whos.amung.us

poniedziałek, 7 września 2015

O nieudanym referendum czyli o pożegnalnej imprezie za 100 milionów

Autor: Integrator

Referendum Komorowskiego odeszło do historii i nie ma chyba nikogo pośród ludzi przytomnych kto wierzyłby, że ten nadmuchiwany przez medialnych funkcjonariuszy projekt duszenia demokracji będzie udany i wiążący. Jest grubo po zamknięciu lokali wyborczych a my nie wiemy nic poza tym, że PKW poda wyniki jutro, późnym wieczorem. Nie tylko nie poznamy przybliżonych wyników do czego przyzwyczajono nas przy okazji innych wyborów, ale jak się okazuje w tak wyznaczonym czasie dowiemy się też dopiero jaka była frekwencja. A zatem i jednym słowem - klapa.

Ja tu już jakiś czas temu trochę o tym pisałem i nie miałem wątpliwości, że pies z kulawą nogą nie pójdzie wziąć udziału w tym cyrku. Raz, że to jest projekt zainicjowany przez nieboszczyka politycznego co w sposób oczywisty odstrasza, dwa, pytania które mogliśmy tam znaleźć nie odnoszą się do spraw dla nas ważnych. To jest nic innego jak tylko ordynarna próba załatwienie naszymi rękami brzydkich planów ludzi mających i tak już bardzo dużo za uszami. Wyników więc póki co nie mamy, ale dobrze wiemy, że jeśli mają być one znane po czasie jaki wystarczył by zliczyć głosy w wyborach prezydenckich (cieszących się pośród wyborców największą popularnością) to znaczy mniej więcej tyle, że tam uzbierał się może worek może dwa worki głosów, nie więcej. Z resztą, jeśli w całych Stanach zagłosowało niewiele ponad sześćset osób to czy my tu musimy jeszcze czegokolwiek dowodzić?

To jest oczywiście poważny cios dla Platformy Obywatelskiej, politycznej spadkobierczyni spuścizny po Komorowskim i tylko tym można tłumaczyć zwłokę w ogłoszeniu tej klęski. Oni mają z tym oczywisty problem bo powiedzenie nam wszem i wobec, że referendum nie wypaliło niewiele różniło by się od takiego wyjścia przed kamery po wieczornych Wiadomościach z informacją, że ta partia przestała istnieć. Już tam ci ich spece od wizerunku najlepiej wiedzą, że brak frekwencji jest zawsze sygnałem dla obywateli, że tu już nie ma o czym mówić, że czas postawić na kogoś nowego. Pozostaje więc tylko ograniczać pole rażenia takim właśnie technicznymi trikami jak podawanie niekorzystnych wyników nie w niedzielę wieczorem gdy naród zasiada przed telewizorami ale w poniedziałek, po ciężkim pierwszym dniu tygodnia pracy gdy ilość odbiorców tej druzgocącej informacji będzie maksymalnie uszczuplona. Można też zaraz po podaniu frekwencji opowiadać nam, że mimo to, pośród tych co jednak poszli głosować większość była za JOWami albo przeciwko finansowaniu partii z budżetu państwa. No ale to już nie będzie nawet w jednym stopniu to na co liczyli pomysłodawcy tego tak przyznacie spektakularnego wyrzucenia w błoto stu milionów złotych. Można jeszcze spróbować tłumaczyć nam, że te pieniądze to jednak nie poszły tak zupełnie w błoto, bo poszły do ludzi, a oni kupią sobie za to nową parę butów, zapłacą rachunek za prąd albo kupią dzieciom te symboliczne pomarańcze. No ale jeśli to ma do mnie jakoś przemówić, to ja proszę bardzo o jakąś regulację, która będzie pozwalała robić takie numery bez specjalnego skradania się. Zamiast przygotowywać takie spektakle niech nam każdy kolejny rząd wypłaca ot tak z kasy państwowej te grube miliony w postaci jakiś bonów towarowych albo zwyczajnie na konto a wtedy ja się tu nawet jednym złym słowem nie zająknę.

Klęska referendum to niestety także zapowiedź kolejnego zgonu politycznego, tym razem Pawła Kukiza. Co prawda nie byłoby takiej siły by mnie zmusiła do głosowania na tą jego frakcję, no ale skoro znalazło się aż tylu wyborców by go poprzeć to byłem zdania, że trzeba z nim rozmawiać. Ba, ja tu nawet stwierdziłem, że w interesie Prawa i Sprawiedliwości jest wsparcie tego człowieka w budowaniu struktur i stawianiu pierwszych kroków na tak trudnym gruncie jakim jest polityka. Nie wiem jak wyglądały rozmowy między tymi grupami i czy w ogóle takowe były ale ostatecznie wszystko wskazuje na to, że Paweł Kukiz przejdzie do historii jako człowiek, który roztrwonił gigantyczny potencjał wyborczy. Szkoda, bo intencje najwyraźniej miał dobre ale okazuje się też, że to jest grubo za mało. Jak sądzę pan Paweł będzie musiał wrócić do śpiewania a i to będzie trudne po tak intensywnym, nawet jeśli krótkim, zaangażowaniu politycznym. Będzie mógł pan Paweł za to już z pozycji człowieka doświadczonego tłumaczyć tym co słuchać będą chcieli, że nie da się zbudować domku z klocków nie mając klocków. Jak się okazuje Polacy chętnie słuchają tych co obiecują, że po wejściu do Sejmu będą prali posłów po gębach, gorzej jest gdy słyszą, że ktoś chce robić partię bez partii, czy jak to Kukiz wymyślił struktury bez struktur. I tu już nie chodzi nawet o to, że tak słabo połączeni ze sobą ludzie po wejściu do Sejmu rozejdą się na drugi dzień po innych partiach, ale o to, że każdy z nas co jak co ale właśnie tam oczekuje pewnego ładu, czyli minimum tych właśnie struktur. Możemy oczywiście sobie ponarzekać na naszego szefa ale dobrze wiemy, że gdyby jego zabrakło to firma w której pracujemy bardzo szybko przekształciła by się w taką kukizową strukturę bez struktur a następnie przestała istnieć my zaś musielibyśmy stawić czoła niepewnej przyszłości. Podobnie jest z państwem ot choćby tym naszym Państwem Polskim, na które my bezustannie narzekamy, niemniej nikt nie chciałby doprowadzić do sytuacji w której to państwo przestało by funkcjonować. Per analogia nawet jeśli narzekamy na posłów czy rząd to nie po to by przestał Sejm istnieć albo by ci posłowie rozpłynęli się w powietrzu i nastał czas anarchii ale po to by ich potem w najbliższych wyborach móc z czystym sumieniem wymienić. Nie zrozumiał tego Paweł Kukiz no a jeśli tak to znaczy tylko tyle, że polityka to nie jest miejsce dla niego. Nie wystarczy bowiem mieć poglądy czy wizję, trzeba jeszcze umieć odczytywać podstawowe oczekiwania wyborców na których jak na solidnej łódce można wypływać na szerokie wody. 

Do wyborów pozostało mało czasu ale przy odrobienie zacięcia można by jeszcze odkręcić to co tak strasznie zakręcono. Obawiam się jednak, że to jest droga z której pan Kukiz zawracać nie zamierza, a ludzie którymi wypełnił lisy wyborcze są tak różnokolorowi jak tęcza na Placu Zbawiciela, po której jak wiemy dziś już nie ma ani śladu. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz