whos.amung.us

wtorek, 22 grudnia 2015

Co można powiedzieć na koniec adwentu?

Autor: ks. Jan Dobrowolski

Nie, żebym się wcześniej nie zastanawiał, ale pytanie „co można powiedzieć”, lubi księży najbardziej w sobotnie wieczory i teraz przesiaduje u mnie. Jutro ostatnia niedziela Adwentu, a ja – zmęczony adwentowymi spowiedziami – będę musiał coś powiedzieć o bardzo dobrze wszystkim znanej ewangeliiZwiastowania. Przynajmniej tak mi się zdawało… Akurat ten fragment był jednak czytany w ubiegłym roku! Zanim jednak zorientowałem się w pomyłce, że jutro czytamy akurat trochę dalszy fragment Ewangelii wg św. Łukasza, zdążyłem co nieco napisać. Cóż, widocznie faktycznie jestem zmęczony. Nic, niech będzie z tego chociaż post na blogu, skoro nie jutrzejsze kazanie.

Najpierw taka myśl – w scenie Zwiastowania ma miejsce coś istotnego dla wszystkich. Nie jest to wydarzenie prywatne, choć zapewne obyło się bez ludzkich świadków. Nie ma charakteru lokalnego, nie jest ważnym epizodem w dziejach jednego narodu. Dotyczy wszystkich ludzi, a dokładniej – Bożego pomysłu na ich zbawienie. Niektórzy mówią, że do tej pory nasz rodzaj liczy łącznie aż kilkadziesiąt miliardów dusz, żywych i martwych. Takie szacunki muszą być przybliżone, to jasne, a trzeba przecież wziąć pod uwagę Boży zamysł dla całej przyszłości. Premiera nowego filmu z serii „Gwiezdnych Wojen” ćwiczy w tym względzie naszą wyobraźnię – być może jako ludzkość jesteśmy dopiero na początku drogi! Gdy za jakiś czas ksiądz na katechezie będzie uczył dzieci o Nazarecie jako miejscu Zwiastowania, mogą go czekać dodatkowe pytania o system gwiezdny, a uczniom być może nie będzie się mieścić w głowie, że cała Biblia wydarzyła się na jednej tylko planecie! Pięknie pisał o tym św. Ignacy, proponując następującą wizję tej sceny dla ludzi, którzy chcieliby głębiej ją medytować. Proponował on następujące ćwiczenie wyobraźni:

Widzieć wielki obszar i okrąg świata, na którym mieszkają tak liczne i tak różne ludy. Potem podobnie widzieć szczegółowo dom i izbę Pani naszej w mieście Nazaret w prowincji Galilei. Widzieć osoby jedne po drugich. A najpierw te na obliczu ziemi, tak bardzo różnorodne w stroju, w sposobie bycia. Jedni są biali, inni czarni; jedni żyją w pokoju, drudzy w stanie wojny; jedni płaczą, drudzy się śmieją; jedni zdrowi, drudzy chorzy; jedni się rodzą, inni umierają itd. Po drugie, widzieć i rozważać, jak trzy Osoby Boskie siedzą na swojej królewskiej stolicy, albo na tronie swego Boskiego Majestatu, i jak patrzą na powierzchnię i na cały okrąg ziemi i na wszystkie ludy, które w zaślepieniu umierają i idą do piekła. Po trzecie, widzieć Panią naszą i Anioła, który ją pozdrawia. i zastanowić się [nad tym wszystkim], aby pożytek jakiś duchowny wyciągnąć z takiego widoku.

To ledwie próbka; na temat jednego rozważania św. Ignacego można by powiedzieć całe rekolekcje. Jakie jednak to ma znaczenie dla nas, ta powszechność spojrzenia, ta „Boża globalizacja”? Przypomina to, ze pierwszą osobą, która, jak to się dziś ładnie mówi, „myślała globalnie i działała lokalnie” jest Bóg. Przypominają o tym w swoim nauczaniu papieże, było też coś symbolicznego w pielgrzymkach św. Jana Pawła II, który starał się objąć nimi cały świat. Pan Bóg nie chce znosić ludzkiego zaślepienia, które owocuje piekłem – nie ma nieważnego człowieka, „nadliczbowego” dziecka czy rodziny, którą wolno spisać na straty. Przesłanie Kościoła jest do wszystkich, Ewangelia każdemu może pomóc, Chrystus przychodzi na świat dla każdego. Również dla najuboższych – przede wszystkim dla nich, jak słusznie przypomina Franciszek. Co z tego wynika dla nas – oto bardzo dobre pytanie… Zanim zaplanujemy jakąkolwiek akcję na rzecz tych, którzy są daleko od nas, to rozważanie może być pożyteczne po prostu jako ćwiczenie wyobraźni. Myślę, że jest to pierwszy krok ku „wyobraźni miłosierdzia”, o której mówił św. Jan Paweł II, a także ku temu, by przygotowywać małych katolików, których mamy w naszych domach, przedszkolach i szkołach, do myślenia o świecie jako wspólnym domu dla wszystkich, o Kościele jako Ciele Chrystusa, w którym wszyscy są ważni i potrzebni.

Kolejna myśl – Anioł mówi Maryi, by się nie bała. Czasem człowiek jest w stanie obudzić się w nocy z nieokreślonym lękiem, że czegoś nie zrobił. Strach ten może nie być nawet konkretny, uzbierał się po prostu z miliona małych codziennych strachów, gdy obawiamy się, czy damy radę, czy czegoś w pracy czy w domu nie zawalimy. To chyba bardziej nawet dotyczy kobiet niż mężczyzn… To anielskie „nie bój się” pozostanie od Zwiastowania z Maryją, a pełną moc uzyska w ustach Jej Syna. „Nie bój się”, „nie bądźże troskliwa”, jak śpiewamy w starej pieśni. Pan Bóg zna twoje życie, razem dacie radę. Jest skuteczny plan zbawienia świata i ty, kochany robaczku Pana Boga, też się zmieścisz.

Po trzecie – z tym „robaczkiem” to przesadziłem; jesteśmy wszak przez chrzest Bożymi dziećmi! To prawda. Warto jednak uświadomić sobie pokorę Maryi – według tradycji, oczekiwała Ona z utęsknieniem Mesjasza i pragnęła pomagać Jego matce. Oto jak o tym śpiewamy w pieśni „Po upadku człowieka grzesznego”:


Aczem ja wielce pragnęła tego,
Bym mogła być sługą Matki jego,
Stańże mi się według słowa twego.


Maryja miała więc skromne aspiracje, była pokorna. Nie chcę przez to powiedzieć, iż winniśmy żyć poniżej naszych możliwości, zmienić pracę na gorszą i nie starać się o przyjęcie na najlepsze studia. Jednak są ludzie, naprawdę takich spotkałem, którzy noszą swoje niespełnione ( a często niespełnialne!) ambicje niby kamień młyński na szyi. Diabeł tylko czyha, by pchnąć ich w morze. Uważaj więc, czy nie stawiasz sobie zbyt wielkich wymagań. Pokora idzie na szczyt powoli, metodycznie i małymi krokami, dlatego jest cnotą ludzi mądrych, jak mądra jest Maryja.
Czwarta myśl pochodzi z kazania na Zwiastowanie, jakie wygłosił kiedyś niezrównany o. Bocheński – Maryja mówi nam o tym, jak bardzo Bóg kocha codzienność i zwykłe, ludzkie życie. Maryja była w pewnym sensie szarym człowiekiem, kobietą, jakich były wówczas tysiące. To, co zmieniało wszystko kryło się w jej sercu. To, co może dodać smaku i koloru naszemu losowi to także nie skumulowane 35 milionów w loterii. Chodzi o kwestię wewnętrzną, o to, co mamy w sercu – nastawienie, pokój wewnętrzny, pogodę ducha, wiarę, nadzieję oraz to słowo na „m”, którym oddać chcemy najważniejsze.

Po piąte, ciekawie jest zobaczyć, jak w tradycji Kościoła widziano moment, w którym Gabriel nawiedził Dziewicę. Mówi o tym inny wers ze śpiewanej pieśni:


Panna na ten czas Psałterz czytała,
Gdy pozdrowienie to usłyszała,
Na słowa się Anielskie zdumiała.


Maryja modliła się psalmami! Nie wiemy tego na pewno, ale treść Jej pieśni Magnificat, utkanej z różnych tekstów Starego Przymierza zdaje się sugerować, że dobrze znała Biblię. Musiała mieć czas, by ją słuchać i zapamiętywać, gdyż najpewniej pobożni pisarze nieco przesadzili, przyznając młodej dziewczynie z Izraela z tamtych czasów umiejętność czytania. Maryja pokazuje tutaj ważną sprawę – kobieta wolna od grzechu to ta, która znajduje czas na modlitwę i świętowanie. Czasem zresztą także chłopy wpadają w wir pracy, który jest w stanie nawet ze świąt Narodzenia Pańskiego uczynić stresujące piekło, pełne docinek i rozczarowania. Mam nawet nieco przewrotną, a dla niektórych nawet może gorszącą myśl, że archanioł przyszedł do Matki Bożej, gdy robiła coś, co lubiła, coś przyjemnego. Nie może tego zabraknąć w życiu. Przypomina mi to piękny apoftegmat św. Antoniego Pustelnika:

Pewien myśliwy, polujący na pustyni na dzikie zwierzęta zobaczył, jak abba Antoni żartuje z braćmi, i bardzo się zgorszył. Starzec więc, pragnąc go przekonać, że z braćmi trzeba postępować łagodnie, powiedział mu: „Załóż strzałę i napnij łuk” – a on tak zrobił. Starzec rzekł: „Napnij mocniej” – i on usłuchał. Starzec powtórzył: „Mocniej!” Myśliwy na to: „Jeśli napnę nad miarę, to mi łuk pęknie”. I rzekł mu starzec: „Tak jest i z pracą wewnętrzną. Jeśli ją ponad miarę napniemy, bracia się szybko załamią. Trzeba więc z nimi postępować łagodnie”. Myśliwy, gdy to usłyszał, skruszył się i odszedł bardzo zbudowany postawą starca, a bracia, umocnieni, rozeszli się do siebie.

Niejedna Matka Polka niemal złamie się, próbując dokonać cudu i z wielkiego, rodzinno-zawodowego chaosu utkać idealne Święta. Ciekawe tylko, co o tym sądzi Bóg… W życiu jednak należy się nam pewien umiar.

Najważniejsze zachowałem na koniec – to radość Maryi z tego, że zaczęła właśnie oczekiwać na Dziecko. To dziecko zmieni bardzo wiele, a nikt z tych, którzy na Nie czekali nie został zawiedziony. Czy czekam na Chrystusa, który przychodzi ze Swoim zbawieniem, z wybraniem właśnie mnie? Tak, jak wybrał Maryję na Matkę, by spełniło się wielkie dzieło naprawy świata, tak też ma plan dla mnie i mojego życia. Oby Maryja wyprosiła nam mocną wiarę w dobre owoce przyjścia do nas Jej Syna.
Wyszło stanowczo zbyt długo na ambonę, ale jako punkt wyjścia, któraś z tych myśli może się kiedyś przydać.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz