whos.amung.us

środa, 21 października 2015

Bogusław Wolniewicz vs Olga Tokarczuk

Autor: Gabriel Maciejewski (coryllus)

Wszyscy pamiętamy sławną kampanię medialną urządzoną dla tygodnika „W sieci”, w której dziennikarze tej gazety sfotografowani byli na tle takiej więziennej ściany, jaką zwykle widzimy w filmach o czarnych gwałcicielach, którzy okazują się pod koniec seansu niewinni. Dziennikarze ci trzymali w rękach tabliczki ze swoim nazwiskiem, a miny mieli przy tym jak, cytuję Haszka, kot srający w sieczkę. Nad nimi zaś widniał napis: bo kocham Polskę. Sens był taki, że niby oni zostali zapuszkowani za miłość do ojczyzny przez zły rząd Tuska. Na usta ponownie cisną mi się same brzydkie wyrazy, ale postaram się powstrzymać. Nędza i podłość tego pomysłu były tak straszliwe, że w zasadzie wszyscy przytomni ludzie powinni zaprzestać kupowania tej gazety. No, ale jak wiemy ona istnieje nadal i będzie istnieć, a do tego jeszcze wiele osób uważać będzie, że to właśnie ten periodyk reprezentuje wszystko co w Polsce najlepsze. Jak wiemy, a zostało to udowodnione po wielokroć, tak zwane patriotyczne gazety mogą pisać jedynie o sobie, albo o ludziach z jakiegoś punktu widzenia, medialnego lub urzędniczego ważnych. Nigdy poza ten schemat nie wyjdą, bo tak jest przez redaktorów naczelnych rozumiana misja. Już nie będę dziś pisał co o tym myślę, pisałem to wystarczająco często.

Potrafię nawet zrozumieć, że ta przypisana im małość jest jednak nie do przezwyciężenia i oni nie mogą zwyczajnie poświęcić ani szpalty na coś takiego jak udaremnienie profanacji kościołów w Krakowie, czego przyczyną stał się Toyah. No, ale są inne rzeczy i inne wydarzenia, które powinny się spotkać z jakimś, a niechby i śladowym zainteresowaniem. Rozumiem, że idą wybory i oni już przebierają nóżkami przed wstąpieniem w progi telewizji czy co im się tam marzy, ale to nie znaczy, że dziennikarz powinien ślepnąć.


Opiszę teraz takie, zasługujące na uwagę wydarzenie. Oto, o czym dowiadujemy się od samego zainteresowanego, mieszkanie profesora Bogusława Wolniewicza, nawiedziła policja. Normalnie przyszli, żeby im Wolniewicz zeznawał jako świadek w sprawie o przestępstwo, które popełnił. A jakie to było przestępstwo? Otóż powiedział on, że emigrantów zmierzających do Europy trzeba zatapiać. Była to część dłuższej wypowiedzi Bogusława Wolniewicza dotyczącej istotnej natury tej, tak zwanej imigracji. W związku z tą wypowiedzią stowarzyszenie Otwarta Polska, na stronie którego znajdujemy między innymi nazwisko Ludwiki Wujec de domo Okręt, złożyło na Wolniewicza donos. No i policja przyszła, żeby go przesłuchać jako świadka. Bogusław Wolniewicz odmówił składania zeznań i funkcjonariusze opuścili jego mieszkanie. Pod jakie paragrafy podpada wypowiedź tego starszego pana? Pod paragraf 256 i 257 kodeksu karnego. I normalnie grozi za to więzienie albo grzywna. I ja się teraz zastanawiam dlaczego tak czujna w sprawie Jerzego Zelnika prawicowa prasa nie zwróciła na te okoliczności uwagi i nie złożyła doniesienia o popełnieniu przestępstwa przez Olgę Tokarczuk, która wygłasza treści równie szokujące, a o wiele słabiej umotywowane i o wiele płytsze niż profesor Bogusław Wolniewicz? Dlaczego oni tego nie zrobili? Powiem wam, bo oni wiedzą, że to wszystko są takie jajca tylko i tak naprawdę chodzi o to, jak się tam roztasować w tej telewizji. Wolniewicz zaś to stary wariat i nie ma się co nim przejmować. Jak odłoży łyżkę to się te jego gawędy przerobi na własne przemyślenia i nikt się nawet nie zorientuje. Tak to jeździ.


No, ale fakt pozostaje faktem, do starszego pana, profesora uniwersytetu, człowieka ważącego słowa niezwykle długo, i bardzo dbającego o precyzję wypowiedzi przychodzi policja, bo użył on wyrażenia „zatapiać uchodźców”. Do Olgi Tokarczuk żadna policja nie odważyłaby się przyjść, bo gazownia rozpętałaby taki hejt, że nawet Los Angeles Times by o tym pisał, jak o Toyahu. Olga Tokarczuk może spokojnie łgać na temat historii Polski, może nazywać Polaków mordercami i składać oświadczenia łamiące paragraf 256 i 257 kodeksu karnego. Nic jej za to nie grozi. Nikt nie podejmie nawet próby przywołania jej do porządku, bo przecież „nasi” zajęci są czym innym. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że działania wymierzone przez terrorystów ze stowarzyszenia Otwarta Rzeczpospolita w Bogusława Wolniewicza mają charakter szykan i, że w gruncie rzeczy chodzi o to, żeby sobie stary nie wyobrażał za dużo, żeby znał mores. Są one też ostrzeżeniem dla nas wszystkich, żebyśmy wyraźnie widzieli kto ma do czego prawo, kogo obowiązują kodeksy, a kogo nie i żeby do nas wreszcie dotarło gdzie jest nasze miejsce. Nie wiem jak wy, ale ja oczekuję od prawicowej, związanej z PiS, prasy, że będzie reagować w takich wypadkach, reagować tak, żeby pani Ludwice Wujec de domo Okręt coś w głowie zaświtało i by jej koledzy z tego dziwnego stowarzyszenia drugi raz nie nasyłali już na nikogo policji. Tylko o to mi chodzi. To naprawdę nie jest za dużo. Wystarczy jedna decyzja redaktora naczelnego i telefon do prawnika. Potem rzeczy dzieją się same, mamy newsów, a newsów, mamy powody do pisania i dyskusji i coś się, jak to mówią, dzieje. Ale teraz też się dzieje, powie ktoś, przecież szykujemy się do wyborów, będzie sukces i w ogóle, nasi górą. Otóż nie, dopóki policja nie odwiedzi Tokarczukowej w tej samej sprawie, w której przyszła do Wolniewicza nie ma mowy o żadnym sukcesie. Jest tylko ściema.


Dopóki prawnik Paradowskiej nie dostanie szału, z powodu oskarżenia swojej klientki z paragrafu 256 i 257 kodeksu karnego nie ma mowy o żadnym sukcesie. Dopóki oni wszyscy nie zaczną ważyć słów mówiąc o Polakach, nie ruszymy z miejsca. Stowarzyszenie zaś Otwarta Rzeczpospolita, gdyby kogoś to zainteresowało, zajmuje się niejako zawodowo przygotowywaniem nas odpowiednio do okupacji, na którą szykuje się cała Europa. Wolniewicz ładnie to tłumaczy, nie chodzi o żadną imigrację, nie chodzi o uchodźctwo, to co się zbliża to okupacja. Można ją nazwać miękką okupacją, ale trzeba być doprawdy idiotą, żeby sobie na to pozwolić. Jak ktoś nie jest przekonany, niech sobie posłucha tego młodzieńca, który żali się, że potrzebuje seksu, bo bolą go jądra. On jest tak samo nieszczęśliwy jak radziecki żołnierz wygoniony z koszar wprost na front, który nie ma co jeść i nie widział od dwóch lat żadnej dziewczyny i z tego właśnie powodu zasługuje na współczucie i piosenkę, która trafi do samego dna duszy. Można się oczywiście łudzić, że to nie to samo, bo ten arabski młodzieniec nie jest uzbrojony. Na razie. Nie wiadomo jak w najbliższym czasie zmodyfikuje swoją misję stowarzyszenie Otwarta Rzeczpospolita.


Oto nagranie z pogadanką profesora Wolniewicza:


Od mniej więcej 24 minuty zaczyna się o tej policji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz