whos.amung.us

środa, 20 maja 2015

O grzesznej bezmyslności i kampanii na wietrze

Autor: Krzysztof Osiejuk (toyah)

Oczywiście, jestem głęboko przekonany, że Andrzej Duda przez ten ostatni tydzień kampanii poradzi z sobie znakomicie, i to wbrew wspólnym wysiłkom opłacanej propagandy sztabu Bronisława Komorowskiego i naszych bohaterów, by go na tej ostatniej prostej zwyczajnie zniszczyć. W owym przekonaniu utrzymuje mnie każdy kolejny dzień, kiedy on jeździ od miasta do miasta i niesiony falą tego entuzjazmu, zmierza prosto do zwycięstwa. Dobre myśli też mnie nie opuszczają, kiedy moje najmłodsze dziecko informuje mnie, że Dudzie dziś liczba polubień na Facebooku skoczyła o kolejne 2 tysiące. Ale jestem też w radosnym nastroju, kiedy widzę, jak sobie z tą sytuacją radzi bohater naszych serc od wczoraj, Bronisław Komorowski, który, jak słyszę, Dudę zwyczajnie pożarł.

Tym wszystkim natomiast, którzy z jednej strony ulegli owej propagandzie, która w sposób ewidentny i wyjątkowo perfidny sączona była już w trakcie debaty i przekazywała ów komunikat, że Komorowski jest lepszy, z drugiej strachowi przed potęgą okrutnej władzy, który nas dławi od wielu już lat, ale też swojemu małemu prywatnemu lękowi, by się w sytuacji rzekomo tak publicznie jednoznacznej, za bardzo nie wychylać, i ogłosili – jak choćby bloger Kuźmiuk – że w najlepszym wypadku uzyskaliśmy „remis ze wskazaniem”, chciałbym powiedzieć, że jeśli jakimś cudem im się udało nakręcić spiralę niepewności, czy wręcz strachu przed potęgą Systemu, i Komorowski to wygra, to ta porażka pójdzie na ich sumienie. Bo to oni – jeśli jakimś niefortunnym trafem do tego dojdzie – będą mogli o sobie powiedzieć, że gdy chodzi o niszczenie nadziei, wykazali się prawdziwym mistrzostwem.

Słuchałem wczoraj cały dzień doniesień medialnych na temat tej debaty, czytałem komentarze w sieci i całość zdominowały dwa rodzaje przekazu: jeden twierdził, że Komorowski Dudę rozniósł, a drugi, że ta klęska wcale nie była tak oczywista, choć faktycznie Komorowski był bardzo dobry, więc może lepiej, żeby już Duda w konfrontację z Komorowski nie wchodził, bo będzie jeszcze gorzej. Słuchałem tych głosów, czytałem te słowa i nagle zrozumiałem, że choćbyśmy byli nie wiadomo jak wierni i tą wiarą mocni, nie jesteśmy w stanie tym złym pomrukom w jakiś sposób nie ulec. Jest naprawdę niełatwo, kiedy w tak trudnym i pełnym napięcia i niepewności momencie dowiadujemy się, że nawet zdaniem ludzi nam życzliwych, przegrywamy. My tu oczywiście jesteśmy wystarczająco pewni siebie, ale zastanówmy się, jak na to zareagują ci, dla których polityka to zaledwie przystanek na ich drodze życia. Jak się zachowają ci, którzy dotychczas sądzili, że polityka to brudny biznes, w który nie warto się angażować, zobaczyli tego fantastycznego Dudę, który nie jest wcale taki straszny, zaczęli się zastanawiać… i właśnie się dowiedzieli, że wedle doniesień mediów, jak zwykle wygrywa władza?

Biorę pod uwagę, że za tym stoi dobra i szczera wola prawdziwych polskich patriotów i chodzi tylko o to, by w czwartek, skoro już musi dojść do kolejnego starcia, Duda wreszcie pokazał, że nie jest maminsynkiem, tylko prawdziwym bojownikiem, który Komorowskiego bezdyskusyjnie pokona. Otóż ja już dziś wiem, że Duda okaże się maminsynkiem i budyniem, i tę debatę przegra. Komorowski natomiast jak zwykle okaże się na tyle cwany, a my na tyle gamoniowaci, byśmy na ten cały interes machnęli ręką i zajęli się dalszą patriotyczną robotą do czasu aż wreszcie katolicka i patriotyczna Polska powstanie w osobie jakiegoś kolejnego Brauna, czy Kowalskiego, który nas doprowadzi do ostatecznego zwycięstwa. I wtedy będziemy wreszcie żyli wiecznie.

Powtarzam raz jeszcze. Jedno więcej słowo na temat tego, że kampania Dudy jest nieadekwatna, i niech was Pan Bóg Broni przed tym, żeby on przegrał. Bo za to coście zrobili spłoniecie w piekle.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz