whos.amung.us

wtorek, 9 czerwca 2015

O potrzebie zmiany pokoleniowej na prawicy

Autor: Integrator

Wiem, że wielu z Was wciąż żyje tryumfem Andrzeja Dudy i może źle trawić treści które tu dziś znajdzie. Ale gdy zaczynałem tworzyć Tygodnik Solidarni, obiecałem, że nie będę wpisywał się w narrację którą narzucają nam media głównego nurtu czy nawet te tak zwane media-nasze. Obiecałem Wam też pisać o rzeczach, które wydaja mi się ważne i tego zamierzam się trzymać. Zwłaszcza, że najważniejsze wybory wciąż jeszcze przed nami. Skoro więc w tekście "Niech się PiS odczepi od Dudy" zapowiedziałem dyskusję nad potrzebą zmiany pokoleniowej w tej partii to o tym, właśnie tu i teraz, będzie.

Zanim jednak to nastąpi należą się Wam krótkie wyjaśnienia. Może niektórym Czytelnikom wydawać się to odrobinę śmieszne, że ja zasiadam przed komputerem z przeświadczeniem, iż mógłbym tym tu pisaniem cośkolwiek zmienić. Wasze zbójeckie prawo tak myśleć, ale ja ot tak bez żadnych przesłanek sobie tego sposobu edukowania Czytelników nie wymyśliłem. Skądinąd bowiem wiem, że linki do umieszczanych tu tekstów przekazywane są osobom decyzyjnym w Prawie i Sprawiedliwości. Cześć z nich wchodzi tu już sama z siebie, i regularnie, by poczytać o ich ugrupowaniu krytyczne aż konstruktywne uwagi, inni zaś by poszukać inspiracji. Z tych ostatnich najbardziej jestem rad, a im ich więcej tym moja satysfakcja z prowadzenia Tygodnika większa. Jeszcze przyjemniej robi mi się na sercu, gdy w gestach Andrzeja Dudy czy decyzjach sztabu widzę pokłosie umieszczanych tu treści. Oczywiście mogę się mylić, to może być nieuprawniona nadinterpretacja faktów ale jednak nie mogę się otrząsnąć z przeświadczenia, że oni czytają, i jednak czerpią z tego źródła w stopniu znacznym. Bo gdy dla przykładu, Andrzej Duda na początku kampanii zapytany w wywiadzie dla Gościa Niedzielnego o stosunek do aborcji, odpowiedział ni w te ni wewte, napisałem w tekście "Duda like a pop star", że to straszny błąd. Tłumaczyłem, że w tym jednym temacie powinien był powiedzieć sztabowi, że jest katolikiem i inaczej jak uczy Kościół Katolicki on w sprawie w której rozchodzi się o życie postępować nie może. Myślcie sobie co chcecie, ale nie minęło wiele czasu od tej publikacji gdy Andrzej Duda w sposób jednoznaczny zaczął przy okazji podobnych kwestii stawać słowem po jasnej stronie mocy. Momentem kulminacyjnym tej odmiany, jak wszyscy pamiętamy, była wypowiedziana podczas pierwszej debaty obietnica postępowania zgodnie z nauką Jana Pawła II. Dalej, gdy w tekście "O przegranej debacie i błędnej strategii sztabu Andrzeja Dudy" zwróciłem uwagę na niczym nieuzasadnione zwracanie się do Komorowskiego per "Szanowny Panie Prezydencie", to już w drugiej debacie Andrzej Duda używał tylko zwyczajowego "Proszę Pana". Innym razem, gdy apelowałem tekstem "Debatę wygrał Grzegorz Braun" by sztab nie zmuszał Dudy do akrobacji dłońmi, którą znawcy tematu nazywają mową ciała, udało się i ten element na tyle ograniczyć, że w kolejnych odsłonach przestało to przysłaniać jego naturalną gestykulację i styl bycia, którym Duda od początku przebijał Komorowskiego. I ostatni jeszcze przykład. W tekście, o mało finezyjnym tytule "Niech się PiS odczepi od Dudy", złościłem się na posłów tej partii, którzy zamiast pozwolić wyborcom Dudy spojrzeć przez pryzmat jego osoby na PiS, uderzyli do mediów z przesłaniem, że Kaczyński to geniusz polityczny, stwórca Dudy i ponowny premier w razie zwycięstwa tej partii. Cóż za marketingowa porażka! Tłumaczyłem, że efekt takiego zabiegu może być przecież tylko taki, że wyborcy Andrzeja Dudy zaczną patrzeć na niego przez pryzmat osoby znienawidzonego Jarosława Kaczyńskiego, przez co nie tylko nasz prezydent straci elektorat, potrzebny mu na czas starania się o reelekcję, to jeszcze PiS pogrzebie swoje szanse na grube zwycięstwo w wyborach parlamentarnych. Piszę grube, bo żaden inne nie daje mu szansy na realną władzę. I o dziwo, wczoraj kupiłem Gazetę Polską, a tam znajduję wywiad z Kaczyńskim w których on twierdzi, że odchodzi w cień, że liczy się tylko Andrzej Duda - on będzie wybierał premiera, być może będzie też przyszłym liderem partii. Jak mówię to może być wszystko zbieg okoliczności. Ktoś mógł wpaść na te pomysły dokładnie w tym samym czasie co ja, może nawet rozpoczął  ich realizację zanim o nich napisałem. Ale wiem też, że Tygodnik jest czytany nie tylko przez Was, drodzy Czytelnicy, ale i przez polityków, ale i przez dziennikarzy więc równie dobrze mogły treści które tu znajdujecie kogoś ładnie zainspirować. I dobrze.

A teraz do sedna sprawy przejdziemy, z tymi którzy do tej części dotrwali. Trochę nieładnie tak się bawić z Czytelnikami, ale specjalnie daję tak długi wstęp, bo nie chcę trzymać tu takich, co to przychodzą by czytać po łepkach albo oceniają tekst po pierwszym akapicie. Skoro więc poszli sobie znudzeni, być może z fałszywym obrazem sprawy o której mamy tu rozprawiać, zaczynamy! Oto chciałbym zwrócić waszą uwagę na fakt, że Prawo i Sprawiedliwości za sprawą zwycięstwa Andrzeja Dudy znalazło się w bardzo kluczowym momencie swej historii. Mamy albowiem okres, najlepszy z możliwych, by dokonać koniecznej zmiany pokoleniowej bez przeprowadzenia której, partia ta w przeciągu paru lat wejdzie w buty Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Wszyscy wiemy jak tam toczyły się sprawy. Starzy aparatczycy, te same twarze, wciąż te same nazwiska których nowe pokolenie nie zna i poznawać nie chce. Sądzę, że w jesiennych wyborach partia ta nie przekroczy progu wyborczego i zniknie na dobre. Przy całej gamie powodów jakie opisują ten stan rzeczy najważniejszy jak dla mnie jest ten, że w wyniku wewnątrz partyjnych walk o wpływy i stołki całkowicie zmarginalizowano nowe pokolenie lewicowców, którzy spokojnie mogliby pociągnąć ten projekt dalej. Wygrali starzy wyjadacze, poobsadzali zmurszałe tyłki na partyjnych stanowiskach po czym zorientowali się, że nie ma kim zarządzać bo młodzi zwyczajnie sobie odpuścili. A to oni tworzą partię. Nie dyrektywy, nie stołki a właśnie ludzie.  

Niestety Prawo i Sprawiedliwość zmierza dokładnie w tym samym kierunku. To jest partia znacznie młodsza od SLD, więc siłą rzeczy jest zaledwie w połowie tej katastroficznej drogi, ale to jest ta ścieżka i ten kierunek. Także tu starzy wyjadacze kurczowo trzymają się partyjnych stołków, a źródłem tego przywileju jest w wielu przypadkach pamięć wspólnego ongiś leżakowania na styropianowych płytach podczas solidarnościowych strajków. To nieuwzględniające osobników z młodego pokolenia kryterium obsadzania władz partii działa na młodych jak płachta na byka. Bo choć w pierwszym odruchu przychodzą działać by odmienić Polskę, w to nie wątpię,  to wzorem starszych kolegów partyjnych z czasem także chcą czegoś więcej niż głównie prawa do rozklejania plakatów za "Bóg zapłać". Zabetonowanie struktur zawsze prowadzi do ich zaniku, ale i wewnętrznych rywalizacji na które zużywana jest większość energii w każdej partii. Starzy walczą o utrzymanie pozycji, młodzi próbują wcisnąć się pomiędzy starych a gdy ta sztuka im się nie uda szukają szczęścia gdzie indziej. Przez to też ilekroć pojawiał się "mały lider" i próbuje swych sił poza partią, idzie za nimi cześć młodych działaczy wiedziona nadzieją, że może w nowych strukturach będą mieli szansę piąć się w górę. I chociaż te ucieczki jak dotąd nikomu się nie udały to problem pozostał.

Dzięki zwycięstwu Andrzeja Dudy PiS otrzymał sposobność by w porę otrząsnąć się, zreflektować. Dostał szansę jakiej nie dostała żadna inna partia. Bo też nikt jak dotąd z młodego pokolenia SLD, PSL czy PO nie wybił się na tak znaczne stanowisko. Tym bardziej usiadłbym i zastanowił się jak przekazać cugle partii w młodsze ręce? Nie całą i nie z dnia na dzień ale to jest zabieg konieczny. Matka historia w końcu bardzo wyraźnie uczy nas jak wielka nagroda czeka tych, którzy umieli podjąć tak trudne acz potrzebne dla dobra grupy czy ogółu decyzje. Zauważcie proszę, że Józef Piłsudski choć wielkim Polakiem był, to nie wychował sobie następcy. Nie miał nikogo, i nie mówię tu o męskim potomku, który umiałbym przejąć od niego pałeczkę i równie skutecznie przewodzić narodowi jak on to uczynił. Gdy odchodził z tego świata zjadany stopniowo przez raka płuc, nikt nie był w stanie poprowadzić dalej obozu sanacyjnego, a najbliżsi jego współpracownicy jak Walery Sławek czy Bolesław Wieniawa-Długoszewski w geście bezradności i zagubienia popełnili parę lat później samobójstwo. Pierwszy palną sobie w usta w godzinę śmierci Marszałka, drugi skoczył z okna. Wiemy też jak naiwnie jego następcy podeszli do problemu zbliżającej się wojny. Zgoła innych owoców doczekaliśmy się gdy inny niekwestionowany lider Narodu Polskiego w swej roztropności i pokorze wybrał sobie i "wychowywał" ucznia. Mowa oczywiście o Prymasie Tysiąclecia Stefanie Wyszyńskiego i Ojcu Świętym Janie Pawle II. Dzięki temu po śmierci Ojca nie zostaliśmy sami. Godnie zastępował go kapłan z Wadowic.

Podaję zaledwie te dwa przykłady z dziesiątek jakie podsuwa historia by pokazać Wam jak ważną rzeczą jest umiejętność patrzenia w przyszłość, a także zabezpieczania jej poprzez decyzje podejmowane tu i teraz. Biologia narzuca nam niewzruszenie twarde reguły gry i poza Jezusem Chrystusem nie narodził się jeszcze taki który by im podołał. Nawet Jarosław Kaczyński, Moi Mili, z każdym rokiem jest co raz starszy i co raz słabszy. Dobrze byłoby więc dla nas wszystkich, by on pamiętał, że w życiu każdego człowieka przychodzi moment gdy trzeba odłożyć własne ambicje na bok i dla dobra ogółu, a w tym przypadku kondycji ruchu patriotycznego, umieć przekazać stery w ręce kogoś młodszego. To bardzo ważne, szczególnie, że okienko zmiany pokoleniowej jest zazwyczaj otwarte przez krótki czas. Jeśli Jarosław Kaczyński przegapi ten moment powrotu z katastroficznej drogi (vide SLD) nie będzie. A i tak już znacznie przeciągnął dany mu czas doprowadzając do sytuacji w której on tylko jeden jest gwarantem trwania partii Prawo i Sprawiedliwość w jednym kawałku. Gdyby go nagle zabrakło rozsypała by się na pomniejsze frakcje co osłabiłoby prawicę na wiele kolejnych lat. Wytłumaczeniem dla tej zwłoki w przekazywaniu pałeczki lidera mógł być jedynie fakt, że nie było żadnego konkretnego kandydata na horyzoncie. No ale po zwycięstwie Andrzeja Dudy argument ten nie może być już chyba podnoszony, prawda?

Przekazanie władzy nad polską prawicą musi odbywać się stopniowo. Stary wódz przez jakiś czas musi wspierać swym autorytetem i doświadczeniem młodego króla, musi go też chronić przed zakusami rywali którzy choć w sercu, choć po cichu ale roszczą sobie prawo do korony. Gdy namaszczony przez poprzednika następca Prezesa poczuje się w tym siodle pewnie, a wyborcy pokochają go niemalże jak seniora, będzie można dokonać oficjalnego przekazania władzy nad partią. Ten czas wydaje się nadszedł i jeśli Jarosław Kaczyński, jak głoszą posłowie jego partii w mediach, jest faktycznym geniuszem politycznym, to powinien wyjątkowość tej chwili dostrzec i skutecznie przeprowadzić zmianę pokoleniową. Póki jeszcze ku temu czas. Jak z tym geniuszem u lidera PiS jest zobaczymy, wszak w jednej mądrej Księdze stoi, że "po czynach ich poznacie".

Gorąco witam Czytelników z Indii. Kilka zaledwie wejść z tej części świata a jak to bardzo cieszy. Robi się przy tym egzotycznie ale nie inaczej ma być, bo Tygodnik powstaje dla wszystkich Polaków, nawet tych którzy stacjonują w bazach naukowo-badawczych na odpowiednim biegunie. Zapraszam Wasz wszystkich. Do czytania ale i współtworzenia Tygodnika. On jest robiony z myślą o Was ale i dla Was na wypadek gdybyście zechcieli wyrazić tą drogą swoją opinię.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz