whos.amung.us

środa, 25 listopada 2015

Na marginesie dojazdów: Biblioteka dzieł zaginionych

Autor: ks. Jan Dobrowolski

Jadąc do Tyńca wyłowiłem z szumu radiowego niesamowitą historię. Jest w niej sejf, wywrotowy rękopis i amerykańskie Południe, dobra literatura i życie, które jak zwykle ją przerasta. Czasem książka prawie dosłownie spada z nieba…Oto mamy Harper Lee, autorkę popularnej w USA (i nie tylko) powieści „Zabić Drozda”. W jednym z wątków tej książki krystalicznie uczciwy adwokat broni obywatela przed linczem sądowym, który grozi mu z powodu koloru skóry.



Prawnik to w ogóle za oceanem postać kluczowa dla funkcjonowania społeczeństwa. Bodajże u Bartyzela wyczytałem trafną uwagę, że ustrój Stanów Zjednoczonych przypomina Izrael z epoki sędziów, z właściwymi jej arbitralnością i brakiem obiektywizmu. Stąd zresztą mnogość amerykańskich dowcipów w rodzaju: „co zrobisz, gdy winda stanie na twoim piętrze i ujrzysz w niej Saddama, Osamę i prawnika? (Pamiętaj, masz przy sobie broń, lecz tylko dwie kule w magazynku!)” Oczywiście, nietrudno dopowiedzieć sobie najzabawniejszą odpowiedź, niezbyt optymistyczną dla sługi Temidy, dla pewności dobitego jeszcze po pierwszym celnym strzale.




Na przekór stereotypom, autorce „Zabić Drozda” udało się odlać pomnik prawniczej uczciwości, Atticusa Fincha oglądany w dodatku oczyma jego własnej córki. „Zabić drozda” była debiutem Lee, debiutem niezwykle udanym, uwieńczonym Pulitzerem i stałym miejscem w kanonie lektur szkolnych. Ludzie pokochali niezłomnego stróża sprawiedliwości. Popularność i nagły status „celebrytki” nie sprzyjały dalszej twórczości. Autorka nie napisała więcej żadnej powieści.




Na tym jednak nie koniec opowieści o prawnikach i książkach Lee. Jak na sławną amerykańską pisarkę przystało, miała jednak osobistą prawniczkę. To ona znalazła w sejfie mieszczącym prywatne pamiątki Harper Lee rękopis powieści wcześniejszej niż słynne „Zabić drozda”. W „Idź, postaw wartownika” znów spotykamy dzielnego adwokata i jego córkę. Z tym, że teraz mają dwadzieścia lat więcej. Wielkie wydarzenie literackie! Pierwsze opinie krytyków nie pozostawiają wątpliwości – jest to doskonała proza. Nie wszystkie recenzje są jednak entuzjastyczne. Dlaczego? Otóż nienaganny rycerz prawdy, a takim zapamiętały pokolenia czytelników pierwszej wydanej powieści Harper Lee adwokata Atticusa Fincha, zaczyna mieć pewne wątpliwości. Nie, nie zapisał się do Ku-Klux-Klanu, nie uważa murzynów za podludzi. Jednak jako stary i doświadczony adwokat dostrzega odcienie szarości, problemy związane z integracją białej i czarnej społeczności, które nie dają się łatwo rozwiązać. Jak na Amerykę przystało, wiele osób całkiem histerycznie opowiedziało się za zupełnym bojkotem książki. Ich młodzieńczy pomnik cnót ma pozostać niepokalanym!




Można wypisać tysiące kart bibliotecznych z tytułami dzieł, które historia wypożyczyła od ludzkości i już nie oddała. Ten sam rok, który widział na półkach nową książkę Harper Lee, miał także szczęście do dzieła jeszcze cenniejszego. Odnaleziono glinianą tabliczkę z nieznanym fragmentem opowieści o Gilgameszu. Wątek amerykański pojawia się również i tutaj, bowiem tabliczka ta została odkupiona z rąk przemytników, którzy najprawdopodobniej „znaleźli ją” w irackim muzeum, plądrowanym po inwazji US Army z 2011 roku. Za 800 dolarów odzyskano kawałek gliny z pierwszym tak wyraźnym zapisem zapasów, jakie duch ludzki toczy ze swoim śmiertelnym wrogiem, to jest – ze śmiertelnością. Głównym celem Gilgamesza jest wszak uzyskanie nieśmiertelności. Nowa tabliczka, czyli nowy rozdział jest nawet bardziej wywrotowy niż nowy stosunek Atticusa Fincha do zagadnień rasowych. Okazuje się, że główny potwór całej opowieści, dziki Hunwawa, którego ostatecznie Gilgamesz wraz ze swym towarzyszem Enkidu zabijają, był w dzieciństwie przyjacielem tego ostatniego! Tabliczkę wyróżniają też przepiękne opisy przyrody; gdy bohaterowie muszą ją niszczyć, wycinając las, boleją nad stratami środowiska niby współcześni ekolodzy. Zresztą nie sposób tego eposu przedstawić w jakimś dziennikarskim skrócie, bo warto medytować nad każdym wersem tej literatury.




Można by wymieniać masę zaginionych dzieł, biorąc poprawkę na te, o których jak o „Idź, postaw wartownika” po prostu nie wiemy. Jedne odnajdą się, inne niestety nie będą mogły nas olśnić. Powieścią, która stanowi rozważanie nad fenomenem trwałości i ulotności dzieł pióra jest „Imię róży” Umberto Eco. Los biblioteki opisanego tam opactwa daje dużo do myślenia na temat książek, których jedyna kopia istnieje już tylko w miłosiernej pamięci Boga.




Księgi napisane pod Bożym natchnieniem też nieraz się zawieruszają. Swego czasu wielkim odkryciem było Qumran ze swoimi starożytnymi zwojami, które do dziś badają bibliści. Nie jest wykluczone, że czekają nas jeszcze bardzo wielkie odkrycia, być może sięgające samych początków chrześcijaństwa. Któż nie chciałby zobaczyć, jakim charakter pisma miał św. Paweł? W powieści „Ojciec Eliasz. Czas Apokalipsy”, opisującej przyjście antychrysta i ostateczny bój szatana z Kościołem pojawia się właśnie motyw takiego znaleziska. Michael D. O’Brien opisuje tam, jak coraz bardziej niechętna chrześcijaństwu cywilizacja zagłusza i lekceważy odkrycie o pierwszorzędnym znaczeniu. Dokumenty pochodzące z pierwszych lat Kościoła, spisane przez naocznych świadków, potwierdzające, że historia Jezusa zdarzyła się właśnie tak, jak przez dwa tysiąclecia nauczali kolejni papieże. Co, gdyby faktycznie udało się znaleźć takie wczesne zwoje z nieznanymi pismami Apostołów? Gdyby nowy kawałek Nowego Testamentu spadł nam z nieba? Czy trzeba by rozszerzać kanon Biblii, np. o piątą Ewangelię? Na pewno nie, tu decydujący głos ma nieprzerwana kościelna Tradycja. Nie każdy stary chrześcijański tekst musi być od razu natchniony. Mimo to, podobnie jak ma to miejsce w przypadku pism Ojców Kościoła, mógłby dać nam jakieś nowe światło, wskazać nieodkrytą jeszcze interpretację Objawienia.




Jakby na to nie patrzeć, niestety żadna archeologia nie pomoże nam w odpowiedzi na pytanie, co Chrystus pisał na piasku, gdy przyprowadzono mu kobietę przyłapaną na cudzołóstwie, o czym czytamy w Ewangelii według św. Jana. Na odpowiedź na to pytanie przyjdzie nam pokornie poczekać.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz