whos.amung.us

czwartek, 1 października 2015

Bartoszewski i zadziwiająca koincydencja zdarzeń

Autor: Gabriel Maciejewski (coryllus)

Wczoraj do północy czytałem to co nazywają raportem Witolda Pileckiego. Pamiętam jakie dawno temu, na samym początku mojego blogowania były tu kłótnie o ten raport i jakie dyskusje. Pamiętam troli, których jedynym argumentem przeciwko temu dokumentowi było to, że nie jest to raportem sensu stricte. Awantury ciągnęły się całymi dniami. Dziś myślę sobie, że to jest jednak ważne by uporczywie powracać do pewnych tematów. Tamtych troli już nie ma, a ludzie dla których misja Pileckiego była przykładem i wzorem są i piszą nadal. Generalnie trole spuścili z tonu, to pewnie nie moja zasługa, ale dzięki polityce „brzechnij tylko a wylecisz”, udało mi się jak sądzę opanować kilka afer. W końcu oni muszą się tu wpisywać, taki mają zawód, nie mogą wyjść uniesieni honorem. Ponoć wczoraj prezydent Duda powiedział na zgromadzeniu ONZ coś o blogerach, że to dobrze iż piszą, bo się od tego robi więcej wolności. Ja się ucieszyłem, ale byli tacy, którzy stwierdzili, że nie ma z czego, bo teraz będzie tylko gorzej. System już z całą pewnością wie jaka siła tkwi w internecie i będzie chciał to jakoś zmielić. Kreowanie bohaterów zaś to ulubione zajęcie funkcyjnych systemu. Ponieważ wczoraj poruszyliśmy kwestię dość istotną, to znaczy obecność organizacji konspiracyjnych w Oświęcimiu, dziś wypada napisać kilka słów o świętej pamięci Władysławie Bartoszewskim. Jak pamiętamy znalazł się on w obozie 22 września 1940 roku, w tym czasie lotnicy polscy bronili Londynu i nie mieli pojęcia, że istnieje coś takiego jak obóz koncentracyjny, w którym bije się ludzi drągami po głowach. Do niewytłumaczalnych przypadków należy zaliczyć fakt, że w tym samym dniu lub prawie w tym samym dniu, bo daty trochę się różnią w Auschwitz znalazło się także dwóch innych ludzi: Witold Pilecki i Stanisław Dubois. Obaj pod zmienionymi nazwiskami. Tylko jednak o jednym wiadomo, że poszedł do Oświęcimia dobrowolnie. Dubois poszedł z łapanki, potem przewieźli go na Pawiak z tego auszwicu i tam został rozpoznany. No i trafił z powrotem do obozu. Przypominam, że mówimy o jesieni roku 1940. Górna granica numerów obozowych to około 4-5 tysięcy. Nikt jeszcze nie ma pojęcia co się dzieje za drutami, a i samych drutów jest niewiele, bo podwójne ogrodzenie dopiero zostanie zbudowane. Nie ma też w tych drutach prądu, bo Niemcom nie przyszło jeszcze do głowy, by go tam wpuścić. Dopiero po ucieczce niejakiego Wiejalskiego poszli po rozum do głowy i zbudowali drugie ogrodzenie, a prąd puścili dopiero w 1942. No, ale wróćmy do naszych bohaterów. Pilecki reprezentuje polskie podziemie, a Dubois ponoć tylko siebie samego, bo nie PPS, prawda? Obaj znajdują się za drutami i obaj zaczynają działać w organizacji konspiracyjnej. Dubois jest w raporcie Pileckiego wymieniany z nazwiska, a nie ukryty pod numerem. Być może dlatego, że kiedy pisany był raport on już nie żył, a być może z jakiegoś innego powodu. Nie wiemy czy w raporcie wymieniany jest Bartoszewski, bo nie ma klucza do szyfru. No, a Bartoszewski znalazł się w Oświęcimiu dokładnie w tym samym dniu co oni. Z tego co pamiętam został zabrany z mieszkania, a nie z łapanki, przyczyn zaś tego aresztowania nie znam. Ot po prostu niemieccy żandarmi przyszli po osiemnastoletniego chłopaka i go wzięli. Potem zaś wsadzili do Oświęcimia. Bartoszewski był w tym obozie krótko, został zwolniony ze względu na zły stan zdrowia w kwietniu 1941 roku. Zadziwiające jest to, że te pobory do obozu i zwolnienia przebiegały w tym samym rytmie co powołania do wojska w PRL – wiosna, jesień. O tym, że w obozie jest jakaś organizacja Niemcy zorientowali się późno. W obozie nie było już Bartoszewskiego, no a im w głowie nie mogło się pomieścić, że coś takiego jak konspiracja może powstać w tak okropnych warunkach. Powodem, dla którego Niemcy nie mogli uwierzyć w istnienie organizacji mógł być terror trwający nieprzerwanie do roku 1942. Złagodniał on nieco dopiero wtedy kiedy do obozu zaczęto przywozić Rosjan i kiedy zaczęły przychodzić masowe transporty Żydów. Wtedy też wymuszono na Niemcach by za ucieczkę więźnia nie zabijali dziesięciu jego kolegów z bloku. Ponoć stało się tak dlatego, że w jakimś kraju zaczęto w ten sam sposób postępować z Niemcami, ale Pilecki nie pisze o jaki kraj chodzi. Ja mam jednak pewne sugestie, które przemilczę. Nie chodzi bynajmniej o ZSRR, ponieważ oficerów i żołnierzy rosyjskich mordowano przez cały czas z jednakową zaciętością. Kiedy Pilecki uciekł z Oświęcimia nie groziło za to jego kolegom nic poza staniem wiele godzin na placu apelowym. 

O Żydach Pilecki pisze mniej więcej tak: tych z Polski zabijano w Treblince i Majdanku, tych z Okupowanych krajów wieziono do Oświęcimia. Tam dostawali na początku dość dobre warunki pracy po to, by ich rodziny, które pozostały jeszcze na zewnątrz nie były o nich niespokojne. Masowe zabijanie rozpoczęło się dopiero w roku 1942, kiedy zbudowano Brzezinkę i komorę gazową w Oświęcimiu. 

W czasie gdy z obozu wypuszczają Bartoszewskiego, zostaje w nim zamknięty dziadek Jana Tomasza Grossa. Niemcy mordują go jesienią roku 1942, a wtedy właśnie w obozie pojawia się Józef Cyrankiewicz, który także trafia tam z łapanki. Zostaje on jednym z przywódców obozowej konspiracji. Kiedy Pilecki ucieka z obozu, dziwnym trafem, w tym samym miesiącu, rozpoczyna swoją obozową karierę beznogi pisarz, sekretarz Janusza Korczaka Igor Newerly. Nie przeczytałem do końca raportów Pileckiego, ale to co przeczytałem w zupełności wystarczy, by stwierdzić, że bez specjalnej protekcji żaden kuternoga nie mógł przeżyć tam ani jednego dnia. Newerly zaś przeszedł przez cztery konclagry i w każdym zajmował uprzywilejowaną pozycję. Pilecki nie pisze nic o więźniach mających specjalne przywileje. Wspomina coś o tym, że starzy więźniowie, czyli ci, których przywieziono latem roku 1940 pracowali pod dachem, a on i jego koledzy z września już tylko na wolnym powietrzu. No, ale nie o taki rodzaj przywilejów nam chodzi. Być może w obozie istniała jeszcze jedna organizacja konspiracyjna, organizacja dobrych, starych socjalistów, którzy dogadywali się z miejscowym SS, o czym ani Pilecki, ani nikt inny z jego siatki nie miał pojęcia. Być może nawet organizacja ta była zainteresowana tym, by Pilecki i jego koledzy funkcjonowali w najlepsze. Oto bowiem opisuje Witold Pilecki zdarzenie takie, jeden z jego kolegów został zamknięty w bunkrze i tam przesłuchiwano go na okoliczność siatki konspiracyjnej w obozie. Takie mu pytania zadawali, o czym on poinformował Pileckiego. Twierdził jednak, że nikogo nie wydał, nie został też zamordowany, co zwykle przytrafiało się tym, którzy do bunkra trafiali. Przeniesiono go do obozu w Brzezince, który był ponoć straszny i słuch o nim zaginął. Pilecki został kilka razy zdekonspirowany przez nowo przybyłych więźniów, ale nie miało to żadnych konsekwencji, bo wszyscy byli – jak pisze – lojalni. To jest moim zdaniem trochę dziwne, ale musimy dać temu wiarę, nie mamy wyjścia. Dziwne jest także to, że Niemcy, nadludzie, panowie świata, trzęśli portkami przed tak zwaną opinią publiczną. Oczywiście oszukiwali te różne delegacje z Czerwonego Krzyża i innych organizacji, ale kiedy się ich przycisnęło to łagodzili warunki obozowe. A tego na przykład nigdy nie robili Rosjanie. Oni się opinią świata przejmować nie musieli. Takie zachowanie okupanta niemieckiego świadczyć może, choć nie musi, że istniała tam gruba warstwa ludzi wtajemniczonych, którzy rozumieli istotny sens istnienia takich miejsc jak Oświęcim i przez to właśnie nie dobijali takich dochodiagów bez nogi jak Newerly. 

Jak pamiętamy były więzień Auschwitz, Władysław Bartoszewski wystąpił przeciwko nadaniu Witoldowi Pileckiemu Orderu Orła Białego. Nie wytłumaczył się z tego, nie raczył rzec nawet słowa. Musiał być bardzo pewny siebie, musiał mieć całkowitą pewność, że narracja dotycząca istnienia i funkcjonowania obozów koncentracyjnych nie zostanie za jego życia zakwestionowana. Musiał też pewnie doskonale wiedzieć o tym, czy Pilecki był rozpracowany przez Niemców czy nie. My także nie rozstrzygniemy tych kwestii. Nam tutaj chodzi tylko o to, by pokazać tę zadziwiającą koincydencję. Wrzesień 1940: Pilecki, Dubois, Bartoszewski. Kwiecień 1941: wypuszczają Bartoszewskiego zamykają Szumańskiego. Jesień 1942: zabijają Szumańskiego, zamykają Cyrankiewicza. Wiosna 1943: do obozu trafia Igor Newerly, człowiek bez nogi, potrójnie podejrzany, jest bowiem Polakiem, komunistą i sekretarzem Korczaka. Udaje mu się przetrwać szczęśliwie do wyzwolenia przez Amerykanów. Nie wiem jakie były powojenne relacje Newerlego i Bartoszewskiego, tego ostatniego już o to nie zapytamy, a szkoda. Żaden dziennikarz nie wpadł na to, by poruszyć tę kwestię w licznych wywiadach z panem profesorem. Takie pytanie: czy znał pan Igora Newerly? Czy pan go cenił? Być może to jest dobry trop, wiodący nas ku wyjaśnieniu różnych, dziwnych zbieżności zdarzeń.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz