whos.amung.us

niedziela, 20 września 2015

Gdy jestem zmęczony własnymi myślami i własną modlitwą...

Autor: ks. Jan Dobrowolski

W dalszym ciągu liturgia proponuje nam w drugim czytaniu List św. Jakuba. Trzeba przyznać, że to wyjątkowo intrygujący fragment Pisma. Mówi o jednej rzeczy, którą robi mnóstwo ludzi, czyli o modlitwie, a także o innej rzeczy, którą robi bardzo wielu, to znaczy o łamaniu ostatniego przykazania Dekalogu. Co więcej, sugeruje jeszcze, jak obie te sprawy się łączą.

Pewien Ojciec Pustyni w krótkich słowach wyjaśnił kiedyś istotę problemu, jaki w końcu napotyka każda oddana Bogu dusza. „W każdej cnocie może człowiek osiągnąć mistrzostwo”, tłumaczy stary egipski mnich, „można stać się nad wyraz cierpliwym, mężnym, a nawet – oddalić od siebie pokusy cielesne. Jest jednak rzecz, w której chrześcijanin nigdy nie nabierze wprawy, a jest nią modlitwa. W niej do końca naszych dni będziemy odczuwać walkę”. Jest to faktycznie sprawa tak trudna, że św. Jakub zauważa, iż można nie modlić się pomimo odprawiania modlitw. Intrygująca obserwacja, prawda? Jakub tak to wykłada:

Prowadzicie walki i kłótnie, a nic nie posiadacie, gdyż się nie modlicie. Modlicie się, a nie otrzymujecie, bo się źle modlicie, starając się jedynie o zaspokojenie swych żądz.

Przypomina się stara anegdota, jak to mnisi modlili się na brewiarzu, odmawiając w klasztornej kaplicy przewidziane psalmy, aż zaczęła się straszna burza. Gdy piorun uderzył bardzo blisko, jeden z braci zaproponował; „Może przerwijmy brewiarz i zacznijmy się modlić!” A przecież rutyna jest zaledwie jednym z wielu zagrożeń, jakie czyhają na drodze modlitwy. Aby nie ulec zniechęceniu, warto przypomnieć sobie inną mądrość Ojców Pustyni, tym razem pochodzącą od samego św. Antoniego Pustelnika:

Powiedział abba Antoni: „Zobaczyłem wszystkie sidła nieprzyjaciela rozpostarte na ziemi, jęknąłem więc i powiedziałem: «A któż się im wymknie?» I usłyszałem głos mówiący do mnie: «Pokora»”.

O pokorze traktuje w piękny sposób początek dzisiejszego drugiego czytania:

Mądrość zaś zstępująca z góry jest przede wszystkim czysta, dalej skłonna do zgody, ustępliwa, posłuszna, pełna miłosierdzia i dobrych owoców, wolna od względów ludzkich i obłudy. Owoc zaś sprawiedliwości sieją w pokoju ci, którzy zaprowadzają pokój.

Mądrość zstępuje z góry, a pokorny jest ten, który na nią czeka, który na nią liczy, nie licząc zbytnio na siebie. Zbytnie skoncentrowanie na sobie nie sprzyja życiu duchowemu. Nie poprawimy własnej modlitwy, ciągle przerywając czy to medytację, czy to różaniec wewnętrznym pytaniem: „Czy udało się wreszcie? Czy ja w końcu dobrze się modlę”? Ten opis mądrości przypomina postać samego Jezusa – On jest wzorem dla nas, przykłady z Jego życia, czyli Ewangelia, pociąga do prawdziwej modlitwy. Ale słowa o mądrości przypominają również Ducha Świętego. Bóg nie tylko daje wzór, lecz także moc. Jak przypomina św. Paweł w Liście do Rzymian:

Podobnie także Duch przychodzi z pomocą naszej słabości. Gdy bowiem nie umiemy się modlić tak, jak trzeba, sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami.

Trzeba się więc przygotować na to, co leży po części w obszarze ciszy, poza słowami, poza naszym ludzkim rozumieniem. Modlitwa nie jest jakimś wewnętrznym filmem, który mamy nakręcić dla Pana Boga, tak, by mu się spodobać. Przypomina bardziej otwarcie okna, które jest w duszy od momentu naszego chrztu. Nasuwa mi się też inne współczesne porównanie – dzięki sakramentom jest w każdym z nas „lądowisko” dla Ducha Świętego. W dobrej modlitwie więcej jest czekania, niż wytwarzania jakichś wewnętrznych aktów. Poza skupieniem na Bogu, na treści medytacji czy tajemnicy różańcowej, nie mamy jako ludzie aż tak wiele do roboty, skoro najważniejszą pracę ma w nas wykonać sam Bóg. Takie podejście do życia duchowego może nieść w sobie ogromną ulgę.

Czytany dziś fragment Listu św. Jakuba zawiera w sobie poruszający opis człowieka, który wciąż łamie dwa ostatnie przykazania katechizmowego Dekalogu, to znaczy – pożąda, zazdrości, jest zaprzątnięty dbaniem o swoje potrzeby, które w istocie nie są aż tak ważne. Taki stan ducha wiąże się z ogromną, nieustanną gonitwą myśli, pełną porównywania się do innych, sądzenia ich i samego siebie – to smuci i męczy, człowiek w ten sposób sam sobą poniewiera. Myślę, że czasem uświadomienie sobie własnego wewnętrznego zmęczenia i głupoty własnych myśli o innych i o sobie jest pierwszym krokiem do prawdziwej modlitwy. Chrześcijanin, w którego sercu, jak pisze św. Jakub, czai się „zazdrość i żądza sporu, (…) bezład i wszelki występek”, jeśli tylko uświadomi sobie własną bezradność wobec tego stanu, jest na bardzo dobrej drodze, by naprawdę upaść na kolana i poprosić o ratunek, którego sam sobie dać nie może.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz