whos.amung.us

niedziela, 1 listopada 2015

Lewactwo i prawactwo czyli o sojuszach naturalnych

Autor: Gabriel Maciejewski (coryllus)

Taras Szewczenko, ukraiński poeta, człowiek ze wszech miar tragiczny, nieszczęśliwy, ale także wybitny i na swoje oraz nasze nieszczęście mocno niezorientowany w realiach, napisał wiersz, w którym znajduje się fraza – podaj rękę kozakowi. Potem jest kolejne zdanie, które brzmi – odbudujemy raj nasz cichy. Konkluzja zaś, którą tu sparafrazuję brzmi; tylko najpierw powieśmy księdza i wyprujmy mu kichy. Taki bowiem warunek postawił nam Taras Szewczenko proponując zgodę pomiędzy Lachem a kozakiem. Obok księdza trzeba jeszcze powiesić obszarnika i wtedy dopiero szczęście, prawda, dobro i piękno zatriumfują. My się na to z oczywistych względów zgodzić nie możemy, ale propozycje Tarasa Szewczenki odżywają w każdym kolejnym pokoleniu, a także w różnych politycznych konfiguracjach. Nie są one bowiem wyrazem poetycznej tęsknoty skołowanego chłopca, z szerokich stepów, któremu coś tam w duszy grało, ale silnie osadzonym ideologicznie planem politycznym. Tacy ludzie jak Taras służą jedynie do emisji programu wśród ludu, bynajmniej nie prostego, bo ten nie ma chęci i czasu słuchać poetów. To są komunikaty skierowane do ludu zmanierowanego i urobionego wcześniej odpowiednio przez mało poetyczną agitację. Ludu, dla którego propozycja Szewczenki jest niczym wisienka na torcie, która wieńczy sukces i wieloletnie zmagania o dominację na rynkach, w umysłach, sercach, w akademiach, szkołach i przedszkolach. A także przy stolikach, gdzie starzejący się ojcowie grają w tysiąca i dyskutują o polityce, przeszłości i przyszłości. I oto mamy przed oczami kolejną odsłonę tego przedstawienia, a ujawnia się ona w stronie, w której może i była do przewidzenia, ale nie w takiej formie i nie w tym czasie. Nie wiem czy czytaliście opublikowany w niezalezna.pl list, jaki wysmażył Lisiewicz do Zandberga i jego kumpli, list, który nosi tytuł „List z sekty smoleńskiej do partii Razem”? Jeśli nie czytaliście wpiszcie sobie ten tytuł w gugla i przeczytajcie. Lisiewicz z Zandbergiem chcą odbudować „raj nasz cichy” na swoich warunkach i zasadach. Autor zaś listu, a przebija to z każdego zdania, uważa, że ma do odbudowy raju specjalnie predestynowany, podobnie jak koledzy z partii Razem. Być może tak jest w rzeczywistości, bo przecież brat tego Lisiewicza pracował w kancelarii prezydenta Komorowskiego, on zaś w tym czasie był najbardziej niepokornym z niepokornych wesołków, który chłostał biczem satyry patologie rządów PO i komizm prezydentury Komorowskiego, a przy tym wskazywał tragicznymi gesty na upadek w jakim pogrążyły się nasze dusze po 10 kwietnia roku pamiętnego. Dziś zaś wzywa to pojednania się z prawdziwą lewicą, za którą uważa partię Razem. Kto jest wobec tego lewicą nieprawdziwą? Leszek Miller rzecz jasna i cała grupa polityków związanych z SLD. Tych nazywa Lisiewicz oligarchami zaprzedanymi Moskwie (czy jakoś podobnie), ich należy się pozbyć, skreślić ich, unieważnić raz na zawsze i powrócić do dialogu z lewicą prawdziwą, która reprezentuje tradycje PPS, bliskie takim postaciom jak Andrzej Gwiazda i Ryszard Bugaj, działacze Solidarności i współpracownicy rządu Jarosława Kaczyńskiego. Powołuje się wręcz Lisiewicz na sławną pepeesowską wrażliwość. Kiedy ja słyszę coś takiego od razu przypomina mi się Kazimierz Pużak, członek PPS, który z polecenia Piłsudskiego wstrzyknął jednemu facetowi w serce solidną dawkę cyklonu B, a następnie wraz z kolegą zapakował go do kufra. Rzecz miała miejsce w Rzymie. Potem oczywiście całe PPS nasiąknęło tragizmem, a to z tego względu, że w krajach ościennych do władzy doszli inni socjaliści, którzy tym cyklonem posługiwali się z o wiele większą wprawą, a jeśli akurat nie mieli cyklonu, wystarczył im rewolwer albo kawał drąga. Lisiewicz zaś pisze o pepeesowskiej wrażliwości i namawia do zgody z Zandbergiem. Ten ostatni zaś pokazywał się, o ile pamiętam pod transparentem z napisem – my niezamożna większość i namawiał do opodatkowania wszystkich zarabiających powyżej 5 tysięcy brutto podatkiem w wysokości 70 procent. O cyklonie na razie nie mówił, ale myślę, że i do tego dojdziemy. Człowiek, który jest kanclerzem na prywatnej uczelni i ma niezliczoną ilość dobrze płatnych fuch na mieście staje pod napisem „my niezamożna większość”. Zapamiętajmy to sobie. Z nim właśnie czołowi patrioci z niezalezna.pl, którzy przez pięć lat lansowali się na Smoleńsku szukają zgody, z nim będą budować nową, sprawiedliwą Polskę. Mnie zaś już tylko ciekawi gdzie w tym czasie będzie brat Lisiewicza, ten co pracował w kancelarii Komorowskiego?


Nazywa Lisiewicz partię Zandberga lewicą antyestablishmentową. Co to oznacza w praktyce? Prawdopodobnie tyle, że Lisiewicz, Zandberg i ich koledzy znają się z miasta, ze studiów, czy skądś tam i uważają, że najwyższy czas stworzyć własny establishement, niezależny od Millera i Kaczyńskiego. Establishment, który potrzebuje rzecz jasna jakiegoś szyldu, żeby się za wcześnie nie ujawniła jego istota. Stąd tytuł listu, gdzie Lisiewicz dowcipnie określa swoje środowisko mianem „sekty smoleńskiej”, a kolegów Zandberga nazywa po imieniu – partią Razem. Sugeruje też, że oto nadchodzi czas żywych, ale rzeczowych i twórczych sporów pomiędzy prawdziwą prawicą, a prawdziwą lewicą.



Myślę, że żadne demaskacje nie są tu więcej potrzebne, oni się wszyscy ujawniają jeden po drugim ze swoimi chętkami i programami. Niebawem okaże się, że w miejsce Sierakowskiego, w Krytyce Politycznej, wejdzie Antoni Michnik, syn Adama i Lisiewicz rozpocznie kolejny ożywiony dialog z kolejną prawdziwą lewicą. A być może nawet nie Lisiewicz, ale po prostu Dawid Wildstein rozpocznie ten dialog, Lisiewicz zaś dostanie coś tam na pocieszenie, albowiem jego rola sprowadza się – jak sądzę – do sondowania nastrojów i inicjowania współpracy.

Powraca Lisiewicz do koncepcji Międzymorza, która jest pułapką dość oczywistą, ale podsuwaną nam uporczywie przez „naszych”, jako zastępnik „kondominium rosyjsko-niemieckiego pod żydowskim zarządem komisarycznym”. Nie ukrywa autor listu, że obydwu stronom daleko jest do porozumienia w pewnych kwestiach, a tu na pierwsze miejsce wysuwa się stosunek do USA i Kościoła Katolickiego. Z tym stosunkiem do USA to Lisiewicz myli się na 100 procent, albo po prostu ściemnia, jeśli zaś idzie do Kościół, mogę jedynie powtórzyć to co napisałem wcześniej:


Podaj rękę kozakowi

odbudujemy raj nasz cichy
tylko najpierw powieśmy księdza
i wyprujmy mu kichy.


Co było do okazania.

Na koniec następuje demaskacja ostateczna (która to już z kolei?), demaskacja ujawniająca rolę Lisiewicza w tym przedsięwzięciu, a także pułapkę, jaką jest cała tak zwana tradycja niepodległościowa w Polsce. Oto pisze nam redaktor Lisiewicz, że w programie WiN było uspołecznienie dużych zakładów pracy i reforma rolna. Nie wiem jak Wam, ale mnie to w zupełności wystarcza.

Całość tego nieszczęsnego listu macie tutaj:


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz