whos.amung.us

czwartek, 29 października 2015

Czy senator Jan Żaryn jest groźny?

Autor: Gabriel Maciejewski (coryllus)

W wywiadzie profesora Żaryna, opublikowanym na portalu prawy.pl zawarty jest program polityki propagandowej państwa, który politykę tę, jeszcze nie rozpoczętą doprowadzi do katastrofy. Nie sądzę, by do katastrofy doprowadził państwo, choć i to może się zdarzyć, zważywszy na to, jak istotna w polityce jest propaganda.


Profesor Jan Żaryn z zaskakującą prostotą wyznacza kierunki polityki propagandowej państwa, które będą realizowane przez instytucje państwowe rzecz jasna, na państwowych budżetach, rękami pracowników zatrudnionych na etacie. Kierunki będą dwa – zagranica i kraj. Profesor chce powołać instytucje promujące Polskę i jej historię za granicą oraz wzmocnić instytucje krajowe zajmujące się tymi problemami. Dlaczego ja uważam to za katastrofę? Bo etatyzm jest katastrofą, a poza tym wszystkie dotychczasowe przedsięwzięcia firmowane przez Jana Żaryna kończyły się w najlepszym wypadku sukcesem umiarkowanym.

To co możemy w tym wywiadzie przeczytać, jest zdaje się, pomyślane jako taki gest rzucenia rękawicy, tym, którzy szkalują Polskę, czyniąc z niej sprawcę wybuchu II wojny światowej. Za pomocą wspomnianych tu instytucji, które stworzone zostaną, jak mówi Jan Żaryn, po namyśle, Polska przeciwstawi się tym kłamstwom. Otóż nie, wcale się nie przeciwstawi. Polska wykona kilka nic nie znaczących gestów, które utoną w powodzi publikacji i widowisk jeszcze bardziej Polskę szkalujących. Koszta tego przedsięwzięcia będą ogromne i zadowolą jedynie tych, którzy będą te budżety przewalać. Propaganda nie istnieje w oderwaniu od polityki państwa. Trzeba się więc zastanowić, którym państwom najbardziej zależy na tym, by Polska była postrzegana jako sprawca a nie ofiara. Trzeba im mechanizm nakręcający tę propagandę wyrwać z rąk, albo sprawić, by dobrowolnie go oddali. To jest mam nadzieję jasne. Takiej sztuki można dokonać prowadząc politykę prawdziwą, a nie politykę etatystyczną, obliczoną na przesunięcie jak największych ilości gotówki z jednego miejsca w drugie, przy minimalnym zaangażowaniu w realizację misji. Tak to będzie wyglądało, dobrze o tym wiemy. Zawsze tak wygląda i nic tu nie pomogą zaklęcia Jana Żaryna.

Prócz państw politykę prowadzą także organizacje globalne. Wśród nich znajdziemy również takie, którym zależy na tym, by Polska była przedstawiana jako agresor. Czy organizacje te przejmą się instytucjami, które powoła do życia Jan Żaryn? Nie sądzę. Pan profesor zachowuje się tak, jakby celem propagandy była publiczność w krajach zachodnich. To jest założenie błędne, a jego demaskacja jasno nam wskazuje jaki kształt powinna mieć działalność propagandowa państwa polskiego. Przede wszystkim powinna być oszczędna. Tego w projekcie Żaryna nie ma, a szkoda. Mógłbym nawet powiedzieć, że powinna być skąpa, a wzorować się oczywiście musi na propagandzie brytyjskiej. Żaryn tymczasem zmierza w stronę Hollywood tyle, że o wiele bardziej nudnego. Propaganda jest zawsze ściśle powiązana z charakterem polityki państwa. Trzeba więc zadać pytanie; czy Polska będzie prowadzić za rządów PiS politykę ekspansji? Jeśli nie, a ja jestem przekonany, że nie, to znaczy, że w propagandzie naszego państwa nie powinny się pojawiać słowa takie jak ofensywa. Ja rozumiem, że pan przeprowadzających wywiad z Żarynem, a także redaktorzy Semka i Ziemkiewicz marzą o tym, by wziąć udział w dobrze opłaconej szarży, z gwarancją, że nic ich nie trafi, ale to są projekcje idiotów. W szarży zawsze giną ludzie, ginie ich wielu, a najwięcej takich, których łatwo trafić, czyli drągali jak Ziemkiewicz, albo grubasów jak Semka. Poza tym trzeba – jest to warunek konieczny i poważny – dostosować język propagandy do polityki państwa. Na razie język, którego używają „nasi” jest, wbrew sugestiom Jarosława Kaczyńskiego, językiem wojny domowej. To jest idiotyzm podwójny, bo raz, że demaskuje chętki tych biedaków, a dwa daje różnym wrogim Polsce organizacjom narzędzia do ręki, narzędzia do prowadzenia polityki prawdziwej, której z całą pewnością nie będzie prowadził Jan Żaryn i powołane przezeń, przepraszam – jeszcze nie powołane – instytucje. Aleksander Smolar, człowiek najbardziej wrogi PiS, jakiego nosi święta ziemia, wezwał wczoraj o ostrożnej krytyki. Argumenty przedstawił przy tym idiotyczne, czemu dziwić się nie możemy, ale metodę zastosował słuszną. Trzeba się uczyć od najlepszych.



Tak więc nie będzie żadnej ofensywy, nie będzie między innymi z tego powodu, że zwycięstwo PiS jest jakoś tam wpisane w politykę mocarstw wobec Rosji. I to politykę poważną. Jeśli wczoraj były brytyjski ambasador porównał Kaczyńskiego do De Gaulle’a to jest to znak. Bardzo wyraźny w dodatku i nie wróżący niczego dobrego. Ja z miejsca przekładam to na język praktyki i pytam: czego Korona będzie od nas żądała? Co będziemy musieli oddać? Co będzie Algierią? I jaką narrację propagandową doklei do tego Jan Żaryn?

Wróćmy teraz do adresatów treści propagandowych. To nie jest tak, jak się zdaje Janowi Żarynowi i Andrzejowi Nowakowi, że filmy i książki o bohaterstwie Polaków adresowane są do masowej publiczności za granicą. One mogą być adresowane do masowej publiczności w kraju. Na zachodzie wszyscy mają w nosie bohaterstwo Polaków i nic poza tym własnym nosem ich nie obchodzi. Zatrudnianie zagranicznych reżyserów przy produkcji filmów wojennych o Polsce, to jest pomysł na wyczesywanie krajowych frustracji. Jednych lemingów uspokaja aktorka Miko w scenach erotycznych, a innych uspokoi film o dywizjonie 303 nakręcony przez Petera Weira. To są akcje skuteczne na rynku wewnętrznym, nigdzie więcej nikogo to nie przekona, bo zbyt dużo filmów produkuje się codziennie na świecie. Żeby wypromować jeden czy drugi film o Polsce i utrzymać go w kinach na zachodzie przez miesiąc trzeba wydać horrendalne pieniądze na promocję, pieniądze, których w Polsce nikt nie wyda, bo sama myśl, że można coś ot, tak oddać komuś za nic sparaliżuje wszystkich. – Lepiej to podzielmy między siebie – pomyślą. I ja bym im przyklasnął, bo jak powiadam, nie ma ta zagraniczna promocja żadnego znaczenia. Nie ma w tym wymiarze, o jakim mówi Żaryn, to znaczy historycznym. To już lepiej produkować polskiej serialne i sprzedawać je do Czech, jak kiedyś oni sprzedali nam Szpital na peryferiach. Lepiej produkować gry komputerowe i filmy dla dzieci. No, ale tego instytucje powołane przez Żaryna nie zrobią, bo ludzie tam zatrudnieni mierzą wyżej. Cel misji, musi być zgodny z ich ambicjami i to jest dopiero moment prawdziwej katastrofy, bo ambicje bywają niesłychanie wyśrubowane jak wiemy. Możliwości ich realizacji zaś przeważnie są do tych wyśrubować odwrotnie proporcjonalne. Nie inaczej będzie i tym razem. Jedyna nadzieja, że to wszystko spali na panewce i się po prostu nie uda.



Co robić w takim razie. Takie pytanie z pewnością musi paść. Co robić panie dzieju? Ponieważ ja prowadzę sam taką politykę jaka śni się Janowi Żarynowi, prowadzę ją na własny rachunek, bez instytucji, budżetów, a i namyślam się przy tym raczej krótko, dokładnie wiem co robić i teraz Wam powiem. Przede wszystkim trzeba poznać dokładnie wszystkie znaczenia słowa dystrybucja. Słowa sprzęgniętego ze słowem rynek. Potem trzeba zorientować się kto rządzi na rynkach propagandy w Polsce i czy drogą administracyjną można te kawałki rynku przejąć. Jeśli idzie o PISF można, jeśli idzie o rynek książki nie bardzo. Oczywiście wszyscy „nasi” rzucą się na PISF, żeby za pieniądze podatników kręcić filmy o żołnierzach niezłomnych i przez to raz na zawsze zniechęcić ludzi do tych treści. My zajmiemy się książką, która także przecież jest bliska profesorowi Janowi Żarynowi. Otóż trzeba odwojować rynek książki, to zaś można zrobić jedynie w poprzez stworzenie wydawcom jak najlepszych możliwości dystrybucji swoich produktów. W Polsce dziś, na zniszczonym i oszukanym rynku książki, gdzie lansują się politycy tacy jak Kalisz i dziennikarze z telewizji, można zrobić tylko jedno – stworzyć sieć otwartych imprez targowych, gdzie wydawca wystawiał będzie swoje produkty za darmo lub z minimalną opłatą. Po piątej edycji takiego cyklu imprez w różnych miastach rynek książki, a co za tym idzie rynek treści promowanych w Polsce będzie całkiem odmieniony. Ani ja, ani kolega Valser nie mamy możliwości, by stworzyć coś takiego, ale próbujemy zorganizować chociaż jedne targi w Bytomiu. Państwo jednak miałoby takie możliwości, ono jednak wykorzysta je inaczej, zapłaci pieniądze zagranicznym twórcom, by kręcili filmy o Polsce, filmy które nie będą miały żadnego znaczenia. Polscy zaś producenci, reżyserzy i wydawcy będą musieli zamknąć swoje interesy, albo szukać szczęścia za granicą. Tak będzie. Za miesiąc wydamy kolejny memiks, kolejny produkt w serii zmieniającej narracje historyczne, który opowiadał będzie o Polsce w czasach powojennych. Taki produkt mieści się w planach zakreślonych przez profesora Żaryna. No, ale on go nawet nie zauważy, bo niby kto mi dał pozwolenie na robienie takich rzeczy? Niby kto dał pozwolenie tym wszystkim ludziom, którzy chcą pisać i wydawać książki w Polsce i o Polsce na pisanie i wydawanie? Kto im pozwolił? To są ważne kwestie, które rozstrzygać będą teraz „nasi’. I tego moim zdaniem należy się obawiać. Jestem w ponurym nastroju, bo przecież wiem, że te wszystkie plany, które snuje Żaryn nie będą miały znaczenia za granicą. Ich istotną funkcją jest po prostu zmonopolizowanie rynku krajowego i przejęcie całej tej narracji zwanej historyczną. To się odbędzie kosztem takich wydawnictw jak moje, bo przecież nie kosztem wydawnictw lansujących treści lewicowe i liberalne. Oni są bezpieczni, mają zapewniony zbyt i publiczność. My zaś, będziemy teraz musieli przekonywać wszystkich, że jesteśmy jednak koszerni, że też chcemy sukcesu Polski.




Najgorsze w tym wszystkim co mówi Żaryn jest, że oni za tę Polskę i jej sukces biorą się dopiero jak zdobędą władzę. Wcześniej, kiedy normalnie pracowali to było niemożliwe. Nasze wydawnictwo zaś funkcjonuje przez cały czas i nie potrzebuje do tego instytucji, budżetów państwowych i etatów. Jedyne co może uratować treści zwane polskimi to aktywność trzystu takich wydawców w Polsce. Ktoś powie, że są już tacy wydawcy, może nie w takiej ilości, ale są. Oczywiście, że są, ale im nikt niczego nie ułatwia, a ich los nie obchodzi Jana Żaryna, bo on czuje się powołany do rzeczy większych i donioślejszych. Powtarzam więc; to się skończy katastrofą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz