whos.amung.us

wtorek, 26 maja 2015

Mały cud nad Wisłą

Autor: Integrator

No i stało się, mamy prezydenta. Powoli wydaj się to takie oczywiste a jednak jeszcze wczoraj nic nie było pewne. Do ostatniej chwili trwałem w obawie, że oni tego tak nie zostawią, że rzutem na taśmę zrobią coś co złamie wszelkie reguły gry a nam zostanie już tylko bezradnie patrzeć jak biorą się za ostateczne porządkowanie spraw. Tak to właśnie ze mną było i ani się tego nie wstydzę, ani też nie zamierzam udawać, że było inaczej. Przedłużono ciszę wyborczą, a ja wiedząc, że oni mając już wyniki i dali sobie te dodatkowe półtorej godziny czasu by podjąć decyzję w którą stronę pójdą, czy w zamordyzm czy jednak w stronę demokracji, trwałem na modlitwie oddając Duchowi Świętemu losy mojej Ojczyzny. A tak już bez obwijania w bawełnę prosiłem o drugi cud nad Wisłą. Z tym większym rozbawieniem czytam dziś komentarze zalewające regularnymi falami internet, których autorzy uznali, że to jest akurat ten moment, by pochwalić się przed światem, że oni od początku wiedzieli, że tak to się wszystko pięknie skończy. Ja na to lekarstwa nie mam, bo gdyby na pychę było antidotum pewnie wciąż żylibyśmy wraz z naszymi, pierwszymi rodzicami w Raju. Tak dobrze niestety nie ma, właśnie przez pychę, która kazała Ewie zerwać jabłko, i która niektórym z nas pozwala w tych dniach opowiadać, że oni od dawna - wiedzieli. W kraju gdzie sędziowie są na telefon rządzących, gdzie prokuratorzy oskarżają ostatnich sprawiedliwych, gdzie komornicy sprzedają cudzą własność a dziennikarze kłamią jak bure suki udając, że nie widzą zalewającego nas zewsząd zła, w końcu w kraju, gdzie policjanci kłamią pod przysięgą, a każdy kto mógł rzucić choć odrobinę światła na to co stało się w Smoleńsku wącha kwiatki od spodu, w takim kraju można, uważam, być pewnym wszystkiego, poza jednym. Nie można być pewnym, że zwycięży prawda. Jeśli ktoś umie poprawnie postrzegać smutną rzeczywistość tego kraju, mógł spodziewać się raczej najgorszego niż tego, że wygra człowiek, którego jeszcze pół roku temu nie znał absolutnie nikt z nas, którego w dodatku wystawił do tego pojedynku polityk najbardziej znienawidzony przez System, Jarosław Kaczyński. Nikt nie mógł mieć pewności i nikt jej nie miał póki jak my wszyscy nie zobaczył pierwszych wyników. Nie wiedział tego ani Duda, do końca jak to będzie nie wiedział sztab, ani te miliony wyborców, które na kolanach wznosiło oczy ku niebu w indywidualnych modlitwach i różnego rodzaju łańcuszkach. Patrząc tak czysto po ludzku na te wszystkie okropności jakie działy się przez ostatnie lata, po prawdzie, zostawała tylko modlitwa. A teraz gdy już jesteśmy zaledwie dobę po tym cudownym zwycięstwie, dowiadujemy się, że pośród nas były dziesiątki takich co to ich Pan Bóg napełnił odpowiednio wcześniej wiedzą, że już tylko czekali pełni pokoju tego co pewne. To zostawmy ich skoro tak, samym sobie, niech korzystają z tej radości, wszak takie objawienia to stan wyjątkowej łaski.

A skoro już tak religijnie się zrobiło, muszę powiedzieć, że wyjątkowo źle odbieram wspomniane łańcuszki. Szczególnie krzywo na nie patrzę, gdy podpisują je kapłani, którym brakuje odwagi by wyjść spoza parawanu, dobrze chroniących inicjałów. Z drugiej strony wiemy jak z tym jest, trudno zgadnąć kto tak na prawdę za nimi stoi, więc nie tędy pójdą me rozważania a w stronę zawartych w tych łańcuszkach wezwaniach. Niemal dokładnie pokrywały się one z tym co powiedział zgromadzonym przez telewizorami Andrzej Duda na zakończenie pierwszej debaty. Powołał się tam na Jana Pawła II, podkreślił, że chce żyć zgodnie z tym czego On próbował nas uczyć, i że chce tak żyć nie tylko jak człowiek ale i prezydent. Przyznam, że wtedy lekko mnie to zeźliło, bo nie pamiętam, żeby nasz kandydat rozpoczął kampanię mszą świętą, już nie mówię żeby na Jasnej Górze, ale w ogóle, a to dopiero dałoby mu prawo poprowadzenia stojących za nim wyborców do tej symbolicznej bitwy o Pałac pod sztandarem Bóg, Honor, Ojczyzna. Na pewno nie głosiłbym też herezji, jak to zdarzyło się Andrzejowi Dudzie w Gościu Niedzielnym, że co do zasady jest przeciwko aborcji, ale jako prezydent, będzie musiał uwzględniać poglądy innych. Na całe szczęście poseł Duda zrozumiał, że nie tędy droga, że bez względu na to co my tu sobie na ziemi wymyślimy, zwycięża reguła "Jeśli Bóg z nami, któż przeciwko nam?". Zrozumiał, dał świadectwo i stało się - nie ma już posła Dudy, jest prezydent Duda. Mam nadzieję, że nigdy o tym nie zapomniani. Piszę o tym celowo, bo być może pośród moich Czytelników są osoby żyjące daleko od Boga, a nie ma w tych dniach lepszej okazji by zrozumieli jak wielka siła płynie z wiary. Może to się Wam zrazu wydać mocno naciąganą narracją, ale gdy weźmiemy pod uwagę właśnie fakt, odwrócenia się Andrzeja Dudy od wcześniejszych light-katolickich deklaracji, jednoznaczne opowiedzenie się po stronie miłej Bogu, a jeszcze gdy uświadomimy sobie, że zwycięstwo zostało mu dane w święto zesłania Ducha Świętego, to nic nie jest już ani niewyobrażalne, ani niezwykłe. A więc ukorzył się Andrzej Duda ale i przyjął depozyt wiary. Od tego jak długo będzie go niósł przed sobą, od tego jak wytrwale będzie bronił zebranych tam prawd, od tego zależeć będzie kształt drogi, która przed nim. Podobnej odnowy, szczególnie moralnej, musi doznać także Prawo i Sprawiedliwość jeśli chce powtórzyć sukces prezydenta Dudy. Mówiłem o tej potrzebie tekstem "PiS powinien być jak mafia", ale nie zaszkodzi gdy raz jeszcze się nad tym problemem pochylę. Acz to już w kolejnym tekście. 

Przed Andrzejem Dudą, stoi jeszcze jedno ważne zadanie. Od teraz bardzo bacznie będą przyglądali mu się liberalni wyborcy, i ci co już od dawna nie głosują. Nauczono ich dokładnie, że to jest człowiek Kaczyńskiego, człowiek IV RP, dlatego od tego jakie Duda będzie podejmował decyzje i jaki przyjmie styl sprawowania władzy, zależeć będzie czy ludzie ci nauczą się na nowo postrzegać polskie sprawy, które im tak skutecznie obrzydzono. Jeśli zrobi to dobrze, może się i tak zdarzyć, że w umysłach tysięcy Polaków, Polska o której ongiś opowiadał Lech Kaczyński, może zacząć krystalizować się im jako coś wartego uwagi. Pierwsze miesiące, co tam, już pierwsze dni po zaprzysiężeniu będą więc bardzo ważne. Zwłaszcza, że druga strona także wie jak ta maszynka działa. Jeszcze może nie teraz ale już w przyszłym miesiącu, to na pewno!, przejdą do frontalnego ataku, choć pierwsze przymiarki i pohukiwania dochodzą naszych uszu już teraz. Wiemy dla przykładu, że poniósł Duda sromotną klęskę w swym mateczniku, a jakże, i jeszcze w Warszawie. Doniesiono nam także, że na wieść o jego zwycięstwie poleciała giełda, słabowała też nasza waluta. Jego pomysły będą zaś kosztowały nas grube miliardy. To są proszę Państwa zwyczajowe kłamstwa ale i zwiastun bezpardonowej walki, która wciąż przed nami. Walki o przetrwanie. Nie mam wątpliwości, że Platforma właśnie na przykładzie Dudy, zechce nam pokazać co nas czeka jeśli wpuścimy do Sejmu resztę jego kompanów w nazbyt pokaźnej ilości. Ufam, że prezydent Duda to wie. No i że Jarosław Kaczyński otworzy się w końcu na tą prawdę, że Prawo i Sprawiedliwość zanim ruszy do boju, musi wykonać na żywym organizmie swej partii kilka bardzo poważnych operacji. Wcale niekosmetycznych. 

Tym razem witam kilku nowych Czytelników z Iranu. Dziękuję za waszą tu obecność. Przekazujcie sobie proszę, zamieszkujący ten kraj Rodacy, link do Tygodnika Solidarni. Rozprawiamy tu przecież o sprawach ważnych, o takich które decydować będą o kształcie naszej wspólnej Ojczyzny. Zapraszam!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz