whos.amung.us

środa, 12 sierpnia 2015

PRZYSZŁOŚĆ – MIASTO OTWARTE

Autor: ks. Jan Dobrowolski

Czytam „Dziennik pisany nocą” Herlinga-Grudzińskiego. Znalazłem w nim streszczenie książki z lat siedemdziesiątych, „Rzymu bez papieża” Guido Morselliego. Tamte lata miały to do siebie, że wszystko wydawało się możliwe, nawet zmiana stolicy papiestwa. Lata bezpośrednio po drugim soborze watykańskim to był prawdziwy karnawał zmian. W rzymskich bazylikach sprawowano msze o zwycięstwo Vietcongu, a we Francji i w Niemczech całe klasztory bądź to przechodziły na prawosławie, bądź ulegały rozwiązaniu. Nie było trudno to dostrzec, a czasem przybierało to formy wybitnie groteskowe.

Kilka wpisów przed wspomnianym streszczeniem Herling-Grudziński wspomina o księdzu, który na falach jakiejś włoskiej rozgłośni radiowej postulował stworzenie katolickiej pornografii. Wybór Wojtyły w konklawe trochę uspokoił sytuację, zresztą być może w naturalny sposób zmieniało się też wychylenie wahadła nastrojów w całym Kościele. Jednak wszystkie te zmiany stymulowały wyobraźnię. Co by się stało, gdybali pisarze i futurolodzy wszelkiej maści, „teo-futuryści”, gdyby po Pawle VI, który kazał pootwierać wszystkie drzwi i okna na oścież w całym Watykanie, przyszedł taki papież, który wyburzyłby jeszcze ściany? Albo wszystko po prostu sprzedał?

W powieści, którą cytuje Grudziński nie ma co prawda sprzedaży żadnej z  Bazylik. Za to Ojciec Święty ofiaruje całe to dziedzictwo, łącznie z pałacami papieskimi i Castel Gandolfo Organizacji Narodów Zjednoczonych. Akcja powieści dzieje się już po tych zmianach, w fikcyjnym 1999 roku, i obfituje w podobne zdarzenia. Kościół na jej kartach faktycznie jest nie do poznania:

Następcą Pawła VI i Libańczyka obrządku maronickiego Liberiusza I jest Jan XXIV, zakonnik irlandzki zaręczony z Hinduską (celibat zniesiono). Na Stolicę Apostolską obrał sobie miasteczko Zagarolo w odległości trzydziestu kilometrów od Rzymu (…). Watykan „neo-awinioński” rozlokowano tam w biało różowych domkach letniskowych. (…) Ideologią popieraną przez Kościół jest  jakiś tajemniczy „socjalidaryzm”, narkotyki są wolne od zakazu, księży kształci się w sztuce „dialogologii”, tytułem do chwały i dumy stał się konkordat z ZSRR zwany „białą bombą”, a filarem zreformowanej doktryny Instytut Krzewienia Psychoanalizy Katolickiej („musimy nawrócić Antychrysta, ochrzcić Freuda”). Jan XXIV nazywany jest powszechnie Victor Diaboli. 

No, może przesadziłem z tym „nie do poznania”. Zdanie o kształceniu w sztuce „dialogologii” jest jak najbardziej prawdziwe. Warto czytać słynny „Dziennik pisany nocą!”. Dzięki jego autorowi kilka lat po studiach  znalazłem wyraz, streszczający główną ideę większości moich wykładowców i niemal wszystkich wychowawców seminaryjnych – „dialogologia”. Sprowadzenie nauki, czy to teologii, czy historii, do służebnic „Dialogu”, czy też „walki o pokój”, czy w końcu „zacierania istotnych różnic”. Kto jednak nie lubił tej idei, komu wydawała się niebezpieczną dla wiary czy intelektu, ten mógł zostać wysłany na specjalne badania, psychologiczne, rzecz jasna. Stąd morał, że również ta psychoanalityczna inkwizycja, wspomniana na kartach „Rzymu bez papieża” jest tu i ówdzie  aktualna. Reszta, tj. domki letniskowe w pastelowych kolorach, zniesienie celibatu i konkordat z sowietami, nie sprawdziła się zupełnie.

Mnóstwo autorów odmalowywało w opowiadaniach i powieściach dalszy ciąg wielkiego rejsu Łodzi Piotrowej. Dreszczem przejmuje zwycięstwo teologów wyzwolenia i przejęcie przez nich władzy nad religią katolicką, a nawet wszelkimi innymi religiami, przedstawione w genialny sposób w „Katolikach” Moora, „Krótka opowieść o Antychryście” Sołowiowa brzmi czysto i poważnie jak starożytne proroctwo, a „Kantyczka dla Lebovitza” Millera umiejętnie wzrusza. Poza tym, z kilkoma wyjątkami, dominują wizje lewoskrętne, czarno-białe, gdzie czerń symbolizuje rzekomy mrok wiary. Czym w takim razie wyróżnia się „Rzym bez papieża”, skoro wielki umysł, zapisujący w ciepłe, włoskie noce swój dziennik, zechciał mu poświęcić całą stronę? Cóż, według Herlinga-Grudzińskiego nie ma u niego nuty szyderstwa ze świętości, co samo w sobie wydaje się oryginalne. To co dominuje, to „smutek i zmęczenie” – Rzym z Wiecznego Miasta staje się miastem najzwyklej w świecie starym.

Nic dziwnego, że wizja Morselliego zaintrygowała autora „Innego świata”. Wydostawszy się z zimnego piekła Gułagu do włoskich ogrodów, Gustaw Herling-Grudziński doskonale czuł, że zagrożenie, któremu był poddany bezpośrednio, różnymi drogami przesącza się do Europy i niszczy ją od środka. Choroba materializmu,  marksizmu, nihilizmu. Dziś widać jej skutki choćby w nierealistycznym podejściu do Islamu, który razem z homoseksualizmem zagnieździł się w umysłach zachodnich intelektualistów w miejscu, gdzie kiedyś gnieździła się sympatia do wielkiego kraju Lenina i Stalina.

Futurologia bywa odczytywaniem prądów, przenikających współczesny świat, znając ich kierunek, można mniej lub bardziej trafnie przewidzieć przyszłość. Czym różni się to od proroctwa? Cóż, w proroctwie mamy element zaskoczenia – to, co po ludzku nie dało się przewidzieć, coś nieoczywistego nagle ujawnia się i zmienia sam kierunek zmian. Pozostaje nadzieja, że wbrew potężnym, nieuchronnym zdaje się prądom dziejów, stolica Apostołów Piotra i Pawła będzie w stanie naprawdę nas zaskoczyć.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz