whos.amung.us

czwartek, 3 września 2015

Być jak Krystyna Pawłowicz

Autor: Krzysztof Osiejuk (toyah)

Od kilku już dni, a dokładnie od dnia, kiedy posłanka Pawłowicz, w którejś ze swoich licznych wypowiedzi, zamiast formy „wziąć”, użyła błędnej formy „wziąść”, a następnie zaczęła się w swoim stylu bronić, prowadzę rozmowy z moim synem, który próbuje mnie przekonać, że Pawłowicz to idiotka. Jeśli mam być szczery, okazji do tego, by sobie na Krystynę Pawłowicz ponarzekać – ponarzekać, a nie popluć, bo my tu, jak wiemy, sami PiS-owcy – mieliśmy tu więcej i to już znacznie wcześniej. Z jakiegoś powodu jednak, ostatnie wystąpienie Pani Profesor przelało czarę goryczy, no i mamy to co mamy: Internet pokłada się ze śmiechu, media rżą, moje dziecko się piekli, a ja mu tłumaczę, że nie ma racji.

Powiem szczerze, że nie do końca wiem, z czego moja obrona prof. Pawłowicz wynika, bo ja sam, niemal od pierwszego dnia, kiedy o jej istnieniu się dowiedziałem, uważam, że wszystko co ona robi, mogłaby robić inaczej. Przede wszystkim, moim zdaniem, to że ona wciąż się udziela na Facebooku, czy Twitterze – obojętne – w jej sytuacji, a więc sytuacji osoby wybitnie, że tak powiem, spontanicznej, jest wyjątkowo bez sensu. Poza tym, co może jeszcze istotniejsze, ja faktycznie gotów się jestem zgodzić z moim dzieckiem, że ona zachowuje się, jakby się kompletnie nie kontrolowała. Pod pewnym względem, prof. Pawłowicz przypomina Stefana Niesiołowskiego, z tą różnicą, że szaleństwo Niesiołowskiego jest zdecydowanie częścią planu, podczas gdy szaleństwo prof. Pawłowicz – zakładając, że mamy faktycznie do czynienia z szaleństwem – jest całkowicie poza jakąkolwiek kontrolą. Szaleństwo Pawłowicz stanowi zjawisko tak szczególne, że, w moim odczuciu, nawet prezes Kaczyński staje wobec niego bezradny.

I tu dochodzimy do sedna rzeczy, a więc do mojej argumentacji, gdy idzie o spór między moim synem a mną. Otóż jest tak, że przez czas, który nam pozostał do wyborów, Platforma Obywatelska najprawdopodobniej skompromituje się do tego stopnia, że być może nie przekroczy pięcioprocentowego progu i do Sejmu zwyczajnie się nie dostanie. W wyniku tego Prawo i Sprawiedliwość obejmie w Polsce władzę na tyle absolutną, że to z czym mieliśmy dotychczas do czynienia, będzie wyglądało na żart. I ja dziś, oglądając dość regularnie telewizję i czytając prawicowe media, widzę niemal codziennie ludzi, którzy przez najbliższe lata będą stanowili podstawę tak zwanego reżimu. Widzę tych wszystkich Mastalerków, Czarneckich, Karnowskich, Warzechów, Gowina, nawróconych Ziobrę i Poncyliusza, starych działaczy PiS-u, którzy z różnych powodów dzielnie trwali przy Prezesie, czy deszcz, czy pogoda, tych wszystkich starych i nowych posłów i senatorów, którzy tak naprawdę wszystko mają głęboko w nosie, poza tym, by nie stracić nic z tego, co im się dotychczas udało zdobyć… i nagle sobie uświadamiam, że na tle tego całego cwaniactwa, Krystyna Pawłowicz robi wrażenie czegoś autentycznie czystego. Dlaczego? Bo ona niemal jako jedyna nie kłamie. Bredzi, pluje, wypisuje te swoje głupstwa w sieci – ale ani jej w głowie kłamać.

Ja oczywiście wiem, co mi w tym momencie powie większość osób czytających tę notkę, a mianowicie to, że ona jest głupia. No dobra, przyjmijmy, że Pawłowicz jest głupia – co do czego, swoją drogą, osobiście wcale nie jestem przekonany – jednak, przepraszam bardzo, kto w tej sytuacji nie jest głupi? Poseł Kalisz? Poseł Czarnecki? Gowin? Premier Marcinkiewicz? Giertych? Ekspert Markowski? Posłanka Mucha? Ksiądz Sowa? Szejnfeld? Zalewski? Radek Sikorski? A może głupi nie są redaktorzy Miecugow, Morozowski i Wróbel? A może mądra jest red. Arletta Zalewska z TVN-u, która swego czasu zrobiła tu na tym blogu karierę pytaniem skierowanym do Mariusza Kamińskiego: „Hałs jor politikal partaj kolt?” A może mądrzy są ci wszyscy redaktorzy, którzy notorycznie używają formy „żeśmy”, lub „dwoma”, kiedy mówią o dwóch „partaj”, a kiedy przyjdzie im stworzyć zdanie na żywo, okazuje się, że ono jest pozbawione orzeczenia? Kto nie jest głupi, kiedy głupia jest Krystyna Pawłowicz?

Ktoś mi teraz powie, że no dobra, oni wszyscy są głupi i beznadziejni, ale Pawłowicz się bardziej wystawia i dlatego o niej mówimy. Na to ja od razu odpowiadam, że przede wszystkim to nieprawda, że ona jest bardziej eksponowana. Pawłowicz mamy okazję podziwiać tylko przy okazji jej kolejnego ekscesu, tak jak to miało miejsce w przypadku owego nieszczęsnego „wziąść”, i nie ma mowy, by ją zaproszono do studia telewizyjnego i skonfrontowano z kimkolwiek. Gdy chodzi o innych, my ich oglądamy dzień w dzień, od rana do wieczora, czy jako komentujących polityków, czy komentujących politologów, czy komentujących dziennikarzy, czy komentujących aktorów i sportowców. I przepraszam bardzo, ale nie raz i dwa, kiedy miałem okazję oglądać jednego czy drugiego, byłem przekonany, że mam do czynienia nie tylko z bandą durniów, ale jeszcze aż nazbyt często z bandą zdemoralizowanych zboczeńców.

Przed nami więc staje prof. Krystyna Pawłowicz – kobieta zdecydowanie szczególna, a ja mam przekonanie graniczące z pewnością, że ona jest jedną z naprawdę już ostatnich osób na tej scenie, która pozostała zwykłym człowiekiem. Pamiętam, jak w dniu zaprzysiężenia prezydenta Dudy wszyscy starali się być na swoim miejscu, a ona została wypatrzona przez kamerę TVN24 w tłumie na rynku Starego Miasta, jak szła z jakąś koleżanką i coś tam sobie wesoło podjadały. Poproszono ją o komentarz, a ona od razu porównała atmosferę tego dnia do atmosfery dnia, kiedy w Warszawie był papież Jan Paweł II. No i oczywiście po raz kolejny została wyszydzona. A ja już wiem, że to jest pani, która, jeśli ją spytają, czy tak, czy nie, odpowie tak, lub nie. Jeśli ją poproszą o opinię, ona opinię przedstawi i nikogo nie odeśle do rzecznika prasowego partii. Nie będzie kręcić, nie będzie się nikomu podlizywać, nie będzie walczyć o to, by dobrze wypaść przed kamerą. Kiedy patrzę i słucham Krystyny Pawłowicz, to myślę sobie, że ona się zachowuje dokładnie tak, jak ja bym się zachowywał, gdyby mi przyszło być na jej miejscu – z całkowita pogardą dla zwyczajów panujących w tamtej przestrzeni. I nie bałbym się nikogo. Siedziałbym Sejmie, gdybym zgłodniał, wyciągnąłbym kanapkę z kurczakiem i ją zjadł popijając coca-colą, a gdyby ktoś mi powiedział, że nie wypada, to bym powiedział, żeby mi nie przeszkadzali, bo jem. A gdyby ktoś mi zwrócił uwagę, że się nie mówi „wziąść”, tylko „wziąć”, tym bardziej bym używał niepoprawnej formy, żeby jednego durnia z drugim wyprowadzić z równowagi. A gdyby któryś z dziennikarzy zapytał mnie, czemu się tak zachowuję, zapytałbym go, czemu on się na mnie głupio patrzy, i robiłbym to na tyle konsekwentnie, że w końcu zaczęliby się mnie bać. Tak jak się dziś boją Krystyny Pawłowicz.
Uważam, że to jest moment równie dobry jak każdy inny, by podziękować Jarosławowi Kaczyńskiemu, że potrafi docenić człowieka.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz