whos.amung.us

piątek, 13 listopada 2015

Happy end czyli nareszcie koniec PSLu

Autor: Integrator

Wszyscy ględzą o 11tym listopada to ja w takim razie o czym innym. Wybaczcie ale nic nie zmusi mnie bym taplał się w tym co tak oczywiste. Bo niby co ja ma tu Wam napisać? Jak za dotknięciem czarodziejskiej różczki tegoroczny Marsz Niepodległości zakończył się bez tradycyjnych potyczek z policją, tudzież grupami którym ten marsz nie przypadł go gustu, a już od rana gadające głowy tworzą analizy dlaczego to tak właśnie wyszło a nie inaczej. Wyjątkowo rozbawiła mnie wypowiedź mędrca, którego z litości nazwiska nie wymienię, że to tak ładnie poszło bo organizatorzy marszu znaleźli się w Sejmie a przez to siłą woli trochę się ucywilizowali. Na koniec dodał wszak asekuracyjnie, że jeśli jednak nie przypadnie im do gustu parlamentarna rzeczywistość to znów marsze przerodzą się w to czym były przez ostatnie lata. Z uporem pijaka trzymającego się płotu nikt z "systemowych" komentatorów nie chce przyznać, że zmiana charakteru marszu to efekt zmiany władzy. Władzy, która drogę marszu krzyżowała z anty-marszem, która przymykała oko na ludzi z Krytyki Politycznej którzy wzywali antyglobalistów z Europy by przeciwstawiali się naszemu nacjonalizmowi, wreszcie władzy, która dawała zgodę dla organów ścigania by te za pomocą prowokatorów wzbudzały w tłumie maszerujących agresję. Do dziś nie mogę przeboleć, że dwa lata temu jadąc samochodem na marsz nie miałem ze sobą rejestratora drogi. Traf bowiem chciał, że gdy byłem na ulicy Emilii Plater musiałem się zatrzymać, bo tuż przed maską samochodu przeszła spora grupa "kiboli" z twarzami zasłoniętymi szalikami, z których niemal połowa niosła w dłoniach kostkę brukową. Szli w kierunku Rotundy czyli tam gdzie miał rozpocząć się marsz. Niby nic, a jednak. Tuż za nimi w szyku rozproszonym, z kaskami w dłoniach szły oddziały prewencyjne policji tak, że ostatni "kibole" mieszali się z idącymi za nimi policjantami. Absolutny szok, absolutny. Siedziałem za kierownicą i nie mogłem uwierzyć, że to się dzieje na prawdę. Dlatego śmieszy mnie ta cała dyskusja którą prowadzi się dziś w mediach bo to przypomina sytuację w której wszyscy wiedzą o co chodzi ale też wszyscy wiedzą, że nie można im powiedzieć prawdy.  

Dlatego dziś będzie o PSLu. To jest informacja sprzed paru dni ale wciąż warta naszej uwagi. Otóż stało się tak jak przepowiadałem na łamach Tygodnika, że w efekcie rozliczeń powyborczych do władzy dorwała się w partii frakcja młodych. Wyrzucono na twarz "wszystkich Pawlaków" i oficjalnie ogłoszono, że nowym przewodniczącym został były minister w rządzie PO-PSL Kosiniak-Kamysz. I to jest na prawdę coś. Wszyscy polecieli podglądać co tam knują w PiSie, no i gadać bzdury o tym marszu a tym czasem tu dzieje się historia. Taka zmiana znaczy bowiem tyle, że w kolejnych wyborach PSL nie wejdzie do sejmu. Aż mi ręce drżą z radości, aż zalewają mnie łzy wzruszenia. 

Dlaczego ja tak twierdzę? Ano dlatego, że co jak co, a raczej kto jak kto, ale ludzie których zrzucono z piedestału stanowili wizytówkę tej partii, byli jej twarzą. Nie ważne, że zgraną, że nudą a często zwyczajnie głupią. Ważniejsze, że to był element całej układanki, która pozwalała członkom tej partii żyć w przekonaniu, że wszystko jest na swoim miejscu, że wszystko jest po staremu. Teraz już tak nie będzie a brak "partyjnych autorytetów" doprowadzi do wewnętrznego jazgotu i rozlicznych, małych wojenek. Kamysz to jest człowiek bez twarzy, na dodatek ktoś kto uważa, że mocą piastowanego w nieistniejącym już rządzie stanowiska może zarządzać organizacją, która weszła w okres pełnego kryzysu. Lada chwila ludzie, których lojalność dla władz PSL kupowano rozlicznymi stanowiskami w państwowych agendach, zaczną z nich wylatywać a ten młody człowiek nie ma żadnego narzędzia by ich jakkolwiek utrzymać w kupie. Działacze prawicy ulepieni z innego materiału mogą całymi latami żyć poza systemem dystrybucji stanowiskami państwowymi a i tak będą stali przy swoim bo tu mimo wszystko idea stoi zawsze na pierwszym miejscu. Oni są w stanie przetrwać bo faktyczna czy urojona misja walki za wolną Ojczyznę to jest strawa, która może ujarzmić największe nawet ciągoty i ambicje. Zgoła inaczej jest w takim PSLu gdzie spoiwem wszystkiego jest kasa. Bo czy jest coś jeszcze? No nie, jest tylko ta kasa. 

Parę lat temu pracowałem w jednej z Delegatur Urzędu Marszałkowskiego - tworzono jest w miastach, które po reformie administracyjnej kraju traciły województwo. No więc trafiłem tam niemalże zaraz po studiach, na stanowisko młodszego referenta, gdzie posadzono mnie w jednym pokoju z człowiekiem, który nadawał się do tej pracy jak naprawdę nikt. Podczas gdy ja stawałem na rzęsach zamartwiając się, że życie ucieka mi na ślęczeniu przy urzędniczym biurku, mojemu koledze wszystko najwyraźniej pasowało. No i razu pewnego, pan który był starszym referentem zaproponował nam byśmy przyszli na spotkanie członków PSL do którego sam należał, i do którego dość nachalnie próbował werbować także innych urzędników w naszym wieku. Próbowaliśmy się wykręcać ale kolega po fachu nalegał na niezobowiązujący wypad więc w końcu ulegliśmy. Na spotkanie poszła z nami także koleżanka, która była od nas znacznie wyższej rangi urzędnikiem. Jak idzie o mnie to wszystko skończyło się tym, że gdy już popatrzyłem sobie na salę upchaną panami odzianymi w swetry, zabrałem się do domu, za to dla mojego mojego kolegi z pokoju, no i koleżanki wyższej rangą wręcz przeciwnie. Jeśli czegoś nie poplątałem, zostali tam na dobre tzn. zapisali się do partii a dziś po latach dowiaduję się, że on jest dyrektorem tamtej delegatury a ona wicemarszałkiem Sejmiku Wojewódzkiego. 

Po co ja to piszę? Bynajmniej nie po to by pokazać jak wielka ominęła mnie kariera, ale po to byście zrozumieli jak bardzo partia ta promuje swoich członków. Winda w górę jeździ tam dość regularnie a wszystko dzięki temu, że na niemal każdym poziomie "chłopy" pozyskali możliwość obsadzania odpowiednich stanowisk. Tak to wygląda od lat i nikt specjalnie się z tym nie kryje. No i teraz po tylu latach dawania każdemu większości w sejmie (za cenę tysięcy tych stanowisk w administracji państwowej) nagle PSL będzie musiał powiedzieć swoim działaczom, żeby żyli ideą? Przepraszam, a jaką?

Za cztery lata nikt nie będzie już tego pamiętał, ale dziś stawiam tezę, że to jest ostatni rok Polskiego Stronnictwa Ludowego w polskim parlamencie. Kosiniak-Kamysz zaś będzie ostatnim przewodniczącym, którego nazwisko będzie się jeszcze komukolwiek z tą partią kojarzyło, bo już jego następcy będą szefami tradycyjnej partii kanapowej, które zawsze kończą tak samo bo jak wiemy dla partii politycznych nie ma życia poza Sejmem. Kto mi nie wierzy niech sobie poszuka zdjęcia tego Kosiniaka i zestawi je z miną Pawlaka, który na kliszach Nocnej Zmiany obejmował urząd premiera. To jest ten sam strach i niepewność jutra z tą różnicą, że Pawlakowi powstający wówczas układ postsolidarnościowy kazał trwać a o Kosiniaka za parę miesiecy nie upomni się nawet pies ze złamaną nogą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz