whos.amung.us

środa, 23 grudnia 2015

KOD czyli skaczcie do góry jak kangury!

Autor: Integrator

Redaktor Skwieciński w ostatnim numerze tygodnika wSieci (a może w przedostatnim, kto by to pamiętał) apeluje do nowego rządu by ten opamiętał się i zawrócił z drogi zmian, którą uparcie podąża. Cóż się takiego stało, z pewnością każdy spyta, że ów prawicowy dziennikarzem aż tak bardzo struchlał? Czyżby pisowska swołocz, jak nam to zapowiadano, zaczęła polować na wyborców Platformy i rozprawiać się z nimi bez pardonu? A może Unia Europejska wyrwała nas ze swych trzewi nie mogąc strawić tego co się nad Wisłą wyprawia? A może nie jesteśmy już w strykturach NATO gdy tymczasem rosyjskie tanki za lasem? Nic z tych rzeczy. Poszło o marsz Komitetu Obrony Demokracji. Redaktor zobaczył kilkutysięczna rzeszę ludzi na czele z odsuniętym od władzy mainstreamem i zamarł z przerażenia. Śpieszę z wyrazami otuchy panie Skwieciński, będzie dobrze.

Skąd jak to wiem? Parę lat temu gdy na Krakowskim Przedmieściu stał drewniany krzyż, poszedłem tam by na miejscu zobaczyć jak się sprawy mają. Poszedłem z ciekawości, mówię to całkiem szczerze, i z założenia że tylko na chwilę a zostałem do drugiej nad ranem. Nie można było inaczej. Gdy zobaczyłem kobiety w wieku mojej mamy pogrążone w modlitwie a wokół krążące ludzkie demony, i bezczynnie przyglądających się ich poczynaniom funkcjonariuszy policjanci wiedziałem, że muszę zostać. Stałem więc w tym małym kole wokół krzyża modląc się na głos różańcem podczas gdy w koło rozgrywało się piekło. Będący pod wpływem alkoholu młodzi ludzie darli gardła próbując choć na chwilę zagłuszyć modlitwę. Na próżno. Przyniesiono więc boomboxa i zbliżając go do głów modlących się na chwilę zdobywano przewagę w eterze lecz gdy ręka opadała pod ciężarem głośnika różaniec znów docierał do przechodniów. Funkcjonariuszom, najwyraźniej odpowiednio poinstruowanym, zakłócanie ciszy nocnej nie przeszkadzało. Nie widzieli potrzeby by reagować, gdy jakiś menel zwabiony przez młodych darmową wódką, wypiąwszy się na nas zsunął spodnie obnażając się przez to publicznie. Niezmącony pokój ducha panowie policjanci zachowali nawet wtedy gdy jakby spod ziemi bo tak nagle pojawiała się po krzyżem banda motocyklistów, która paleniem gumy i rykiem silników przez chwilę odebrała nam głos. Kto by pomyślał, że w to miejsce wyłączone z ruchu można bezkarnie wjechać jakimkolwiek pojazdem, nieprawdaż Warszawiacy?

Około drugiej pożegnałem się z modlącymi ale poza mną nikt więcej nie odszedł. Ludzie po pięćdziesiątkę i w górę stali tam gotowi trzymać straż bez względu na porę dnia i niepogodę. Trwali mimo deszczu, mimo upału, mimo zmęczenia. Młodzież której dano wolną rękę by zabawić się kosztem tych starszych ludzi jednakoż z tymi trudami zmagać się nie zamierzała. Gdy sobie poharcowali, gdy skończyły się pieniądze na alkohol a jego poziom we krwi niebezpiecznie opadł, jeden za drugim udali się do ciepłych pieleszy odsypiać do południa przednią zabawę.

Moi Państwo. KOD to nie obrońcy krzyża ani słuchacze Radia Maryja, którzy w imię tego w co wierzą gotowi są poświęcić wiele. Ludzie człapiący w tym marszu to masa nijak ze sobą związanych jednostek, które jak można zobaczyć w sieci nie potrafią nawet wspólnie odśpiewać hymnu narodowego czy najprostszej kolędy. Aby ci ludzie mogli stanowić jakakolwiek siłę muszą najpierw znaleźć wspólną wartość która ich połączy i musi to być coś więcej niż tylko garści wyświechtanych słów jak wolność czy demokracja. Zbyt wcześniej więc odtrąbiono tryumf bo od pierwszego marszu do poziomu świadomości o którym piszę droga jeszcze daleka. Skądinąd sama liczebność tych marszów jest tego faktu potwierdzeniem. Że co proszę, że w Warszawie było ich ponad dziesięć tysięcy? Zapraszam tedy na pierwszą z brzegu "dziesiętnicę" albo najbliższy zjazd członków klubów Gazety Polskiej albo lepiej jeszcze kół przyjaciół Radia Maryja. Tam zobaczycie dziesiątki i setki tysięcy. To jest faktyczna siła.

Póki co KOD można traktować jak zbiorowy spacer albo lepiej jeszcze uliczną zabawę. Zabawę w której rozniecaniu interes mają jedynie ci których naród niedawno brutalnie oderwał od przysłowiowego cyca. I nie oszukujmy się, to nie jest grupa z której wyrosną nowi liderzy. To są tylko owce które mają iść a gdzie pójdą o tym zadecydują już znani nam od lat naganiacze. Dlaczego ja tak brzydko o nich piszę? Odpowiem pytaniem na pytanie. Gdzie byli ci dziś tak wdzięcznie maszerujący gdy Platforma deptała demokrację zmieniając tuż przed wyborami ustawę o Trybunale? Gdzie byli ci wszyscy tak bardzo dziś oburzeni prawnicy? Na jakim zgromadzeniu w geście protestu Marek Kondrat odczytywał treść Konstytucji gdy do mieszkania młodego chłopaka prowadzącego stronę "antykomor" wpadło nad ranem aż ośmiu funkcjonariuszy? Gdzie był Materna i Zborowski wreszcie gdy lidera kibiców miesiącami przetrzymywano w areszcie bez postawionych zarzutów? Taka to wasza wolność i demokracja?!

KOD to podpucha. To inscenizacja na którą przyszło więcej gapiów niż ludzi rozumiejących w czym biorą udział. Nic z tego nie będzie a marzenia o ruchu zbiorowym można Moi Mili wsadzić pomiędzy bajki. Będzie jeszcze jeden marsz, potem jeszcze jeden a potem ogłoszą nam że opór przyjmie inną formę walki. Taką najlepiej żeby nie trzeba było ruszać się sprzed ekranu nowej plazmy albo czaderskiej konsoli do gier i narażać się na skwar słońca czy powikłania pogrypowe. Tak właśnie to się skończy, zobaczycie. No chyba że uda się im część z nas nabrać na tą sztuczkę i przestraszyć. Jak to już im się udało z redaktorem Skwiecińskim, który ten strach rozsiewa dalej budząc zwątpienie w zwartych szeregach tysięcy Polaków zahartowanych w wieloletnich marszach tak w słońcu jak i niepogodzie. Twórcy KODu osiągną swoje tylko wtedy gdy do naszych serc wedrze się zwątpienie i oni dobrze o tym wiedzą. Do grupy przestraszonych dołączyła także posłanka Lichocka z apelem by otworzyć się na dialog z maszerującymi. Cóż za brak wyrobienia? Himalaje naiwności! O czym, droga pani, miałby PiS rozmawiać z tym bezwiednie prowadzonym tłumem? Na czele którego stoją przecież ludzie z których większość żałuje, że prezes nie wsiadł do samolotu. Cóż za naiwność, powtarzam i jeszcze raz pytam, o czym PiS miałby rozmawiać z ludźmi którzy na marsz biorą dzieci z zabawkową strzelbą i obrazkiem kaczki? O czym pani Lichocka, no o czym?

KOD maszeruje i niechże. Co by nie było to jest w końcu zlot Lemingów a jak dobrze wiemy, marsz to powód dla którego Leming żyje. Marsz zorganizowany i składny. Co z tego, że bezmyślny? Ważne, że się idzie, no i że towarzyszą najlepsi. Oto jeden z nich. Gdybym nie fakt, że to prawnik no i były wicepremier dałbym głowę, że przyszedł "pod wpływem". No ale to jest jak wiemy członek szanującej się palestry więc nic z tych rzeczy. Najwyraźniej udało się ująć pana Giertycha, bo o nim tu mowa, w stanie absolutnej histerii i to takiej na pograniczu opętania a może i utraty zmysłów. I to jest niestety jak narazie jedyna rzecz, która łączy tych którzy dają twarz temu przedsięwzięciu a na tym daleko ujechać się nie da. No ale to już nie nasze zmartwienie. My tylko możemy patrzeć ze stoickim spokojem jak oni się co raz bardziej pogrążają. Z niekrytym wstydem przyznam, że odnajduję w tej postawie trochę sadystycznej przyjemności ale czyż nie ciśnie się na usta grymas politowania gdy wicepremier i znany prawnik odstawia publicznie coś podobnego? Swoją drogą ciekawe, że twórca klipu nadał mu nazwę "tresura oporników".


P.S. Kukiz wyraził swoje zdanie o KOD dedykując im swoją piosenkę. W odpowiedzi, jak donoszą media, organizatorzy marszu chcą go pozwać do sądu. Nie trzeba nam już chyba lepszego przykładu by zrozumieć gdzie oni mają tą demokrację i wolność o której tyle mówią a która jak się dotąd wydawało dawała nam wszystkim prawo do wolności wypowiedzi i własnych przekonań. To ja od razu postawiony do pionu i wpisując się w tą ich nową definicję wolności i demokracji od razu zastrzegam, że ja powyższego klipu nikomu nie dedykuję. Ja Wysoki Sądzie tylko wklejam, ja tylko wklejam...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz