whos.amung.us

czwartek, 21 maja 2015

Przedwyborcza umowa z Czytelnikami. I film.

Autor: Integrator

No dobrze, zróbmy to zatem tak. Ponieważ to o czym ja tu piszę odbierane jest przez nielicznych ale jednak moich Czytelników, w tym jak się okazuje także znanych blogerów, jako rzecz niestosowna, mam na myśli moje krytyczne uwagi dotyczące pierwszej debaty i tego jak wypadł w niej Andrzej Duda, pokaże Wam, że ja nie z tych co tylko łajać potrafią. 

Po wyborach, jeśli Duda przegra, podkreślam, jeśli, to napiszę Wam jak według mnie powinna wyglądać ta II debata a Wy ocenicie czy słusznie czepiałem się sztabu czy nie? Ale to tylko w wariancie katastroficznym. Inaczej kontynuowanie tego tematu nie ma sensu, wszak rację ma ten kto wygrywa, koniec i kropka. Gdyby jednak tak stać się nie miało, że dobry Bóg zechce pokarać nas za brak pokory i głupotę, wówczas to, gdy ta upiorna para chocholim tańcem będzie inicjowała nową erę pustoszenia kraju, panowie z WSI otwierali kolejnego szampana, a gospodarz Kremla strudzony swoją tu u nas pracą uda się na spoczynek by śnić snem sprawiedliwego, ja zasiądę przed klawiaturą i Bóg mi świadkiem nie będę brał jeńców. Nie żartuję. 

Mam jednak nadzieję, że wszystko pójdzie w dobrym kierunku, a histeria z jaką mamy do czynienia w mediach utwierdza mnie w tym przekonaniu z dnia na dzień co raz bardziej. Andrzej Duda ma szansę wygrać wbrew tym wszystkim złym ludziom, ale i tym którzy myślą, że mu "pomagają". Apelowałem o to i zdaje się ktoś wziął sobie to do serca, bo z pola widzenia zniknęli wszyscy nasi, dokładnie wszyscy, by zminimalizować ryzyko, że na finiszu kampanii pan Duda potknie się o któregoś z nich i wyłożył, jak przytrafiało się to wielu w poprzednich kampaniach. Karnowscy nie publikują "Alfabetu Dudy", pamiętni spustoszeń które poczynił "Alfabet Zybertowicza" na chwilę przed wyborami do europarlamentu. Nie ma Hoffmanów wyjeżdżających do Madrytu, co tak skutecznie popsuło wybory samorządowe. Nie ma nawet Jarosława Kaczyńskiego którego w pierwszym okresie nieustannie zestawiano z Andrzejem Dudą, tworząc wrażenie, że to nie jest kandydat samodzielny. Nawet Marta Kaczyńska powściągnęła swoje emocje. A zatem pierwszy raz mamy sytuacje w której tło na którym występuje nasz kandydat nie pulsuje, nie odwraca naszej uwagi od kandydata, prawie, że zamarło. Słusznie. 

Wróćmy do naszej umowy. Wolałbym oczywiście by się nie spełniła. Wolałbym by Andrzej Duda został prezydentem i abyśmy wszyscy obudzili się w nowej, piękniejszej rzeczywistości, no ale to są rzeczy które nie zależą ode mnie tylko, a od wali zbiorowej. A z tym wiadomo jak bywa. Muszę więc, na wszelki wypadek, zostawić choć hasłowe dowody na to, że pomysły o których będę zmuszony pisać w przypadku wyborczej katastrofy, są moje. Jak wiecie, wszelkie próby dotarcia z nimi do sztabu nie powiodły się, dlatego zgodnie z tym co podpowiadało mi sumienie, przekazałem je osobie która w sztabie pracuje, wysoko, że tak to kolokwialnie określę a co ona z tym zrobi to już nie moja rzecz. Ja zrobiłem swoje. Na wypadek gdyby zostały użyte w debacie, a ktoś potem nie chciał mi uwierzyć, w końcu po debacie każdy może przypisać sobie wszystkie zasługi, powiedzieć że każde zdanie wypowiedziane przez Dudą to jego robota, piszę co następuje:

ból czyli bul, choroba, lek, nieudana podróż, radio żółte youtube, pensja

Przepraszam, że tak hasłowo, ale Tygodnik czytają nie tylko wyborcy Andrzeja Dudy. Dlatego tylko tyle. Już wystarczy, już cisza. I niech się nie spełni. A w międzyczasie...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz