whos.amung.us

niedziela, 27 grudnia 2015

Je suis fasciste de Katowice

Autor: Krzysztof Osiejuk (toyah)

Na okładce świątecznego wydania „Gazety Wyborczej” dla Katowic widzimy duży, kolorowy, bardzo realistycznie zrobiony rysunek, przedstawiający front katowickiego dworca PKP, na którym rozwieszony jest transparent z napisem „Polska dla Polaków”, a przed nim tłum, jak się można domyślić, tak zwanych „prawdziwych Polaków”, z których jeden wznosi prawą rękę w faszystowskim geście pozdrowienia, a inni zwyczajnie drą mordy. To jest tło. Na bliższym planie przedstawiony został fragment kamienicy z napisem „Juden raus”, ze znanymi nam wszystkim z filmu o Hansie Klossie błyskawicami SS, oraz z rysunkiem szubienicy, na której powieszona jest gwiazda Dawida. Całkiem z przodu natomiast widzimy idących być może na pociąg Maryję z Józefem i z Jezusem w znanej nam ze świętych obrazków ewangelicznej sytuacji. Jeszcze tylko napis "Wesołych Świąt" i to wszystko.

Mieszkam w Katowicach od ponad już 60 lat i nigdy – powtarzam, nigdy – nie widziałem, by na jakimkolwiek murze pojawił się nie tylko napis „Juden Raus”, ale w ogóle coś w tego typu poetyce. Nigdy w życiu nie widziałem tu na katowickich murach rysunków szubienicy z gwiazdą Dawida, by nie wspomnieć o symbolu SS. Oczywiście słyszałem, że tego typu antysemickie demonstracje można znaleźć w Warszawie, Łodzi, w Poznaniu, czy nawet w niektórych bardziej prowincjonalnych ośrodkach, natomiast gdy chodzi o Katowice – to zdecydowanie nie jest to miejsce na tego typu demonstracje. Powiem więcej, ja biorę pod uwagę – choć przyznam, że wątpię – że coś tego rodzaju może się pojawić w którejś z gorszych dzielnic Rudy Śląskiej, czy Świętochłowic, a może nawet Bytomia, ale tu w samym środku Katowic – mowy nie ma. Nigdy.

Mieszkam tuż obok wspomnianego na okładce świątecznego wydania „Gazety Wyborczej” dworca i wydaje mi się, że dość dobrze znam swoich dalszych i bliższych sąsiadów, jeśli mowa o tego rodzaju emocjach. Otóż to są w przeważającej części ludzie, którzy prędzej umrą, niż zdradzą ideały głoszone przez tak zwany polityczny mainstream. Znam swoich sąsiadów i wiem, że tak jak w czasach PRL-u poważna większość z nich rok w rok potulnie brała udział w pochodach pierwszomajowych, a podczas wyborów karnie głosowała na listy Frontu Jedności Narodu, a również w najnowszych czasach III RP deklarowała się wyborczo dokładnie tak, jak im kazała telewizja i mainstreamowe media. Wiem, że nawet podczas obu tegorocznych wyborów, w trzech znajdujących się w okolicy lokalach wyborczych bezdyskusyjne i przytłaczające zwycięstwo odniosła Platforma Obywatelska i Bronisław Komorowski. Moi sąsiedzi, ci, którzy dzień w dzień przechodzą z jednej na drugą stronę katowickiego dworca, żeby wejść do pięknej galerii i z niej następnie wyjść, to ludzie, dla których to, co przedstawiła na swojej świątecznej okładce katowicka „Gazeta Wyborcza” to egzotyka wręcz kosmiczna. To ludzie, przy których mieszkańcy warszawskiego Miasteczka Wilanów mogliby się poczuć prawdziwymi faszystami.

A jednak, powiem szczerze, że nie dziwi mnie, że dla wielu z nich okładka świątecznego wydania „Gazety Wyborczej”, pokazująca ich jako faszystowską dzicz jest czymś fantastycznie celnym i autentycznie poruszającym. Z reakcji, jakie znajduję w Sieci, znaczna część osób zamieszkująca okolice katowickiego dworca PKP uważa, że „Gazeta Wyborcza” naprawdę bardzo wiernie przedstawiła stan ich umysłów. Czytam te komentarze i z autentycznym przerażeniem – choć paradoksalnie, bez większego zaskoczenia – zauważam, że oni się na tej okładce, w jakiś kompletnie dla normalnego umysłu tajemniczy sposób, rozpoznali. Kupili jak co tydzień swoją gazetę, natychmiast zaczęli przeglądać jej lokalne wydanie, ujrzeli tę okładkę i zakrzyknęli: „O tak! Tacy jesteśmy! Fantastycznie!”

Jak wiele na to wskazuje, Prawo i Sprawiedliwość przez wiele najbliższych lat władzy nie odda. Wiele też wskazuje na to, że w najbliższym czasie, zgodnie z zapowiedzią samego red. Pacewicza, upadnie też projekt pod nazwą „Gazeta Wyborcza”. Może się jednak zdarzyć, że ze względu na pewne międzynarodowe układy, finansowanie tego strasznego tytułu zostanie przeniesione na zewnątrz i przez jeszcze jakiś czas będziemy musieli ich tu znosić. Jeśli się tak stanie, ja się spodziewam, że przy okazji przyszłorocznych Świąt Bożego Narodzenia katowicka „Gazeta Wyborcza” zamieści rysunek, na którym będziemy widzieć, jak z katowickiego dworca wyjeżdżają transporty wywożące do pobliskiego Oświęcimia tysiące Żydów, a w okolicznych ulicach mieszkańcy mojego miasta wieszają na latarniach tych, których wcześniej nie zdążyli rozjechać swoimi wypasionymi mazdami i toyotami. I jestem pewien, że wielu z nich, mieszkańców centrum Katowic poczuje wówczas autentyczną satysfakcję. W końcu porządek i posłuszeństwo powinny stać zawsze na pierwszym miejscu.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz