whos.amung.us

czwartek, 7 maja 2015

Debata czyli przegląd Obecnych i Nieobecnego

Do składu redakcyjnego Tygodnika Solidarni dołączyła blogerka, pani Leonarda Bukowska. To jej pierwszy tekst na naszych łamach. Wierzę, że jej spojrzenie na sprawy poszerzy zakres prezentowanych tu poglądów. A wszystko to dla Was. Zapraszam do lektury.

Autor debiutujący: Leonarda Bukowska

Po pierwsze to co widzieliśmy to właściwie nie żadna debata a raczej coś w rodzaju prezentacji kandydatów - debatą nazwać się tego na pewno nie da. TVP stanęła tym razem jako tako na wysokości zadania i powierzyła jego wykonanie rzetelnemu i niejazgotliwemu dziennikarzowi. Prowadzący musiał się jedynie momentami dwoić i troić, aby utrzymać dyscyplinę programu. Zresztą wg mnie jej przestrzeganie czy nieutrzymywanie to pierwszy sprawdzian przydatności kandydata na wyższe stanowiska państwowe (bo trudno je powierzać ględzie o cieknącym słowotoku, która nie jest w stanie podzielić sobie czasu i zamknąć wypowiedzi w przewidzianych 2 czy 3 minutach - na pewne stanowiska cecha taka dyskwalifikuje z mety).

       Ale od początku. Przede wszystkim wiadomość nieciekawa - to w sumie bardzo smutne, że prawie wszyscy kandydaci z mniejszych czy większych ugrupowań są - co tu dużo mówić - po prostu bystrzejsi od urzędującego Prezydenta RP, aż można mieć obawy, jak długo nasza biedna i sponiewierana Najjaśniejsza będzie w stanie to wszystko w ogóle dźwigać. W dodatku wypięcie się na obywateli, pozostałych kandydatów i nieuczestniczenie w debacie wykazało kolejne dwie paskudne i niestosowne cechy urzędującego Prezydenta. A więc coś, co gdzieniegdzie nazywa się strategią czy planowaniem to po prostu tchórzostwo. Zaś to, co niektórzy określają jako dbałość o własny elektorat to po prostu zwykła arogancja i buta. Mylą się wg mnie ci, którzy uznają taką strategię za słuszną (choć oczywiście do końca przekonamy się po głosowaniu) - uczestnictwo w "debacie" w tego rodzaju formule raczej Bronisławowi Komorowskiemu by nie zaszkodziło specjalnie (można było wygłaszać wyuczone mowy i można było z powodzeniem uniknąć okazji obnażania deficytów intelektualnych), nieuczestnicząc mógł moim zdaniem stracić kilka procent.

       A teraz po kolei. Andrzejowi Dudzie wczorajsza debata wg mnie ani specjalnie nie pomoże ani nie zaszkodzi - wypadł dobrze ale tego rodzaju konstrukcja programu zupełnie nie uwidoczniła jego najlepszych cech (inteligencja, dobre przygotowanie merytoryczne, opanowanie, radzenie sobie w trudnych sytuacjach). Moim zdaniem i wbrew niektórym opiniom dużo lepiej wypadł i pozyskał trochę wyborców w oszalałym wywiadzie Tadli dzień wcześniej. Podobnie sprawa ma się z Magdaleną Ogórek - ani strat ani zysków z powodu programu mieć nie będzie. Bez sensacji także wypadł JKM - zawsze to samo (będzie więc i ten sam elektorat), zgodnie z przewidywaniami było straszenie IIIwś (na wypadek wygranej PO lub PiSu) tylko bonmotów jakby było trochę mniej - trudno powiedzieć, czy z powodu zużycia materiału czy taka strategia. Jeśli chodzi o dwóch kandydatów  mniej lub bardziej narodowych - to o ile Marian Kowalski starał się zaprezentować w sposób stonowany i zatroskany o poważne problemy państwa, o tyle Grzegorz Braun potwierdził opinię, że jest osobą hmm.... delikatnie mówiąc nawiedzoną. Oczywiście pociąganie do odpowiedzialności za zdradę stanu czy działalność na rzecz obcej agentury jest postulatem słusznym, natomiast przy najlepszych chęciach - do sprawnego ścigania agentury nie wystarczy wymachiwanie orzełkiem w koronie "przedmasońskiej", wyrzekanie na mafie tudzież odwoływanie się do Chrystusa-Króla. To tyle w temacie nadodowym.

       Zdecydowanie źle wypadł moim zdaniem Palikot - i tutaj nie zgadzam się ze sporą częścią komentatorów roztrząsającą występy wczoraj wieczorem w TVP. Trudno sobie wyobrazić w ogóle, do jakiego elektoratu kierowane było jego wystąpienie - bo jak na elektorat zbuntowany to sprawiał po prostu wrażenie nudnego i przykurzonego jegomościa, który nie miał zupełnie nic ciekawego do powiedzenia (gdybym była takim zbuntowanym elektoratem na pewno sięgnęłabym po inne oferty). W dodatku - co moim zdaniem mogło wywołać negatywne odczucia u wszelkiego elektoratu - jego występ miał zdecydowanie charakter narcystyczny (tylko ja, tylko mnie, itp.) i egocentryczny - a tego po prostu nie lubi żaden elektorat. Całkowicie odrębna historia to Adam Jarubas. Prezencja niezła, człowiek niegłupi i sympatyczny a i dotychczasowe wyniki pracy na tle obecnej beznadziei i nieudolności nawet też całkiem niezłe. Tylko co ma zrobić biedny wyborca słuchając funkcjonariusza współrządzącej partii nadającego bez przerwy na ten rząd i stosunki panujące pod tymi rządami? Albo domagającego się bojowo poprawienia tego i tamtego? Panie - pokręciło się coś Panu? - miałoby się ochotę zawołać. Opozycja Pan czy koalicja? No po prostu blada rozpacz - opozycja w koalicji czy też koalicja wisząca na włosku - jednym słowem kolejna odsłona wszechobecnego bałaganu pod rządami PO-PSL.

     Niewątpliwie debata była szansą dla dwóch raczej nieznanych kandydatów. Nie znaczy to, że mieli coś ciekawego do zaproponowania poza ogólnymi sloganami. Niewykluczone jednak, że wskutek poprawy rozpoznawalności powiększą sobie krąg sympatyków (choć znów nie aż tak bardzo). I na koniec wielki przegrany debaty - i tu zgadzam się z większością opinii krążących wczoraj w eterze - Kukiz. Objawienie ostatnich tygodni ostro pnące się w górę po prostu przy konfrontacji na słowa wypadło nienajlepiej. Jest to tym dziwniejsze, że Kukiz jako estradowiec powinien być przyzwyczajony do publicznych występów. Jak widać jednak umiejętność śpiewania i występowania przed publicznością estradową nie przekłada się bezpośrednio na umiejętność zabierania głosu w ważnych sprawach państwowych czy społecznych. Po prostu forma jego wystąpienia była wg mnie całkowicie nieprzekonująca.

       To tyle na teraz - póki co po staremu a prawdziwe rozstrzygnięcie nastąpi w II turze. A przed II turą walka o wszystko, doświadczymy na pewno jeszcze niejednego - aż strach się bać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz