whos.amung.us

środa, 5 sierpnia 2015

Pop teologia

Autor: Gabriel Maciejewski (coryllus)

Z ludźmi czyniącymi dobro w zasadzie nie można dyskutować. Mają oni bowiem wykupiony pakiet ubezpieczeń na każdą okazję, a w pakiecie tym znajduje się zawsze totalna akceptacja. Nie można więc – bez narażenia się na ostracyzm – zadać dobroczyńcy pomagającemu głodnym w Afryce pytania, czy nie pomaga czasem koncernom w dystrybucji ich produktów. On bowiem odpowie – a jeśli tak to co, skoro dzięki temu ratuję czyjeś życie? I tyle. Dyskusja się urywa i nie ma o czym gadać. Ludzie czyniący dobro, o ile nie są jawnymi złodziejami, rozbestwionymi urzędnikami, albo zboczeńcami poszukującymi przygód na odległych lądach, są właściwie poza dobrem i złem. Ja się dla własnego bezpieczeństwa do nich nie zbliżam, nie czynię tego także z tego powodu, że mam silne poczucie własnej niedoskonałości i różnych deficytów, których nie potrafię naprawić. Nigdy na przykład nie mogłem zrozumieć ludzi, którzy angażują się w pomoc osobom całkowicie bezradnym i nie czynią tego z zawodowego obowiązku, ale poprzez szczere współczucie i czyste emocje. To pewnie świadczy o mnie jak najgorzej, ale poznałem kilka takich osób i doświadczyłem czegoś zupełnie niezwykłego. Oto w stosunku do ludzi zaradnych, albo tylko zwyczajnych oni zachowywali się wręcz straszliwie. W kilku przypadkach była to nieuczciwość emocjonalna bardzo gruba, a w kilku tanie belferstwo z gatunku „choć pokażę ci jak kochać naprawdę”. Starałem się trzymać od takich ludzi z daleka, ale pewnie powinienem się teraz wyspowiadać ze wszystkich swoich zaniechań związanych z tą postawą. Przemyślę to jeszcze. No, ale idźmy do sedna. Przeczytałem dziś z rana wywiad z Szymonem Hołownią, który założył dwie fundacje i pomaga biednym w Afryce, sponsorując cztery ośrodki misyjne. Nie potrafię rozpoznać organizacji zakonnych obsługujących te ośrodki, ale może Wam się uda. Z tymi zakonami jest bowiem różnie, ja ich nie oceniam, albowiem pozostaję pod urokiem średniowiecznych korporacji zakonnych i ich misji. Wczoraj jednak dowiedziałem się, że afrykańska prowincja karmelitów obejmuje także Belgię, albowiem w Belgii jest tylko trzech zakonników z tego zgromadzenia. To jest upadek wprost dramatyczny i wypada zadać sobie w tym miejscu pytanie czy w takiej sytuacji przejęcie przez jakąś fundację jednego czy drugiego zgromadzenia, szczególnie z tych mało znanych, nie jest czasem metodą, która niepostrzeżenie została zastosowana w branży zwanej dobroczynnością? Ja tego nie wiem, ale wrodzona podejrzliwość każe mi zadać takie pytanie. Już widzę reakcję ludzi. Ty świnio – wołają, znowu zaczynasz! Jak możesz stawiać takie kwestie! Wystarczy, że uratują jedno życie i nic ponadto nie jest ważne. Tak, ja wiem, że wystarczy uratować jedno życie i nic ponadto nie jest ważne. Igor Newerly uratował chyba nawet dwa życia i nic ponadto nie było ważne. Mi chodzi jedynie o dobre rozpoznanie sytuacji, czyli o kwestię kogo reprezentują ci ratownicy. Pan Szymon Hołownia, reprezentuje założone przez siebie fundacje, a jego misja stoi w opozycji do misji księdza Stryczka. Ja tego księdza nie znam, ale ponoć jest to zwolennik wręczania biednym wędki, a nie ryby. Hołownia zaś, występując z pozycji praktyka, mówi, że biedni nie chcą wędek, bo często mieszkają w stepie gdzie nie ma w ogóle wody. Trzeba ich więc nakarmić. Opozycja ta, zważywszy na wspomniane tu realia jest całkowicie fikcyjna i wymyślono ją wyłącznie na potrzeby promocji nowej książki Hołowni, która nosi uwodzicielski tytuł „Jak robić dobrze”. Jest to kokieteryjne i zabawne, nieoczywiste i przewrotne, ale dzięki temu więcej osób przekona się do misji pana Szymona. Takie jest założenie. Być może tak, być może nie, ja się nie przekonałem, bo wiele złego słyszałem o rynku usług dobroczynnych. Rynek ten, jak każdy, podlega zasadzie Kopernika zwanej zasadą Kopernika-Greshama. Nie tylko zły pieniądz wypiera dobry, ale także zła misja wypiera dobrą. Hołownia mówi o ludziach, którzy przyjechali do wioski bez prądu i próbowali uczyć ludzi obsługi Excela. Jest to oczywiście trochę śmieszne i trochę upiorne, ale myślę, że to jest najmniejszy problem tego rynku – faceci od Excela. Tam są rzeczy poważniejsze i straszniejsze, o których Szymon Hołownia nigdy nie powie. No, ale padło pytanie o misje, w wywiadzie padło ono również i przy tej okazji jednym ciągiem wymienione zostały nazwiska Owsiaka, Hołowni i siostry Chmielewskiej. Wszyscy ci ludzie postawieni zostali w jednym szeregu, jako postaci jednoznacznie dobre, których postawa nie da się zakwestionować. Padło też pytanie, czy Hołownia chce zostać świętym, a on ze śmiechem odpowiedział, że nie ma szans. Ta pełna wdzięku postawa zjednuje mu ludzi nie tylko w Polsce, ale także w Afryce.

W pewnym momencie pan dziennikarz stwierdza, że Hołownia jest po prostu jednym z rycerzy papieża Franciszka. No, a pan Szymon, znowu ze śmiechem zaprzecza….Dzięki temu wywiadowi dowiedzieliśmy się jednak, że istnieje taka formacja duchowa jak „rycerze papieża Franciszka” i ona się gdzieś tam ujawnia, a teraz dzięki temu wywiadowi i pośrednio dzięki mojemu blogowi będzie już funkcjonować w przestrzeni publicznej, raz ze znakiem + a raz z tym przeciwnym. Prócz tych rycerzy pada w wywiadzie jeszcze jedno ważne słowo, którego nie znałem – pop teologia. Otóż Hołownia jest autorem książek z dziedziny pop teologii. I to jest moim zdaniem coś znacznie ważniejszego niż cała ta afrykańska dobroczynność. Mamy bowiem, stworzony jednym słowem, segment rynku, do którego można napchać tyle książek i tylu autorów, co do segmentu o nazwie „powieść detektywistyczna”, a może nawet więcej. Póki co segment ten należy wyłącznie do Hołowni, który jest niekwestionowanym królem pop teologii, ale niebawem mogą dołączyć inni. Nie zdziwię się jeśli będzie wśród nich Michał Witkowski, kiedy przyjdzie mu do głowy napisać coś o Panu Bogu. Pop teologia, jeśli ją sprzęgnąć z pop polityką i innymi popami, będzie po prostu potęgą, będzie jak koło sterowe liniowca, który płynie pewnie i bez wahań przez burze po huczącym oceanie. Jeśli ktoś czegoś nie będzie rozumiał wręczy mu się jakąś publikację z dziedziny pop teologii i gotowe. Nie wiem czy pamiętacie czasy kiedy na rynku książki święciła triumfy publikacja pod tytułem „Siedem nawyków skutecznego działania”? Ja pamiętam, sprzedawałem wtedy książki pewnego wydawnictwa. To był prawdziwy szał, przez całe lata sprzedaż tej książki utrzymywała się na stałym, bardzo wysokim poziomie. Był to gwóźdź programu zatytułowanego „dajcie mu wędkę, a nie rybę”, był to zbiór zaklęć z którego do dziś czerpią wszyscy szamani działań nieskutecznych i pozorowanych zwani coachami. No, ale teraz karta się odwraca, bo zmienił się target sprzedażowy. Już nie wędka, ale ryba. Dlaczego? Moim zdaniem Szymon Hołownia jest misjonarzem, świętym nie będzie, rycerzem też nie, ale misjonarzem jest na pewno. Jego misja nie polega na tym, co on sam deklaruje w tym wywiadzie. Nie jest pan Szymon dostawcą paliwa do samochodu dobroczynności, którym jeżdżą zakonnice po Rwandzie. Jego misja jest inna i w tym wywiadzie wyrażono ją wprost. Szymon Hołownia posłany został do korporacyjnych szczurów by im powiedzieć – nie kitrajcie swoich kapitałów w skarpecie, bo to nic nie da. W PE przepchnęli ustawę, że jak banki będą chciały zrabować konta klientów w strefie euro, to zrabują i już. Jak przyjdzie zaś kataklizm to żaden z was miśki się nie uratuje, bo bilety na prom do bezpiecznego sektora, będą dla was za drogie. A zresztą i tak nie mielibyście szans, bo to nie o was chodzi. Nie kitrajcie więc kasy – powiada Szymon – musicie ją uruchomić i wpuścić w obieg. I pod żadnym pozorem nie kupujcie złota. Najlepiej byście wszyscy klikali w strony pomocowe i czasem coś wpłacili. Nic więcej nie musicie robić.

Na koniec tego wywiadu jest zapowiedź kolejnej części rozmowy. I tam napisali, że realista Hołownia opowiadał będzie o tym, że w XXII wieku Afryka będzie najważniejszym kontynentem świata. Ja już mam tyle lat i od tak dawna czytam gazety, że pamiętam takich co pisali, że wiek XXI będzie wiekiem Afryki. Teraz daty się przesuwają. W tej drugiej części opowie nam pan Szymon także o tym, czy będzie kandydował wraz z Robertem Biedroniem na stanowisko prezydenta Polski, za kilka kadencji. Ja myślę, że będzie, ale on to pewnie znów skwituje śmiechem. Oto link do całości wywiadu


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz