whos.amung.us

poniedziałek, 18 maja 2015

O przegranej debacie i błędnej strategii sztabu Andrzeja Dudy

Autor: Integrator

Mam świadomość, że rzucając taki tytuł notki ściągam chmurę z której spadnie na mnie grad świętego oburzenia. Każdy kto mnie jednak czyta wie, że źródło długiego pasma porażek polskiej prawicy od dawna lokuję nie po tamtej stronie, ale w nas samych i zdania w tej kwestii nie zmienię. Już to kiedyś tłumaczyłem, i raz to jeszcze powtórzę, że głupotą jest mieć pretensje do złodzieja, że kradnie, bo od tego jest właśnie złodziej aby kradł. A im lepiej i bezczelniej kradnie tym lepszym jest złodziejem, ba, powiem więcej, on tym lepiej wtedy wywiązuje się ze swych złodziejskich obowiązków. Więc za co i do kogo pretensja, że Platforma kradnie? Jeśli już to raczej do tych wszystkich, którzy mając możliwość przeciwdziałać temu rabunkowi z powodu własnych ułomności, czytaj lenistwa lub podszytej pychą głupoty, nie potrafią tego zrobić. Głupotą wcale nie mniejszą jest gdy kto z naszych usłyszawszy słowa autokrytyki oburza się, zamiast przyjąć je ze spokojem i wewnętrznym pytaniem, czy a nóż a widelec, nie są to słowa przykrej ale jednak prawdy? Ale mniejsza o to co tam sobie kto pomyśli. My tu w Tygodniku zwykliśmy sprawy stawiać wprost. Jeśli więc kto woli żyć w błogim kłamstwie, że wszystko idzie dobrze, to odsyłam na spotkania wyborcze Andrzeja Dudy. Tam można pomachać flagami, pokrzyczeć "Duda, to się uda" i tak do końca drugiej tury. Po której przy takim podejściu, będzie wiele czasu by szukać winnych i zgłębiać przyczyny porażki. Resztę zapraszam do lektury tego co poniżej, a rozmawiać będziemy o tym co poszło w debacie nie tak jakbyśmy chcieli.

Ale zanim o tym, taka jeszcze dygresja. Na długo przed pierwszą turą, ktoś podający się za członka sztabu Andrzeja Dudy, nazwisko zachowam dla siebie, skontaktował się ze mną drogą emailową, gdzie po wyrazach uznania dla twardej ale i konstruktywnej oceny kampanii Andrzeja Dudy prezentowanej w moich tekstach, poprosił o przekazanie mu pomysłów, które pomogłyby wygrać naszemu kandydatowi. Z zastrzeżeniem, że on je mu osobiście przekaże. Drażnią mnie takie propozycje, bo zbieranie cudzych pomysłów by prezentować je jako swoje to bardzo brzydka przypadłość, a i słaba reklama możliwości intelektualnych w końcu członka sztabu wyborczego. Ale, że sprawa jest nadzwyczaj ważna, zgodziłem się. Po jednym wszak warunkiem. Poprosiłem jegomości o przekazanie mi składu osobowego sztabu. Chciałem wiedzieć jakie persona tam występują, ale też by w ten sposób choć pobieżnie zweryfikować wiarygodność osoby, która zwróciła się do mnie z tak poważną prośbą. W przeciągu dwóch tygodni dostałem jeszcze trzy krótkie emaile w których ów człek przepraszał, że to tyle trwa, twierdził też, że wciąż próbuje zdobyć taką listę. Potem kontakt się urwał. Nie wiem, czy to był faktycznie członek sztabu w którym nie umiano wytworzyć tak podstawowej informacji jak skład osobowy, czy może ktoś z obozu przeciwnika próbował ze mną szczęścia? Innym razem, zaniepokojony kierunkiem jaki obrał sztab w kwestii kreowania wizerunku Dudy, tym razem sam, poprzez znajomych skontaktowałem się z jego asystentem, który gdy dowiedział się, że chcę porozmawiać z kimś o pomysłach na kampanię, rzucił mi do słuchawki krótkie - "dobrze, proszę mówić". Nie wiem czy jesteście w stanie poczuć to co ja wówczas poczułem, powiem tylko, że mnie zatkało. Mniejsza o to, że w tym bardzo wyjątkowym czasie, nie ma szans by przyjść do sztabu z pomysłem, można go tylko przekazać komuś, kto pójdzie z nim dalej tyle, że już jak ze swoim. To jak mówię da się przełknąć. Nie chcę też wchodzić w zagadnienia wywiadowcze, i prowadzić rozważania czy telefon asystenta Dudy jest pod nadzorem a w konsekwencji czy pomysły przekazywane tą drogą szybciej dotrą do sztabu Komorowskiego czy Andrzeja Dudy? Bardziej trapi mnie podejście w którym asystent kandydata, mając na linii osobę z polecenia, zakłada, że mógłbym ot tak po prostu oprzeć się o najbliższe drzewo i zacząć opowiadać mu co zrobić żebyśmy wygrali. Z detalami rzecz jasna. Miałbym stać jak rozumiem pod tym drzewem, obok przejeżdżałyby samochody, szła by jakaś pani z pieskiem a ja gapiąc się na to wszystko nakreślałbym mu plan działania, tak? Jak dla mnie to jest propozycja niepoważna, wręcz skandaliczna więc wszystko co mogłem w tamtej chwili powiedzieć, to że rezygnuję. I wtedy przyszło opamiętanie. Poprosił mnie pan asystent bym zadzwonił po I turze, wtedy umówimy się na rozmowę. No a że w poniedziałek przyszłość zdawała się być jakby bardziej świetlana, Duda wygrał pierwszą turę a połowa sztabu oczami wyobraźni widziała się już w kancelarii nowego prezydenta, to moje połączenie zostało odrzucone. Nikt też już potem nie oddzwonił. Bo i po co?

To tyle jak idzie o moje doświadczenie ze sztabem, wnioski wyciągnijcie sami. A teraz o debacie będzie, wreszcie, którą wspólnie obejrzeliśmy. Wiem, że tego się w tekstach nie praktykuje, bardziej wskazany jest taki układ przy okazji robienia analiz, ale wypunktujmy wszystko tak dla poprawienia jasność i kontrastu obrazu.

A więc debatę co do zasady przegrał Duda bo, że sztab dał się wpuścić w kanał, polegający na błędnym przeświadczeniu, że lepiej będzie unikać konfrontacji. Andrzej Duda jest nam przez to sprzedawana jako duduś, taki uśmiechnięty i grzeczny pan. To jest zabieg celowy, bo przecież każdy ma swoje emocje i one też je na pewno posiada, z tym, że jemu akurat sztab nie pozwala ich okazywać, by jak sądzę nie wpadł pod łatkę przyszytą Kaczyńskiemu, pierwszego kłótnika Rzeczpospolitej, burzyciela pokoju. To jest błąd, przez który Duda jest bardzo plastikowy, i wbrew ludzkiej naturze uśmiecha się do Komorowskiego nawet wtedy gdy on prosto w twarz zarzuca mu kłamstwo, bezpardonowo go atakuje. Błąd ten polega też na tym, że takie podejście nie daje wyborcom szansy by zobaczyli jak reaguje Komorowski gdy robi się gorąco, a wiemy, że źle mu z tym idzie czego najlepszym przykładem był wiec w Lublinie. Obawiam się, że tak jak w poprzedniej kampanii Kaczyński-Komorowski, KluzikRostkowska pilnowała by nie pojawił się temat Smoleńska, który zmiótłby Komorowskiego z powierzchni ziemi, tak teraz jest ktoś kto pilnuje by w sztabie panowało przekonanie, że Duda może zrobić wszystko byleby nie atakował prezydenta. Zauważcie, przy tym, że choć Andrzej Duda stosuje się do tej strategii, Komorowski i tak zarzucał mu bezustannie udział w partii, która kłótnie uczyniła niemal swym programem politycznym. Jaki jest zatem sens wstrzymywania się od ostrego, personalnego atakowania Komorowskiego? Chyba tylko ochrona prezydenta przed tym co go najbardziej boli. Niech sztab Andrzeja Dudy zastanowi się czy nie dał się wpuścić w przysłowiowy kanał? Niech też zada sobie pytanie czy nie ma u siebie gumowego ucha bo Komorowski w zdumiewająco lekki sposób odpowiadała na pytania Dudy. Całkiem jakby miał czas się do nich przygotować.

Poza tym. wydaje mi się, że większość Polaków, chciała wczoraj widzieć starcie tytanów a nie takie mecie-pecie jakie im nasz sztab sprezentował. Trzeba to też podkreślić, że tak przyjęte założenia każą Dudzie stawać do nierównej walki w której Duda atakuje Platformę Obywatelską, Tuska i Kopacz-Smoleńską, Komorowski zaś głównie Dudę ad personam. Fatalna dysproporcja w dostępie do zbioru możliwości słownego ataku i obrony! Spójrzcie. Mamy wybory prezydenckie, wybieramy konkretnie człowieka - nie partię, a pan Andrzej Duda opowiada nam coś o winach Tuska? Przepraszam, to Tyska mamy wybierać na prezydenta czy Komorowskiego? Takich dylematów nie miał adwersarz Dudy i przez co pokazał nam go jako człowieka o poglądach niestabilnych, kogoś kto swym urokiem i nienagannym strojem próbuje nas wszystkich oszukać. Nie wiem czy rozumiecie ten niuans więc raz jeszcze o tym. Doszło do sytuacji w której dowiadujemy się od Dudy, że Kopacz do której partii należał Komorowski coś tam kiedyś nakłamała, zaś od Komorowskiego, że konkretnie już sam Duda oszukuje rolników, górników, kłamie nawet wtedy gdy mówi z troską o miejscach pracy dla młodych podczas gdy sam blokuje dla nich miejsce na uniwersytecie. I na to wszystko Komorowski przedkłada papiery. Mocne! Co ciekawe, a może raczej gorszące, miał czelność pan Komorowski wytknąć Dudzie nawet niekonsekwentne stanowisko w sprawie Smoleńska. Niebywałe, że to zrobił a jednak zrobił. Co na to Duda? Ano nic, bo musiał trzymać się strategii "na dudusia" więc wszystko co mu zostało to zaprzeczać i odpowiadać nie na temat za co go z satysfakcją punktował Komorowski.

Jeszcze raz to podkreślam. Błędem jest brak możliwości atakowania osoby Komorowskiego bo w obliczu tak bardzo agresywnego przeciwnika stawia to Dudę w pozycji tego który musi przegrać. Nie zmieniajcie biblijnych opowieści, nie wysyłajcie Dawida na Goliata bez procy! Gdyby obowiązywał w naszym sztabie inna strategia, po wzmiance o Smoleńsku, Duda nie zostawiłby na Komorowskim suchej nitki, przypominając mu, że gdy ciała naszych rodaków leżały w smoleńskim błocie jego kumpel Tusk ściskał się z Putinem a on sam biegał po korytarzach Pałacu Prezydenckiego próbując dorwać się do aneksu z likwidacji WSI. Że nie wspomnę o próbie przejęcia władzy bez potwierdzenia zgonu aktualnie sprawującego władzę prezydenta. Mógłby przypomnieć mu Duda jak dobrze bawił się pan prezydent na płycie lotniska gdy do Polski sprowadzano kolejne trumny z pomieszanymi ciałami ofiar, wrzuconymi tam przez Rosjan tak jak je znaleźli, wraz z błotem i liśćmi, bez ubrań, które przesłały rodziny. Duda nie zareagował bo ktoś w sztabie wymyślił, że kandydat PiS'u nie będzie na zaczepki smoleńskie reagował a broń cię Panie Boże atakował więc stał tam i tylko głupio się uśmiechał. Miły, grzeczny pan Duduś. W ogóle brakowało szybkich ripost co wskazuje na to, że Andrzej Duda lepiej czuje się gdy mówi gotowym tekstem niż gdy trzeba dyskutować, a sztab nie daje mu nawet szansy tak przyjętą strategią by w tej dziedzinie praktykować. Szczególnie zabrakło szybkiej odpowiedzi gdy Komorowski poruszył temat Skoków. Aż się prosiło by przypomnieć mu, że zgodę na założenie SKOK "Wołomin" wydał on sam, Bronisław Komorowski, jako że w czteroosobowym składzie Komisji Nadzoru Finansowego, która udziela zgody na powstanie takich instytucji, zasiada przedstawiciel prezydenta. Zabrakło też reakcji pana Dudy na słowa o "zgliszczach" rzekomo przez które PiS postrzega współczesną Polskę, podczas gdy przecież cała Polska wciąż pamięta, że określenie "kamieni kupa" to akurat sposób w jaki postrzegają ten kraj ludzie zarządzający dziś Polską.

Nie rozumiem też dlaczego Andrzej Duda stale zwracał się do Komorowskiego per "Szanowny Panie Prezydencie"? Na własne życzenie ustawia się w naszych oczach w pozycji podległej, nam zaś przypomina z kim mamy do czynienia, że to nie byle jaka persona. Formuła per "pan" w zupełności by tu wystarczyła.

Jeszcze bardziej dziwi mnie brak odniesień do Systemu jako takiego. Duda walczy o głosy wyborców Kukiza czyli tych którym ten system zalazł najbardziej za skórę a mimo to ani razu nie nawiązał do tego tematu mając przed sobą najwyższego reprezentanta obecnego układu. Pozwolił mu też opowiadać o niebosiężnych kwotach wydawanych na wojsko czy opiekę zdrowotną podczas gdy dobrze wszyscy wiemy jak te pieniądze są następnie rozdysponowywane. Właśnie to najbardziej boli Polaków, te miliony pozornie wydawane na nich a de facto trafiające do kieszeni różnych znajomków, tym czasem Duda o tym ani słowa. 

Wyszły też pewne słabości samego kandydata nad którymi sztab powinien pilnie popracować, bo w II debacie strona przeciwna wykorzysta to bez wątpienia. Andrzej Duda niemal zawsze przekraczał czas przeznaczony na odpowiedzi co nie tyle pokazuje brak dyscypliny, i drażni, co wskazuje na nieumiejętność selektywnego podejścia do treści, które mówca chce przekazać. Gdy część czasu zabiera riposta skierowana do kontrkandydata, warto z wyuczonego tekstu wybrać już tylko te najważniejsze elementy, miast na siłę wypowiadać je na koniec jednym tchem, i narażać się na uwagi ze strony prowadzących debatę dziennikarzy. Wyróżniam to oddzielnym akapitem, bo to jest słabość z pewnością rozpoznana przez sztab Komorowskiego. Oni wiedzą, a ta debata to dobitnie podkreśliła, że Duda lepiej wypada gdy mówi wyuczonym tekstem. Tym chętniej Komorowski będzie chciał go atakować, zmuszać go do wolnych wypowiedzi że tak powiem spoza protokołu, by wciągać go na pole żywej dyskusji na którym nasz kandydat jest chyba jednak słabszy. Zmuszając Dudę do choćby krótkich ripost, Komorowski z zamysłem miesza mu szyki i odbiera cenny czas w którym ten później nie potrafi się zmieścić. Przez co traci nawet na polu które opanował, słabiej wychodzą mu wypowiedzi które przećwiczył. 

Nie chcę tu robić klatka po klatce analizy dla odbytej debaty ale sztab powinien. Bo to jest skarbnica wiedzy, szczególne dla tych którzy umieją takie obrazy czytać. Jak choćby tempo w jakim znikała woda w szklane Komorowskiego ale i z drugiej strony nietknięta szklanka Dudy, co wydaje się być w przypadku tego drugiego zmierzonym działaniem sztabu. Znów błędnym bo buduje w nas podprogowo obraz Dudy, człowieka nieprawdziwego, wszak pić to póki co każdy z nas musi. Inny jeszcze przykład jak bezcenna może być dokładna analiza przebiegu tej debaty. Proszę zwrócić uwagę na wyraz twarzy Komorowskiego gdy Andrzej Duda zadaje mu pierwsze pytanie i sięga do przeszłości, do roku 2011. Mniejsza o treść pytania, bardziej idzie o reakcję prezydenta który przez chwile był wyraźnie przekonany, że pytanie będzie dotyczyło działań, które on podejmował w tamtym czasie.  Ja nie wiem czym on się wtedy zajmował ale przez tą krótką chwilę w jego oczach zagościł autentyczny strach. Lekko się nawet cofnął czy odchylił. I to wystarczy by zrozumieć, że wszelkie powroty do jego przeszłości to jego pięta achillesowa.

Mamy dwie drogi przed sobą. Albo dalej trzymamy się obowiązującej zasady, że dobrze jest jak jest, a każdy kto twierdzi inaczej to świnia albo agent, albo w końcu na poważnie zastanowimy się nad stawką o jaką idzie ta gra a do kolejnej debaty przygotujemy kandydata jak należy. Co jest bardzo wskazane bo jak wiemy to będzie spotkanie wyjazdowe. Mecz zostanie rozegrany na stadionie przeciwnika, w studio TVN, a sędziować mu będą ikony gry fair play - pani Pochanke, Olejnik i pan Rymanowski. Szczególnie ten ostatni musi się szybko zrehabilitować, wszak miał czelność pytać pana prezydenta o kontakty z WSI, w odpowiedzi na co dostał od pana Komorowskiego bardzo wyraźnie ostrzeżenie. 

Serdecznie witam na stronach Tygodnika Solidarni Czytelników z Indii i Tajwanu. Wiedzcie, że to co tu czytacie powstaje z myślą także i o Was. Przy okazji dziękuję Czytelnikom z Austrii. Tylko z tego jednego kraju było tu wczoraj ponad pięćset odsłon. Dziękuję i zapraszam do dalszej lektury w każdej wolnej chwili. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz