whos.amung.us

poniedziałek, 9 listopada 2015

Gdy minął czas tchórzostwa

Autor: Integrator

Odebrałem dziś list polecony, wysłany z sądu. Nigdy wcześniej tego nie robiłem jednakże zachowanie Strażnika Miejskiego było tym razem zbyt niesprawiedliwe a przy tym zwyczajnie chamskie, bym mógł przyjąć mandat. No więc odebrałem list z sądu, odebrałem go w sklepie spożywczym. W sklepie spożywczym, rozumiecie?! To nie była karta imieninowa od cioci Heli, ani zaproszenie na pokaz teflonowych garnków piątej generacji wciskanych staruszkom przez wygadanych cwaniaczków po dwa tysiące za sztukę. To był list polecony wysłany przez polski sąd do obywatela tegoż państwa. Wyjęła mi go pani ekspedientka z pudełka po serkach homogenizowanych gdzie trzymała masę podobnych przesyłek. Nie będąc urzędnikiem państwowy, ani tym bardziej funkcjonariuszem kobiets poprosiła o dowód osobisty a ja chcąc nie chcą musiałem go jej podać tym samy dając jej prawo wglądu w moje dane osobowe - bo przecież przesyłka z sądu. Co ona zrobi z tymi moimi danymi? Jaka jest jej odpowiedzialność gdy zgubi przesyłkę a sąd pozostawi moją czy cudzą sprawę bez rozpoznania? Nie wiem i mam nadzieję, że nie tylko ja zadaję sobie takie pytania. 

Prosto ze spożywczaka poszedłem odebrać przesyłkę na pocztę, taką już normalną, no wiecie, taką z okienkami. Starszy pan odstawszy sporą kolejkę próbował odebrać list wysłany także za pomocą InPost. Pani odprawiła go z kwitkiem a ja widząc, że ten starszy człowiek nic nie rozumie, zaproponowałem pomoc. Wahał się przez chwilę aż w końcu przełamał się a poproszony o awizo podał mi małą, białą karteczkę na której niebieskim długopisem i dużymi literamu napisane było "INPOST". Staruszek przyszedł z tym odebrać list.  A jak list to wiadomo na pocztę. 

Gdy mu wyjaśniłem, że to jest taka prywatna poczta ale bez okienek i że listy od nich może odebrać w sklepie mięsnym, w osiedlowym kiosku ruchu albo na stacji paliw czyli wszędzie tylko nie w urzędzie pocztowym spojrzał na mnie z lekkim wyrzutem. Powątpiewał czy aby na pewno chcę mu pomóc, czy może raczej zrobić psikusa. Popatrzył mi jeszcze przez chwilę prosto w oczy a gdy zrozumiał, że mówię prawdę zrezygnowany powiedział, że ma dziewięćdziesiąt dwa lata i nie rozumie dlaczego to wszystko tak wygląda? Postał tak jeszcze przez chwilę w milczeniu, patrząc się tępo w tą swoją karteczkę po czym machnął ręką w geście rezygnacji, pożegnał się i poszedł przed siebie zostawiając mnie u progu Poczty Polskiej z tym jego cholernie frapującym pytaniem. 

Bo niby co ja miałbym mu odpowiedzieć? Że co, że w wyniku jakiegoś zbiorowego amoku czy raczej aktu szaleństwa przez ostatnie osiem lat utrzymywaliśmy na najwyższych stanowiska w państwie bandę cinkciarzy? Bandę, która rozprzedawszy co się dało a co się nie dało zepsuwszy, postanowiła na koniec coś tak absolutnie fundamentalnego jak państwowa korespondencja oddać w ręce podmiotu prywatnego? W dodatku takiego, który nie posiadając odpowiedniego zaplecza zrobił z tego co do tej pory było święte i nienaruszalne zwykłą kpinę, a z tego państwa symbolicznie pośmiewisko? 

Nie wiem też jak rozmawiać z ludźmi którzy i tym razem głosowali na Platformę mimo tak oczywistych przykładów rozkładania przez nią Państwa Polskiego od wewnątrz? Rozłożyła na naszych oczach Platforma na spółkę z PSLem tak stocznię jak i kopalnie, tak szpitale jak i koleje. A myśmy dali zgodę bo uwierzyliśmy, że to się wszystko nagle nie opłaca. Tylko za tej jednej ekipy z miejscowości gdzie mieszka moja babcia, miejscowości wcale nie małej, zniknął posterunek Policji, ośrodek zdrowia, poczta. W zaledwie osiem lat Państwo Polskie, za przyczyną grupy zakompleksionych nieuków i niestety tysięcy bezmyślnie wspierających ich swymi głosami wyborców, wycofało się z setek małych miejscowości tak jakby nie należały do tego kraju, jak gdyby nie mieszkali tam Polacy. 

To jest wielkie wyzwanie dla nowego rządu. Przywrócić obywatelom państwo i jego instytucje, przywrócić szacunek dla tego państwa. Pilnie!

Ale była dziś także chwila radości. W tymże urzędzie pocztowym po raz pierwszy od tylu lat znalazłem (w dodatku na eksponowanym miejscu) gablotę pełną patriotycznych gadżetów. Można było kupić flagę ale i wydany w twardej okładce śpiewnik z patriotycznymi pieśniami dla dzieci. Nie wiem kto podjął taką decyzję ale przypuszczam, że raczej nikt z ustępujących ministrów. Raczej ktoś poniżej, może kierownik placówki? Może poczuł się wolny i pomyślał, że już czas przestać wstydzić się tego co mu cicho ale nieprzerwanie na dnie serca gra? Oby. Bo to by znaczyło, że idzie nowe i że ci którzy dali się przestraszyć od teraz już bać się nie będą. No i że teraz ładnie wynagrodzą nam to swoje tchórzostwo. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz