whos.amung.us

niedziela, 28 czerwca 2015

Medjugorie testem posłuszeństwa i wiary.

Autor: Integrator

Po tak długiem okresie mojej tu nieobecności wypada zacząć od przeprosin. Jak się okazało pogodzenie obowiązków zawodowych z remontem mieszkania było na tyle dużą sztuką, że na pisanie tekstów zwyczajnie nie było szansy. Dziś jednak korzystając z okazji, że mam prąd w gniazdku (nie uwierzycie jak ten fakt może cieszyć) zasiadam by napisać parę zdań o rzeczy dla mnie istotnej.

Ale że droga do celu jest zazwyczaj kręta, muszę choć słowo o Tygodniku. Nie mając ni czasu ni możliwości by budować autorskie teksty, prowadzenie strony przez ten czas sprowadziłem siłą rzeczy li tylko do wstawiania notek pozostałych autorów współpracujących z Tygodnikiem. Tym jakby nie było szczęśliwym trafem, zauważyłem, że gdy znikam z Waszego horyzontu ich teksty zaczynają cieszyć się zwiększonym zainteresowaniem. Do tej pory było tak, że gdy tylko pojawiał się mój tekst, licznik zaczynał wirować a teksty redakcyjnych kolegów zostawały daleko w tyle. Nie tak wszelako miało być, nie tego chciałem. Ja się oczywiście nie dziwię, że tak to wygląda bo jeśli teksty Integratora można znaleźć tylko w tym miejscu sieci to inaczej być nie może. Ale Tygodnik powstał nie po to bym świecił jako ta gwiazda na ciemnym niebie, ale by mogli tu zaistnieć także inni autorzy. Także ci którzy choć piszą znacznie, znacznie dłużej bo od wielu już lat, wciąż są rozpoznawani tylko pośród koneserów wydzielonej strefy słowa. Tygodnik miał takich autorów wyrywać z getta, dosłownie.  I nagle, po mojej tu dłuższej nieobecności to o czym marzyłem zaczyna się krystalizować. Gdy tylko odsuwam się w cień, najwyraźniej Czytelnicy poszukujący moich tekstów, nie znalawszy tu ich, na zasadzie - skoro już tu jestem niech tam - czytają od niechcenia dowolny, aby tylko nowy tekst. Proszę mi uwierzyć, już bez względu na przyczynę, wszyscy autorzy od chwili gdy pochłonął mnie remont i te nieszczęsne wyjazdy odnotowali bardzo duży skok, że tak to ujmę, poczytności. Cóż, muszę zastanowić się czy nie będzie wskazanym znikać stąd od czasu do czasu by w ten sposób przybliżać się do celu jaki obrałem budując Tygodnik?

A teraz o tym co w tytule i od razu zaznaczam, że to sprawa dla mnie bardzo trudna. Wypowiadał się już w tym temacie tu u nas ks. Dobrowolski ale tak mnie swym tekstem zaintrygował, że choć fizycznie pisać nie mogłem, tekst i tak powstawał tyle, że w głowie.

Jak idzie o mnie to podobnie jak ks. Dobrowolski podchodzę do sprawy dość sceptycznie. Jestem wiernym synem Kościoła Katolickiego i jeśli Papież w tej kwestii zachowuje daleko idącą ostrożność, to mi zostaje tylko czekać. No ale dla przykładu cześć członków mojej dalszej rodziny ma już zgoła inne podejście do sprawy. I choć gdy przychodzi potrzeba także stają murem za Kościołem, to Medjugorie postrzegają miejscem wyjątkowym. W ślad więc za tym przeświadczeniem i jak wiemy wbrew zaleceniom tegoż Kościoła (na szczęście nie nakazowi) pojechali tam na majową pielgrzymkę, sankcjonując w ten sposób świętość tego miejsca. Bo pielgrzymki organizuje się do miejsc świętych, czy tak? Pojechali więc, a potem wrócili uduchowieni że nie wiem co. Uwierzcie mi, gdybyście posłuchali tego co opowiadają, jak opowiadają a przy tym mogli widzieć ich twarze... na prawdę mocna rzecz. Przyznam, że w tym względzie ta odmiana nawet mi się spodobała, do czasu jednak, gdy pokazali mi nagranie z widzącą, Vicką Ivanković. Ten uśmiech, te miny, wyczuwalny brak spokoju wypartego przez jakieś dziwnie, pobudzenie? A może to tylko czysto ludzkie zmieszanie? Nie chcę tego oceniać w końcu każdy na swój indywidualny sposób przeżywania wszelakich aktów wiary. Jeszcze trudniej wydawać osądy gdy najbliżsi twierdzą, że widzieli wręcz rzeczy cudowne. Mam jednak wciąż kłopot z Medjugorie i powiem to tak jasno jak tylko się da.

Może tak. Cóż złego w Medjugorie - zapyta kto - skoro tak dobre owoce daje, skoro jadą tam ludzie i wracają odmienieni? Niby nic - odpowiem - gdyby nie to jedno "ale". Dobrze bowiem wiemy, że Zły gdy trzeba sutannę ubierze i na niedzielną mszę świętą w dzwoń bić będzie. Mam więc w sercu obawę, że gdy po latach to wyjątkowe miejsce odwiedziły już miliony katolików a każdy z nich poczuł się niezgorzej niż moja rodzina, to teraz dopiero przyjdzie nam odkryć ukryty cel tego co tam się tak na prawdę dzieje. I to już na dniach gdy Watykan wyda werdykt w sprawie objawień w Medjugorie. Źle będzie bardzo, gdyby w razie negatywnej oceny, rzesza uduchowionych katolików, niosących cząstkę Medjugorie w sercu wypowiedziała w tej kwestii swe posłuszeństwo Papieżowi. Będzie to bowiem potężne zwycięstwo szatana, i precedens w sercach tych przecież pobożnych ludzi do kolejnego sprzeciwu i kolejnego. Najtrudniejszy jest w końcu zawsze tylko ten pierwszy raz.

Reakcja wiernych ale i "widzących" na decyzję Watykanu będzie najlepszym testem na prawdziwość "objawień" w Medjugorie. Zobaczymy czy wystarczy im wszystkim owo krótkie, ewangeliczne - nie! Wszak napisane jest: "Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz