whos.amung.us

poniedziałek, 4 maja 2015

Andrzej Duda, czyli jak oddać sprawiedliwość pani od przyrody

Autor: Krzysztof Osiejuk (toyah)

Ponieważ zależało nam, by podczas spotkania z Andrzejem Dudą w siedzibie śląsko-dąbrowskiej Solidarności, znaleźć się jak najbliżej sceny i w ten sposób spokojnie i względnie komfortowo obejrzeć sobie kandydata, posłuchać tego, co nam powie, na miejscu byliśmy już godzinę przed czasem. Okazało się, że dużo za późno, bo kiedy przyszliśmy, nie dość, że wszystkie siedzące miejsca były już zajęte, to w ogóle sala była wypełniona niemal po brzegi. Ustawiliśmy się więc pod ścianą i właściwie od razu okazało się, że lepiej nie mogliśmy trafić, bo przede wszystkim to tamtędy przyszło Dudzie wchodzić do sali, a więc też przy okazji uścisnąć nam wszystkim dłonie i pozwolić sobie zrobić ładne zdjęcie, no a poza tym wyszło na to, że wszyscy ci, którzy przezornie przyszli jeszcze wcześniej, i tak nic nie widzieli, bo im całość zasłonił tłum reporterów z kamerami.

Przyszedł Duda i ani – tu informacja dla tych, którzy przez minione 10 lat bardzo starannie przedstawili swoją wizję dobrej prezydentury – nie wyglądał jak kartofel, ani nie miał 160 cm wzrostu, nie mamrotał, nie ciamkał, nie przysypiał, nie ciągnął za sobą budki z napisem „toi toi”, nie robił wrażenia człowieka pijanego, w dodatku wygłosił krótkie, mocne i bardzo treściwe wystąpienie, które wzbudziło jednoznaczny entuzjazm, i pojechał dalej, do Rybnika, Mikołowa i Jaworzna, by apelować do każdego, kogo spotka, o poparcie dla dobrej zmiany.

I stało się tak, że zaraz po tym, jak przyszliśmy, tuż obok nas stanęła kobieta, która, kiedy chodziłem do liceum, jako jeszcze bardzo młoda nauczycielka, uczyła mnie biologii, następnie została tam dyrektorką, prowadziła szkołę przez 13 lat, czyniąc z niej zdecydowanie najlepszym liceum ogólnokształcącym w mieście, a dziś już jest na emeryturze. Ponieważ mieliśmy tę godzinę czekania, spędziliśmy ją na wspomnieniach. I proszę sobie wyobrazić, że moja pani od przyrody opowiedziała mi, jak to w roku 2004 została członkiem Prawa i Sprawiedliwości, a następnie kandydatem w wyborach do Sejmu, i od tego czasu zaczęła być konsekwentnie i bez żadnej litości niszczona przez wszystkie możliwe instytucje Systemu. Opowiadała mi, jak w roku 2005 odbył się konkurs na dyrektora szkoły, który ona wygrała i który został natychmiast unieważniony przez prezydenta Uszoka, po zaskarżeniu decyzji, dyrektorka sprawę wygrała i jeszcze dwa lata popracowała w swojej szkole, jednak nieustanne kontrole, połączone z kampanią zastraszania, nienawiści, ośmieszania i szczucia, przy otwartym bojkocie ze strony bardziej zaangażowanej politycznie części grona nauczycielskiego, które wyczuło ów znany nam aż nazbyt dobrze swąd, doprowadziły do tego, że moja pani od biologii, dyrektorka mojego liceum, ostatecznie zrezygnowała z walki i w roku 2007 przeszła na wcześniejszą emeryturę. A wszystko tylko przez to, że – podkreślmy to może dziś szczególnie mocno – okazała się być „pisowskim bydłem”.

I wczoraj wpadliśmy na siebie po latach podczas spotkania z Andrzejem Dudą, na które oboje przyszliśmy, by go wesprzeć w jego staraniach na rzecz Ojczyzny.

Pora na refleksje. Otóż mamy Andrzeja Dudę, a naprzeciwko niego Bronisława Komorowskiego, o którym mój syn wczoraj powiedział, że gdyby on stawał do tych wyborów z pozycji zwykłego kandydata, a nie Prezydenta RP, przegrałby nawet z tym jakimś Tanajno. Komorowski jest bowiem tak jednoznacznie beznadziejny, że gdyby nie to nazwisko, te media i ta nienawiść do PiS-u, jego by tu od dawna nie było. Ale to jest tylko jedna strona tej opozycji. Otóż obok Komorowskiego, stoją tacy ludzie, jak Braun, Wilk, Kukiz, czy Kowalski, i każdy z nich ogłasza, że jeśli on zostanie prezydentem to albo Polska będzie wreszcie Polską, albo zostaną wprowadzone JOW-y, albo przestaną istnieć wielkie partie, albo odpowiedniego wymiaru nabiorą takie wartości, jak Kościół, Rodzina i Strzelnica, a my wszyscy będziemy mogli z uśmiechem na twarzy umrzeć, nie jako obywatele, ale jako poddani.

A ja mam wciąż w głowie historię, którą opowiedziała mi moja pani od przyrody, ale też i tę swoją, którą i ja jej opowiedziałem, jak to w pewnym momencie wyszły na jaw moje poglądy i z dnia na dzień straciłem pracę, i ku uciesze ludzi złych i gnuśnych musiałem przez całe lata żyć dzięki wsparciu przyjaciół. No i nie mogę też przestać myśleć o Andrzeju Dudzie, który wczoraj zrobił kolejny krok do wyrwania Polski z ich rąk. Przy kompletnej ciszy, przerywanej szyderczymi komentarzami, ze strony mediów, i owymi pełnymi troski dyskusjami tak zwanych „naszych” na temat tego, czy bardziej antysystemowy jest Kukiz, czy Braun.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz