whos.amung.us

piątek, 6 listopada 2015

O siódmym królu, czyli perspektywy kariery teologicznej Ryszarda Petru

Autor: ks. Jan Dobrowolski
 
Trzeci listopada. W takich momentach mój wujek zwykł powtarzać starożytne polskie przysłowie, składające się z zasadzie jedynie z trzykrotnie powtórzonego wyrazu „święta”. Wujek narzekał przy tym i twierdził, że wolne od pracy dni wymyślili sadyści, którzy chcieli, by zwykły człowiek przeżywał jedyny w swoim rodzaju ból powrotu po przerwie do pracy. Czasem zresztą faktycznie za świętowaniem krył się sadyzm. Wystarczy przypomnieć sobie, że w Gułagu dniem wolnym dla katorżników były urodziny Stalina. Mniejsza jednak o to; w tym roku Wszystkich Świętych wypadło w niedzielę, co na pewno nie uszczęśliwiło dzieci, lecz, z drugiej strony, dało okazję do niedzielnego odpoczynku tysiącom kasjerów, ochroniarzy i całej reszty sklepowego personelu, obsługującej w niedzielę nieporównaną momentami hipokryzję polskich katolików, czyli nas. Nic to jednak, odrobią swoje w następną. A za niedługo kolejne Święta, kolejna okazja dom odpoczynku. Narzekał na to ostatnio prezes Kropki Nowoczesnej, Ryszard Petru, szerząc sceptycyzm co do możliwości realizacji przez zwycięską prawicę obietnicy zniesienia gimnazjów. Pan Petru zauważył, że już Listopad, zaraz Święta ( w domyśle: Narodzenia Pańskiego), potem zaś sześciu Króli, czyli oczywiste, że czasu na to nie ma.
Pierwszą uwagę zgłaszam co do samego pytania, czy starczy czasu. Oczywiście, że starczy! Może nie na zniesienie gimnazjów, (choć próba zrobienia tego w trakcie roku szkolnego ugruntowałaby trend, że prawica wygrywa wśród młodych) ale na inne sprawy już jak najbardziej. Co prawda, kalendarz liturgiczny jest faktycznie bogaty. W liturgii w listopadzie mamy treści apokaliptyczne. Uroczystość Chrystusa Króla (Ale to brzmi! niejeden będzie sądził, że to nowe święto, wprowadzone przez biskupów po zwycięstwie Pis-u), potem pierwsza część Adwentu z proroctwami końca świata i sądu. No i wypominki… Potem będzie Nowenna do Bożego Narodzenia, ale ona trwa tylko pół godziny i może być dla zapracowanego prezesa dobrą odskocznią od całego dnia wytężonej pracy nad wprowadzaniem w grudniu „jesieni średniowiecza”. Jednak najbardziej intrygują roraty, z ich wczesną porą. Sporo zarobi reporter, któremu uda zaczaić się na pobożnego posła Antoniego i sfotografować go o poranku ze świecą w ciemnym kościele! Tak czy siak, propagowanie rorat w tym roku ma aspekt humanitarny. Warto, by wszyscy kreatywni księgowi i urzędnicy państwowi o nich wiedzieli. Odgłosy bieganiny na klatce i pukanie o 5 może być sprawką dzieciaków z lampionami, biegnącymi na mszę ku czci Najświętszej Panny. Przed tymi młodymi, gorliwymi katolikami wcale nie trzeba wychodzić przez balkon, to nie CBA. Widać stąd, że do samych Świąt da się sporo zrobić, już zupełnie poważnie mówiąc, również z tak palącymi sprawami jak nieszczęsna ustawa aborcyjna, za której zmianę prawica powinna się zabrać.
Druga uwaga wymaga komentarza. Po pierwsze, przepraszam za zboczenie z tematu. Ten tekst miał być laurką teologiczną dla pana Ryszarda Petru, a nie programem rozwoju duchowego dla Prawa i Sprawiedliwości. Otóż drugą uwagą są gratulacje za genialną intuicję! Szydzi ktoś, że Petru mówi o trzech królach, bo miał w domu mięsną Wigilię, jak w „Misiu” oraz dlatego, że przychodziła do niego radziecka odmiana Mikołaja o mrożącej krew w żyłach nazwie? Takim szydercom mówię stop! Sprawa sześciu króli ma drugie, barwne i ciekawe dno!
Po pierwsze, w Ewangelii nie jest powiedziane, ilu gości ze Wschodu przybyło do Dzieciątka. Liczbę trzy, atrakcyjną z oczywistych względów dla pobożnych słuchaczy, Ojcowie Kościoła, jak Augustyn chociażby, wydedukowali z liczby darów. Trzeba tu też zaznaczyć, że ewangelista Mateusz określił ich greckim słowem magoi, które ma więcej wspólnego z zawodem astrologów niż z godnością monarszą. Jednak wątek królów przybywających do mesjańskiej Jerozolimy pojawia się w psalmie 72, który traktowany był jako proroctwo Narodzenia i pokłonu Mędrców ze Wschodu.
Po drugie, liczba trzy kojarzyła się starożytnym chrześcijanom również z trzema kontynentami, składającymi się na ich obraz świata. Kacper, Melchior i Baltazar, jak nazwała ich tradycja, reprezentowali więc trzy najważniejsze obszary świata, który z kolei swój „pępek” miał niedaleko miejsca spotkania Europy, Afryki i Azji, czyli – w Jerozolimie. Skojarzenie to było tak silne, że gdy europejczycy zorientowali się, że Kolumb nie dopłynął wcale do Indii, ale do zupełnie Nowego Świata, artyści malując Pokłon Mędrców, dodawali chętnie czwartego króla, nieraz nawet w kolorowym pióropuszu. Inne wersje podania idą w stronę mądrościową, tłumacząc spóźnienie owego króla (nie ma wszak w Piśmie o jego darach) tym, że po drodze pomagał napotkanym ludziom i rozdał im cały niesiony Dziecięciu skarb.
Tutaj właśnie otwierają się perspektywy teologiczne dla szefa Kropki Nowoczesnej. Sześciu króli to dostrzeżenie wszystkich zamieszkałych kontynentów! Recepcja wielkich odkryć geograficznych w polskiej tradycji. Wszyscy mogą przyjść do Nowonarodzonego. Ciekawe, czy ludzie głoszący potrzebę unowocześniania Polski dostrzegają niewidzialne bogactwo tego Zaproszenia, czy czują, jak bardzo potrzeba człowiekowi tej pradawnej Opowieści?
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz