whos.amung.us

niedziela, 8 listopada 2015

O panu Gowinie i o tym jak nie zostać zombi

Autor: Integrator

Zdaję sobie sprawę z faktu, że są pośród nas ludzie którzy nie uczą się na błędach, ani to swoich ani to cudzych, i że skok do przeszłości który dziś zrobimy będzie dla nich przygodą na chwilę. Niemniej widząc kolejne wystąpienie Gowina i jego bezmyślnie a uparte komentowanie słów Antoniego Macierewicza czuję obowiązek przypomnienia do czego takie zachowanie prowadzi.

Pamiętam jak te naście lat temu Prawo i Sprawiedliwość po raz pierwszy sięgnęło po władzę. To było zwycięstwo trudne i niespodziewane a cały zbiór afer jakie wydarzyły się za czasów sprawowania władzy przez SLD wcale nie dawał gwarancji, że partia ta zostanie przez wyborców tak zmarginalizowana, no a już zupełnie nikt nie przypuszczał, że wyborcy swoje głosy przeleją na Prawo i Sprawiedliwość właśnie. Udało się, bracia Kaczyńscy tryumfowali ale z góry było wiadome, że łatwo nie będzie. Arytmetyka sejmowa pokazywała, że do uzyskania większości potrzebny będzie koalicjanta a że sojusz z Platformą Obywatelską wydawał się możliwy tylko na etapie zakulisowych dywagacji, do dyspozycji zostały Liga Polskich Rodzin i Samoobrona. Warto przy okazji w tym miejscu przypomnieć jak wielką tragedię narodową budowano w tamtym czasie wokół niemożności zbudowania kolacji PoPiS. Dziś z perspektywy czasu widzimy jak znamienna to była decyzja i że będąc w takiej koalicji Prawo i Sprawiedliwość ostatecznie pogrzebałoby swe szanse na przyszłe zwycięstwo i samodzielne rządy które dziś rozpoczyna. W proponowanym wówczas układzie PO pełniłoby rolę Unii Wolności, która w kooperacji z AWS pilnowała głównie interesów wyselekcjonowanych grup, które bardzo płynnie przeszły z ustroju komunistycznego do kapitalistycznego i do dziś żerują na ciele polskiego państwa, zaś politycy PiSu wzorem tych z AWSu mogliby tylko zatracać się we wszelakich dobrach jakie spływają na ludzi dopuszczonych do koryta. Nic ponadto. Nie bez znaczenia dla dzisiejszego tryumfu partii Jarosława Kaczyńskiego byłaby też degrengolada jaka rozlała się po wszystkich instytucjach przejętych przez Platformę pospołu z PSLem bo bez wątpienia musiałby ona udzielić się także członkom Prawa i Sprawiedliwości. Kto z kim przystaje takim się staje i od te reguły ucieczki nie ma. Słowem dzisiejsze zwycięstwo nie byłoby możliwe gdyby w tamtym czasie powstał ów nieszczęsny PoPiS, 

Powstała za to koalicja z Samoobroną i LPRem i od pierwszych dni było wiadomo, że to będzie koalicja bardzo trudna. O ile jeszcze z Lepperem można było dojść do zgody za cenę kilku ministerstw i rządowych agend o tyle wygórowane ambicje Giertycha i ta straszna buta którą także dziś zionie były nie do opanowania. Pamiętam, że jeszcze dobrze nie wysechł atrament na podpisanej umowie koalicyjnej gdy wyszedł on z pomysłem by wypłacać rodzicom nowonarodzonego dziecka "becikowe". Ja tu nie zamierzam krytykować wsparcia finansowego dla polskich rodzina, bo chciałbym by było ono możliwe duże, bardziej idzie mi o sposób w jaki on ten swój pomysł forsował. A był to najzwyklejszy szantaż. Giertych dobrze wiedział, że bez jego udziału ówczesnego rządu nie będzie i bez oglądania się na skutki swych działań bezwzględnie to wykorzystywał. Nie liczyła się misja naprawy państwa a de facto pilna potrzeba wyrwania go z macek pospeerelowskich układów jak tylko odpowiednio silna pozycja Ligi Rodzin Polskich. Podobnie zachował się niestety Marek Jurek który w tamtym czasie wystąpił z nienegocjowalnym żądaniem zmian w ustawie aborcyjnej. Stały czytelnik Tygodnika także i tu nie możne mieć wątpliwości, że ja za aborcją nie agituję, jednakże z takimi postulatami trzeba wiedzieć kiedy wyjść tak by ich realizacja była możliwa no i by nie stała się tylko okazją do skutecznego i propagandowego uderzenia w dopiero co z trudem skompletowany rząd. A tak się niestety stało. Marek Jurek w niewątpliwie potrzebnej walce o życie wykazał się nieroztropną nadgorliwością czym dał sposobność mediom do rozpoczęcia frontalnego ataku na Kaczyńskich. To jak dobrze pamiętam było przekroczeniem Rubikonu nienawiści po którym było już tylko gorzej aż wydarzył się Smoleńsk. Wzbudził Jurek także pośród członków partii ferment dzieląc ich na zwolenników i przeciwników proponowanych przez siebie zmian, a gdy nie udało mu się niczego wskórać odszedł nie rozumiejąc, że walka idzie o coś znacznie bardziej ważnego. Wiem, że się powtarzam ale dziś jak i wtedy znów chodzi o to samo - o zniszczenie zorganizowanej sieci porozumień funkcjonującej ponad podziałami polityczno-biznesowymi bez naruszenia której nie może być mowy o jakichkolwiek zmianach na lepsze. Nie będę drążył tej opowieści dalej bo jak wyglądała próba rozprawienia się z WSI dobrze pamiętamy. Wszystko co tak na prawdę udało się zrobić to zdjąć symbolicznie szyld z budynku bo struktury tej organizacji nie zostały w najmniejszym stopniu naruszone. Świadczą o tym późniejsze afery na WAT, w SKOK Wołomin i wiele, wiele jeszcze milionów złotych które poprzez różnego rodzaju malwersacje zasiliły konta tej organizacji (zlokalizowane w Rosji) na lata. Nie udało się rozprawić z kołem zamachowym wspomnianego układu za to bardzo skutecznie to "koło" rozprawiło się ze wszystkimi którzy w tamtym czasie próbowali się z nim siłować. To wszystko nie było by możliwe gdyby tacy ludzie jak Giertych czy Jurek umieli odłożyć swoje ambicje i plany na później i wzięli się wspólnie z Kaczyńskim za prostowanie polskich spraw. 

Pomni tamtych doświadczeń koalicjanci Prawa i Sprawiedliwości, dziś to jest Solidarna Polska i Polska Razem, zdawało się będą umieli przynajmniej na dobry początek zapomnieć o swoim "ja"  i staną za Kaczyńskim jednym murem. Niestety jak stoi na wstępie tych tu naszych rozważań, ta trudna nauka sprzed lat poszła w las. Oto pan Gowin śladem Giertycha mając ośmiu posłów poczuł się liderem co niemiara i zamiast w zaciszu politycznych gabinetów stawiać sprawy twardo zaczął biegać po mediach. Cóż, jak idzie o jego osobę to ja akurat nie mam wątpliwości, że mamy tu do czynienia z człowiekiem bez charyzmy, za to z potężnie wystymulowanym ego, czort jeden wie przez kogo. Nie mam też wątpliwości, że z braku odpowiedniego zaspokojenia tychże ambicji człowiek ten musiał opuścić Platformę a to jego gadanie o dobru Polski to zwyczajna hucpa. Ktoś mu nakład do głowy, a on najwidoczniej uwierzył, że przyszedł jego czas i że jeśli tylko zechce skupi wokół siebie albo to sejmową większość albo to nas wyborców. Ja się autentycznie boję, że on podobnie jak to było z Giertychem, w pewnym momencie wbrew wszelkim przesłankom poczuje się bardzo silny i pójdzie zaszantażować Kaczyńskiego, który nie mając żadnego pola manewru wyrzuci go przez okno. Tak się skończy kariera polityczna pana Gowina no i niestety także większość dająca temu rządowi wolną rękę w działaniu. 

Gdyby jednak ktokolwiek z dzisiejszych słuchaczy uznał, że my się tym tekstem z grubsza rozliczyliśmy to grubo się pomyli. Takich "gowinów" jest i pośród szeregowych działaczy Prawa i Sprawiedliwości  całe mnóstwo i jak to już pisałem w poprzednich tekstach oni właśnie są największym zagrożeniem dla nowego rządu. To właśnie ludzi mających wielkie mniemanie o sobie a przy tym głupich i leniwych bałbym się bardziej niż samego Gowina. Pójdą wszak na rozliczne stanowiska by na oczach lokalnych społeczności niweczyć starania liderów Prawa i Sprawiedliwości. I z tego co wiem ruch w interesie już się zaczął i nie wygląda to za dobrze. Po ośmiu lat wegetowania często w bardzo ciężkich warunkach finansowych ruszyła do swych posłów ludzka fala wygłodniałych, partyjnych zombi dla których żadne stanowisko nie jest zbyt wysokie, żadne też nie jest złe. To jest pierwsza zaraza z którą trzeba będzie sobie poradzić, inaczej wszystko będzie po staremu a na osiedlowych murach zaczniemy znajdować hasła "Platformo wróć!".

No proszę, mamy pierwsze wejścia z Danii i Chin. Mam nadzieję, że nawet jeśli były to wejścia przypadkowe to przydadzą nam nowych, stałych Czytelników. Gorąco zachęcam. Tu się pisze z myślą także o Was, Polonusi :)!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz