whos.amung.us

wtorek, 14 lipca 2015

O naszym egoiźmie, chamstwie też naszym i trochę o zwykłych durniach

Autor: Integrator

Może nie powinienem pisać tego co tu zaraz znajdziecie ale wierzcie, i tak nazbyt długo zwlekałem. A nie powinienem ruszać tego tematu przede wszystkim dlatego, bo zdaję sobie dobrze sprawę z faktu, że gdy pisze się dobrze o własnym narodzie jest się przez współbraci kochanym i pod niebo wychwalanym. Lecz gdy tylko uderzy się w niemiłą uchu nutę krytyki zaraz spada na człowieka grom z jasnego nieba. Wszelako nie powstrzyma mnie to przed smutnym stwierdzeniem, że jako społeczeństwo chamiejemy i to na potęgę. Proszę, oto tylko nieliczne przykłady naszej słabej i wciąż słabnącej kondycji kulturowej.

Ostatni weekend spędziłem nad morzem. Żeby nie krążyć slalomem pośród masy smażących się na słońcu ciał, wszak do tego sprowadza się w tych dniach spacer po sopockiej części wybrzeża, wybrałem wyspę Sobieszewo. Droga nad morze wiedzie tu asfaltem przez las. Jest to zaledwie kilometrowy odcinek, acz ci którzy szukają miejsca ustronnego muszą przejść drugie tyle do jednej z pobocznych bram, drogą wyłożoną betonowymi płytami. Wybrałem ten wariant właśnie i ale by jeszcze bardziej umilić sobie drogę, szedłem wydeptaną ścieżką lasem. Tu ma swój pierwszy akt to chamstwo, które składa się na smutny obraz poziomu naszej zbiorowej kultury.

Całą tą bowiem leśną drogę do bramy numer 15 znaczyły mi porzucone puszki po piwie i plastikowe butelki. Jedne rzucone od tak jak popadło, inne nabite bądź pozawijane wokół gałązek młodych drzewek. Nawet na plaży jakiś imbecyl wymyślił, że dobrze będzie użyć butelki po piwie do wystawienia jednej z wież piaskowego zamku. W tym miejscu, abstrahując od samego śmiecenia, zacząłem poważnie się martwić, czy aby kampanie piwowarskie nie wymodelowały nam nowego styl spędzania czasu, który polega na robieniu wszystkiego z puszką czy butelką w ręku. Bo proszę zwrócić uwagę, gdy będziecie Państwo sami nad morzem, jak wiele osób pije piwo na plaży. I nie chodzi już nawet o to, że oni łamią prawo, ani o to czy piwo powinniśmy pić częściej czy na przykład colę, ale o to że z całej gamy dostępnych napojów co raz częściej wybieramy alkohol. Bo tak jest cool, bo z puszką w ręku jesteśmy luzacy, tak? Nie wiem jaki mechanizm uruchomiono, ale na pewno uruchomiono i ta głupia moda staje się niebezpiecznie powszechna. Jakby na zawołanie, pochłonięty tymi myślami, wchodząc raz kolejny na plażę natknąłem się na młodego człowieka kontemplującego zachód słońca w towarzystwie aluminiowej puszki. Jak moim Czytelnicy wiedza, ja już raz wobec aktu publicznego spożywania alkoholu zaprotestowałem, to było w pociągu Intercity, skoro jednak pan konduktor - funkcjonariusz państwowy - nie zareagował poprawnie, mijam teraz takie obrazki bez najmniejszego wzruszenia. Cóż pewnie jak większość z nas. Za głowę więc już tylko się złapałem gdy wracając tą samą drogą w miejscu gdzie siedział ów młodzieniec znalazłem tylko tą puszkę. Cóż za durniem trzeba być, niepojęte, by siedząc zaledwie pięć metrów od kosza na śmieci wstać i jak nigdy nic zostawić po sobie taką pamiątką? To jest pole do popisu dla psychologów, tudzież dla socjologów choć oni to zachowanie na pewno już opisali i znaleźli dobre a przede wszystkim bardziej stonowane wytłumaczenie. Dla mnie człowieka myślącego w kategoriach dobro-zło, piękno-brzydota to jest zwykłe chamstwo przez które w ten słoneczny dzień postanowiłem zasiąść i wyżalić się przed komputerem. I żeby nie było, że ja się czepiam - w końcu to mógł być tylko incydent - wiedzcie, że w drodze powrotnej wygrzebawszy z plecaka biedronkową reklamówkę napełniłem ją po brzeg podobnymi pamiątkami, które porzucili w drodze na plażę moi rodacy.

Tym to sposobem zacząłem zastanawiać się nad kondycją kultury naszego społeczeństwa a wygrzebane z pamięci kolejne przykłady zwykłego chamstwa wprawiły mnie w nader smutny nastrój.

Proszę oto inna scena. Mam psa i jak każdy właściciel czworonoga zmuszony jestem co najmniej dwa razy dziennie wyjść z nim na spacer. W Warszawie niewiele jest miejsc poza parkami gdzie można uciec przed ludźmi i emitowanym przez nich hałasem, ale ja znalazłem miejsce dość ustronne, bardzo zielone gdzie przy odpowiedniej determinacji można odnieść wrażenie, że jest się poza miastem. To jest miejsce rzadko odwiedzane wszelako nie bezludne więc od czasu do czasu trafiam tam na innych ludzi, głównie właścicieli psów. Ostatnio jednak trafiłem również na grupkę osób z których dwie osoby grały w badmintona, reszta odrzucała sobie kolejno plastikowy dysk, a wszystko w atmosferze naprawdę wesołej zabawy. Miło, pomyślałem, bo przecież takie obrazki zdarzają się nieco dzień. Wracając ze spaceru w drodze powrotnej minąłem ich raz jeszcze, szło już powoli ku zachodowi, ale oni dalej bawili się pysznie co wprawiło w bardzo przyjemny nastrój. Proszę więc sobie wyobrazić moje zdumienie gdy na drugi dzień pies mój a potem ja odkryliśmy w miejscu wczorajszej zabawy szesnaście puszek i pięć butelek po piwie. I tu kogoś poniosła fantazja, jak tego osła który w nadmorskim lesie ponatykał puszki na czubki młodych drzewek, bo butelki zetknięto ustnikami tak, że tworzyły wcale równy kwiatuszek. Puszki zaś ustawiono idealnie jedna obok drugiej niczym sardynki w puszcze. Cóż. Tak z wyglądu to byli normalni ludzie, część z nich z rana wybrała się zapewne w garniturach do pracy. Były w tym gronie także kobiety co najbardziej smuci. Nie było to zatem posiedzenie osiedlowych żuli, a ludzi którzy na co dzień idąc ulicami naszych miast, wrzucają śmieci do koszy, a gdy ich piesek zrobi kupkę zbierają ją teatralnie i bardzo sumiennie do woreczka. Po czym gdy tylko przestają czuć na sobie dyscyplinujący wzrok przechodniów, a kara z śmiecenie staje się bardzo wirtualna zaczynają zachowywać się niczym zwykłe świnie. Przepraszam ale trudno mi dla takich aktów chamstwa silić się jeszcze na odpowiednie słowa.

Inna sceneria, inny przypadek – komunikacja miejska. Jak idzie o prowadzenie rozmów telefonicznych w autobusach staram się takowych nie prowadzić by nie przeszkadzać współpasażerom. Inna rzecz, że nie czuję też potrzeby dzielenia się swoimi sprawami z każdym kto kupił bilet na ten sam przejazd. No ale wiadomo jak z tym jest, czasami trzeba odebrać, w takich przypadkach rozmowa trwa krótko, zawsze stłumionym głosem, a gdy tylko mogę dłonią zasłaniam usta. To ja. A reszta Warszawy zdaje się, że ma na odwrót i drze się do słuchawki jakby się wychowała w lesie. Parę razy bardzo delikatnie zwracałem uwagę takim rozmówcom by zawiłości swych stosunków rodzinnych czy relacji uczuciowych tłumaczyła osobie pod drugiej stronie słuchawki ciut ciszej ale zawsze kończyło się tak samo. Po chwili rozmówca znów wracał do poprzedniego tonu i niebyło innej rady jak cierpliwie czekać właściwego przystanku. Nie spotkałem się też z przypadkiem by kto inny jeszcze z pasażerów poza mną zwrócił w takiej sytuacji gadule uwagę. „Róbta co chce ta”, to zawezwanie z wczesnego okresu naszej demokracji odcisnęło jednak piętno na kulturze osobistej tego pokolenia. No i robią co chcą a reszta próbuje się dostosować. Ostatnio, przyznam, że z zainteresowaniem przyglądałem się scenie jak dwóch nastolatków włączyło sobie na głos transmisję z meczu i dość siarczyście komentując to co mieli na ekranie smartfona oddali się temu zajęciu bez reszty. To było co prawda na drugim końcu autobusu, ale ja i tak dobrze słyszałem co się dzieje na ich małym ekranie. Jak reagowali najbliżej siedzący pasażerowie którym pewnie bębenki w uszach pękały? Wszyscy jak jeden mąż poodwracali głowy w kierunku szyb odlatując myślami jak najdalej od tych chłopców i ich hałaśliwej zabawki.

Na szczycie stosu zanotowanych w pamięci przypadków naszego chamstwa umieszczam jednak scenę z salonu z płytkami gdzie trafiłem przy okazji remontu jaki pustoszy moje mieszkanie od zbyt już długiego czasu. Jakiś wycelowany dureń, i to dureń do kwadratu, paląc papierosa obsługiwał kobietę w ciąży. Stał przy ekspozycji, zaciągał się papierosem będąc całkiem ślepym na fakt, że ta bieda i najwyraźniej bardzo zdeterminowana kobieta sugestywnie odsuwała się od niego ilekroć ten za bardzo się do niej zbliżył. Zwróciłem durniowi uwagę, ale z durniami już tak jest, że oni nie są w stanie czegokolwiek zrozumieć, a już na pewno nie od ręki, więc tylko na chwilę przestał gadać, po czym zaciągnął się bardzo powoli raz jeszcze i wrzucił peta do stojącej obok umywali. Durniów ci u nas niestety dostatek na dowód czego przytoczę inny przykład z papierosem w tle. Przypadek ten jest znacznie częściej spotykany więc być może stracę przez to paru Czytelników. A może pójdą po rozum do głowy?

O co chodzi? O palenie w towarzystwie dzieci. Pisałem tu kiedyś o pielęgniarce pracującej w przychodni w której wykonuje się badania prenatalne. Pani ta zabiła mnie stwierdzeniem, że ona z obowiązku musi przypominać matkom-palaczkom, że palenie szkodzi zdrowiu dziecka. Okazuje się, że większość tych matek ma to jej gadanie gdzieś i wszystko na co je stać to jedynie ograniczenie ilość wypalanych papierosów, bo o ich odstawieniu nie ma nawet mowy. Trochę już widziałem i trochę słyszałem ale to było coś absolutnie wyjątkowego. Nie do końca chciałem w to wierzyć ale podczas jednego ze spacerów ze smutkiem stwierdziłem, że chyba jednak egoizm i nałóg są w stanie pokonać coś co wydawało mi się do tej pory rzeczą absolutnie niezwyciężoną – instynkt macierzyński. Niestety i ten mit upadł. W zaledwie w pół godziny spaceru zieleniakiem okalającym osiedlowy plac zabaw minęło mnie, specjalnie liczyłem, osiem matek z papierosem w ręku. W jednym papieros w drugim dziecko albo poręcz pchanego przed sobą wózka. Przerażający obraz, prawda? Nie mniej jednak gorszy niż ten jaki możemy spotkać pod każdym niemal ogródkiem restauracyjnym. Szukając ucieczki przed lejącym się z nieba ukropem, schroniłem się pod jednym z nich, zamówiłem duży napój z lodem i zanim kelner wrócił poczułem charakterystyczny zapach dymu tytoniowego. To jest miejsce wydzielone w którym można palić, i palacze z tego prawa korzystają, szkoda tylko że robią to w sposób tak bardzo samolubny i tak nieodpowiedzialny. Odwróciłem się by namierzyć źródło dymu i moim oczom ukazała się scena jak z horroru. Dwie panie kopciły pety a cały dym, w największym stężeniu leciał z wiatrem do stolika obok przy którym zasiadła pięcioosobowa rodzina gdzie najstarsze dziecko mogło mieć najwyżej dziesięć lat. Innym razem, bo z pewnym wyczuleniem zacząłem pod tym kątem postrzegać palenie w ogródkach, trafiło się, że dym niesiony wiatrem dokładnie okurzał kobietę w cięży która szukając ucieczki przed ukropem i chcąc ulżyć nogom znalazła pod parasolem schronienie. Powiecie, że to nie jest chamstwo tylko bezmyślność, ale dla mnie to jedno i to sami. Głupot zawsze idzie w parze z chamstwem. Tak jedno jaki drugie nie pozwala też dostrzegać innych ludzi, szczególnie tych słabszych.

Przykładów naszego schamienia i nieliczenia się z innymi można podać tu jeszcze wiele. Jeśli komu podane przykłady nie wystarczą może sprawdzić na parkingu pod blokiem z jaką nonszalancją część z nas parkuje samochody. Pod skosem, w dużych odległościach od innych aut, przez co od razu blokują dwa miejsca. Nie widzicie i tego? Może zatem warto zastanowić się czy aby nie o Was jest ten tekst?

Pojawił się nowy Czytelnik tym razem z Austrii. Jeden, słownie jeden ale zagląda regularnie. Witam pioniera i zapraszam resztę Polonii z tego pięknego kraju na strony Tygodnika Solidarni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz