whos.amung.us

środa, 10 czerwca 2015

O Wietrze, co wieje tam gdzie chce, i o nas, co stoimy osłupiali

Autor: Krzysztof Osiejuk (toyah)

Kiedy w lutym jeszcze chyba, podczas zawodów narciarskich w Rabce Zdroju, wówczas jeszcze kandydat w wyborach prezydenckich, Andrzej Duda pospieszył z pomocą swojemu koledze, który w wyniku wypadku odniósł dość poważną kontuzję, wielu komentatorów szydziło z Dudy, że wziął udział w szytej bardzo grubymi nićmi „ustawce”. Oczywiście, owe szyderstwa były dokładnie tak samo głupie, jak ich autorzy, no bo naprawdę trudno było sobie wyobrazić, czy to sytuację, że tego typu wypadek został wcześniej zaaranżowany, czy nawet to, że w momencie gdy kolega Dudy się nieszczęśliwie przewrócił, jego sztab natychmiast zorganizował akcję pod tytułem „Andrzej Duda ratuje rannego na stoku”. No ale, jak pamiętamy, tak właśnie było. Kolega Dudy miał wypadek, Duda mu ruszył z pomocą, a wokół rozległ się szyderczy śmiech.

Wczoraj w Warszawie, jak już pewnie wszyscy wiemy, podczas Mszy Świętej odprawianej z okazji Święta Dziękczynienia wiatr porwał Hostię z ołtarza, poniósł ją w kierunku siedzącego w pierwszym rzędzie Andrzeja Dudy, ten ją złapał i z należną czułością odniósł kardynałowi Nyczowi, który nabożeństwu przewodniczył. Być może są gdzieś dokładne nagrania ze zdarzenia, na których widać, i jak to się wszystko zaczęło, ale też moment, gdy Duda oddaje Hostię Nyczowi, to jednak co pokazują media, to tylko moment, gdy Duda rzuca się w kierunku frunącej Hostii, bierze Ją w dłonie i ruszą z Nią w stronę ołtarza, a więc my znamy tylko ten obraz. To mi jednak wystarczy, bym mógł podzielić się paroma refleksjami, jedną trochę w tonie żartobliwym, drugą natomiast już naprawdę poważną. Otóż owo zdarzenie pozwoliło nam zobaczyć bardzo istotną różnicę między Bronisławem Komorowskim, a Andrzejem Dudą, która w tym wypadku sprowadza się do tego, że Andrzej Duda podczas Mszy Świętej nie dość że nie śpi, to jeszcze zachowuje właściwą uwagę. Wszyscy znamy słynne już dziś zdjęcie pary prezydenckiej, gdy oboje podczas nabożeństwa śpią jak para hipopotamów i to tak mocno, że chyba dla nikogo z nas nie ulega wątpliwości, że oni pewnie by tej Hostii nie zauważyli nawet, gdyby poleciała prosto na nich i przylepiła się któremuś z nich do czoła.

A więc to była część rozrywkowa. Czas na sprawy poważne. Otóż tym razem mamy do czynienia z oczywistym znakiem, i to w każdym możliwym wymiarze. Znakiem tak mocnym, że już nawet nie chodzi o to, że nikomu nawet do głowy nie przyjdzie, by twierdzić, że doszło do „ustawki” między Kościołem, Dudą, a wiatrem, nikomu nie przyjdzie do głowy, by wymyślać na temat tego zdarzenia jakieś szyderstwa, ale wszyscy jesteśmy świadkami czegoś, co moim zdaniem jest bardzo bliskie owemu gestowi sprzed lat, kiedy to ten sam Wiatr zamknął Księgę na trumnie z ciałem zmarłego papieża Jana Pawła II.

I jeśli ktoś teraz oczekuje ode mnie, że mu powiem, co to moim zdaniem oznacza, jest w oczywistym błędzie. Ja nie mam pojęcia, co nam chciał powiedzieć ów Wiatr. Będę się oczywiście starał mieć oczy i uszy otwarte, będę uważał, żeby niczego ważnego nie przegapić, no i oczywiście ani na moment nie odważę się pomyśleć, że tak naprawdę nic szczególnego się nie stało, bo w końcu wiatr, jak wiemy, wciąż wywiewa komunijne opłatki z rąk księży i z kielichów, a różni ludzie próbują je łapać, prawda? Taka to kościelna codzienność.

Popatrzmy jeszcze raz na ów, jak to określają media, „incydent”. Mamy tę mszę, ten wiatr, tę frunącą ku ziemi Hostię i prezydenta Dudę, który ją bierze w dłonie i z nabożeństwem odnosi do ołtarza. Zachęcam wszystkich, nie zmarnujmy tego. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz