whos.amung.us

środa, 18 listopada 2015

Czy zbliża się wielki nów?

Autor: ks. Jan Dobrowolski

Wyobraźcie sobie minę islamskiego terrorysty, który za chwilę ma dokonać zamachu, a słyszy takie zdanie: „islam umiera”. Możemy podejrzewać, ze na moment przed samobójczym atakiem skwitowałby to zdanie kpiącym uśmiechem.


Nie uwierzyłby, że jego ukochana wiara, ze stuleciami swoich dziejów, z milionami kilometrów podbitych krain no i w końcu – z prawie miliardem wierzących, dochodzi właśnie do swojego kresu. Jak to? Przecież wciąż nie brakuje ludzi, którzy tak, jak on, traktują naciśnięcie detonatora z nabożeństwem, z jakim wierzący katolik przyjmuje Komunię świętą. W błysku wybuchu dżihadysta chce widzieć już inny, obiecany mu świat. Błyszczącą czerń oczu dziewic i blask słońca na strumieniach szemrzących w ogrodach Allaha. Islam nie ginie, bo setki tysięcy są w stanie dla niego zabić i umierać, bo setki tysięcy ze śmiertelną powagą traktują Koran jako jasną i nieomylną wolę Najwyższego. Islam nie ginie, o czym upewniają nas pączkujące na zachodzie i północy Europy meczety, zwiastujące świt nowej ery półksiężyca. Czy aby na pewno tak będzie?


Gdyby ktoś uparcie twierdził, że paryskie zamachy to właśnie przedśmiertne konwulsje islamu, zostałby uznany za wariata. Znalazłby się poza dzisiejszą dyskusją o tej religii. Jest to dyskusja zażarta, a dyskutanci tak z prawej, jak i z lewej strony, nie wezmą raczej pod uwagę tak kontrowersyjnej opinii, która wydaje się być zupełnie oderwana od rzeczywistości.


Oczywiście, sam wolę hasła powtarzane z „prawej” strony, są o niebo trzeźwiejsze od upartego zaklinania rzeczywistości, że wizja Boga i życia po śmierci nie ma znaczenia dla zamachowca – samobójcy. Otóż ma. Nie będę tu zresztą wymieniał kolejnych tez narracji „lewicowej”. Chodzi choćby o obarczanie Ameryki czy też Izraela odpowiedzialnością za ataki z 13 listopada, czy też  porównywanie przyjmowania ludzi z Bliskiego Wschodu (w swojej przeważającej masie młodych, zdrowych i zamożnych mężczyzn) do przyjazdu katolickiej młodzieży na spotkanie z papieżem w Krakowie. Być może świadczy to, że w gruncie rzeczy, Europa jest dziś tak samo dogmatycznym kontynentem jak w średniowieczu. Przy czym mamy teraz masę „papieży” z tytułami uniwersyteckimi i usłużne media w roli ambon – mniejsza z tym. Wróćmy do Islamu. Jasne jest, że co o nim napisałem na początku tekstu nie pasuje do żadnej z narracji. Szeroko pojęta „prawica” powie, że to usypianie czujności wobec zagrożenia, „lewica” oburzy się, że ktokolwiek śmie obrażać uczucia religijne muzułmanów. Był jednak człowiek, który potrafił całe życie iść pod prąd i zachować intelektualną odwagę, czego zresztą gratulował mu już po śmierci prezydent Francji Hollande. Oto, jak zaczął swoją książkę o wyjątkowości chrześcijaństwa Rene Girard:


Na całym świecie powoli, lecz nieubłaganie kurczy się sfera oddziaływania religii. Można je wręcz zaliczyć do tych żyjących gatunków, którym grozi wyginięcie. Najmniejsze są martwe już od dawna, największe mają się gorzej, niż to zwykło się sądzić, i dotyczy to nawet nieujarzmionego islamu (…). 


Girard zauważa, co zresztą jasne, że proces ten zaczął się i jest najbardziej zaawansowany w krajach starej, chrześcijańskiej Europy. Stąd wielu wieszczy wręcz śmierć chrześcijaństwa. Niepokorny antropolog twierdzi zaś, że to chrześcijaństwo wywołało ten proces i że będzie miało ono okazję zaprezentować światu, że jest czymś zupełnie innym od reszty religii, sekt i wierzeń. Girard wierzył, że chrześcijaństwo zmartwychwstanie jako główna siła kształtująca świat.


Co takiego zrobił Kościół, że już od swego poczęcia zagroził egzystencji religii, która miała powstać dopiero sześćset lat po narodzinach Chrystusa? Rene Girard uważa, że tym orężem, który zmienił patrzenie na Boga, świętość i religię jest krzyż. Cały świat, po dziś dzień, pozostaje pod wpływem nieporównanych z niczym innym, ewangelicznych opisów Męki.


Czyżby Girard nie wiedział, że religioznawcy odnaleźli wątki podobne do ewangelicznych w mitach o Ozyrysie, Dionizosie czy Tammuzie, żeby wymienić tylko kilka bóstw? Przeciwnie, Girard uważa, że w ewangeliach roi się od odwołań do mitów, lecz mają one zupełnie inny cel. Zdanie, że „wszystkie religie/kultury są w istocie takie same” jest według Girarda owocem powierzchownego czytania tekstów. A przecież to właśnie zdanie leży u podstaw multikulturalizmu, który ponosi teraz na naszych oczach spektakularną klęskę we Francji czy w Szwecji. Podstawową różnicą między chrześcijaństwem a innymi tradycjami religijnymi jest to, że Kościół mówi w swych świętych tekstach jasno o związkach przemocy z religią. Łączenie Boga z przemocą jest z gruntu pogańskie, fałszuje Jego obraz, bowiem „człowiek nie jest nigdy ofiarą Boga; to Bóg jest zawsze ofiarą człowieka”. Trzeba otworzyć dopiero oczy na fakt, jak łatwo ludzie w różnych epokach, wyznawcy różnych bogów, w tajemniczym i krwiożerczym tańcu stają się tłumem – takim, jaki zabił na Golgocie Chrystusa. Odkąd Ewangelie powiedziały otwartym tekstem, że nie można zabić nikogo w imię oddawania Bogu czci, poprawił się los rozmaitych „kozłów ofiarnych”. Ludzie musieli zacząć szukać innych sposobów na zjednoczenie się, niż egzekucja niewinnej ofiary.


Zrozumienie tego wolno przychodziło w chrześcijaństwie, wolno przychodzi gdzie indziej. Jeśli trzeba dowodów na to, że faktycznie tak się dzieje, to wystarczy porównać to, co mówi, co deklaruje większość muzułmanów, czyli ze islam i przemoc są ze sobą sprzeczne. Jeśli sięgniemy do podań o życiu Mahometa, tak zwanych hadis, łatwo jest dostrzec, jak daleko odchodzą oni przy tym od swojej tradycji. Stosunek do ofiar, do jakiego aspirują, nie pochodzi z Koranu, lecz z Biblii. Jeszcze raz – może być nawet więcej opisów przemocy w tej drugiej księdze, ale zupełnie inny jest ich wydźwięk. Bóg, który chlubi się przemocą nieustannie traci na wiarygodności. Zwłaszcza, jeśli przemoc jest gliną, z której ulepiono nogi kolosa…


Islam nie jest jedyną potężną siłą, która znajduje się we współczesnym świecie pod presją chrześcijańskiego Objawienia. Podobnie rzecz się ma z ideologią komunizmu czy też szerzej – socjalizmu. Girard widzi w niej próbę współzawodniczenia w trosce o ofiary z samym Bogiem. Kościół nie zdał egzaminu, nie zatroszczył się jak trzeba o ostatnich, biednych i odrzuconych, mimo deklaracji, sam od czasu do czasu wyszukiwał „kozły ofiarne”. Stąd czas na ludzkość, humanizm lub partię. Według autora „Rzeczy ukrytych od założenia świata”, jest w lewicy coś z antychrysta, jakby sam diabeł rzucił Bogu wyzwanie na polu wyznaczonym przez Ewangelię. Jeśli komuś wydaje się to naciągane, warto przez chwilę zastanowić się nad sytuacją Europy. To, co jej zagraża to właśnie z jednej strony pozbawiona skrupułów przemoc religijna, a z drugiej – fałszywe, świeckie miłosierdzie, które uparcie przypina ewidentnym katom chlubną odznakę ofiary złego systemu.


Nie twierdzę, że Girard ma zupełną rację. Być może jego wizja jest tylko elementem większej całości, może też mieć braki. Warto jednak docenić oryginalność jego myśli, wziąć ją pod uwagę. Czy faktycznie fanatyczne poświęcenie siebie i innych w imię islamu dodaje tej religii chwały, czy też przeciwnie – ujawnia jej braki? Czy straszliwe bóstwo, łaknące krwi niewiernych jest w stanie podbić umysły ludzi, czy też dokona tego opowieść o Ukrzyżowanym? W końcu – kto ma rację? Grecy, Żydzi czy św. Paweł?


Tak więc, gdy Żydzi żądają znaków, a Grecy szukają mądrości, my głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan, dla tych zaś, którzy są powołani, tak spośród Żydów, jak i spośród Greków, Chrystusem, mocą Bożą i mądrością Bożą. To bowiem, co jest głupstwem u Boga, przewyższa mądrością ludzi, a co jest słabe u Boga, przewyższa mocą ludzi.


W czym wszyscy mogą się zgodzić z Girardem, jak sądzę, to diagnoza świata. Uważał on, że działają w nim bardzo mroczne siły. Chaos i polityka, wzburzone fale nastrojów, namiętności ludzkie, chciwość i wybuchowa mieszanka przemocy i głupoty. Girard często nazywał diabła „księciem tego świata”, który tym wszystkim zarządza i administruje, starając się utrzymać ludzi w swoich ciemnościach. Mrok wygaszonego po zamachach Paryża mówi nam coś o naszej sytuacji duchowej. Być może będziemy skłonni przyznać kontrowersyjnemu antropologowi rację i w tej kwestii, że ten mroczny świat, czy mu się podoba, czy nie, czeka w końcu świt Prawdy.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz