whos.amung.us

sobota, 14 listopada 2015

Nadzieja dla stolicy świata

Autor: ks. Jan Dobrowolski

Obrazy z Paryża, zwanego niegdyś Stolicą Świata przypomniały mi o zmarłym niedawno wielkim Francuzie, Rene Girardzie. Był on jednym z tych odważnych, którzy potrafili patrzeć na nasz świat przez pryzmat nauczania Chrystusa. Można znaleźć w jego pisarstwie pewne myśli, które mogą w Paryż, zbrudzony strachem i krwią, wnieść  trochę nadziei. Na tyle dużo, że starczy i dla Warszawy. 

Rene Girard był zafascynowany Ewangelią. Dostrzegał w słowach Chrystusa zapowiedzi przyszłości, świata takiego, jakim będzie on po wypełnieniu Jego misji. Girard uważał też, że Pan Jezus zmienił dosłownie wszystko, gdy chodzi o sposób, w jaki żyją ludzie. Owszem, zmiana ta jest powolna, podobna do przemiany mąki pod wpływem zakwasu, ale nieubłagana. Nawet diabeł w jej rezultacie musi dziś działać w inny sposób, niż robił to dotychczas. Przypomniałem sobie o Girardzie i o jego rozumieniu Ewangelii, gdy na ekranie zobaczyłem to, co wszyscy – płonącą Francję. Zmasowany atak islamistów na Paryż, przypomniał mi zwłaszcza ten werset ze św. Łukasza:
Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie wyszło na jaw, ani nic tajemnego, co by się nie stało wiadome. Dlatego wszystko, co powiedzieliście w mroku, w świetle będzie słyszane, a coście w izbie szeptali do ucha, głosić będą na dachach.

Właśnie – „głoszenie z dachów”. Teraz jest ten czas, epoka totalnej komunikacji, gdy nawet telewizja nie nadąża za Twitterem czy Facebookiem. Izba śmierci, strachu i tortur, jaką stał się francuski teatr – przecież głosy z niej przedostały się, dzięki internetowi, na medialne „dachy” całej globalnej wioski. Odgłosy bomb nie tylko dało się słyszeć na stadionie, gdzie Francuzi podejmowali Niemców na meczu; usłyszał je dobrze także cały świat. Nie tylko wybuchy zresztą, lecz  przede wszystkim krzyki i płacz ofiar.
Czy zastanawialiście się kiedyś, którzy święci są patronami reporterów? Otóż jest ich dokładnie czterech. Mateusz, Marek, Łukasz i Jan – Ewangeliści, ci, którzy stają po stronie prawdy, Prawdzie oddają głos. Girard twierdził, że opowiadania o Męce Zbawiciela mają wielką moc, gdyż są opowiedziane z punktu widzenia niewinnej Ofiary, a nie jej „zwycięzców”. Ewangelii nie napisał ani Piłat, ani Kajfasz. Wbrew pesymistycznemu powiedzeniu, historię nie zawsze piszą zwycięzcy. Chrystus chciał, by Jego cierpienie zbawiło każdego człowieka. Jednym ze składników, jeśli można się tak wyrazić, dzieła zbawienia jest to, co cierpienie Chrystusa ujawnia o cierpieniu każdego człowieka. „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnie uczyniliście”.
Parafrazując przytoczony na początku werset: terroryści chcą głosić w mroku, głosić strach, lecz świat coraz bardziej dostrzega światło, którym jest cierpienie niewinnego człowieka, którego życie należy do Boga, jest tajemnicą nierozerwalnie złączoną z krzyżem Zbawiciela. Chcę przez to powiedzieć, że pod wieloma względami gesty solidarności, oburzenia i deklaracje pomocy, napływające z całego świata są na wskroś chrześcijańskie. Girard, za co wielu go nie znosiło, twierdził, iż to krzyż nauczył powoli ludzkość takiego współczucia, jakie jest dziś dla nas oczywiste. Jeszcze całkiem niedawno zaś zupełnie tak nie było, ludzi nie obchodziło często cierpienie nawet ich najbliższych, przodkowie dzisiejszych Francuzów czy Polaków potrafili przychodzić na publiczne egzekucje jak na wieczór kabaretowy, szukając rozrywki. Dziś jest zupełnie inaczej. Mówiąc metaforycznie, mogą mieć rację Ci, którzy we Francji widzą marnotrawną córę Kościoła. Warto jednak dostrzec, że odchodząc, wzięła Ona ze sobą majątek Ojca, w tym – skłonność do solidarności z potrzebującymi i cierpiącymi.
Powoli staje się wiadoma całemu światu wielka tajemnica. To, co ukryte, wychodzi na jaw – Boga obchodzi, jak traktują się ludzie. Miłość okazana  drugiemu człowiekowi jest miłością okazaną samemu Chrystusowi. Nie należy sądzić, że obrazy z Paryża, oglądane przez zwykłych ludzi wyznających Islam nie będą miały na nich wpływu, nie skłonią do przemyśleń. Uważam, że w wielu przypadkach będzie to wręcz ewangelizacja, jakaś mała cząstka z przesłania krzyża, jakiś (kolejny) promień światła z góry o tym, kim powinien być człowiek i jaki jest prawdziwy Bóg. Że nie ma to nic wspólnego z morderczą przemocą. Wielu, być może, wyszydzi, jak było i pod Krzyżem, według opisów Męki. Lecz inni będą brać sobie do serca i powtarzać swoim dzieciom, że nie wolno mordować w imię Najwyższego. Nawet najbardziej surowa idea z tej czy innej księgi może zejść na drugi plan, gdy do człowieka przemawia Światło w jego własnym sercu.
Oczywiście, nadzieja na nawrócenie świata nie sprawia, że diabeł zaprzestał swojej pracy. Tak jak zwykle, miesza on, słowami Girarda, sacrum i przemoc, manipulując ludźmi. Czy wiecie, że terrorysta naciskający guzik wybuchowej kamizelki jest przekonany, że rozwiązuje na raz całą moc problemów? Otóż, te problemy najczęściej są bardzo realne, nieraz sami się z nimi borykamy, ale właśnie diabelstwo tkwi w całkiem złym rozwiązaniu. To cała groza i zadanie dla nas – ten, co się zaraz wysadzi, to też człowiek, swego czasu różowe dziecko, mogące grać małego Jezusa w Jasełkach. Jeśli do ludzi nie dotrze nadzieja, diabeł zajmie się nimi po swojemu… Jeśli nie boimy się, że bliźni bez wiary w Ewangelię pójdzie do piekła („bo kto w to dziś wierzy, proszę księdza?”), to może przestraszymy się chociaż tego piekła, które może nam zgotować, bo nie poznał Ewangelii.
Te akty terroru to więc stara jak opowieść o Kainie i Ablu robota diabła. Lecz Girard twierdził przecież, że ukrzyżowanie Jezusa wszystko zmieniło. Co więc musiał zmienić demon w tych nowych warunkach?
Skoro Bogu tak zależy na każdym człowieku, skoro Chrystus ratuje nawet nikomu nieznaną kobietę przed kamieniowaniem, skoro dba o ubogich, pogardzanych, dowartościowuje dzieci i szanuje kobiety, demon weźmie to na warsztat. Co się stanie, jeśli poigramy trochę z miłosierdziem? Oderwiemy je od prawdy, sprawiedliwości, rozumu? No właśnie – może być diabelska troska o ofiary. W tym sensie rację miał Chesterton, że komunizm był smutną parodią Ewangelii. Dziś echa takiego parodiowania słyszymy w rozlegającym się tu i ówdzie „tolerujcie się wzajemnie, jak i my was tolerujemy”. Stąd wielu nie będzie chciało znać odpowiedzi na pytanie o motywy terrorystów, tak, jakby nie istniał dżihad i ISIS. Inni nie przyjmą nawet do wiadomości, że może wydarzenia z Paryża mają coś wspólnego z tym, co dzieje się w Syrii a także na ulicach Izraela. Przecież tam „uciśnieni walczą o swoje prawa”, „nędza wyprodukowana przez kapitalizm znajduje naturalne ujście”! Nie warto dalej wymieniać tych głupich hasełek, podróbek Chrystusowej mądrości. Widać jednak, że jest cała wielka i głośna część „lewicy”, której „dobre serce” jest w pełnym znaczeniu tego słowa narzędziem Antychrysta.
Girard pisał o religii i przemocy, warto sięgnąć do niego, by lepiej pojąć nasze trudne czasy. Miał jednak tę szczęśliwą cechę, że książki opisujące ludzką skłonność do zła kończył, zapalając w mroku jasne światła nadziei. Sądził więc, na przykład, że ukrzyżowanie Chrystusa miało być największym sukcesem diabła (w jego zamiarze), a stało się rozsadnikiem jego zupełnej klęski. Krzyż ujawnił ludziom prawdę o przemocy. Na koniec zaś książki o cierpieniach biblijnego Hioba Girard stwierdził, że dalsze losy Francji, a także zlaicyzowanej Europy zostały już opisane. Gdzie? W przypowieści o Synu Marnotrawnym. Tak myśli człowiek wielkiej nadziei, prawda? Sądzę, że gdyby żył, powiedziałby, że każdym kolejnym zamachem wojujący Islam kopie dla swojej przyszłości głęboki grób.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz