze lub pogrążone jak Ukraina w wewnętrznych kłopotach, będzie musiała tym razem spuścić potulnie głowę. Zdania w tej kwestii nie zmieniam, aczkolwiek ostatnie wypadki pozwalają spojrzeć na to wydarzenie trochę szerzej.

Jak wiemy prezydent Turcji w ostatnich dniach przeprosił Putina za zestrzelenie rosyjskiej maszyny. Z niedowierzaniem słuchałem tych doniesień ale sprawdziłem to w kilku źródłach i faktycznie takie słowa padły. Bardzo to biło w postawioną przeze mnie w tamtym tekście tezę, że Turcja nie musi kłaniać się Moskwie niemniej nie mając dostępu do informacji źródłowych zostało mi czekać na dalszy ciąg wydarzeń. Odpowiedź na nurtujące mnie pytanie - co zmusiło Erdogan do tak skrajnej zmiany retoryki - przyniosła nieudana próba puczu wojskowego.

Od tej chwili na sprawę zestrzelenia rosyjskiego samolotu trzeba patrzeć w dwojaki sposób. Bo też dwa scenariusze mogły mieć tu miejsce aczkolwiek oba jednakowoż mogły zmusić prezydenta Turcji do wygłoszenia oficjalnych przeprosin. Pierwszy wariant zdarzeń mógł wyglądać tak, że rosyjski samolot został zestrzelony za zgodą prezydenta który dał zielone światło wojsku na takie działania. W konsekwencji tego zdarzenia Rosja nie mogąc otwarcie wypowiedzieć wojny bardzo silnemu przeciwnikowi rozpoczęła działania destabilizacyjne na terenie Turcji, szczególnie w obrębie armii. Sygnały o nastrojach w wojsku jakie dotarły do Ergodana musiały być skrajnie niepokojące skoro zmusiły go do publicznego posypania głowy popiołem. Prezydentowi Turcji doniesiono o planach dokonania puczu jak i o tym, że stoją za tym Rosjanie. Drugi wariant zdarzeń mógł wyglądać tak, że zestrzelenie samolotu było decyzją podjętą z premedytacją w okręgach dowództwa armii ale bez wiedzy prezydenta Turcji. Działając w porozumieniu z przeciwnikami Erdogana chcieli oni w ten sposób uwikłać go w konflikt z Rosją i tym samym zyskać zagranicznego sojusznika dla rodzących się już wtedy planów dokonania zbrojnego przejęcia władzy. Jak donoszą media do grupy puczystów dołączył także pilot myśliwca który zestrzelił rosyjską maszynę. W obliczu ostatnich wydarzeń ten właśnie wariant wydaje się być bardziej prawdopodobny. Erdogan widząc co się szykuje próbował przeprosinami zyskać na czasie i zdążyć przeprowadzić czystki w armii. Okazało się jednak, że tego czasu już nie ma.

Trudno wyrokować jak było niemniej opowieści, jakoby on sam przygotował pucz by go potem zdusić i pozyskać tym samym mandat do dokonywania czystek w armii jest żałosnym bajdurzeniem. Erdogan ma władzę absolutną i zmiany w armii mógłby przeprowadzić w każdej chwili nie oglądając się na wolę narodu. Nieuzasadnioną wersją wydarzeń wydaje się być także wersja prezentowana w dzisiejszych serwisach informacyjnych, które sugerują udział Amerykanów w przygotowaniach do puczu. Tylko informacja o próbach zbliżenia Turcji z Rosją mogłaby ich pchnąć do takich działań. Pozostaje pytanie czy takowe były niemniej tak destrukcyjne działania na terenie zaprzyjaźnionego państwa (w Turcji stacjonują amerykańskie jednostki i sprzęt z głowicami jądrowymi) to rzadkość i ostateczność. Za to telefon od Putina do Erdogana w którym ten pierwszy życzy szybkiego poworotu do normalności po puczu jest bardzo wymowny. 

Według mnie Turcja, zwracam się teraz bezpośrednio do obywateli tego państwa, jest krajem wystawionym na celowe działania destabilizacyjne prowadzone z terytorium Rosji. Musicie pamiętać, że Rosja jeśli może uderzyć bezpośrednio robi to niezwłocznie a jeśli przeciwnik jest zbyt silny działania zbrojne poprzedza działaniami destabilizacyjnymi i dezinformacyjnymi, by przeciwnika odpowiedni osłabić. Tak było w przypadku Ukrainy. W przypadku gdy atakowane państwo (obecnie Turcja) należy do silnej organizacji woskowej wówczas Moskwa zadowala się pośrednim przejęciem władzy w kraju. Taki był właśnie sądzę cel nieudanego puczu. Turcja oparła się inwazji ale musicie wiedzieć, że to nie koniec knucia i destabilizowania sytuacji w waszym kraju. Także poprzez zamachy terrorystyczne przeprowadzane na waszych ulicach dokonywane z inspiracji a przynajmniej za wiedzą i cichym przyzwoleniem Putina. Tu liczy się tylko cel. Prezydent Lech Kaczyński w 2008 roku dowiedziawszy się o inwazji Rosji na Gruzję, zebrał przywódców kilku państw i wraz z nimi stanął na rynku Tibilisi zatrzymując pochód rosyjskich czołgów na stolicę tego państwa. Cztery lata później Polska mimo, że była członkiem NATO, przeżyła największą tragedię od czasu II Wojny Światowej. W wyniku wieloletnich przygotowań operacyjnych i w porozumieniu z polskimi zdrajcami, samolot w którym Prezydent leciał na obchody rocznicy upamiętniającej ludobójstwo popełnione w Katyniu przez Rosjan na Polakach, rozbił się tuż przed lądowaniem. Do dziś Rosja nie oddała nam wraku samolotu, który niszczeje specjalnie wystawiony na warunki atmosferyczne. Do dziś nie przekazała czarnych skrzynek, a do władzy w Polsce po katastrofie dopuszczono ludzi biorących wówczas bezpośredni udział w rosyjskiej grze przeciwko własnemu prezydentowi.

W 2015 roku po 8 latach grabienia resztek majtku narodowego i narzucanej nam siłą nowej odsłony polsko-rosyjskiej przyjaźni, Polska wolą wyborców znów stanęła na nogi. Nauczeni naszym doświadczeniem nie dajcie się zmanipulować ani podzielić, szczególnie przez media masowo obstawiane agenturą wpływu. Od tej roboty, od dzielenia narodu polskiego, zaczął Putin drogę do odpłacenia Lechowi Kaczyńskiemu zniewagi jakiej doznał na oczach całego świata w Tibilisi. Turcy! Bądźcie czujni i nie wierzcie Moskwie! Tylko wówczas przetrwacie. 

niedziela, 26 czerwca 2016

Brexit OK czy KO?

Autor: Integrator

W ostatnim tekście poczyniłem obietnicę, że w kolejnej odsłonie Tygodnika zajrzymy za kotarę poza którą nie ma wglądu żaden goj. Ale mamy Brexit a skoro tak to mus jest pisać o tym właśnie.

Trudno jest odnosić się do wszystkich komentarzy, do innych jak choćby tych wieszczących Europie tragedię na miarę ostatniej Wojny Światowej odnosić się nie warto. Są jednak i takie głosy do których odnieść się trzeba i to jak najszybciej. Oto bowiem pojawiła się w mediach narracja, i to już w okresie przedreferendalnym jako straszak na zwolenników wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii, jakoby głównym beneficjentem tego scenariusza wydarzeń miała być Rosja, której szczególnie zależy na rozbiciu europejskiej solidarności. Bo jak nie ma jedności to i nie ma sankcji. To jest rzecz jasna wierutna bzdura albowiem o ile Rosja, tu zgoda, ma interes w tym by Unię zdestabilizować to już na pewno nie ma ona dziś interesu żadnego w tym by tą strukturę rozbijać. Unia Europejska w obecnym składzie i w obecnym kształcie jest tworem, który pozwala jej najsilniejszym graczom skutecznie utrzymywać w ryzach państwa pomniejsze. Taki byt jest bardzo Putinowi na rękę bo daje mu znacznie większe pole manewru niżby miał w sytuacji, gdyby musiał z każdym z tych państw rozgrywać oddzielną partię szachów. Dziś wystarczy pokątnie dogadać się z Niemcami i Francją by pozyskać korzystne dla siebie a obowiązujące w całej Unii rozwiązania. Dla zwykłych zjadaczy chleba wyłuskanie takich niuansów nie jest sprawą prostą, ale gdyby w tej kwestii chciał wypowiedzieć się ktoś ze służb dyplomatycznych tudzież sprawny analityk zapewne okazałoby się, że Rosja dzięki Unii ma w wielu sprawach z tak zwanej górki. Najprostszym tego przykładem niech będą umowy gazowe z Rosją. O ile wcześniej można było manić masy potencjałem płynącym ze wspólnie prowadzonej polityki gospodarczej o tyle od chwili gdy Stara Unia wypięła się w tej kwestii na pozostałych członków możemy stanąć w prawdzie, że europejska solidarność to mit. 

Mając tą kwestię omówioną, proponuję więc wrócić jeszcze na chwilę do Putina. Brexit jako akt który mógłby dać początek kolejnym rozstaniom z Unią, jest mu bardzo nie na rękę szczególnie w chwili gdy wszystkie swoje siły koncentruje on dziś na działaniach mających na celu zniesienie nałożonych na Rosję sankcji. W zaistniałej sytuacji, to jest pełnej konsternacji i konieczności szukania nowych rozwiązań a co za tym idzie także mozolnego reorganizowania struktur tak by zapobiec rozpadowi Unii, nikt nie będzie miał ani ochoty ani odwagi by powracać do tego jakże ważnego dla niej tematu. Świadomość tego faktu była aż nazbyt dobrze widoczna w mimice Putina zagadniętego w sprawie właśnie ogłoszonego wyniku referendum. Musiał robić dobrą minę do złej gdy ale też jak przystało na lidera państwa specjalizującego się w dezinformacji nieomieszkał ugrać przy okazji paru punktów w kwestii wizerunkowej. Przynajmniej tyle na otarcie łez. Świadom narracji jaką prowadzą media, jakoby Brexit był mu na rękę, udzielił odpowiedzi jaką zwykły udzielać organizacje terrorystyczne, którym przypisuje się zamach w przygotowaniu którego akurat tym razem nie brały udziału. Zapytany więc o stanowisko w kwestii referendum wygranego przez wyspiarskich przeciwników Unii Putin w swą wypowiedź wplótł zdanie; "myśmy w tym palców nie maczali". Czujecie to moi Państwo? Przychodzi dziennikarz i pyta co on myśli o Brexit'cie a ten zamiast powiedzieć jak wszyscy, że to dobrze albo źle mówi, że on w tym palców nie maczał. Można by powiedzieć, że na złodzieju czapka gore, czy może bardziej, że głodnemu chleb na myśli ale tym razem chodziło o zwykłe efekciarstwo. Po takiej odpowiedzi w głowach słuchaczy kołata się już tylko jedna myśl, że jednak coś musiało być na rzecz. No i że Putin może. My tu jednak wiemy swoje. Wyjście Wielkiej Brytanii to duża niedogodność dla Rosji. W historycznym układzie Wielka Brytania i reszta Europy, ta pierwsza może znacznie więcej. To nie koniec złych wieści dla Władymira. W samej Unii pod groźbą dalszych odejść do głosu dojść muszą takie państwa jak Polska. Nie będzie już woli ni mocy by badać praworządności w kraju nad Wisłą. Zaczną się za to twarde negocjacje ale i konkretne ustępstwa.

Wracając do tytułu notki KnockOut'u nie ma, jest jak najbardziej OK. Wyjście Wielkiej Brytanii ze struktur unijnych to szansa na reorganizację Unii Europejskiej w taki sposób by w końcu zaczęła przypominać Unię jaką mieli w zamyśle jej pomysłodawcy. I tu się zaczyna historyczna rola dla pisowskiej Polski. Teraz albo już nigdy!

poniedziałek, 13 czerwca 2016

(B)analne praktyki Polańskiego

Autor: Integrator

Zboczenie jakim jest pedofilia od zawsze napawało mnie wyjątkowym obrzydzeniem. Jak idzie o mnie to sprawa jest o tyle prosta, że ilekroć słyszę o kolejnym okrutnie skrzywdzonym dziecku zastanawiam się tylko ile jeszcze musi minąć czasu by ktoś w końcu spisał tych wszystkich bydlaków, odpowiednio oznakował a najlepiej by wprowadził przymusową lobotomię bo chemiczna kastracja to wymysł liberałów by nic nie robić i mieć czym mydlić nam oczy. A przecież powyższy wachlarz możliwości to nic nowego. Rozwiązania te od lat funkcjonują w USA (no może poza grzebaniem w mózgu) i o ile nie da się przewidzieć ataku pedofila który jeszcze nie wpadł o tyle tych już wcześniej złapanych można odszukać na mapie, obejrzeć ich sobie, sprawdzić gdzie mieszkają i co zrobili. Tak to wygląda dla przykładu w stanie Floryda (https://offender.fdle.state.fl.us/offender/searchNeighborhood.do?actionPerformed=neighborhoodSearchMain). Żeby nie było wątpliwości każdy z nich ma dodatkowo przed domem taką oto tablicę:

 

Piszę o tym bo tak powinien być oznaczony dom Polańskiego by każdy z tych sławnych pawianów którzy wciąż go odwiedzają nie mógł przejść obok udając, że sprawy nie było. Uważam też, że Polański jak każdy rasowy pedofil powinien nosić na nodze bransoletę GPS, by nikt kto go mija w upalny dzień nie miał wątpliwości z kim ma do czynienia. Także każdy kto ma wątpliwości w tej materii powinien mieć możliwość poczytać sobie w sieci coś więcej niż tylko bezwstydnie selekcjonowane słowa zachwytu roztaczane nad zboczeńcem na stronach poświęconych filmom czy wydarzeniom kulturalnym. Niestety Polański uciekł z miejsca zbrodni a dziś udaje artystę i pogodnego człowieka który chce dobrze. Człowiek który przyjechał dziecko na rowerku i zbiegł jest jak donoszą wczorajsze Fakty poszukiwany przez całą Polskę a pan reżyser w tym samym czasie bryluje na salonach. Fajnie co nie?

Efektem takiego stanu rzeczy są rozmowy jakich byłem ostatnio świadkiem. Oto mój znajomy dowiedziawszy się, że Zbigniew Ziobro chce ponownie rozpatrzyć wniosek Amerykanów o ekstradycję Polańskiego, mało się nie udusił. Pełen szczerego oburzenia tłumaczył, że to jest kalanie własnego gniazda, argumentował, że uderzamy tak w jednego z najbardziej znanych Polaków, pomstował, że po tak długim czasie przedawniają się nawet największe zbrodnie. Wysłuchałem do końca tych żywcem zerżniętych z mediów wyjaśnień po czym spytałem mego adwersarza czy równie łatwo zapomniał by Polańskiemu gdy chodziło jego młodziutką córkę? Zapadła tak gwałtowna cisza, że dla ratowania nastroju dalej rozmawialiśmy już tylko o pogodzie. Pomyślałem sobie wówczas, że to etyczne spustoszenie w głowach maluczkich to efekt braku konkretnych działań ze strony państwa Polskiego, które nie wysłało w odpowiednim momencie jasnego sygnału, że to co zrobił Polański jest złe i godne potępienia. Przeciwnie, państwo to w osobie sędziego który za rządów Platformy Obywatelskiej decydował o ekstradycji Polańskiego powiedziało swym obywatelom, że nie ma co przesadzać, dając tym samym zgodę odpowiednim środowiskom by przejęły narrację i forsowały każdy syf jaki szatan zesłał na ziemię z myślą o naszej zagładzie. Ostatecznie wcale się nie dziwię, że mój rozmówca nazywał tą sprawę banalną.

Wracając do Polańskiego zacząłem czytać o nim i o zbrodni której się dopuścił i wtedy dopiero naprawdę zrozumiałem z jak wielkim złem mamy tu do czynienia. Moi mili Państwo, to nie jest tak jak nam to przedstawiają media, że człowiek który będąc po dobrej imprezie a więc i po paru głębszych, nie do końca wiedząc co robi - zgwałcił. Z materiałów jakich pełno można znaleźć w sieci wprost wynika, że Polański dopuścił się tego czynu całkowicie świadomie bo jak opowiedział na łamach jednej z gazet taki był wtedy duch Hollywoodu. W obliczu takich stwierdzeń nie dziwi fakt, że trudno jest szukać w necie jakichkolwiek gestów wyrażający skruchę czy choćby cień refleksji jest za to przekonanie o ciężkim żywocie człowieka zmuszonego do wiecznej ucieczki. Proszę sobie wyobrazić, że ten perwerch w jednym z wywiadów swoją ucieczkę ze Stanów po zgwałceniu dziewczynki porównuje nawet do swojej sprzed lat ucieczki z warszawskiego getta! To jest właśnie prawdziwy Polański, to jest właśnie ten typ!

To niestety nie wszystko. Jak się okazuje, co jest hańbą także dla polskich mediów które ten fakt zataiły, gwałt za który Polański jest ścigany przez Amerykanów to gwałt analny. Jak czytamy na stronach Dziennik.pl (http://wiadomosci.dziennik.pl/wydarzenia/artykuly/97068,polanski-prosil-zebym-zdjela-bielizne.html) pan reżyser nieotrzymawszy jednoznacznej odpowiedzi a bojąc się zostać ojcem, zgwałcił dziewczynkę w sposób "bezpieczny". Tak po prostu. Zapytał to dziecko kiedy miała okres a ponieważ nie była pewna zrobił to inaczej. Myślę, że ta informacja zmienia wszystko nawet jeśli jest się z natury durniem albo liberałem.

Prowadzone przez mnie wykopaliska w sieci zaowocowały jeszcze jednym makabrycznym odkryciem ale i pytaniem które bezustannie chodzi za mną od tamtego czasu. Okazuje się, że gwałt to dla Polańskiego nic nowego bo lubował się w orgiach i zmuszał swoją żonę do brania w nich udziału  (http://www.plotek.pl/plotek/1,78649,19436467,roman-polanski.html). Jak więc idzie o jego predyspozycje dewiacyjne to tu akurat mamy pozamiatane. Pytanie które mnie wciąż prześladuje brzmi natomiast tak; jaki wpływ na rozwój tych predyspozycji miało rdzenne pochodzenie Polańskiego? I wcale nie chodzi mi tu o to że będąc Żydem mógł korzystać z parasola ochronnego swych braci rozsianych po całym świecie. Bardziej idzie mi o to, co tam się dzieje takiego za tą nieprzeniknioną dla zwykłego goja kotarą, że wychodzą zza niej ludzie tacy jak Polański? Myślę, że porozmawiamy sobie o tym następnym razem.

Dziękuję Czytelnikom z Meksyku i Filipin. Jestem pewien, że tych drugich nie widziałem jeszcze na swym blogu. Zapraszam częściej!

niedziela, 5 czerwca 2016

O tym jak nienawiść potrafi zeżreć mózg

Autor: Integrator

Zacznę od przeprosin za mą aż nazbyt długą nieobecność. Czasem w świecie rzeczy martwych zdarza się niestety tak, że coś trzaśnie a nam zostaje tylko czekać aż ktoś odpowiedni zrobi co trzeba by wszystko chodziło po dawnemu. Do takich przypadków należy właśnie awaria modemu.  Szczęściem mam go już z powrotem, działa jak trzeba a zatem lecimy.

Rozprawialiśmy w ostatnim tekście o granicach ludzkiej podłości na przykładzie Kolędy-Zalewskiej. Padło akurat na nią ale nie wolno nam zapominać, że sprawa nie kończy się na tej tylko pani, nie jest ona przecież przykładem najbardziej spektakularnego upadku. Nie jest też tak, że tylko w tym zawodzie znajdujemy ludzi dla których prawda nie jest rzeczą absolutną. Niemniej ludzie podli gdy chwycą mikrofon mają siłę oddziaływania nieporównywalnie większą niż reprezentant jakiegokolwiek innego zawodu. Już tylko przez to uważam dziennikarzy za zło najgorsze, bo takie które przez to ich bezustannie szczucie ludzi na siebie i żonglowanie faktami niszczy nas jako wspólnotę. W tej robocie nie są oni jednak wcale osamotnieni. Nad tym by nam się nigdy nie poprawiło pracuje cała masa ludzi przepełnionych nienawiścią i o nich będzie dziś ten tekst. O dezintegratorach społeczeństwa polskiego działających na innych polach acz równolegle i wespół z funkcjonariuszami medialnymi. Wybaczcie ale nie chcę mi się już dziś dochodzić którzy z nich robią to z rozmysłem a którzy bezwiednie bo z naiwności lub głupoty. 

Może to już zgrany temat ale bardzo jest mi on tu dziś potrzebny. Chodzi o panią Jandę, aktorkę. Jak idzie o ocenę jej kunsztu aktorskiego to ja nie mam wątpliwości, że gdyby znalazł się w końcu ktoś zwyczajnie obiektywny, mam tu na myśli kogoś z kręgu krytyków filmowych, to usłyszelibyśmy zapewne parę słów o pospolitości a i być może nawet o beztalenciu. Pani Janda choć promuje się ją od czasów zatęchłej komuny na aktorkę klasy A jest zaledwie słabą odtwórczynią ról, bez której nasze kino wyglądałoby zapewne odrobinkę lepiej. Ja się mogę tylko domyślać jak to się stało, że osoba która wszystkie role odgrywa tak samo wysunięta została przed szereg, ale talent na pewno nie był w tym przypadku kryterium ostatecznym. Nie mógł być zważywszy na fakt, że pani ta gra zawsze z tą samą histeryczną energią, recytuje kwestie przez głos, i bez względu na to jaką odgrywa rolę zawsze rzuca głową na boki. Kto widział ten wie o czym mówię, kto nie wie, wiele nie stracił.

Piszę dziś o niej jednak z całkiem innego powodu. Otóż pani Janda postanowiła jakiś czas temu wejść w dyskusję z ministrem Glińskim bo jak doniosły media poczuła się urażona faktem, nieprzyznania jej dotacji z budżetu państwa w wysokości półtora miliona złotych o które wystąpiła. Dostała "tylko" 10% no i zaraz o sprawie zrobiło się głośno, a pani aktorka nawet napisała coś w rodzaju listu otwartego do ministra w którym mu mniej lub bardzie składnie rzecz przedłożyła. Tu (https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=10154232592413901&id=51712213900) można sobie poczytać jej żale ale jakby kto nie miał czasu to usłużnie podpowiadam by zerknął na czwarty akapit gdzie Janda pisze tak: "Dotychczasowa pomoc ze strony państwa przez te 11 lat działalności to nie więcej niż 10% naszego budżetu (wszystko razem), resztę wypracowujemy sami." Ja zwykle problemów ze zrozumieniem tekstu pisanego nie mam, ale w tym przypadku przeczytałem list parę razy i ni cholery nie rozumiem o co kobiecie chodzi? Zauważcie bowiem moi Państwo, że Pani Janda czy to sama z siebie czy to wkręcona przez media, nabzdyczyła się na ministra bo ten dał jej tylko 10% kwoty którą potrzebowała. Po czym jak gdyby nigdy nic pisze na facebook'u, że ona przez 11 lat zawsze dostawała tylko te 10% wsparcia z budżetu państwa. Być może ona pisząc w stanie uniesienia walnęła bubla ale tak już patrząc pod kątem dzisiejszego tekstu, to jest piękny przykład tego jak ślepa nienawiść do obecnej władzy negatywnie wpływa na kondycję umysłową ludzi którzy przy tym kominku jeszcze niedawno wspólnie spędzali ciepłe chwile. Może jednak przeczytajcie sobie ten list, tak poznawczo. Kobieta dostaje od lat kasę z naszych podatków, po czym gdy do władzy dochodzi PiS pani aktorka dostaje histerii, bo pisowski minister dał jej tyle co zwykle, i tyle ile ile dostawała zawsze przez ponad dekadę, a media robią nam z tego wydarzenie tygodnia. To są znamiona wojny totalnej w której liczy tylko zniszczenie przeciwnika i powrót do dań z ośmiorniczek. Wykorzystywani do tej roboty ludzie z poza polityki nie rozumieją, że gdy już opadnie tuman kurzu w pierwszej kolejności rozliczani będą nie politycy ale własnie takie aktorki-histeryczki. Szczególnie gdy korzystają z państwowych pieniędzy, szczególnie gdy nie rozumieją, że np. w Stanach Zjednoczonych gdyby ktokolwiek wyszedł z żądaniem by mu państwo dawało kasę na jego biznes to zostałby zrzucony ze schodów. Jest coś niesamowicie irytującego w tak skrajnie roszczeniowej postawie, gdy ktoś zakłada działalność gospodarczą (nawet jeśli poprzez fundację) po czym oczekuje, by państwo mu ten biznes wspierało. Pani Janda jak widać grając główne role za komuny (a przecież wiemy, że nie każdy mógł), wymyśliła sobie, że każda kolejna władza będzie ją podobnie i dożywotnio hołubiła. Na szczęście mamy rok 2016, a u władzy w końcu ludzi którzy ponad wszystko stawiają dobro wspólne i kończą ze zwyczajem puszczania kasy za możliwość wspólnego cyknięcia sobie fotki z podstarzałą gwiazdą z czasów PRL. Innym efektem ostatnich zmian - czego najwyraźniej pani Janda nie rozumie skoro staje w pierwszej linii politycznego sporu - jest oczywiście konieczność brania odpowiedzialności za tak jasne deklaracje polityczne. Dlaczego?  Bo taki mamy klimat jak zwykła mawiać komisarz Bieńkowska... czyli zero dotacji za rok.
A tak na koniec skoro już pani Janda zechciała nam wskazać fundacje jako właściciela teatrów to ja od razu chciałby usłyszeć czy zasiada w zarządzie lub radzie fundatorów fundacji do których należą teatry? A jeśli tak to jakie wygrodzenie tytułem tych funkcji pobiera? I jakie gaże pobiera grając w tych teatrach? Bo w tak zaistniałej sytuacji zaledwie wzmianka o kosztach stałych zakrawa na kpinę.  

Innym przykładem "stukania kotka za pomocą młotka" czyli gadania od rzeczy acz obliczonego na zobrzydzenie Polakom rządu Beaty Szydło są wypowiedzi podobne tej z jaką zaprezentował się pan Buzek. Plótł wprost do kamery jakoby znani mu przedsiębiorcy z obawy przez nieobliczalnym Kaczyńskim przenoszą swe interesy do Czech. Takie wypowiedzi mogą albo świadczyć o gąbczastym zwyrodnieniu mózgu lub o swego rodzaju opętaniu, które nie powala odczytywać rzeczywistości taką jaka jest. Bo niechże każdy z Was przez chwilę zastanowi się czy możliwe jest by człowiek, który zarabia w Polsce na prawdę duży pieniądz (bo przecież jeśli mówimy o przenosinach za granicę to tylko ten kaliber graczy wchodzi w grę) obejrzawszy Fakty w TVN wali pięścią w stół, pakuje manatki i po chwili jest już w drodze ku południowej granicy? Wariat zapewne tak by zrobił, ale przedsiębiorca który prowadzi skutecznie interesy w rodzimym kraju nie pojedzie testować swej znajomości czeskiej kultury, języka i zasad gry gospodarczej tylko dlatego, że pani Janda nie dostała bańki na teatr. Ja się bardzo poważnie obawiam, że tym ludziom z żalu po stracie jakiej doznali kolektywnie mieszają się zmysły i chciał nie chciał, będzie trzeba ich kiedyś wszystkich umieścić w pokoju bez klamek albo zwyczajnie w kiciu. Mówię to całkiem serio, bo dobrze wiemy czym się skończyło szczucie na PiS zwykłych ludzi w Łodzi. Tyle że tym razem podobna tragedia tak łatwo nie rozejdzie się winnym po kościach. 

W spiralę nienawiści wciągani się niestety ludzie których do tej pory bądź to nie wiedzieliśmy po żadnej ze stron barykady, bądź to których zwyczajnie lubiliśmy bez względu na wszystko i kropka. Weźmy dla przykładu takiego Tigera Michalczewskiego. Choć znam jego poglądy i to nie jest mój świat, zawsze jakoś tam go lubiłem. Aż tu nagle nie wiedzieć czemu facet który ma forsy jak lodu i mógłby unosić się ponad tym wszystkim co tu mamy, zaczyna łazić po mediach z tekstem, że on ucieka z kraju. Przepytywany przez pismaka powiedział, że z powodu tego co wyprawia PiS on wyjeżdża do Tajlandii. Spójrzcie tylko ile hipokryzji ale i dowodów nieumiejętność jasnego postrzegania faktów można upchać w jednym zdaniu. Po pierwsze to pan Tygrys jest człowiekiem majętny i może sobie wyjechać gdzie tylko zechce, więc apel byśmy też tak postąpili jest nie na miejscu. Po drugie jadąc do Tajlandii nie jedzie w nieznane. To jest jak można znaleźć w mediach kraj gdzie on spędza bajeczne wakacje i gdzie ponoć ma własny dom. To nie wszystko. Michalczewski gada o tym, że Kaczyński robi w Polsce Białoruś po czym chce jechać do Tajlandii gdzie od dekad o władzę walczą junty wojskowe a ONZ co chwila wzywa do przywrócenia demokracji. Dobre nieprawdaż? Jakim człowiekiem trzeba być by stawiać taki kraj ponad to co mamy w Polsce? Jak ślepym, głupim albo jak oderwanym od rzeczywistości człowiekiem musi być ów pan by odrzucić resztę przyzwoitości i ostentacyjnie opowiadać o emigracji z kraju gdzie bez żadnych ograniczeń zarabia cholernie grube miliony? Kim trzeba być by niewiele później ogłosić, że rozkręca się tu na Wisłą nowy biznes. Czyli że co, reżim kaczystowski jednak nie taki straszny? Czyli że co, jednak nie wyjeżdżamy? Oto jak zdechła moja sympatia do pana boksera. 

Kończę ze smutkiem mają w pamięci także s. Małgorzatę Chmielewską która też dała się zaprosić do wspólnego kopania PiSu. Zapytana o program 500+ jak donosi na swej stronie KAI opowiadał coś o absurdzie i o tym, że przez to jako państwo pójdziemy z torbami. Rozmaiwałem wczoraj z pracownikiem fizycznym, który opowiadał mi, że dzięki 500+ on przy trójcie dzieci dostaje 1500zł czyli tyle ile ma pensji. Siostra twierdzi w wywiadzie, że te pieniądze niekoniecznie pomogą a mój rozmówca, powiedział, że pierwszy raz od lat wysłał dziecko na obóz nad morze, drugiemu kupił komórkę, a za miesiąc zrobi dzieciom niespodziankę i kupi im wymarzony tablet. Siostra Chmielewska martwi się o nasz budżet a ja się martwię, gdy widzę jak osoba duchowna o niewątpliwie dobrym sercu i wiele dobrego czyniąca godzi się wypowiadać na tematy o których nie ma najmniejszego pojęcia, bo to jeśli już trwamy w tym duchu, jest zwyczajnie grzechem. Pieniądze wydane na obóz, komórkę i laptop zainkasowali przedsiębiorcy którzy w skali kraju odnotują dzięki temu zwiększone obroty, co musi przełożyć się na zwiększenie zatrudnienia i większe podatki. To oponentów walczących o powrót do stołów z ośmiorniczkami nie interesuje. Tak na prawdę nie interesuje ich nawet s. Małgorzata z tym jej "Chlebem życia" bo patrzą na nią z góry i słabo krytym politowaniem. Jak z resztą i na całą resztę złapanych w sidła osób duchownych, aktorów, sportowców, celebrytów. Wszyscy oni zostaną użyci, zużyci a potem porzuceni samym sobie na polu bitwy z tarczą celowniczą przytwierdzoną do czoła. A życie na celowniku zrażonej do siebie władzy, szczególnie gdy żyje się na jej garnuszku to nienajlepszy pomysł na życie. W takim układzie może się nawet zdarzyć, że wyjazd do Tajlandii stanie się raptem na prawdę kuszącą alternatywą.