whos.amung.us

piątek, 30 października 2015

Analiza źródeł zagrożenia dla nowego rządu. Część 1

Autor: Integrator

"Cóż Ci Jezu damy za twych łask strumienie? Z serca ci składamy korne dziękczynienie." Słowa tej kościelnej pieśni chodzą za mną od chwili gdy oczom moim ukazała się lista znanych polityków, którym nie udało się ponowić mandatu. Listę otwierają takie nazwiska jak Dorn, Miller, Giertych, Szenyszyn, Palikot i choć jest ona znacznie dłuższa to nie długość tu cieszy najbardziej. Pisałem już o tym wczoraj ale dziś z radością raz jeszcze przypomnę, że przede wszystkim do Sejmu nie dostali się zdawało się niezatapialni bonzowie Polskiego Stronnictwa Ludowego. Partia która od lat jest wrzodem na ciele polskiego parlamentaryzmu i dzięki której dowolna mniejszość bez wyraźnego wskazania przez wyborców dostawała wymaganą większość, dziś, po tylu latach nie potrafiła wprowadzić do sejmu ani swego aktualnego przewodniczącego Piechocińskiego, ani tego Pawlaka, Burego czy nawet takiego dinozaura jak Zych, którego zdawało się wyrwać z ławy poselskiej może już tylko śmierć. Dlaczego wpędza mnie to w tak dobry nastrój? Ano dlatego, że tak spektakularna porażka PSL to przede wszystkim przepiękny dowód na to, że cudowny wynik tej partii w ostatnich wyborach samorządowych to bynajmniej nie efekt ingerencji sił nadprzyrodzonych ani przejaw nadzwyczajnego uczucia uwielbienia szarego obywatela do tego ugrupowania, a bardziej efekt działania ludzkiej ręki, reki jak dotąd nieujawnionej. A skoro tak się rzeczy mają to w konsekwencji daje to mam podstawy do tego by te wybory powtórzyć, a raczej jak najszybciej przeprowadzić ponownie, przy czym zrobienie tego przy okazji pomysłu przeprowadzenia korekty podziału administracyjnego kraju wydaje się najlepszym ku tego sposobem. PiS nie ma w takim układzie absolutnie nic do stracenia za to jeśli wszystko pójdzie jak należy także na tym poziomie władzy wykonawczej dojdzie do jej przejęcia przez to ugrupowania. To zaś jest warunek podstawowy by zmiany w kraju mogły iść szerokim frontem. Nie zapominajmy bowiem, że przez ostatnie lata wiele decyzji przeniesiono na poziom samorządowy i przy obecnym układzie sił przez najbliższe lata właśnie tam przesunie się punkt ciężkości walk jakie siły liberalne toczą z PiSem już od dekady. Tu zatem należy szukać pierwszego źródła niemal pewnego bojkotu wszelkich zmian, które nowy rząd zechce przeprowadzić. Koalicje pozawierane między radnymi PO i PSL będą małymi redutami dużego zła, które choć przegrało bój o centralę będzie broniło się tam na dole dzielnie i do końca. My tym czasem nie mamy ani chwili do stracenia, nie możemy czekać kolejnych wyborów samorządowych, nie mamy też nazbyt wiele energii by ją trwonić i rozdrabiać się na wojenki z lokalnymi watażkami. Dlatego pomysł by wprowadzić dwa nowe województwa (pomijając samą jego słuszność merytoryczną) wart jest szybkiego zrealizowania, najpóźniej na wiosnę. Dlaczego właśnie wtedy powiem za chwilę, ale teraz jeszcze słowo o tym PSL. Wiem, przepraszam bardzo ale ja muszę się jeszcze tą ich porażką nacieszyć. Otóż jak idzie o fatalny wynik wyborczy PSL, to tak już na poziomie osobistych marzeń, mam nadzieję, że to jest początek drogi którą własnie ukończyła Lewica. Wypadła z gry na dobre po tym jak znane nazwiska w jakimś momencie rozeszły się po innych partiach a gdy panowie zorientowali się, że pod nowymi sztandarami ich wyborcy nie chcą z nimi nawet gadać, wrócili do matecznika ale było już za późno. Myślę, że jeśli dojdzie do wymiany pokoleniowej w PSL, co jest bardzo prawdopodobne bo łatwiej szarpnąć się młodym wołkom na Pawlaka czy Zycha jako już nie-posłów, to w kolejnych wyborach sejmowych ta partia także zniknie z polskiej mapy politycznej. To znaczy najpierw zniknie z Sejmu ale to jest raczej oczywiste, że chwilę później także w ogóle ze sceny politycznej, wszak tam akurat lepikiem są tylko pieniądze i stanowiska, których z oczywistych powodów zabraknie. Daj Bóg tak będzie.

No to teraz możemy już na spokojnie wrócić do zagadnienia przyspieszonych wyborów samorządowych. One muszę być najwcześniej nie tyle po Nowym Roku, czy jak twierdzą niektórzy konkretnie na wiosnę, bo to są terminy symboliczne, co powinny odbyć się wtedy gdy nowy rząd obsadzi już najważniejsze urzędy w kraju nowymi osobami, tak by przynajmniej ze strony agend rządowych nie rzucano mu przysłowiowych grud pod nogi w procesie odzyskiwania Polski dla Polaków, dla zwykłych obywateli. Odzyskanie urzędów, a jak wiemy PO zrobiło z tego potężną przechowalnię dla swoich, jest bardzo ważnym krokiem. Z własnego doświadczenia wiem, że nie da się wprowadzić żadnych zmian choćby nie wiem jak się chciało bazując tylko na ludziach z poprzedniego rozdania. A to z tego prostego powodu, że nowy szef, czyli ten który przyjdzie z pisowskiego nadania, nie może liczyć na lojalność pracowników, których nie on przyjmował do pracy. Tak jest i kropka. Dobrze pamiętam ile kłopotów i na swój sposób ordynarnego sabotowania moich wysiłków doznałem ze strony menedżerów niższego szczebla tylko dlatego że wszedłem na miejsce dotychczasowego ich szefa, często wieloletniego kumpla. W tamtym jeszcze czasie uważałem, że raptowna wymiana dyrektorów i kierowników może niekorzystnie wpłynąć na wyniki finansowe spółki i że wskazana jest raczej wymiana stopniowa tak by nowy pracownik uczył się stopniowo swych obowiązków od starszego i bardziej doświadczonego. Nic bardziej mylnego bo w praktyce z opisanych wyżej powodów było dokładnie odwrotnie. Czasami wszystko było dopięte na ostatni guzik a i tak z niewiadomych powodów co chwila coś się chrzaniło. Dopiero dzięki nowym pracownikom, nieuwikłanym w koleżeńskie czy lojalnościowe zależności z poprzednimi menedżerami, zrozumiałem dlaczego tak się to wszystko układa no i przede wszystkim zrozumiał gdzie tkwił mój błąd. Dziś mądrzejszy o to doświadczenie mogę ze spokojem poradzić każdemu kto obejmuje wysokie stanowisko czy to w spółce czy urzędzie państwowym, by wprowadził przynajmniej do poziomu menedżerów/urzędników średniego szczebla jeśli nie swoich ludzi to przynajmniej nowych, bo tylko wtedy jest szansa, że robota będzie przypilnowana na każdym poziomie zarządzanej struktury. Ja tu mówię o doświadczeniu w zarządzaniu firmą ale los chciał, że otarłem się także o pracę w Urzędzie Marszałkowskim i z bardzo bliska miałem okazję obserwować jak trudno było wyegzekwować porządną pracę nowemu dyrektorowi w sytuacji gdy każdy pracownik niemalże do poziomu sprzątaczki był tam zatrudniony dzięki politycznym lub towarzyskim koneksjom z poprzednim dyrektorem. Urząd ten bardzo szybko został sparaliżowany solidarną niechęcią podwładnych do nowego szefa i gdyby tylko ten człowiek wiedział ile jego poleceń nie zostało wykonanych z powodów zwyczajnie zmyślonych, i jak wielką zgrają źle-mu-życzących wilków jest otoczony, zrezygnowałby ze stanowiska jeszcze tego samego dnia. No ale nie wiedział i się męczył a urząd też jakoś tam przecież funkcjonował. W tym miejscu zapewne pojawi się zarzut o bezduszność, wszak zawsze zwolnienie człowieka to cios dla rodziny, którą ten czy inny urzędnik przecież ma. To także jest błędne rozumowanie i już mówię dlaczego. Po pierwsze, ów urzędnik dostał pracę w związku z pewnymi koneksjami i powinien się liczyć z faktem, że będzie korzystał z tych przywilejów tak długo jak władza, która go tam postawiła będzie trwała. Lanie krokodylich łez nad zwalnianymi urzędnikami a nierzadko wylewanie ich przez nich samych jest więc nie tyle nieuzasadnione co po prostu głupie i niesmaczne. Ja swego czasu decydując się na taki układ z góry zakładałem, że wytrwam na danym stanowisku najwyżej do kolejnych wyborów i choć widząc co się dzieje sam zrezygnowałem zaledwie po trzymiesięcznym okresie próbnym to nigdy nie wpadłbym na to by mieć pretensję do PeOwca, gdyby przyszedł kiedyś na moje miejsce. Sory, ale takie mamy rules, w dodatku rules na które się dobrowolnie zgodziłem. Ponadto czyli po drugie, skoro już o tych rodzinach mowa, to osoba która przyjdzie na miejsce zwalnianego urzędnika - no ludzie! - przecież i ona ma za sobą jakąś tam rodzinę do utrzymania, w dodatku o byt której nikt się nie troszczył gdy po dwóch latach Kaczyński poddał rząd i rozpoczęło się na już czyszczenie urzędów i spółek skarbu państwa z pozostawionych tam przez ten rząd "kaczystów". Przekonanych nie przekonam więc w ramach podsumowania raz jeszcze doradzam wybór opcji zero czyli trzymanie się zasady, że nowy szef przychodzi z własną drużyną (a choćby i miał ją kompletować z ludzi którzy będą uczyli się wszystkiego od nowa) i z nią odchodzi. Taka zmiana w dużo mniejszym stopniu zaburza funkcjonowanie danej instytucji i tylko w takim wariancie gwarantuje jej skuteczne działanie w przyszłości. Gratis dodam jeszcze, że takie działanie eliminuje też niebezpieczeństwo zbierania haków na nowego szefa (wysyłanych pod adres starego) bo tym jak się okazało także zajmowała się zastana przez mnie stara ekipa w spółce.

Skoro mamy już sprecyzowane dwa pierwsze źródła z których najpewniej będą płynęły zagrożenia dla sprawnego funkcjonowania nowej władzy a więc urzędy i samorządy, możemy wymienić dwa kolejne. Nie będę się nad nimi tu zbytnio rozwodził bo one są akurat najbardziej oczywiste i jeśli tylko je wymienię resztę tej pieśni każdy dośpiewa sobie sam. Są nimi nasza głupota przejawiająca się parciem na szkło lub rozwiązłym językiem, oraz niechęć ośrodków zlokalizowanych poza granicami Polski do wszystkiego co dla nas jest tak ważne. No dobra jednak trochę o tym naskrobię. Jak więc idzie o tą naszą głupotę to ona może nam pokrzyżować plany w dwojaki sposób. Raz to poprzez obsadzenie stanowisk głupcami, którzy albo będą podejmowali głupie decyzje albo z obawy przez popełnieniem głupstwa będę je odwlekali lub nie podejmowali ich wcale. To już nam się zdarzyło za poprzednim podejściem i nie raz z przykrością słuchałem opowieści jak po liberale a wcześniej komuniście przyszedł pisowiec i nie tylko, że nie podejmował decyzji to wykazał się często w stosunku do pracowników zajmujących stanowiska autentycznych specjalistów po prostu po chamsku. Trudno jest odczytać co komu po głowie chodzi i czy tam są jakieś zwoje mózgowe czy tylko kasza manna ale w razie gdyby okazało się, że popełniliśmy jednak błąd miejmy odwagę poprawić to w miarę szybko i wyrzucić durnia na ulicę. Tak, tak naszego, pisowskiego durnia jeśli będzie trzeba. Nie możemy zapominać, że większość jaką osiągnął PiS w sejmie jest niewielka a jeśli za cztery lata chcemy zmieniać konstytucję to pracować na to musimy już teraz. Opcja "zero tolerancji" nie może rozróżniać barw partyjnych i musi obowiązywać wszystkich. Ale ale, głupota może pokrzyżować nam plany także przez zbyt długi język o czym chyba najlepiej powinien wiedzieć Zbigniew Ziobro. Dobrze pamiętam jak przez tą słabość i ciągłe organizowanie konferencji prasowych a tam przez zbyt daleko idące oskarżenia (a raczej zbyt wczesne), zamiast skupić się na zadaniach ministra musiał tłumaczyć się ze swego paplania językiem przed co raz to innymi instytucjami państwowymi, że nie wspomnę już jak piękną dawało to pożywkę nieprzychylnym nam mediom. Jak się na dniach okazało nie wyciągnął pan Ziobro z tego co przeszedł żadnej nauki i nie wiedzieć po co zabrał się za komentowanie sprawy Polańskiego. Ona jest nam teraz potrzebna jak drzazga wiadomo gdzie, bo niczego konstruktywnego nie przyniesie jak tylko da zastygłym na chwilę w przerażeniu mediom okazję do pokazania nam czym ten rząd będzie się od teraz zajmował. Ja bym Polańskim zajął się tak jak każdy wie i czuje, że należy ale po cichu a zająłbym się na miejscu pana Ziobry jakimiś konkretami. Gorąco zachęcam! Co zaś się tyczy ośrodków zagranicznych, krótko, to one już zgłosiły swą gotowość do walki z "antyeuropejskim" rządem Kaczyńskiego więc tu przynajmniej zaskoczenia nie będzie. Dostaliśmy to wręcz na piśmie, że jeśli tylko nazbyt podejrzanie drgnie Prezesowi powieka to oni od razu wezmą się za dokładne rozliczanie unijnych środków słanych tu jak twierdzą szerokim strumieniem miliardów euro. Z rozbrajającą szczerością jacyś wysocy unijni urzędnicy opowiedzieli naszym dziennikarzom, że do tej pory rząd PO przewalał tą kasę przy ich cichej zgodzie, no ale polskim bandytom spod znaku orła w koronie takiego prezentu robić już nie będą. Bardzo to ładną wystawia całej Unii laurkę i dorzuca kolejny kamyk do koszyka pełnego zapytań o sens trwania Polski w takiej Unii, no ale jak mówię, tu przynajmniej wróg jest czytelny i już z daleka odgraża się nam piąchą.


Urzędy i spółki państwowe, samorządy, nasza głupota i ośrodki zagraniczne. Czy jest coś jeszcze? Zapewne źródeł ataku będzie więcej i zapewne niejednokrotnie cios przyjdzie z najmniej oczekiwanej strony niemniej jest jeszcze jedno źródło za uporządkowanie którego PiS musi zabrać się możliwie szybko. Rzecz będzie o służbach i niepokojąco łatwym sposobie rozbicia za ich przyczyną nowego rządu ale o tym już w kolejnym tekście.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz