whos.amung.us

poniedziałek, 28 września 2015

Bogactwo i płacz

Autor: ks. Jan Dobrowolski

Dzisiejsze drugie czytanie z Mszy według mszału Pawła VI ma bardzo ostrą wymowę. Biada Bogaczom!

Teraz wy, bogacze, zapłaczcie wśród narzekań na utrapienia, jakie was czekają. Bogactwo wasze zbutwiało, szaty wasze stały się żerem dla moli, złoto wasze i srebro zardzewiało, a rdza ich będzie świadectwem przeciw wam i toczyć będzie ciała wasze niby ogień. Zebraliście w dniach ostatecznych skarby. Oto woła zapłata robotników, żniwiarzy pól waszych, którą zatrzymaliście, a krzyk ich doszedł do uszu Pana Zastępów. Żyliście beztrosko na ziemi i wśród dostatków tuczyliście serca wasze w dniu rzezi. Potępiliście i zabiliście sprawiedliwego: nie stawia wam oporu.

Szczerze mówiąc, fragment ten nie wydaje mi się po dłuższym zastanowieniu ani „ciężki”, ani „pesymistyczny”. Zwłaszcza wezwanie do płaczu z początku, a także wspomniane potem złoto i srebro wydają mi się ostatecznie pełne nadziei. Zanim to jednak wyjaśnię, warto przypomnieć sobie słowa z nauk Pana Jezusa, do których na pewno nawiązuje tu św. Jakub:
Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje włamują się, i kradną. Gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie włamują się, i nie kradną. Bo gdzie jest twój skarb, tam będzie i serce twoje. 

Słowa Zbawiciela wydają mi się być dobrym uzupełnieniem, gdyż zawierają w sobie troskę o zagubionego bogacza. Są przyjacielskim upomnieniem, Jezus jakby delikatnie dotyka wskazującym palcem ludzkiego serca, a w geście tym jest więcej czułości i zrozumienia, niż oskarżenia. Na pewno skarbem dla Jezusa jest właśnie to ludzkie serce, dlatego też mówi to, co mówi. W mowie św. Jakuba znajdujemy napomnienie skierowane do tych, którzy zlekceważyli łagodność Ewangelii. Jest w nim nawet, być może, odwołanie do Męki. Do odpowiedzialności za zabicie Sprawiedliwego. Jakub brzmi tutaj po prostu jak dobry rekolekcjonista wielkopostny przed dniem spowiedzi.
Teraz o złocie i srebrze. Kojarzyć się mogą z przypowieścią o talentach; wszak Jakub Apostoł zarzuca bogaczom, że ich złoto i srebro zardzewiało, co jest niemożliwe z chemicznego punktu widzenia. Widać, że tu rdza jest metaforą zaniedbania, które przerodzić się może w nękające wyrzuty sumienia. Talent bogacza ukryty był w chusteczce i nie przyniósł nikomu pożytku. Można tu z dozą przekory stwierdzić, że dopiero nasze czasy na masową skalę korzystają z nadmiernej przezorności tych, którzy zakopali swoje skarby w ziemi, by ich potem nigdy nie zobaczyć. Dzięki wykrywaczom metalu i pracom archeologów zdobią prywatne kolekcje i muzea. Nieraz kości ich dawnego właściciela leżą w przykry sposób w gablocie obok. Jest jednak w każdym odkrytym średniowiecznym dzbanku z monetami czy podniesionym z dna kufrem z hiszpańskiego galeonu bardzo dużo pouczenia o trwałości ludzkich spraw. Jeśli jednak myślimy o przypowieści o talentach, to przecież od zawsze była ona interpretowana szerzej – nie tyle jako zaniechanie inwestycji czy obrotu pieniędzmi, ile zaniedbanie duchowego rozwoju. Paradoksalnie, bogactwo wcale niekoniecznie musi być do takiego rozwoju przeszkodą, wbrew obiegowym opiniom. Jak mówi Pismo, „jałmużna gładzi wiele grzechów”. Złoto i srebro są więc znakami Bożego daru, a więc znakami miłości, chociaż w tym wypadku „zardzewiałej”, nierozpoznanej i zaniechanej. Bóg dał, a człowiek nie przekazał dalej – zdawało mu się, że zyskał, a wszystko stracił.
Znam młodego księdza, który zaskoczył kiedyś sprzedawcę w księgarni religijnej, biorąc kilka takich samych książeczek, zawierających dzieło jednego z Ojców Kościoła. Na pytanie, po co mu tyle kopii starochrześcijańskiego traktatu, stwierdził, że to doskonały prezent imieninowy dla znajomych proboszczów. Tytuł tego dzieła, będący intrygującym pytaniem „Który bogaty człowiek może być zbawiony?”  sugerował z kolei, że ksiądz ten nie był pozbawiony całkiem ostrego dowcipu. Ciekawe to swoją drogą dzieło, napisał je w Aleksandrii św. Klemens, należący do pierwszych generacji chrześcijańskich myślicieli (umarł w 212 roku po Chrystusie). Aleksandria była wówczas kwitnącą metropolią, gdzie z rąk do rąk przechodziły towary i pieniądze, a między ludźmi iskrzyło wprost od wymiany idei. Stąd niejeden sprzedawca placków z cebulą zastanawiał się podczas ich pieczenia, jak to jest z nakazem świeżo poznanej religii, by sprzedać wszystko, co się ma i pójść za Jezusem. Bankier, który kupił od niego placek mógł zaś myśleć o zasłyszanym gdzieś i z pozoru błahym zdaniu mówiącym, że wszystko będzie dodane tym, którzy zatroszczą się najpierw o Królestwo niebieskie. Klemens wiedział więc, co robi – mali i wielcy kapitaliści Aleksandrii mieli w nim dobrego przewodnika w swojej przeprawie przez ucho igielne. Potem nie zawsze katolicy potrafili podejść do problemu bogactwa w tak trzeźwy sposób, jak Klemens:
“Wszystko, co posiada człowiek, zostało mu udzielone i podane niby jakaś materia i narzędzie, którym powinien się posługiwać umiejętnie i w sposób właściwy. Narzędzie, jeśli się nim posługujesz według zasad sztuki, tworzy arcydzieło; jeśli brak ci umiejętności, jemu także udziela się twoja niezręczność, chociaż nie jest jej winne”.

Łatwo uchwycić istotę myśli świętego Ojca, prawda? Z samej biedy czy bogactwa nie robi on cnoty i ubóstwa, pytając o to, co z nimi robi ich właściciel, człowiek:
“Bogactwo jest takim narzędziem. Umiesz go używać sprawiedliwie: służy sprawiedliwości. Używa go ktoś niesprawiedliwie: staje się sługą niesprawiedliwości. Z natury bowiem swojej ma ono służyć, ale nie rządzić”.

Dlatego jeśli drugie czytanie poruszyło Cię dziś na tyle, że rozważasz sprzedaż samochodu lub mebli z jadalni, warto skonsultować to jeszcze z własnym rozsądkiem (niekoniecznie to ironia! są w Polsce takie wspólnoty w Kościele, które sprzedają wszystko na pewnym etapie…).
Nie napisałem jeszcze o płaczu – co w nim optymistycznego, gdzie w nim nadzieja? Cóż, znów odwołam się do mądrości pierwszych chrześcijan, który widzieli wielki dar Boży w płaczu na własną duchową nędzą i małością. Nazywali go wręcz „drugim chrztem”, czasem zdarzają się bowiem łzy oczyszczające aż do głębi duszy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz