whos.amung.us

poniedziałek, 4 maja 2015

Marto Kaczyńska litości!

Autor: Integrator

Prosił mnie znajomy, żebym tego tematu nie ruszał. Mówił, że to nie jest dobry czas na takie rozważania, że Andrzejowi Dudzie idzie całkiem-całkiem, a skoro tak to lepiej nie. Dziś, to jest dwa tygodnie po tamtej rozmowie, wiem już, że trzeba tą kwestię poruszyć właśnie po to by Dudzie poszło jak należy. 

Zacznę od tego, że będąc przy okazji wyjazdu służbowego w okolicach nadmorskich, zaciągnięty przez znajomą, trafiłem na spotkanie wyborcze Andrzeja Dudy, które zorganizowano mu na terenie Stoczni Gdańskiej. Tam też po raz pierwszy zobaczyłem go na żywo i mówię to z pełnym przekonaniem, że to jest kandydat na prawdę wyjątkowy. Mało! Mogę też śmiało powiedzieć, że to jest najlepszy kandydat jakiego wydała na świat polska prawica po '89 roku. I jeszcze to, że on jest znacznie lepszy od Lecha Kaczyńskiego, człowieka, który zdołał przebić się do miejsca, które od początku przemian silnie strzegą funkcjonariusze Systemu. Andrzej Duda, proszę Państwa, ma prezencję, ma wykształcenie, ma dar klarownego przekazywania myśli. W końcu, i nie wiem czy to nie przypadkiem cecha najważniejsza, to jest ktoś kto nie dziamga, nie robi dziwnych akrobacji językiem w obrębie jamy ustnej a gdy uśmiecha się to się faktycznie uśmiecha a nie wykrzywia jakby go bolały zęby. Dudę po prostu dobrze się ogląda i słucha. 

Umie się też Andrzej Duda odnaleźć w sytuacji w których pozostali kandydaci znalazłszy się zwyczajnie głupieją, lub jak to pokazał Komorowski w Lublinie, wpadają w stan w którym głowa nie wie co robi język. Może taki przykład z Gdańska. Gdy Andrzej Duda skończył przemawiać, a sala rozbrzmiewała od oklasków i wiwatów, ktoś z pierwszych rzędów zaczął mu na głos wypominać brak w jego wystąpieniu choćby zdania o przyszłości stoczni. Zrobiło się przez chwilę ciszej, organizatorzy próbowali przykryć zdarzenie głośnym składaniem życzeń tudzież wręczaniem kwiatów, ale na nic to się zdało, gdy do wzburzonego głosu dołączył się kolejny, a potem jeszcze kolejny. I wtedy Andrzej Duda, nasz kandydat na prezydenta, spokojnie odłożył kwiaty, podniósł mikrofon i zaczął przepraszać za popełnioną gafę. Trudno jest oddać takie chwile tekstem więc tylko wyjaśnię o co mi chodzi. W czasach gdy kłamstwo stało się nieodzowną częścią międzyludzkich relacji, gdy premierem Polski czy prezydentem Europy zostają ludzie najbardziej w kłamstwie wprawieni, gdy znacznie taniej jest wykpić jedno kłamstwo kolejnym miast przyznać się do błędu, Andrzej Duda w przytomności całej sali przeprasza a nadto jeszcze dziękuje (jak sądzę byłemu stoczniowcowi), że przypomniał mu o sprawie o której w przypływie emocji zapomniał. I to jest tak po prawdzie jedyna rzecz, którą ja chcę z tego spotkania pamiętać. Wszak roztaczać wizję pięknej przyszłości potrafi wielu. Jakże niewielu umie zachować się po dawnemu.

No ale nie po to robię tak długi wstęp by odebrać chleb powszechny panom ze sztabu Dudy. I nie po to by pokazać Wam jak wyjątkowego kandydata udało się nam tym razem wystawić, bo to przeświadczenie powoli staje się powszechne i samo się obroni. Piszę to po to by uświadomić Wam, że tym razem na prawdę mamy szansę, ale też by ostrzec, że jeśli funkcjonariusze systemu do tej pory nie dali rady zohydzić osoby Andrzeja Dudy niezdecydowanemu elektoratowi to mogą w tej robocie liczyć już tylko na nas. Myślę, że u progu kampanii oni szansę na zwycięstwo upatrują głównie w naszej głupocie, niecierpliwości, zawziętości i tych wszystkich wadach, które wypełniają po brzegi nasz koszyk. Mają po prostu nadzieję, że my Dudzie sami podstawimy w tym wyścigu nogę więc cierpliwie czekają. Wiedzą, że im bliżej wyborów tym nasze głowy stają się bardziej gorące. 

Pytacie zapewne w myślach, zdumieni, o co mi chodzi? Mam Moi Drodzy wciąż w pamięci zdarzenie o którym po tej stronie pamiętać nie chcemy a jest ono tych moich obaw najlepszym przykładem. Idzie mi o incydent na Wawelu, gdzie Andrzej Duda wraz z Martą Kaczyńską miał złożyć wieniec na grobie pary Prezydenckiej. Pomysł wcale dobry, gorzej było z wykonaniem, bo córka Kaczyńskich urażona napisem na wstędze, minęła Dudę u wejścia do krypty bez słowa a potem mogliśmy już tylko obserwować to święte obruszenie i ten chłód. Znajoma twierdzi, że to nie było tak, że to media sprawę przekręciły dowodem czego miał być późniejszy wpis Marty Kaczyńskiej w internecie, gdzie podkreśliła, że ona do Dudy nic nie ma. A mi się wydaje, szczególnie gdy oglądam nagranie dostępne na stronach Faktu, no i te zdjęcia z wnętrza kaplicy gdzie Duda stoi daleko od Kaczyńskiej, że to jest wpis wymuszony. Nie wiem czy przez stryja, który po raz kolejny musiał siostrzenicę przywołać do porządku, czy może to jest wynik spóźnionej refleksji, niemniej stało się. Dlaczego? Bo Marta Kaczyńska z właściwą dziecku skłonnością do skupiania się na rzeczach małych nie potrafiła ukryć emocji, ani zachować fasonu. Niestety nie po raz to pierwszy. Tymczasem gdyby zaledwie jedną chwilę poświęciła zgłębieniu symboliki tego gestu, wniosła by Dudę na ten Wawel na własnych rękach. Oto bowiem uczeń przybywa do grobu mistrza i złożywszy wieniec z napisałem "Od kandydata na prezydenta" oddaje mu hołd. Dziękuje przy tym za przysposobienie go do roli Kandydata Ostatniej Szansy, której się dziś dla nas podjął. "Mówi" w ten sposób Duda swemu nauczycielowi, że jest gotów ukończyć misję, że gotów jest powtórzyć tamten sukces, że szykuje się do ostatecznego boju. I na to przychodzi Marta Kaczyńska, jest nie w sosie jak cholera, bo to był jej tatuś i ona sobie nie życzy. Nie mogła już bardziej pokazać jak obce są jej prawidła rządzące światem w którym żył jej ojciec i w którym ponad wszystko stawia się takie imponderabilia jak honor, braterstwo, oddanie. Myślę też, że czas najwyższy przy tej właśnie okazji wyjaśnić pani Marcie, że strasznie się pogubiła zawłaszczając sobie pewne prawa jak jej się to wydaje należne córce zmarłej pary. Nic bardziej mylnego. Od chwili gdy Lech Kaczyński został prezydentem, a z czasem stał się symbolem Polski na którą my z utęsknieniem czekamy, stał się także dobrem wspólnym. Fakt, że jego ciało spoczywa nie w grobie rodzinnym a na Wawelu powinno być dla Marty Kaczyńskiej wystarczającym argumentem. Powinna też to najlepiej z nas wszystkich rozumieć, jako i że z dobrodziejstwa tego stanu rzeczy wciąż czerpie, że cieszy się pośród nas pewną estymą nie dlatego, że jest córką Państwa Marii i Lecha Kaczyńskich, ale córką Pary Prezydenckiej. Nie spoczywają też na tym Wawelu bo byli kochającym się małżeństwem czy troskliwymi rodzicami. 

Ale nie o Marcie Kaczyńskiej miał to być tekst a o niebezpieczeństwie, które wciąż czyha na Andrzeja Dudę. Stawiam tezę, że jeśli on przegra te wybory to nie przez System, który sobie z nim poradzić najwyraźniej nie umie a przez tzw "naszych", w których współcześni patrycjusze pokładają w tych dniach największą nadzieję. Pamiętacie w jakiej aurze szliśmy do eurowyborów? Tuż przed wyborami NASZ tygodnik "wSieci" opublikował "Alfabet" w którym Zybertowicz w dość specyficzny sposób opisał Prezesa. Ktoś z NASZYCH pokazał go Jarosławowi, jeszcze kto inny, zapewne także NASZ człowiek, zmotywował konkurentów z listy profesora (a więc samych NASZYCH) i do dnia wyborów rozprawiały media już tylko o jednym. O jednym też była mowa przed wyborami samorządowymi gdy trójka NASZYCH posłów wybrała się na zagraniczną wycieczkę do Mediolanu. Mało brakowało a Jarosław Kaczyński podburzony przez bialskiego posła, jak najbardziej NASZEGO, wyrzuciłby z partii prezydenta Białej Podlaskiej dając powód by pismaki do ostatniej minuty przed ciszą wyborczą dzieliły ten włos na czworo. 

To jeszcze raz. Szczególnie dla tych którzy w tytule tekstu zechcą zamiast przestrogi szukać personalnego ataku. Andrzej Duda to najlepszy kandydat jakiego wydusiła z siebie prawica po 1989 roku. Ma on wszystko co trzeba by tą walkę wygrać począwszy od prezencji, poprzez wykształcenie, na elokwencji skończywszy. Jest więc mimo relatywnie młodego wieku bez wątpienia znacznie bardziej predysponowany do roli prezydenta niż Lech Kaczyński, świeć Panie nad jego duszą. System ma przez to bardzo poważny orzech do zgryzienia bo oni tam okopani w tych bunkrach najlepiej wiedzą, że chory i osowiały Komorowski nie jest w stanie pokonać młodego Dudy (stąd nagła promocja Kukiza, którego głównym zadaniem na teraz ma być powstrzymanie gwałtownego napływu niezdecydowanej części wyborców do obozu Dudy). Mamy więc szansę wygrać ale błądzi ten kto myśli, że Komorowski już się skończył. Szansę na reelekcję może System znaleźć w każdym z nas, a już najpewniej w tzw "naszych". Wystarczy, że na finiszu znów wyskoczą z jakimś Mediolanem albo kolejnym nieprzemyślanym tekstem w NASZYM tygodniku i będzie pozamiatane. Poważnie.

Witam na łamach Tygodnika Solidarni nowych Czytelników, tym razem z Izraela. Nie wiem który tekst tak przypadł tamtejszej Polonii do serca ale w jednej chwili weszło Was tu kilkadziesiąt osób. Zapraszam częściej.  


2 komentarze:

  1. "Stawiam tezę, że jeśli on przegra te wybory to nie przez System, który sobie z nim poradzić najwyraźniej nie umie a przez tzw "naszych", w których współcześni patrycjusze pokładają w tych dniach największą nadzieję".
    Co za bzdura! On przegra wbrew Systemowi, natomiast Komorowski wygra dzieki czemu? Bo nie popełnia błędów, tak?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Ja nie twierdzę że on przegra wbrew Systemowi bo musiałbym najpierw przyjąć że System mu sprzyja a tak nie jest.

      Ja w tym tekście apeluje do "naszych" by na czas wyborów pojechali na urlopy bo Dudzie idzie świetnie bez nich kręcących mu się pod nogami. Jest mniejsza szansa ze coś spiepszą. W poprzednich tekstach zaznaczyłem, że nie potrzebny mu jest nawet w tle Prezes ani duchem Lech i dobrze ze ich też w tej kampanii jest mniej.

      Uważam i to jest przekonanie którego nabrałem widząc sprawy z bliska że takie PO czy taka słabizna jak Komorowski mogą wygrywać tylko dlatego że my nie przestawiamy żadnej jakości. Tam nie ma ani ludzi mądrych ani odważnych, nie są to też giganci pracy. Wygrywają bo my nie potrafimy zrobić jednej rzeczy porządnie. Możemy oczywiście wszystko zwalać na System albo na Żydów i masonów, o i jeszcze na brak mediów nawet gdy już je mamy, ale ja bym jednak szukał początków tej nędzy w tym zlepku indywidułów i niedoszłych wodzów który nazywamy polską prawicą.

      Usuń