whos.amung.us

sobota, 11 lipca 2015

Trzy głosy o przemocy. Anioł szybszy od ostrza (część 3).

Zachęcam gorąco do lektury ostatniej części rozważań Księdza Jana Dobrowolskiego na temat przemocy i jej odzwierciedlenia na kartach Biblii. Temat niełatwy, ale warto pochylić się nad tym tekstem no a już na pewno warto poznać puentę tych na-trzy-dzielonych myśli, którymi uraczył autora inny kapłan, znacznie bardziej od niego doświadczony. Zapraszam.

Autor: ks. Jan Dobrowolski

„Niezliczone pokolenia znają na pamięć słowo w słowo historię Abrahama, ale iluż ludziom nie dała ona spać? Opowieść o Abrahamie ma tę niezwykłą właściwość, że zawsze jest wspaniała, chociaż byśmy ją rozumieli w sposób ubogi”  - tak o ofierze Izaaka mówi Soren Kierkegaard, widząc w niej najważniejsza opowieść Starego Testamentu i klucz do Ewangelii. Słusznie pyta o ludzi, którym spędziła ona sen z powiek. Są tacy.
Jeden raz w życiu poprowadziłem katechezę dla dorosłych katolików na temat tego fragmentu Księgi Rodzaju, gdy Abraham przeżywa największą próbę swojej wiary. Dotąd pamiętam skupioną powagę i przejecie się słowem. ludzie nie tyle słuchali mojego wywodu i tłumaczenia, ile zasłuchani byli w samą Biblię. Nóż wzniesiony na chłopcem ogniskował uwagę tak bardzo, że w późniejszej dyskusji nikt nie zatrzymał się na fakcie, że przecież nie został on użyty. Anioł pozostawał jakby niewidzialny, inaczej niż ten właśnie nóż w dłoni Abrahama. Dramat wiary, tak przemawiający do wierzących w Boga…
Chwali się Abrahama, ale jak? Całej sprawie nadaje się całkiem pospolity wyraz: „Największe było to, że tak kochał Boga, iż chciał mu ofiarować, co miał najlepszego”.
Duński filozof skupił się na wewnętrznych dylematach Abrahama, daleko odchodząc, według mnie, od istoty biblijnej opowieści. Warto, by przed chwaleniem wiary Abrahama dostrzec i pochwalić Tego, o którym tekst ten najwięcej mówi. Podobny zachwyt i grozę wobec postawy Abrahama, jak u duńskiego filozofa, znajdujemy u Ojców Kościoła. W dodatku, ich głosy są bliższe istocie wiary, wolne od herezji. Zwłaszcza wrażenie robi św. Jan, biskup cesarskiego Konstantynopola, gdy oddaje głos sługom Abrahama, których ten jednak nie zabrał z sobą w najtrudniejszą drogę swego życia. Co by mu radzili?
Straszna tragedia! Trzeba jej zapobiec! Nasz pan postradał zmysły, nie poznaje swego syna, sądzi, że trzyma w dłoniach żertwę ofiarną, cielę lub owcę. (…) odbierzmy mu sztylet, powstrzymajmy prawicę! (…) Ocknij się, panie! Trzymasz w swych dłoniach ukochanego syna, który narodził się z niepłodnej matki, późny dar Boży, owoc gościny (…). Izaaku, przemów do swego ojca, by po głosie rozpoznał syna. To nie jest, panie, żertwa ofiarna, lecz ten, za którego liczne żertwy i modlitwy należy zanieść do Boga, by pozwolił mu osiągnąć wiek męski, by obdarzył go małżonką (…). Pragnąłeś ujrzeć dojrzałe jego owoce i nimi się radować, jak radowałeś się Izaakiem, gdy był niemowlęciem. Cóż za straszna tragedia, którą dziś szykowałeś! Zamiast wieńca zgotowałeś mu więzy, zamiast żony – nóż. Rozpaliłeś ogień, lecz nie ten, który rozświetla orszak ślubny(…).
Ten wywód jest bardzo długi. To tylko fragmenty. Trzeba sobie wyobrazić najlepszego mówcę spośród pasterzy tamtych wieków, jak nadaje im żar i moc, jak podnosi wszystkie możliwe wątpliwości, potrąca struny uczuć i rozumu. Nie było go łatwo słuchać w tamten dzień…
Jak odtąd mamy cię nazywać – pytają dalej słudzy Abrahama – Kapłanem z powodu ofiary, czy dzieciobójcą z powodu syna? (…) Zawsze modliliśmy się, by nie cierpieć tak, jak dziś cierpimy z powodu tej ofiary. Ten czyn jest straszniejszy od wojny!
Straszniejszy od wojny! W oczach sług Abraham jest skończony, on i jego modlitwa, jego wiara…
Wytnij również owe gościnne dęby, spal namiot pełen dobroci, jak spaliłeś swego syna. Żaden wędrowiec nie ośmieli się wstąpić w twoje progi, ogarnięty obawami, skoro swego syna nie oszczędziłeś(…). 
Oczywiście, gościem Abrahama był Bóg. Niektórzy żydowscy komentatorzy widzą w podniesionym nad Izaakiem nożu narzędzie mordu pierworodnych w Egipcie, blaski płomieni trawiących niszczoną Świątynię, spustoszoną winnicę Izraela, a gdyby opadł – gotowi są stwierdzić, że w nicość zatapia się całe stworzenie… Nóż jednak nie opadł. Dodam tylko dla porządku, że słudzy, pełni moralnego oburzenia na koniec swojej tyrady sensownie postawią przed oczami Abrahamowi, że przebije swym czynem zbrodnię Kaina i za mało będzie wód na odpowiedni potem potop. A ofiary z dzieci przyjmują tylko złe demony. Natomiast wiecie, co na koniec mówi ten stary, święty Grek, Chryzostom? Pyta:
Czy praojciec wypełniłby nakaz Pana, gdyby słudzy wyrzekli te bezrozumne słowa(…)? 
Św. Jan zachwyca się gotowością Patriarchy i faktem, ze w swoim sercu dopełnił ofiary. Słowa sług, pełne wszelkiego ludzkiego uczucia i moralności, nazywa bezrozumnymi, jak zobaczymy potem, nad wyraz przesadnie. Rozum bowiem, obecny w ich słowach, zrozumienie, nie pochodzi od byle kogo. Co najważniejsze, autor rozważanego przez nas kazania zgadza się, że najważniejszym momentem jest jednak powstrzymująca dłoń Anioła, a w zasadzie, samego Boga. Nazywa go momentem Prawdy. Pisarze chrześcijańscy pierwszych wieków są zgodni, tak zresztą, jak autor Listu do Hebrajczyków, że Izaak jest zapowiedzią Chrystusa. Syn niosący drewno na górę, u boku Ojca, by złożona została najważniejsza Ofiara. Podobieństwa są oczywiste. Wiadomo, kogo zapowiada wskazany przez anioła cielec zaplątany w zaroślach góry Moria. Wspaniale wykłada nam to Meliton z Sardes w swojej homilii na Wielkanoc:
Jest bowiem tajemnica Pana i stara, i nowa, stara przez zapowiedź, nowa przez łaskę. A jeśli spojrzysz na tę zapowiedź, ujrzysz prawdę przez jej spełnie­nie. Jeśli więc chcesz oglądać tajemnicę Pana, patrz na Abla, który został podobnie zabity, na Izaaka, który został podobnie związany, na Józefa, który został podobnie sprzedany, na Mojżesza, który został podobnie porzucony, na Dawida, który był podobnie prześladowany, na proroków, którzy podobnie ze względu na Chrystusa cierpieli. Patrz również na baranka złożonego na ofiarę w Egipcie, na Tego, który uderzył Egipt, a przez krew zbawił Izraela. Co więcej, również i głosy proroków zapowiadały tajemnicę Pana. (…) Jeremiasz: „Ja jak baranek bez winy, którego prowadzą na zabicie. Powzięli przeciw mnie zgubne plany mówiąc: Dalej, wrzućmy drzewo w chleb jego i zgładźmy go z ziemie żyjących, a jego imienia nikt już nie wspomni”. I Izajasz: „Jak baranek był na rzeź prowadzony, jak owca niema wobec tego, kto ją strzyże, nie otworzył ust swoich. Kto rodzaj jego wypowie?” 
Nie da się ukryć, że ofiara Abrahama została tu zestawiona z czynami ludzi złych, prześladujących Bożych wybrańców, bez dodatkowego komentarza. Związanie Izaaka jest przedstawione po prostu jako akt przemocy, mówiący coś o Męce Zbawiciela. Działa to zresztą w obie strony. Również ta Męka ma coś do powiedzenia o tym akcie, jak i o każdym innym. Sięgnijmy jeszcze do proroków: Jeremiasz, trzydziesty drugi rozdział, trzydziesty piaty werset, gdy Bóg wyrzuca potomkom Abrahama ich złe czyny, najgorsze z możliwych:
I zbudowali wyżyny Baala w dolinie Ben-Hinnom, by ofiarować swych synów i swoje córki ku czci Molocha. Nie poleciłem im tego ani Mi na myśl nie przyszło, by można czynić coś tak odrażającego(…). 
Moi dorośli słuchacze, gdy powiedziałem im, ze najważniejsze jest to, ze Izaak żyje, co więcej, że Bóg nigdy nie miał na myśli zarżnięcia go przez Abrahama na ołtarzu, byli zdumieni. A jednak tak właśnie jest; ta opowieść mówi coś bardzo ważnego o Bogu Abrahama, stanowi jego Objawienie. To nasza optyka każe odbierać słowa Anioła, że oto Bóg poznał, iż Abraham się Go boi, ponieważ nie odmówił Mu nawet swojego jedynego syna, jako ściśle powiązane z podniesionym nożem i związanym dzieckiem. Bóg uczy, że nie jest to konieczne. Ofiara Abrahama ma być duchowa i żywa, jak to jasno okazało się w Nowym Testamencie:
A zatem proszę was, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście dali ciała swoje na ofiarę żywą, świętą, Bogu przyjemną, jako wyraz waszej rozumnej służby Bożej. Nie bierzcie więc wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu, abyście umieli rozpoznać, jaka jest wola Boża: co jest dobre, co Bogu przyjemne i co doskonałe.
Tak uczy św. Paweł. Wzór tego świata! Cóż, archeolodzy znajdują tu i tam w Ziemi Świętej zwęglone szczątki ludzkie, które mówią wiele, co to był za wzór w czasach Patriarchów. Bóg jednak leczył ludzi z fascynacji cierpieniem i przemocą… Służba Boża ma być rozumna! Przypomina to z kolei wykład naszego papieża Benedykta z Ratyzbony. Pamiętacie „polemikę” adresatów tego wykładu, czcicieli „samotnego boga”? Popalone samochody, wybite szyby w ambasadach, krew chrześcijan na bruku (myślę zresztą, że nie spodobałby się także Kierkegaardowi). Warto posłuchać choć fragmentu, ten tekst i dziś ma wiele do powiedzenia także nam. Mówi o rozmowie chrześcijańskiego cesarza i islamskiego myśliciela. Oczywiście, mówili o naturze Boga, przemocy i wierze:
W siódmej rozmowie (…) cesarz dotyka tematu dżihadu (…) zwraca się do swego rozmówcy dość szorstko, zadając kluczowe pytanie na temat ogólnej relacji między religią a przemocą, w następujących słowach: „Pokaż mi, co przyniósł Mahomet, co byłoby nowe, a odkryjesz tylko rzeczy złe i nieludzkie, takie jak jego nakaz zaprowadzania mieczem wiary, którą głosił”. Cesarz kontynuuje, tłumacząc szczegółowo powody, dla których rozpowszechnianie wiary przemocą jest czymś nierozumnym. Przemoc jest niezgodna z naturą Boga i naturą duszy. „Bóg nie cieszy się z krwi, a nierozumne postępowanie jest sprzeczne z Bożą naturą. Wiara rodzi się z duszy, nie z ciała. Ktokolwiek miałby doprowadzić drugiego do wiary, potrzebuje zdolności dobrego przemawiania i właściwego rozumowania, bez przemocy i gróźb… Aby przekonać rozumną duszę, nie potrzeba silnego ramienia ani żadnej broni, ani żadnych innych sposobów grożenia danej osobie śmiercią…” Decydującym stwierdzeniem w tej argumentacji przeciwko nawracaniu przemocą jest to, że niedziałanie zgodnie z rozumem jest czymś sprzecznym z naturą Bożą (…) dla cesarza, bizantyjczyka ukształtowanego przez filozofię grecką, to stwierdzenie jest oczywiste samo w sobie. Ale dla nauczania muzułmańskiego, Bóg jest całkowicie transcendentny. Jego wola nie jest związana żadnymi naszymi kategoriami, nawet kategorią racjonalności. (…) Gdyby taka była wola Boża, to możliwe, że musielibyśmy nawet praktykować bałwochwalstwo.
Warto dodać na marginesie tego genialnego tekstu, a po myśli naszych rozważań, że w Koranie opowieść o ofierze Abrahama różni się od biblijnej istotnym szczegółem. Ma tam miejsce szczera rozmowa i syn rozumie, czego wymaga od niego ojciec. Zgłasza się z radością na ochotnika. Nie ma tam miejsca na samotny dramat Abrahama, na więzy i rękę zastygłą z nożem. Nie mogę powstrzymać się od myśli, ze w momencie, gdy piszę te słowa toczą się wśród wyznawców Allaha podobnie „szczere” rozmowy. Człowiek ginie jeszcze zanim wybuchną laski dynamitu, którymi się obłoży, a prawdziwa wiara – wcale nie zostaje ocalona. Nie wystarczy bowiem mieć mocnego przekonania w sercu; prawdziwa wiara jest zgodna z rozumem; prawdziwa właśnie.
Cała ta opowieść ma zakończenie w sercu Ewangelii – pomyślmy o opisach Męki. Jak często spotykam ludzi, którzy zdają się sądzić, że to ręka Boga Ojca zabiła na Golgocie Pana Jezusa. Mieszanka cierpienia, przemocy i wiary ma w sobie coś hipnotyzującego, złowrogiego i pogańskiego. Były w dziejach mroczne dni, gdy uderzała ludziom do głów. Otóż nie jest to Boża mieszanka; nie Bóg zgromadził tych ludzi, którzy zabili Chrystusa. Jezus, którego Izaak zapowiada, uświadamia to swoim przeciwnikom na kartach Ewangelii wg św. Jana:
Wiem, że jesteście potomstwem Abrahama, ale wy usiłujecie Mnie zabić, bo nie przyjmujecie mojej nauki. Głoszę to, co widziałem u mego Ojca, wy czynicie to, coście słyszeli od waszego ojca». W odpowiedzi rzekli do Niego: «Ojcem naszym jest Abraham». Rzekł do nich Jezus: «Gdybyście byli dziećmi Abrahama, to byście pełnili czyny Abrahama. Teraz usiłujecie Mnie zabić, człowieka, który wam powiedział prawdę usłyszaną u Boga. Tego Abraham nie czynił. Wy pełnicie czyny ojca waszego». 
Ani Bóg, ani Abraham nie są mordercami, mówiąc wprost; kto inny zalicza się do tej grupy. Ofiara Syna Bożego jest krwawa przez nasze grzechy, nie przez jakąś złość czy bezrozumną zemstę Stwórcy, którego zranioną ambicję może ugasić tylko krew jego własnego Dziecka. Nie. Bóg ponosi ją sam, w Swoim Sercu, nie zrzuca na nas żadnej przemocy. Na koniec trzy obrazki z duszpasterstwa; ludzie ze wspomnianej katechezy wyszli nieco zakłopotani, wracali potem często do tego tematu, ale byłem zadowolony z ziarna „wątpliwości”, które zasiałem. Temat wszak poważny – w Kogo wierzymy? Jaki On jest? Drugi przykład znam z opowieści przyjaciół: podczas uroczystej Wigilii Paschalnej w pewnej „kreatywnej liturgicznie” wspólnocie dzieci mogły zadawać dorosłym pytania na temat czytań, które usłyszały. Tak, było wśród nich to o ofierze Izaaka. Tak, nietrudno zgadnąć, prawda? Dwunastoletnia dziewczynka zapytała ojca, co by zrobił, gdyby był na miejscu Abrahama, a ona leżała związana na ołtarzu. Zapadła cisza, podobna pewnie nieco do tej na górze Moria, w tamten pamiętny dzień. Nie wiem, czy biedny tata rozważył całą rzecz tak, jak ja tu próbowałem, ale odpowiedział w sposób, który może był nieco rozczarowujący dla „nadgorliwych”, ale zdaje się że spodobał się zarówno dziewczynce, jak i Panu Bogu. Trzeci zaś przykład to wypowiedź jednego księdza, z którym kiedyś o całej tej opowieści rozprawiałem. Zażartował, ale mądrze:
Wiesz, niejeden „pobożny” by się pośpieszył. A Ojciec nasz Abraham trzymał nóż w górze wystarczająco długo, by anioł zdążył!
Za co dzięki niech będą Bogu, Abrahamowi i Jego dzieciom!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz