whos.amung.us

poniedziałek, 14 września 2015

Archeologia w islamie czyli zmiana charyzmatów imperialnych

Autor: Gabriel Maciejewski (toyah)

Większość tak zwanych wykształconych ludzi wierzy, że badania prowadzone w dziedzinach, nie wiedzieć czemu zwanych humanistycznymi to kwestia nie do podważenia, aktywność inspirująca, wewnętrznie piękna i spójna, a także mająca przeszłość i przyszłość. Nie niepokoją tych biedaków nawet tak spektakularne fakty jak dewastacja zabytków i stanowisk archeologicznych przez członków ISIS. A jeśli niepokoją to nieznacznie, tyle jest bowiem ciepłych stanowisk i posadek w świecie uczelnianym i pokrewnych światach, tyle jest miejsce do zasiedlenia, że zniszczenie Palmiry, Perty czy innych stanowisk nikomu nie spędza snu z powiek. Poza tym każdy wie, że armie tak zwanego zachodu, kiedy wkroczyły do Iraku zachowywały się może troszkę lepiej niż ISIS ale to tylko dlatego, że poprzestały na kradzieży i paserce, nie dewastując cennych obiektów. No, ale gdzie są dziś tak pracowicie gromadzone w muzeach bagdadzkich artefakty z czasów babilońskich i asyryjskich? O to należałoby spytać żydowskich pośredników w handlu antykami działających na terenie USA i Wielkiej Brytanii. 

Muzułmanie z ISIS niszczą najcenniejsze zabytki odkopane przez europejskich archeologów. Trzeba więc zadać sobie pytanie co to znaczy, jakiego rodzaju event mamy przed oczami. Tłumaczy się nam, że to jest zacieranie pogańskiej przeszłości na chwałę Allacha i proroka Mahometa. Otóż nie, to jest coś innego zgoła. To jest wymazywanie śladów politycznej obecności europejskich imperiów na Bliskim Wschodzie. A skoro tak rozważyć wypada kolejne kwestie. Jak to jest, na przykład, że poza walką i seksem arabski mężczyzna nie daje się nakłonić do żadnej fizycznej aktywności, jak jest w bardzo trudnym położeniu będzie sprzedawał kebaby, ale to zajęcie dla jakichś nierozgarniętych nędzarzy bez pomysłu i kontaktów w różnych agencjach. Normalnie oni nie robią nic, poza wymienionymi wyżej czynnościami i paleniem fajki wodnej. No i nagle telewizja pokazuje tych facetów jak z ciężkimi młotami w rękach latają po salach muzealnych i rozwalają te asyryjskie posągi. To jest poważny wysiłek, żartów nie ma. Ktoś powie, że niesie ich nienawiść i gorliwość religijna. Akurat. Takie rzeczy to możecie opowiadać Janowi Tomaszowi Grossowi. On z pewnością w nie uwierzy. Ktoś im za to płaci, to jasne. Ktoś tych ludzi wynajął, żeby niszczyli zabytki. Jeśli uznamy dewastowane obiekty za imperialne charyzmaty Brytyjczyków, albo ogólnie Zachodu, wypada zapytać kogo najbardziej interesuje zatarcie tych śladów, tych gigantycznych posągów pychy imperialnej, która kazała przerzucić miliony ton piachu i kamieni, by odsłonić wielkie pogańskie miasta? No, chyba tych, którzy rządzili tam przed Brytyjczykami, czyli Turków, a mówiąc wprost premiera Erdogana i jego kolegów. Na to wychodzi i inaczej być nie chce. Oczywiście można mówić o fanatyzmie, ale doświadczenie i historia uczą, że fanatyzm to jest masa plastyczna, fanatyzm bez jedzenia, picia, taniego burdelu i narkotyków nie działa. Jedyni, którym udało się oszczędzić na kosztach fanatyzmu to bolszewicy, ale oni w miejsce narkotyków, burdeli i jedzenia wprowadzili oddziały zaporowe, tak pięknie pokazywane w filmach Nikity Michałkowa. To wystarczyło, by stymulować fanatyzm żołnierza radzieckiego. 

Wracajmy do archeologii. Postawmy taką oto hipotezę: przeszłość zawsze jest ukradziona. Nie dość, że jest fragmentaryzowana przez idiotyczne metody badawcze, nie dość, że wykorzystuje się ją do doraźnej propagandy, to jeszcze zawsze musi być ukradziona. W sensie dosłownym, poprzez kradzież zabytków do muzeów, oraz w sensie metaforycznym poprzez sugestię, że imperia współczesne są dziedzicami imperiów starożytnych i proponowany przez nie ład nie opiera się na nagiej sile, ale na tradycji. Jakiej? Pogańskiej rzecz jasna. 

Idźmy dalej. Co jest najwdzięczniejszym obiektem badań archeologicznych? Świątynie. Czy współczesne imperia mają jakieś świątynie, takie które mogłyby być nazwane ich własnymi w sensie dogmatycznym? Nie, nie mają. Poza bankami i armią współczesne imperia nie dysponują żadnymi świątyniami. Mogą co najwyżej roztaczać opiekę nad kultem. I tu znamienne jest to przekształcenie się księcia Karola z obrońcy wiary w obrońcę wiar. To jest znak wyraźny, że Imperium się odradza. No, ale jak widzimy po poczynaniach ISIS na Bliskim Wschodzie nie ono jedno. No i widzimy też, że jeśli idzie o charyzmaty naszego ulubionego imperium to są one dewastowane w sposób modelowy i systematyczny. W dodatku jeszcze są one niszczone przez pośrednika, sprawca rzeczywisty jest ukryty. Pośrednik zaś przyjmuje na siebie całe odium i wściekłość tak zwanego cywilizowanego świata. Napisałem „wściekłość”? Przepraszam, o żadnej wściekłości nie ma dziś mowy. Imperialni uczni milczą, bo wiedzą doskonale o co chodzi. Głos zabierają tylko polscy archeologowie i jak zwykle pieprzą oni o wspólnym dziedzictwie kulturowym i innych, podobnych dyrdymałach. To jest typowe dla ludzi, którzy nie rozumieją w czym uczestniczą. Tym biedakom wydaje się, że sensem archeologii jest ratowanie zabytków przeszłości i gromadzenie jak największej ilości śmieci w muzeach, do których zapędza się potem szkolne wycieczki. To jest postawa typowa dla aspirujących głupków, kolejny kult cargo w wydaniu lokalnej, naszej czeredki. Im się zdaje, że Arsenał w Warszawie to prawie to samo co British Museum. Otóż jest to zgoła coś innego. Muzeum archeologiczne, narodowe i inne polskie muzea, to tylko naśladownictwo fragmentu imperialnej polityki Wielkiej Brytanii i Niemiec sprzed 200 lat. Nic więcej. To jest juma wewnętrzna, bo tamci przynajmniej zwozili fanty ze świata. Nasi kradną u siebie i stworzyli przy tym kastę, która rości sobie prawo do wszystkiego co leży w ziemi, nawet jeśli nie ma pojęcia co to jest i nikt z nich nie uczynił ani jednego kroku, ani nawet nie pomyślał o tym, by to coś znaleźć i wydobyć. 

Jak wiecie zapewne prawo w Wielkiej Brytanii działa tak, że lokalni poszukiwacze skarbów stają się właścicielami tego co znajdą, a Korona ma jedynie prawo pierwokupu i sporządza dokumentację znaleziska, a czasem jeśli jest ono duże pomaga znalazcy je wydobyć z ziemi. On zaś, jeśli nie odkopał skarbu na swoim terenie musi się podzielić znaleziskiem z właścicielem gruntu. To też jest element polityki imperialnej, która integruje poddanych. Tak to zostało pomyślane. W Polsce jak wiemy jest inaczej, każdy kto wykopie coś z ziemi jest z miejsca przestępcą lub potencjalnym przestępcą, grozi mu areszt, grzywna i konfiskata. Sensem tego prawa nie jest integracja obywateli wokół idei wspólnego dziedzictwa, ale wyodrębnienie spośród tychże obywateli hierarchicznej kasty pośredników zajmujących się obrotem wykopanymi lub ukradzionymi fantami. Jak wszyscy wiemy organizacje hierarchiczne o charakterze lokalnym podlegają – o ile nie służą doktrynie obowiązującej lokalnie lub jakiejś innej niż imperialna doktrynie uniwersalnej – organizacjom imperialnym. W posłuszeństwie utrzymywane są zaś poprzez systemy subsydiów i grantów, a także wtajemniczenia. Imperiom – czego uczy nas przykład prawa dotyczącego skarbów znalezionych w brytyjskiej ziemi – zwisa, gdzie fanty będą się znajdować, byle tylko były pod kontrolą zaufanych ludzi i spoczywały miękko w wyściółce propagandowej, której centralnym i najważniejszym momentem jest tak zwane wspólne dobro. Jeśli coś znajdziesz w ziemi to nie jest to twoje, ale należy do skarbu państwa. Otóż nie, to nie należy do skarbu państwa, bo nasze państwo nie prowadzi żadnej uczciwej polityki wobec swoich obywateli i wobec swojej przeszłości. Muzea zaś, gdzie gromadzone są artefakty to jedynie imperialne magazyny przedmiotów, których obecność świadczyć ma o ciągłości imperialnej tradycji na dużym obszarze. 

Czy już teraz rozumiecie dlaczego z taką zaciekłością islam niszczy zabytki na bliskim wschodzie? Mam nadzieję, że tak. Musimy jednak zdawać sobie sprawę, że to tylko etap. Niszczenie tradycji imperialnej, tradycji zachodu zbudowanej w XVIII i XIX wieku to dopiero początek. Imperia mogą nagle zmienić doktrynę i okaże się, że muzea nie są im do niczego potrzebne, a to co do tej pory uważane było za wartościowe, o ile nie jest wykonane ze złota, trafi na śmietnik, albo na materiał do utwardzania dróg. Już raz to widzieliśmy w innym nieco wymiarze. Im więcej muzeów powstawało na świecie im większe obszary włączano w programy badań wykopaliskowych tym sztuka stawała się coraz bardziej odjechana i nieczytelna. Imperiom nie zależy bowiem na wychowywaniu mistrzów. Wszelkie bowiem przejawy geniuszu muszą być zawłaszczone. Jeśli nie ma mistrza, albo jest on martwy, pojawia się miejsce dla kogoś, kto o martwym mistrzu lub jego braku będzie opowiadał, kto będzie stał na straży tego pustego miejsca po artyście wybitnym. I to zawsze będzie urzędnik imperialny, nazywany czasem kustoszem, a czasem kuratorem wystawy. Tak zwana współczesność zadowala się płytką hucpą, która nie ma nic wspólnego z warsztatową praktyką, albo pośrednictwem. A ta doskonałość i mistrzostwo skąd się brały, spyta ktoś. Z wiary. Kościół nie budował muzeów, ale świątynie, nie kształcił urzędników, ale artystów, nie zmuszał do uczestnictwa w hucpie, ale dawał wolność i stwarzał kanony. A co najważniejsze stworzył rynek sztuki i system edukacji artystycznej. Dziś zaś ludzie stojący na straży przedmiotów, którym odebrano pierwotną funkcję, na polecenie organizacji imperialnych, wypożyczają je prowokatorom medialnym, po to, by ci mogli zdewastować tę i tak już prawie nieważną funkcję. Tak było z pamiętnym sprofanowaniem krucyfiksu w Zamku Ujazdowskim. Ten szmaciarz, zwany artystą, pożyczył sobie legalnie, w majestacie prawa krucyfiks z muzeum, potem się rozebrał i kładł się obok wyobrażenia Chrystusa. To jest coś, co nasze, tak wrażliwe na los pamiątek przeszłości państwo akceptuje w pełni. Jeśli ktoś zaś znajdzie w ziemi guzik od gaci austriackiego żołnierza i zrobi to za pomocą kupionego legalnie detektora jest przestępcą. 

To wszystko jednak jest, jak powiadam, dopiero początek. Kulminacja już nadchodzi i będzie nią burzenie świątyń i palenie zabytków sztuki chrześcijańskiej. Czyli mówiąc wprost niszczenie pamiątek po jedynej organizacji, która potrafiła się przeciwstawić ładowi imperialnemu. Nie łudźcie się bowiem, że imperia zachodu przeciwstawią się tym, reaktywowanym na wschodzie uzbrojone w doktrynę, którą już znacie. To się nie uda, nadchodzi bowiem zmiana imperialnych charyzmatów, muzea już nie będą miały znaczenia, podobnie jak starożytna architektura. Inne sprawy zajmą miejsce centralne w kulcie imperialnym. Głównym zaś wrogiem jednych i drugich będzie jak zwykle Kościół. No i my, ludzie, którzy nie nadajemy się na imperialnych urzędników, my ludzie wolni. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz