whos.amung.us

środa, 4 listopada 2015

Polska jest jak Jugosławia

Autor: Gabriel Maciejewski (coryllus)

Niektórzy pamiętają jeszcze taki kraj – Jugosławia. Wielu ludzi lubiło tam jeździć, bo było ciepło, spokojnie i ludzie bawili się wesoło. Potem była wojna i Jugosławia skurczyła się do rozmiarów dwóch polskich województw, a dziś chyba nie ma jej wcale. W czasach, które dziś wspomnimy, nikt nie przypuszczał, że Jugosławia kiedyś może się rozpaść. Był początek lat osiemdziesiątych kiedy w polskich kinach pojawiło się mnóstwo jugosłowiańskich filmów, boom ten trwał w zasadzie całą dekadę i ludzie chętnie te filmy oglądali. Nie wszyscy jednak, bo wielu uważało, że są zbyt brutalne, naturalistyczne lub po prostu okropne i złe. Wielu moich kolegów o mocno pokręconej psychice fascynowało się tą produkcją, ale ja nie podzielałem tych zachwytów. Obejrzałem sporo tych filmów i za każdym razem po projekcji coś mi rosło w ustach, jak połknięty nagle kawałek ciepłej słoniny, nie popity wódką i nie zagryziony korniszonem.



Najlepiej zapamiętałem dwa z tych filmów, jeden nosił tytuł „Okupacja w 26 obrazach”, a drugi „Życie jest piękne”. Filmy te uchodziły, w czasie kiedy puszczano je w kinach, za bardzo brutalne, ale prasa wcale ich tak nie reklamowała, pamiętam dokładnie co pisano o tym pierwszym filmie, bo gazety czytałem dość dokładnie. Miał to być pogodny obraz z życia mieszkańców przedwojennego Dubrownika. Film ten zaczyna się od gołej baby, potem są inne gołe baby, potem są zbiorowe gwałty i morderstwa, jeszcze później zaś pokazują tam jak ustasze wbijają ludziom w głowy wielkie gwoździe i obcinają kobietom piersi. Drugi film był nieco bardziej stonowany, były tam same gwałty i strzelaniny, bez wbijania gwoździ i obcinania piersi. Po wyemitowaniu serii takich obrazów państwo o nazwie Jugosławia pogrążyło się w chaosie i rozleciało na kawałki. Ktoś powie, że to są sprawy nie pozostające w żadnych realnych związkach. Mam jednak wątpliwości i to poważne. Jeśli jakiś kraj wpada w pułapkę sprytnie przygotowaną przez propagandystów, to pułapka ta musi być szczelna. Jeśli przez 10 lat emitowano z Belgradu sygnały w postaci filmów, dające się sprowadzić do treści zwartej w zdaniu; jesteśmy okropnymi dzikusami, ale chcemy, żebyście to oglądali, bo na tym zarabiamy, trudno potem przypuścić, by ktokolwiek na świecie współczuł Serbom, Chorwatom czy Słoweńcom, kiedy przez ich kraj przetaczała się wojna. Trudno było wymagać, by ktokolwiek zastanowił się na tym co będzie z państwem o nazwie Jugosławia i dążył do jego zachowania. Wszyscy, od najgłupszych dziennikarzy, do najsprytniejszych polityków domagali się podziału tego państwa i natychmiastowego uspokojenia sytuacji. I tak się właśnie stało, kraj podzielono i sytuacja została uspokojona.


Wczoraj na portalu WP zauważyłem zajawkę filmu zatytułowanego „Git”, to jest rzecz o życiu w polskich więzieniach, o tej całej brutalności, połykaniu sprężyn i innych rzeczy. Główną zaś rolę gra tam facet, który wcześniej grał księdza proboszcza w serialu „Plebania”. To jest rzeczy utrzymana dokładnie w tej samej tonacji, co opisywane tu przeze mnie filmy jugosłowiańskie, choć zrobiona z dużo mniejszym rozmachem. Być może przez to, że w Polsce nie ma tak dobrych plenerów jak nad Adriatykiem. No i rzecz dzieje się w końcu w celi, a nie w Dubrowniku. Jak wiemy filmów utrzymanych w podobnym klimacie produkuje się w Polsce więcej, większość z nich ukazuje tak zwany „przekrój społeczeństwa”. Jest to zwykle całkowicie wyssana z palca sytuacja, taka jak na przykład w filmie Wrony zatytułowanym „Demon”, gdzie widzimy pijane wesele miejscowego bonza, który zebrał lokalny establishment świrów i pije z nimi wódkę, bo jest wesele córki. No i w to wszystko wkracza demon, żydowski dybuk, rzecz jasna i stawia wszystkich do pionu. Bo oni się tu bawią, a wcześniej ktoś tam umarł. Wszędzie wcześniej ktoś umarł, więc nie jest to sytuacja z gatunku nadzwyczajnych. Chodzi o to, by pokazać jak nędzni, niegodni współczucia i zeszmaceni są ci ludzie. Ci ludzie, czyli my, nie ma się co czarować. Tu chodzi o nas, tak jak w latach osiemdziesiątych chodziło o mieszkańców Jugosławii, którzy jakoś tam sobie żyli, mniej lub bardziej zgodnie, ale jako masa nie zasługiwali na nic, co okazało się po serii upiornych konfliktów.


Nie będę tu wspominał innych obrazów, takich jak „Pokłosie” czy jeszcze wcześniejszych, chodzi mi o to, że nie da się w Polsce, a przyczyny tego są wyłącznie natury propagandowej, wyprodukować uczciwego filmu o Polakach. Zawsze będzie to albo ekranizacja literatury, najczęściej słabej, albo paszkwil. No i oczywiście seriale, które działają na ludzi jak pavulon, tylko że zamiast powodować zwiotczenie mięśni, powodują zwiotczenie mózgu. Ponieważ wielu ludzi liczy na to, ze wraz z dojściem do władzy PiS sytuacja się zmieni, spieszę, by zepsuć im dobry nastrój. Nie zmieni się. Nie ma bowiem w Polsce ani jednego człowieka, który rozumiałby jak ważne jest, by w filmie nie pokazywać bebechów, emocji, seksu, rozpadających się małżeństw, facetów w siatkowych podkoszulkach i innych tego rodzaju elementów „kolorytu lokalnego”, który wszędzie jest taki sam. Można go eksponować na różne sposoby, można czynić to tak jak czynią producenci francuskich filmów o życiu w ubogich dzielnicach, pragnąc wywołać współczucie dla młodocianych gangsterów, można też inaczej, czyli tak jak w Polsce, gdzie pokazuje się w zasadzie samych niegodnych litości zwyrodnialców. To nie jest żadne odkrywanie prawdy i demaskacja, to jest czarny PR i propaganda, musimy to w końcu zrozumieć. Musimy też się jakoś odwinąć. W jaki sposób? Ja mam dwie propozycje. Na początek można iść do kina na film Marcina Dudziaka, zatytułowany „Wołanie’, który w Grodzisku Mazowieckim będzie wyświetlany 5 listopada o 20.15. Po projekcji przewidziane jest spotkanie z reżyserem. Ja nie mogę niestety przybyć na ten seans, bo następnego dnia z rana jadę do Katowic na targi. Druga propozycja dotyczy mojego pomysłu na dokumentalny film o Janie Tomaszu Grossie. Zanim przejdziemy do działań, muszę wykończyć trzy zaczęte projekty, ale ten film powstanie, byle bym tylko był zdrowy. Tak więc kibicujcie nam w tym przedsięwzięciu i wspomóżcie kiedy przyjdzie pora. Na razie wystarczy kibicowanie.


Na koniec dowód, że te paralele polsko jugosławiańskie nie są wyssane z palca. Nie są to fascynacje, jak się może wydawać Maleńczukowi, ale po prostu plan propagandowy.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz