whos.amung.us

piątek, 27 listopada 2015

Czy Trybunał Konstytucyjny przykryjemy szmatą?

Autor: Krzysztof Osiejuk (toyah)

Wymieniając oczywiście na pierwszym miejscu zdarzenie najważniejsze, a więc mam nadzieję, że ostateczne postawienie przez Parlament do pionu paru sędziów, którzy nagle uznali, że trzecia władza to władza pierwsza i w praktyce jedyna, wczorajszy dzień przyniósł parę drobniejszych satysfakcji, z których każda mogłaby się doczekać osobnej notki, no ale ponieważ mamy takie a nie inne tempo, odniosę się dziś krótko do każdej z nich. Oto podczas debaty sejmowej wystąpił Kornel Morawiecki i powiedział dwie rzeczy: pierwsza to ta, że prawo to nie matematyka, a druga, że owo prawo ma służyć Narodowi, bo w przeciwnym wypadku, staje się bezprawiem. Słowa Morawieckiego wywołały powszechny entuzjazm i powiem szczerze, że ja go podzielam w pełni. Nie pamiętam bowiem, kiedy ostatnio mieliśmy okazję doświadczyć tego rodzaju intensywności komentarza w stosunku do naszej rzeczywistości. Nie wiem, czy Morawiecki wcześniej to sobie przemyślał, czy tak mu to nagle przyszło do głowy, ale to było naprawdę coś, zwłaszcza w tym konkretnym wykonaniu. Chwała mu za to.

Po serii niezapomnianych głosowań, znaleźliśmy się w studio TVN24, gdzie postanowiono skontaktować się telefonicznie z sędzią Stępniem i spytać się go, jak się czuje. Rozmowa była długa i wynikało z niej niezbicie, że Stępień z tych wszystkich wrażeń zwariował, co mnie również ucieszyło. On wprawdzie cały czas zapewniał, że jest szczęśliwy, bo Sejm właśnie potwierdził, jak ważny jest Trybunał Konstytucyjny i mimo coraz większej konsternacji prowadzącego rozmowę, trzymał się swojej wersji do końca, myśmy tutaj mieli obraz człowieka, któremu jednoznacznie coś, jak to pięknie mówią Czesi, preskoczilo.

No i wreszcie pokazano nam prof. Rzeplińskiego, jak obrażony wychodzi z Sejmu i drze mordę na Bogu ducha winną dziennikarkę telewizji TVN24 jak najbardziej. Wszyscy dziś się skupiają na tym, co i w jaki sposób on do niej mówił, i podczas gdy również moim zdaniem ów przedziwny atak w istocie był godny uwagi, uważam jednocześnie, że o wiele ciekawiej było chwilę wcześniej, kiedy na Rzeplińskiego wyskoczyli dziennikarze z mikrofonami i kamerami, a on w pierwszym odruchu narzucił sobie na łeb płaszcz, dokładnie w taki sposób, jak to robią wyprowadzani z prokuratury, czy sądu przestępcy. To był oczywiście odruch i on go natychmiast próbował naprawić, ale liczy się pierwszy gest i owego gestu symbolika, i tego nikt i nic już nie zmieni. Po tym wszystkim, co się dzieje od miesięcy, po tych kolejnych kompromitacjach w wykonaniu tak zwanych „profesorów prawa”, po tym laniu, jakie oni wczoraj dostali, widok ich głównego czarownika, jak zakrywa płaszczem twarz, jest nie do zastąpienia.

Jakiż piękny poranek!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz